W Rio, po pełnym impetu (kolarze i kolarki) początku, mamy… Co mamy. Zastój, jeśli chodzi o rozmiar spodziewanego udziału w dyktowaniu stylu i tempa. A także, co gorsze – bo na arenach jeszcze będą „polskie dni” – lecz TO, co złe się nie odstanie – dał nasz sport światową plamę.
Już są komunikaty, że analiza próbki „B” (kontrolna, odwoławcza) potwierdziła, co było z próbką „A”. Ciężarowiec Tomasz Zieliński przyjechał naznaczony środkiem dopingującym. Jest stanowisko PKOl pozbawiające sztangistę miana olimpijczyka, zamiast udziału w zawodach będzie szybki powrót do domu.
Przez media przewijają się głosy oburzenia – m.in. ze strony dwóch ministrów sportu – byłego i obecnego; swoje dorzucają obecne i byłe sławy aren – z postulatami domagania się zwrotu kosztów za szkolenie, wyprawę olimpijską itp.
Prezes związku zadeklarował własną dymisję, i tak dalej. Niezależnie jednak od tego, co dalej – jest jasne, że wstyd zostanie. A wraz z nim trochę jakby się zmniejszyło prawo do moralizowania innych, a deklarowana pryncypialność też doznała uszczerbku.
Powyższe oczywiście nie jest równoznaczne z tezą, że trzeba uszy położyć po sobie i przed procederem dopingowym strachliwie spuścić kurtynę, ale… moralizując swoje podwórko też czas lepiej porządkować.
Przykro, i głupio. Także w tle.
Czytam bowiem m.in., że szef antydopingu (znam Profesora, cenię i lubię) słusznie wytyka ciężarowcowi będącemu „pod zarzutem”, że bzdurnie stawia znak zapytania podając za powód „czystość” rzekomo dowiedzioną badaniami na zgrupowaniu. „Faktycznie pobraliśmy od zawodnika trzy próbki 1, 12 i 22 lipca. Jednakże wciąż oczekujemy na pisemny wynik z laboratorium. Zawodnik nie mógł mieć więc informacji, że próbki były czyste, bo takich wyników po prostu wciąż nie ma”. Podobno „technika” nie stanęła na wysokości zadania, coś tam było niesprawne. W Rio wyniki są z dnia na dzień…
Nie komentuję, poza zadaniem organizatorom wyprawy pytania: Po co badania przedstartowe, jeśli wyniki analiz będą psu na budę? Czy to nie granie pro forma, a nie dla uzyskania stanu pełnego spokoju? Pytaniem wzmacniam tezę o porządkowaniu własnego podwórka… Tezę wspiera jeszcze coś (mam nadzieję, że to już koniec przykrych doświadczeń!):
Z sieci:
„Konrad Czerniak miał we wtorek wziąć udział w eliminacjach wyścigu na 100 m stylem dowolnym. Przez „niedopatrzenie” nie popłynął. Jedna z osób w Polskim Związku Pływackim nie zgłosiła go do startu w tej konkurencji.
„O absencji poinformował za pośrednictwem Facebooka: – Cześć. Mam niemiłą informacje dla wszystkich, którzy czekają na mój start na 100 dowolnym – nie popłynę. Nie była to moja decyzja ani mojego trenera. Dowiedziałem się o tym od mojej siostry dzień przed rozpoczęciem igrzysk olimpijskich” – napisał trzykrotny medalista mistrzostw świata.. „Informacja ta zwaliła mnie z nóg, nie życzę nikomu takiej sytuacji i mam nadzieje, że się to nigdy nie powtórzy. Trenuję pływanie od 20 lat, reprezentuje Polskę, prawie całe życie podporządkowałem, aby ścigać się z najlepszymi” – kontynuował we wpisie. Jak to się stało? Tego jeszcze nie wiemy. Wiadomo za to, że zawinił Polski Związek Pływacki…” – dodał.”
O rany! Żeby w takich sprawach, i przy tak wielkich sztabach i nieźle pewnie płatnych posadach utopić podstawowe obowiązki!?
Kończę, bo Igrzyska to już w założeniu przecież nie serial narzekań, lecz emocje płynące z rywalizacji i radość, jeśli NAS w niej widać. Wierzę, że to przyjdzie. Jak było na szosie…Co było do spieprzenia (z piosenki – „Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie?”) już może mamy z głowy…
Andrzej Lewandowski


