Alina Kwapisz-Kulińska: Kampania od stołu

I czegóż chcieć od tego Wani, toć jego winy nie ma w tym…”. Tak zaczyna się piosenka Bułata Okudżawy. Jest w niej akcent kulinarny: Wania na stół rzuca nowej ukochanej, „tamtej pani”, dla której zostawił dawna wybrankę, Marusię, „meduzy i w trzech smakach drób”.

Podobnej sytuacji doświadczyliśmy dzięki naszym Ulubionym Celebrytom Politycznym. „Tamtą panią” była Zyta Gilowska, odrzuconą Marusią – wypadła świeżo z łask Beata Szydło, Wanią – sam Prezes. Spotkanie Wani i „tamtej pani” odbyło się w świetle kamer, jak na celebrytów przystało. Nie odbyło się w zaciszu gabinetu, ale z fajerwerkami: w eleganckiej restauracji w centrum stolicy. [dropcap]Widać, że PiS-owi dobrze się dzieje w Polsce Tuska, jak kocha mówić, skoro stać go na opłacenie wysokich rachunków. Restauracja nie należy do najtańszych. Paparazzi nie czaili się za węgłem, media zaproszono do restauracyjnej sali. W końcu to czas kampanii. Można się zastanowić, do kogo był skierowany ten komunikat medialny. Czy zwolennikom PiS-u smakował posiłek spożyty ustami ich przedstawicieli? Czy niezdecydowanych skłoni do głosowania na partię smakoszy? Bo kuchnia tej nie najtańszej w stolicy restauracji Prezesowi odpowiada, bywa tu częściej.[/dropcap]

Menu obiadu podano. Jako autorkę bloga kulinarnego mnie zaciekawiło. Wania rzucił ukochanej nie meduzy (nie dowieźli?), lecz ślimaki, za to „w trzech smakach drób” był dostępny. W karcie restauracji odnalazłam słynny już zestaw obiadowy. Pan prezes wybrał: Ślimaki owinięte bekonem, podane z sosem koniakowym i ziołowym masłem i Kaczkę po polsku z karmelizowanymi pomarańczami i wykwintnym malinowym sosem. „Tamta pani” zdradziła ciekawym mediom, że jadła tylko botwinkę i kluseczki z serem. Tak skromnych dań tu nie podają. Sprawdziłam, są wykwintniejsze: Chłodnik z młodej botwinki z jajkiem przepiórczym i cielęciną oraz Tagliatelle z oliwą truflową, parmezanem i świeżą bazylią.

Odpowiedź prezesa na słynne już pytanie zrozpaczonego rolnika: Jak żyć? – jest wyrazista. Żyć można nieźle, wśród sosu koniakowego i trufli. Obiad (bez napiwków i napitków) kosztował 156 zł: ślimaki – 35 zł, kaczka – 64 zł, botwinka – 22 zł, kluseczki – 35 zł. Dorzućmy wodę (Perrier?) i bukiet dla pięknej pani. Niezły kawałek niskiej pensji podawanej ze zgrozą w wyborczych spotach.

A może i tym razem Prezesowi chodziło o pokazanie, za jaką drożyznę odpowiada rząd PO. To się udało.

Alina Kwapisz-Kulińska

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. jacek2 2011-08-28
  2. narciarz2 2011-08-28
  3. Stefan 2011-10-08
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com