Znajomy politolog prognozował ostatnio, że aby wygrać kolejne wybory chętni będą musieli zaproponować program 600+ z dodatkiem na dziecko napoczęte.
Żart może i nie najwyższej próby, ale zawierający, niestety, wiele prawdy o stanie polskiego społeczeństwa.
Podobnie jak ulubiona inwektywa posłów PiS rzucana pod adresem tzw. elit RP – „komuniści i złodzieje”. Cóż, jeśli Polska to kraj, w którym elitami są jedynie komuniści i złodzieje, to jak to świadczy o samej jarosławnej partii? Pytanie, rzecz jasna, czysto retoryczne.
Od dłuższego czasu pojawiają się w mediach, także na SO, próby zdiagnozowania etapu rozwoju na jakim funkcjonuje obecnie społeczeństwo naszego kraju.
Czasami czytając je mam wrażenie, że nikt nie chce poznać tej prawdy do końca. Nawet powołując się na czyjeś badania ograniczamy się do pewnych schematów i to tylko takich, które pozwolą nam udowodnić z góry założoną tezę. Teza ta brzmi: my jesteśmy ci mądrzy, a reszta nic nie rozumie. Widzenie tych „mniej mądrych” zależy od indywidualnych cech autora, temperamentu lub aktualnego przebiegu procesów trawiennych.
Podstawowe błędy w obserwowanych rozumowaniach są dwa.
Po pierwsze, mało kto potrafi z pokorą badacza przyjąć stan faktyczny przejawiający się np. w tym, że ktoś czegoś nie chce. Zwyczajnie nie chce. I nie ma znaczenia czy obiektywnie ma rację czy nie. Można mi godzinami opowiadać o zbawiennym wpływie siemienia lnianego na perystaltykę moich jelit, a ja go zwyczajnie nie lubię i jeść nie będę. Nie chcę. Z góry godząc się z konsekwencjami.
Nierozsądne? Nielogiczne? No i co z tego? Człowiek to nie maszyna zachowująca się zawsze przewidywalnie i wg określonego systemu. Społeczeństwo to nie puzzle, które można ułożyć tylko w jeden sposób.
Drugi błąd polega na przyjmowaniu z góry założenia, że tylko ja mam rację.
Przemyślałem sprawę, wyciągnąłem logiczne wnioski, a Kazio – kolega z partyzantki, obecnie profesor, poparł moje wywody. I już. Koniec, żadnych wątpliwości.
Ten brak dyskusji z samym sobą widać gołym okiem, czasem wręcz razi w przypadku kiedy dotyczy osób, które kiedyś człowiek przywykł szanować, które uznawał kiedyś za swoich mentorów.
Zastanawiałem się skąd się taka postawa bierze. Zwykle bowiem najbardziej pewny siebie jest człowiek młody, który jeszcze niewiele wie i rozumie. Z wiekiem to mija i w naturalny sposób zbliżamy się do sokratesowej konstatacji na temat własnego zasobu wiedzy.
Okazuje się, że nie wszyscy.
Zadziwia mnie sposób myślenia niektórych znanych publicystów i komentatorów, którzy obrażają się na rzeczywistość i dają się ponieść emocjom, przy okazji zarzucając ich nadmierną ekspozycję innym.
Lawina krytyki jaka spadła ostatnio na Roberta Biedronia w związku z udzielonym przez niego wywiadem stanowi najlepszy przykład.
Pominąwszy niektóre żałosne (i niepotrzebne, bo przez nikogo nie oczekiwane) wypowiedzi, zdumiała mnie wypowiedź Adama Michnika, który nie szczędził słów krytyki Biedroniowi „i jemu podobnym”, co wprawdzie mieści się w granicach normalnej dyskusji, ale użyta argumentacja sprawiła, że przecierałem oczy ze zdumienia.
Najogólniej rzecz biorąc zasadzała się ona na frazie „nie bo nie”. Oni (wszyscy poza Michnikiem) nie mają racji. Dlaczego? Bo nie! Zero jakiegokolwiek argumentu.
A szkoda, bo Biedroń zwrócił uwagę na coś co zwykle umyka naszym najmądrzejszym patrzącym na wszystko z wysokiej kolumny własnej doskonałości.
Na zwykłych ludzi, którzy mają głęboko w nosie spór o Trybunał Konstytucyjny, bo ich problemy są na zupełnie innym poziomie. Nie mają racji? I co z tego? Ich jest więcej i już samo to powinno skłonić rodzimych mędrców do nielekceważenia tego zjawiska.
„Zdaniem Biedronia KOD ‘nie wychodzi w imieniu tych, którzy są wykorzystywani przez pracodawców’, wartości, których broni KOD są nienamacalne na prowincji, której mieszkańcy żyją przyziemnymi sprawami.”
I cóż na to pan Michnik? Kilka pogardliwych uwag ad personam, nic więcej. Na zwróconą uwagę, że „z opinią Biedronia zgodzi się wielu rozsądnych ludzi” – „też nie będą mieli racji”! I już!
A jednak to Biedroń ma rację, bo on nie teoretyzuje, ale widzi zwykłych ludzi na co dzień i jego zajęciem jest załatwianie ich problemów. Dlatego jego słowa są bardziej wiarygodne, niż jakiegokolwiek intelektualisty. Lekceważenie ich to prosta droga do przegranej, którą zresztą widać już gołym okiem.
Nie zauważyłem, by w jakichkolwiek mediach pięć razy dziennie (no, może cztery by wystarczyło) tłumaczono wszem i wobec, powoli i wyraźnie, jakie znaczenie ma funkcjonowanie TK dla tzw. „zwykłego Polaka”. A ma, bo to i orzecznictwo sądów i sprawy notarialne, spadkowe itd. Nie wszyscy to jeszcze na dzień dzisiejszy widzą, nasi rodzimi mędrcy powinni im ułatwić zrozumienie tego zanim będzie za późno.
Tymczasem wszelkie demonstracje odbywają się pod hasłami na tyle ogólnymi, że do większości ludzi nie dotrą. Mało tego – ogólnikowość haseł ma to do siebie, że łatwo je odwrócić. Już dziś ze strony PiS słyszę o „faszystowskiej” totalnej opozycji. Prawda, jakie to proste? Odwracanie kota ogonem to specjalność partii jarosławnej, osiąga w niej niemal mistrzostwo — i to też trzeba brać pod uwagę.
No, ale cóż – nikt nie ma racji oprócz tych co ją mają. Z definicji, przypisaną do nazwiska raz na zawsze, za zasługi w walce… no właśnie – z czym? Coraz więcej ludzi, szczególnie młodych, ma wątpliwości. I nie bez podstaw.
Zamiana jednej jedynie słusznej racji na drugą to niekoniecznie jest to czego ludzie się spodziewali.
Pytałem już kilkakrotnie o dziwne, moim zdaniem, milczenie rolników w sprawie ustawy o „ochronie ziemi polskiej”, która to ustawa wprost ingeruje w prawo własności – jedno z podstawowych, jak nam się wydawało, w nowej rzeczywistości, a na wsi klasycznie postrzeganej będące ośrodkiem szczególnej wrażliwości. Gdzie te kosy pod sejmem, gdzie Pawlaki i Kargule z granatami w świątecznym ubraniu? Nie ma, cisza. A paradoks tej ustawy idzie tak daleko, że rolnik może mieć dziś problem z podziałem majątku przy rozwodzie. To wcale nie żart, wystarczy pod tym kątem poczytać nowe przepisy.
No więc co się stało, że na wsi nikt nie protestuje? Już nie będzie wojny o zaoranie miedzy na trzy palce?
Nie mam pojęcia, nie jestem specjalistą, ale to milczenie naprawdę mnie zaskakuje, a odpowiedzi znikąd.
Pisałem kiedyś o znajomej, prostej kobiecie, która mając chorego męża straciła pracę i zagłosowała na Du*ę wierząc, że „on jej da”. Nie dał. I co? I nic, ona na marsz KOD nie pójdzie, nie ma czasu bo szuka pracy. Wciąż szuka.
O takich ludziach mówił Biedroń i został obszczekany przez najmądrzejszych.
Ale to on ma rację, bo takich ludzi są miliony i wszyscy mają prawo głosu.
Tymczasem naszym elitom wystarcza, że zachwycają się same sobą, bez względu na to jak wygląda rzeczywistość. Udowadniają wynikami szalenie naukowych badań, że to one mają rację. Tylko co z tych racji wynika? Nic. Kompletnie nic. Żadnych wniosków praktycznych, nawet próby ich wysnucia.
To taki piękny i wręcz klasyczny przykład rozumowania polskiej inteligencji. Najważniejsze to powiedzieć coś co ładnie brzmi i mądrze, a skutki praktyczne? A kto by się tam tym przejmował?! Najważniejsze, co Kazio o mnie napisze w tej czy tamtej gazecie.
A skutki praktyczne chodzą po ulicach i wściekają się, bo widzą jak różne grupy zaangażowanych w politykę obywateli gryzą się między sobą o koryto.
Co? Nieprawda? Fałszywy obraz? No i co z tego? Czy ktoś podjął choć próbę dotarcia do tych ludzi i wyjaśnienia im o co tu naprawdę chodzi?
Kiedyś wkurzałem znajomych mówiąc, że walka o wolność słowa nie jest hasłem chwytliwym dla przeciętnego Polaka. Moja brutalna (przyznaję) argumentacja, że po co wolność słowa komuś kto i tak nie ma nic do powiedzenia wywoływała furię u panów oraz globusa a la pani Emilia u pań.
Dziś patrząc na rodaków jestem gotów powtórzyć swoje zdanie sprzed lat.
Rodak patrząc na rządzących (obojętnie z jakiej opcji) mówi o nich „sk***syny”, ale za komuny też tak mówił, choć może trochę ciszej. Czy więc te parę decybeli warte jest aż rewolucji?
Aby być sprawiedliwym – nigdy w historii nie było tak, aby jakiś kraj rozwijał się idealnie równomiernie, bez pozostawiania na marginesie (nawet tymczasowym) grup społecznych, które tym samym mogły czuć się wykluczone, porzucone, czasem wręcz wzgardzone.
Polska wcale nie jest tu najjaskrawszym przykładem. Bywały miejsca na świecie dużo gorsze.
Natomiast we wszystkich krajach gdzie rządzącym zależało na względnym spokoju społecznym nawet skrajna prawica uznawała istnienie tendencji lewicowych i nie lekceważyła ich wiedząc, że koncesje na ich rzecz są wentylem bezpieczeństwa dla każdej formy rządów.
U nas o tym całkowicie zapomniano.
Przypomniał o tym Kaczyński i to w praktyce, tak bolesnej dla ludzi, dla których hasła wolności, prawa, demokracji są wartościami samymi w sobie. Choć nie są. Nie są gdy nie wypełni się ich treścią zrozumiałą i odczuwalną dla tzw. szarego człowieka.
Ktoś je próbował wypełnić? Nie zauważyłem, może coś mi umknęło.
Ten dziwaczny i wściekły atak na Roberta Biedronia, jednego z najuczciwszych polityków naszych czasów, świadczy o tym, że nikt nawet nie chce ich niczym wypełniać. Lud roboczy ma się najeść haseł i poczuć się sytym.
Obawiam się, że prędzej naje się programem 500+ i zapamięta kto mu te pieniądze dał. Niektórzy wolą widzieć w tym jedynie wspomaganie patologii, która tę kasę przepije, bo „przecież to oczywiste”.
Każde hasło przegra z programem 600+ (nawet bez dodatku na dzieci napoczęte).
Jeśli obecnemu rządowi zabraknie pieniędzy na wypłaty (co może się zdarzyć)
to wcale nie znaczy, że program był nietrafiony. Ludzie poczekają na następnych, którzy mu go obiecają i zagłosują na nich. Także za cenę ograniczenia ich praw obywatelskich, co niektórym nie mieści się w głowach.
Szkoda, że nikt nie chce patrzeć trzeźwo na otaczającą rzeczywistość i woli taplać się w bezpłodnych rozważaniach teoretycznych pokrzykując wyniośle na każdego kto ośmieli się mieć inne zdanie.
A nawet – co już stanowi szczyt głupoty ocierający się o instynkt samobójczy – żądając uznania swojej racji za jedyną możliwą. Wbrew wszystkiemu.
To co wyprawiają dziś opozycyjne partie polityczne jest odczytywane (i trudno odczytywać to inaczej) jako gra polityczna nie mająca nic wspólnego z codziennymi problemami ludzi. Ludzi, którzy za trzy lata pójdą do wyborów i stwierdzą, że dla rządów PiS właściwie nie ma alternatywy.
Czarnowidztwo?
No to słucham – jakież to hasło może zagrzać miliony do walki o to, „by Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”?
Nie kiedyś tam. Dziś, teraz.
Jerzy Łukaszewski


Dobre.. nawet bardzo dobre, i?
Panie Jerzy, obawiam się że jeszcze chwilka i ..
nie pozostanie nic poza satysfakcją że miałem rację!
W polityce są wyłącznie egoiści z nielicznymi wyjątkami jak Biedroń. A wyjątki należy zwyczajnie tępić.
Bardziej niż obszczekiwanie Roberta Biedronia smuci mnie stan znieczulenia sporej przecież i mającej mnóstwo zwolenników partii PO: spokojniutko pogodzili się na wybór Grzegorza Schetyny na swego przewodniczącego, choć nikt nie potrafi powiedzieć jakie ma przekonania, ideały, zamiary — ot, typowy aparatczyk, nieco mniej sprytny niż Donald Tusk ale lepszy w partyjnych rozgrywkach od pozostałych. Rozumiem, że nie protesty pokojowe i uśmiechnięte demonstrantów KOD-u mogą ucywilizować posłów rządzącej partii, którzy domagają się czy to kary śmierci dla dawnego premiera, czy to wyrzucenia z Sejmu liderów opozycji — ale jeśli los Polek i Polaków ma zależeć od tego, co obecna czołówka PO wyrabia, to przygotowujmy się na długą noc w białoruskim stylu. Nie widać tam ani cienia wizji Kraju, a tylko ona może coś tu przynieść wartościowego. Akcje KOD-u (które doceniam i popieram) mówią czego nie chcemy. A czy znajdą się jacyś poważni politycy, którzy powiedzą czego chcemy?
Dziękuję Panie Jerzy. Po raz kolejny powiem – nie denerwuje mnie głupota głupich, lecz głupota mądrych. Nie pierwszy raz zwraca Pan na to uwagę. I co? Chyba się nie przebija.
Mam podobną opinię jak Autor po obejrzeniu rozmów z Biedroniem i Michnikiem. Zwróciłem uwagę na to samo zdanie Michnika o opiniach Biedronia oraz innych rozsądnych ludzi. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że po pierwsze Michnik nie jest nieomylny (choć dla wielu bywał i bywa wyrocznią) a po drugie my wszyscy popełnialiśmy i popełniamy ten sam błąd. Oczekujemy, że z problemem JK poradzą sobie weterani walki o niepodległość. Wałęsa, Michnik, Frasyniuk, Bujak, Hall, Lewandowski, Buzek, Borusewicz, Komorowski i wielu innych to weterani walki o niepodległość i demokrację. Oni już swoje zrobili. Dzisiaj czas na 50 latków, 40 latków i młodszych. To czas Schetynów, Petru, M.Kijowskich, Nowackich, Kosiniaków oraz wielu innych, może nawet dzisiaj zupełnie nie znanych. Pokolenie 70-latków i 60-latków nie odmówi współpracy ale zwyczajnie nasz czas biologiczny zwolnił, zwalnia w amplitudzie gasnącej. Możemy co najwyżej doradzać, wspomagać ale nie odegramy roli wiodącej ze względów czysto fizjologicznych – wydolność nie ta. Podobnie myślę o JK choć to nie moje zmartwienie.
Idąc tym tropem myślenia Pańskie obserwacje, przemyślenia, sposób rozumowania i konkluzje powinno się adresować do tych właśnie adresatów, nawet jeśli większość z nich jeszcze się nie ujawniła. Jestem przekonany, że ze spontanicznego ruchu sprzeciwu nie tylko KOD ale wielu innych nurtów wyłonią się ciekawe osobowości i postacie. Kuroniowi i Michnikowi starsi od nich działacze nie ustąpili miejsca. Sami sobie je wypracowali a nawet wywalczyli. Podobnie dzieje się z Biedroniem i jemu podobnymi, którzy działają np. w gminach, samorządach, sejmikach a niewiele o nich wiemy. W omawianym przez Pana wywiadzie z Adamem Michnikiem sformułował on inną ciekawa uwagę. To czasy, wydarzenia i potrzeby tworzą grunt podatny do ujawniania się przywódców. I tę konkluzję potwierdzają także moje obserwacje. Także i dlatego nie skreślam nikogo z wymienionych bo za wcześnie aby wyrokować.
Prezydent: j.Luk.
Premier: Biedroń.
.
Nie żartuję. Do dzieła!
@j.Luk:
Wielu historyków może Panu pozazdrościć. Ma Pan przygotowanie merytoryczne. Jest Pan we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Chłodnym i poinformowanym okiem może Pan oglądać narodziny kolejnego potwora. Kiedyś historycy będą się spierać i wysilać mózgownice, w jaki sposób normalny i w miarę zasobny kraj wpadł w amok i zrujnował sam siebie bez żadnej racjonalnej przyczyny. Wtedy będą sięgali na półkę i wyciągali książkę Pana autorstwa „500+ które wstrząsnęły Europą. Początek upadku Europy w drugiej dekadzie XXI wieku.” Ma Pan szansę przejść do historii jako naoczny świadek katastrofy. Pana świadectwo będzie nieocenione.
@slawek nie oczekuję, że ci, których pan wymienił cokolwiek zrobią. W omawianym wywiadzie nie uderzyło mnie zdanie odmienne od Biedronia, ale sposób w jaki zostało wypowiedziane i „uargumentowane”. Bo to dla pewnych środowisk stało się już normą. Tak jak powiedziałem: oni już nie dyskutują nawet z samymi sobą. ONI WIEDZĄ.
Michnik zaprotestował nawet przeciw temu, by przyznawać się do popełnionych błędów. Ręce opadają.
A nowe osobowości owszem, obserwuje uważnie. A wie pan za co lubię Biedronia? Bo to jeden z nielicznych posłów „spadochroniarzy”, który wybrany w całkowicie dla siebie obcym miejscu jeździł do swego okręgu wyborczego, spotykał się z ludźmi i interweniował (i to skutecznie) w ich zwyczajnych, czasem drobnych nawet sprawach. I to oni go zaproponowali jako kandydata na prezydenta Słupska, a nie żadna partia. Wcale im się nie dziwię. Coraz bardziej przypomina mi prezydenta Gdyni, który niezależnie od rządzącej opcji robi swoje i powtarza „Moją partią jest Gdynia”.
Więcej nie wymagam.
Panie Jerzy przecież to nic nowego. Adam Michnik reprezentuje środowiska dawnej UW. Oni właśnie przez to przegrali, przez taką protekcjonalność, że „wiedzieli”. I ja się Michnikowi nie dziwię – on tak ma od dawna. Z jednej strony jest jednym z najciekawszych myślicieli społecznych i politycznych, z drugie „wie lepiej”. I tego nie zmienimy.
*
Podzielam pańskie uwagi nt. Biedronia. Jest jednym z niewielu, którzy nie dali się uwieść wygodnym mechanizmom oligarchizacji partii politycznych. W tym sensie przypomina tych samorządowców o których Pan wspomina. Oprócz Gdyni z wielkich miast jest Wrocław, Poznań, i wiele mniejszych miast o których nie słyszymy na codzień, gdzie samorządowcy na swoją miarę i na swoją skalę rozwiązują problemy zwykłych ludzi. Nawet w mojej do niedawna Łodzi władze samorządowe po latach posuchy robią coś niecoś dla mieszkańców. Kiedy się temu przyjrzymy to są tysiące prezydentów, burmistrzów, wójtów oraz radnych w skali całej Polski. To jedna z najlepszych kuźni demokracji i działania konkretnego. I to pewnie oni maja największa siłę do obrony dorobku Polski po 1989 r. i takiego jej zmieniania aby wyeliminować dotychczasowe mechanizmy patologii politycznej. Pytanie tylko jak połączyć ich wysiłki, aby uzyskać efekt w skali ogólnopolskiej.
Ponieważ moje wypociny czekają cierpliwie na moderacje pozwole sobie przytoczyć wiersz „Patryota” z 1898 roku, Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Znalazłem taki tekst zasugerowany artykułem z dzisiejszego Newsweeka, ni ewiem oczywiście czy to cały wierz:
W zdrowym ciele zdrowa dusza!
Hoc! Hoc! Hopsa! tylko śmiało!
Jeszcze Polska nie zginęła!
Co się stało, to się stało!
Jak Bóg da, to odbierzewa!
Hulaj dusza bez kontusza!
Huha! Vivat „patryota”!
Rozum, wiedza, talent, praca
U nas, bratku, nie popłaca!
Postęp i cywilizacja
W kąt, gdy wchodzi do gry nacya!
I „guanem” wnet dostanie
Kto nie z nami, mocium panie,
Bo jest jedna tylko cnota,
Byś był, wasze, „patryota”!
Możesz kpem być i cymbałem,
Możesz dureń być siarczysty,
Byleś z mocą i zapałem
Kraj miłował macierzysty!
Co się stało, odstać może!
Jedno, drugie, trzecie morze…
Huha! Hopsa! Każdą nową
Myśl witamy krzyżem pańskim
Precz z geniuszem Europy
Farmazońskim i szatańskim!
My o jedno tylko szlemy
Modły k niebu z naszej chaty:
By nam buty mogły śmierdzieć,
Jak śmierdziały przed stu laty!
Gdzieś tam jakiś Francuz wściekł się
– Bęc! Już sterczy na indeksie!
Ojciec święty siedzi w Rzymie,
Na plebanii ksiądz Walenty
– Wara, chłystku, mi tu wnosić
Swoje „ludzkie dokumenty”!
Londyn, Berlin i Warszawa
Niech Ci krzyczy: Sława! Sława!
Chociaż wiem, jak ci zależy,
Abyś u mnie był przyjęty,
Ja ci domu nie otworzę
Nie dla takiej on hołoty!
U mnie w duszy cnota leży
– Vivat skromność „patrioty”!
Hoc ha! Hopsa! Byle zdrowo,
Zdrowa dusza – zdrowe ciało!
Niechaj śmierdzi, jak śmierdziało,
Byle tylko narodowo!
Wolę polskie g… w polu
Niż fiołki w Neapolu!
Swojsko, polsko, po naszemu,
Hoc! Hoc! Hopsa!
Tak jak wtedy,
Gdy nas naprzód tłukły Szwedy,
Potem Niemcy i Moskale
– Hoc! Hoc! Hopsa! Doskonale!
Po swojemu! Po staremu!
Lepiej dostać w łeb w kontuszu,
Niż we fraku natrzeć uszu!
Niechaj żyje stara cnota!
Daj nam dalej kisnąć Boże!
Jedno, drugie, trzecie morze
– Vivat „prawy patryota”!…
http://www.tokfm.pl/blogi/pomiedzy/2014/10/patryota__i_polskie_g_w_polu__wywiad_z_t_tymanskim_prostuje__nieporozumienia/2
Reakcję Michnika można opisać tylko w jeden sposób:
Termometr pokazał gorączkę, stłuc termometr…
Niestety jest to dosyć typowe podejście tzw. elit…
A to, że tłuszcza woli „precz” od „niech żyje” nie jest żadną niespodzianką.
Zawsze lepiej mieć pod ręką kogoś, kto jest winien naszej nędzy, niż tego, kto pokazuje jak z niej wychodzić własnymi siłami.
otoosh pisze:
2016/05/22 o 09:45…….
otusz…. a kto to jest ta twoja tłuszcza? Bo mam wrażenie, że z tego co napisał J.Luk nie zrozumiałeś kompletnie nic.
Takie „dotarcie do ludzi” i wytłumaczenie im „o co tu chodzi naprawdę” jest doprawdy mało prawdopodobne, szczególnie, że chodzi o dość cyniczną walkę diametralnie różnych opcji na scenie politycznej, które w sensie komunikatywności społecznej zainteresowane są już przede wszystkim gromadzeniem wokół siebie elektoratu, i niestety robią to na coraz prostsze, by nie powiedzieć bardziej prymitywne sposoby. To prawda, że są one mierzone skutecznością, i tej miary partiom politycznym odmówić nie sposób, lecz w tym przypadku skuteczność wynika w dużej mierze ze stosowanych socjotechnik, w gruncie rzeczy manipulacji. Niezależnie od bieżącej koniunktury politycznej upatruję w tym największej szkody wyrządzanej społeczeństwu, tj. utwierdzania w nim cech w swojej istocie plemiennych i uczenia logiki walki plemiennej jako tej która określi życie publiczne. Pozostaje wiara po prostu w rozsądek człowieka i w konsekwencji konieczny katharsis, kiedy dominujące staną się kwestie programowe i wokół nich gromadzenie elektoratu. Jak takie zmiany inicjować to pytanie warte Rzeczpospolitej, nie ma tu jednak drogi na skróty i zajmowanie się tzw. zwykłymi sprawami to konieczna część tej drogi, obyśmy się w końcu na niej znaleźli.