2016-06-17.
ECHA WYDARZEŃ: EURO 2016. Polska-Niemcy 0:0.
W kronikach zawodu zapisano komentatorski lapsus: 0:0, do przerwy 0:0. Przepraszam, tak mi się jakoś przypomniało… Podobnie jak przypomniał mi się pierwszy Wyścig Pokoju. Wtedy jeszcze nazywany „Biegiem Kolarskim”. Praska gazeta uświetniła start pierwszą stroną po polsku, polska- po czesku. Teraz sieć pokazała gazetę berlińską- przedmeczowo dwujęzycznie… Nowe… po staremu. Nihil novi sub sole…
Kto widział – wie, że reprezentacji Polski trzeba zaklaskać z uznaniem. Nic to, że Niemcy dłużej byli „w posiadaniu piłki”- znów ten żargon. Liczy się nie to ile razy kto do kogo, lecz wynik po końcowym gwizdku. Nie strzelić gola mistrzom świata- żaden wstyd (choć parę okazji było), nie dać mistrzom strzelić gola do swojej bramki (a bardzo się starali) , to osiągnięcie. Nawet, jeśli pewnie trener niemiecki będzie miał swoim za złe, że grając w polu po zegarmistrzowsku — blisko bramkarza Fabiańskiego (też gromkie brawa) bywali schematyczni. Jego i ich zmartwienie…
Był plan, był duch walki, była konsekwencja. I było dobrze tam, gdzie bywało średnio, a czasem nawet kiepsko — w aktywnej oraz scementowanej grze obronnej. Teraz dzielnie TAM rozbijano ataki faworytów. A gra szła twarda. Znów z żargonu: „mecz miał dwa oblicza- do przerwy, i po przerwie”. Zwłaszcza po pauzie emocje dech zapierały…
Wynik tego meczu raczej nam ustawił układ w czołówce grupy eliminacyjnej. Ponieważ Ukraina przegrała niespodziewanie) z Irlandią Północną – drużyny polska i niemiecka są krok od awansu. Mamy jeszcze mecz z Ukraińcami, Niemcy — z Irlandczykami.
Dając ucha temu co za oknem (oraz co wcześniej w mediach i w Internecie (jedno z drugim przesadnie — moim zdaniem — pękało od wróżb, pałętania się za kulisami) wróżę, iż ładnych kilka toastów wieńczy przekaz telewizyjny. Mogła być głośna noc.
A mecz był fajny –przepraszam — dla mnie dużo lepszy niż przedmeczowe, chwilami prowincjonalne i wywodzące się jakby z kompleksów gaworzenie. Widziałem prawdziwy sport- pełen napięcia. Z zagadką do ostatniej minuty. Mimo braku zwycięskiego gola…
Andrzej Lewandowski

