Piotr Małachowski mówi o sobie „grubasek”. Mówi: „135 kilo żywej wagi”. I telewizyjnemu pytaczowi dał do zrozumienia, że… wciąż myśli o złocie olimpijskim. Niby lata lecą, ale nasz dyskobol zapowiada, ze już czeka na następne igrzyska… Nie biadolił, że tych nie wygrał, z szacunkiem ocenił rywala, który odebrał mu prymat ostatnim rzutem. Ponieważ ten atak został zwieńczony prowadzeniem w światowej klasyfikacji sezonu, a Pan Piotr znów wykazał znakomitą serię, więc… złota – oczywiście żal, ale prawo do uśmiechu i satysfakcji ma wciąż moc obowiązującą. Gratulacje!
Mam wielkie uznanie dla Pana Piotra. Nie tylko wciąż coś dodaje do listy sukcesów, nie tylko jest najlepszym na świecie „technikiem rzucania dyskiem” (tak mi mówił kolega po zawodzie, a wcześnie dyskobol i trener – Andrzej Biliński), ale też jest zawsze pozytywnie nastawiony. Nie biadoli, gdy coś boli, gdy deszcz pada, gdy sprawy się gorzej układają.
135 kg. „żywej wagi”, a wielkiego sportu – w sensie wyników i ducha, jeszcze więcej…
Każde igrzyska są nową księgą. Także w sensie wnoszenia korekt do spisu „wielomedalistów”. Nie każdemu sportowi jest dana szansa znalezienia się w tym rejestrze. Lata dzielące starty powodują, że okazja do powtórek nie każdemu się może nadarzyć – specjalizacja w konkurencji najczęściej wymaga skupienia się na jednym. Są dwie dziedziny w tej mierze wyjątkowe – gimnastyka i pływanie; inne są jak rodzynki; i to w dawnym wydaniu. A w pływaniu wciąż Michael Phelps (USA), który ma teraz 31 lat, a wciąż pływa tak, że jeśli zdobędzie srebrny medal – słychać głos, że to porażka, bo … musiał znów mieć złoty. W Rio Phelps nie tylko znów brzęczy medalami, ale umacnia też prowadzenie w rejestrze wszystkich czasów. Pierwsza „10”:
1. Michael Phelps (USA) 2004 – 2016 pływanie 27 (22 + 3 + 2)
2. Larysa Łatynina ( dawny ZSRR) 1956 – 1964 gimnastyka 18 (9 + 5 + 4)
3. Nikołaj Andrianow (ZSRR) 1972 – 1980 gimnastyka 15 (7 + 5 + 3)
4. Borys Szachlin (ZSRR) 1956 – 1964 gimnastyka 13 (7 + 4 + 2)
5. Edoardo Mangiarotti (Włochy) 1936 – 1960 szermierka 13 (6 + 5 + 2)
6. Takashi Ono (Japonia) 1952 – 1964 gimnastyka 13 (5 + 4 + 4)
7. Paavo Nurmi (Finlandia) 1920 – 1928 lekkoatletyka 12 (9 + 3 + 0)
8. Birgit Fischer (Niemcy) 1980 – 2004 kajakarstwo 12 (8 + 4 + 0)
9. Sawao Kato (Japonia) 1968 – 1976 gimnastyka 12 (8 + 3 + 1)
10. Jennifer Thompson (USA) 1992 – 2004 pływanie 12 (8 + 3 + 1)
Przy okazji: w ogóle pływanie szczególnie kreuje nowe gwiazdy, Także w Rio. Katie Ledecky, amerykańska pływaczka zdobyła już czwarty złoty medal. Ostatni na 800 metrów. Pobiła też o blisko dwie sekundy własny rekord świata. A ma dopiero 19 lat!
Znakomitą kolekcję krążków w Rio gromadzi Węgierka Katinka Hosszu, która zdobyła już trzy złote medale, i jeszcze srebrny. Nawiasem: sukcesy Węgierki polemizują z tezą wygłoszoną przez naszego czołowego trenera. Tego, który oceniając średni, mówiąc oględnie, występ naszego pływania mówi, że w ogóle to w Rio Europejczycy mają kłopoty… Nie, że przestrzelono z tzw. szczytem formy…
Na koniec mała polemika ze Zbigniewem Bońkiem. Lubi zaskakiwać wypowiedziami. Do afery dopingowej tak ustosunkował się w sieci: „Szczerze, czy można ‘wygrać ciężary’ na IO bez koksu? – Nie, ale można nie dać się złapać, tym razem się nie udało, taka prawda niestety”.
W ten sposób prezes PZPN jakby dołączył do tych (a sporo ich, może coraz więcej), którzy w ogóle dzielą stawkę tuzów sportu na tych, którzy mieli szczęście oraz tych, którzy dali się złapać. I nie zważa np. na praktyki piłkarskie – doraźne „mrożenie urazów”, blokady, pośpieszna terapia zamiast spokojnej. Byle tylko zagrał. Przypomnę, że spotykam poglądy, iż to, co przy boiskach normalka, właściwie też czasem można uznać za coś w rodzaju sztucznego wspomagania. Np. doraźne „zdejmowani bólu”, a wraz z tym osłabienie działania naturalnych hamulców organizmu. To tak, jak wziąć „na dzikość”, czy „na mięśnie”… A że sport sztangowy sam sobie strzela od lat w głowę, nie w kolano – fakt…
Andrzej Lewandowski



To powiedział Piotr Małachowski:
– Srebrny medal jest sukcesem, ale stać mnie na więcej. Przyjechałem tu po medal i go zdobyłem. Mogłem wygrać, ale cóż, takie jest piękno sportu. Większość już przed igrzyskami rozdawała medale, ale Christoph Harting w ostatniej chwili się zmobilizował i pokazał klasę.
– Spełniam się w sporcie. Chciałem mieć złoto, więc ci, którzy mnie nie lubią, muszą się ze mną jeszcze pomęczyć, bo zamierzam walczyć o nie za cztery lata w Tokio.