Andrzej Lewandowski: Brąz z refleksem złota

majka2016-08-07.

[dropcap]R[/dropcap]ozmyślania zamiast golenia. Rafał Majka – brąz jak złoto! Słowo! Wielbię kolarstwo nie od dziś, a jego mariaż z telewizyjną karierą uważam za coś cudownego. Nie z opisu, a z tego, co widzę tworzę własną ocenę. Nie z gadania o przeziębieniu, męczącej podróży (to w stronę Panny Isi), lecz z obrazu walki. Słowa o niedoróbkach organizatorów (numer startowy trzeba było flamastrem dorobić; benzynę do dostarczonego auta dotankować w czasie wyścigu) są uzupełnieniem. Ciekawym, lecz mało znaczącym…

Najważniejszy jest obraz. Gdyby go nie było – a tylko ze słownej opowieści bym słyszał, …że po niefarcie rywali nasz rodak jedzie ku bliskiej już mecie samotnie – najniższe miejsce na podium może być uznał za porażkę. Gdy widziałem – jak jedzie, i jak dwójka atakuje – uznaję za brąz na miarę złota… Dzięki Panie Rafale!

Obraz też – lepiej od słów o taktyce pokazuje prawdę, że w sporcie indywidualnym jednym z czynników sukcesów jest „gra zespołowa”. To, co wyczyniał eksmistrz świata – Michał Kwiatkowski, atakując bez szans na osobiste powodzenie w finale, odebrałem jako zgoła heroiczny popis koleżeństwa. Dziś ja tobie, jutro – ty mnie… Dzięki panu Michałowi, i dzięki asekurującym w grupie kolegom mógł pan Rafał długo jechać spokojnie. Inni kandydaci musieli kontratakować, nasz lider oszczędnie gospodarzył energią. Starczyło – by dojechać na podium… Jak kiedyś Szurkowski z Szozdą i Mytnikiem, jak dumasowscy muszkieterowie – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego… Jesteś sam, w takim wyścigu bez wspomagania informacją przez radio, a jednak jesteś razem z kumplami…

Widziałem „trochę kolarstwa” z bliska. Z motocykla. Gdy np. pod górę auta paliły sprzęgła, a na zjazdach motory nawet pod takimi kierowcami jak Szozda czy Matusiak nie miały szans z tymi na rowerach. Taka szybkość, taka technika brania zakrętów… I obowiązek koncentracji napiętej jak struna. Jeden listek na szosie, jeden murek za blisko, przejściowy zbytek pewności siebie i… Też widzieliśmy.

Wiatr, dystans i temperatura. Pełne plaże i ocean pod bokiem. Na takich przestrzeniach często zawieje nie tak jak kolarz kocha… A w upale elektrolity z organizmu uciekają. Na ich miejsce pcha się pewnie marzenie, by – jak ci na plaży – choć na chwilę wskoczyć do wody… I to marzenie trzeba w sobie przezwyciężyć. Rio w tej mierze postawiło warunki piekielne trudne.

I tyle godzin aktywności połączonej z maksymalną koncentracją; intymna część ciała musi aż boleć… W fotelu może być trudno, a na wąziutkim siodełku… Mówią, że wielki kolarz to ten, który także potrafi cierpieć. Dodam – i uśmiechać się „ po tym wszystkim” jak Rafał Majka… Dzięki!

Andrzej Lewandowski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com