PIRS: ZA NOWEGO REŻIMU (2)

1998 konkordata ratyfikacja JP2 Kwaśniewski

1998 – ratyfikacja konkordatu

2016-09-01.

Z listów z okresu 1997 – 1998 r. do przyjaciółki w Korei, gdzie praktykowała w klasztorze buddyjskim.

  • Oto co m.in. pisze w artykule (w Internecie) Dominikańskie Centrum Informacji o destrukcyjnych kultach i ruchach społecznych w Polsce (wg Polityki):

Podsumowując, wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duchową, zbudowane na fundamentach filozofii całkowicie sprzecznych z chrześcijańską wizją Boga, człowieka i  zbawienia, dają fałszywe poczucie siły, zdrowia i wolności prowadząc często do zniewolenia. Z powodów, które przytoczyłem powyżej, uważam, że nie jest możliwa chrystianizacja sztuk walki, tak jak nie jest możliwa chrystianizacja muzyki rockowej jako tworów inspirowanych demonicznie i przez to należących do królestwa ciemności z samej istoty, niezależnie od tego, jaką łatkę się im przyszyje. Tym bardziej zasmucają wieści o księżach uprawiających karate czy mnichach praktykujących jogę w chrześcijańskich klasztorach.

  • No i po wyborach. Przynajmniej nie będzie nudno, skoro nie może być mądrze i po ludzku. Jak to ładnie skomentował Mrożek: – Mamy przed sobą bardzo piękną przeszłość!
  • Przy okazji anegdotka o Wałęsie: Pytają Wałęsę, co sądzi o powodzi. – Wiedziałem, ale nikt mnie nie słuchał i teraz są skutki.
  • Moja szyja powoli dochodzi do formy, za to kręgosłup zaczął wyczyniać harce. Na szczęście nasz wspólny kolega, Andrzej P., wymasował mnie i jakoś leci. Przy okazji pożyczył mi książkę „Pra-Jezus”, gdzie dwaj autorzy udowadniają, że chrześcijaństwo zaczerpnęło wszystko z buddyzmu. Przytaczają morze faktów, mniej i więcej ciekawych (na ogół mniej). Niestety, tam gdzie piszą o hinduizmie i buddyzmie, to zwykle niewiele rozumieją o co chodzi. Daje to efekt podobny jak u Dänikena, który wszędzie widzi robotę kosmitów, nawet tam, gdzie fakty są dobrze znane, np. transport posągów na Wyspie Wielkanocnej. Thor Heyerdahl opisał i pokazał na filmie tubylców, którzy transportują posągi, a Däniken upiera się, że tak ciężkich posągów człowiek nie mógłby ruszyć i robili to kosmici. W każdym razie ciekawe jest potwierdzenie faktograficzne wielu kontaktów między Indiami a obszarem Morza Śródziemnego, obecność tam misji buddyjskich itp. Wyraźne są też zapożyczenia z opowieści hinduskich. Osobiście, od czasu gdy zobaczyłem jezioro Galilejskie, zwane niekiedy morzem, i zobaczyłem jak jest malutkie (ze wzgórza widziałem je wyraźnie całe), to zwątpiłem w burzliwe fale na jeziorze, które miały o mało co zatopić łódź z Jezusem i apostołami.
  • Pytasz co u mnie słychać, jak się czuję itp. Odpowiem Ci anegdotką. W najtrudniejszych czasach w ZSRR Izaak Rozenbaum otrzymał list od brata z USA, w którym brat pytał go jak się miewa, jak mu się żyje pod władzą radziecką, czy to prawda że panuje tam głód, ucisk itp. Oczywiście Izaak nie odpisał bratu. Ale wezwano go gdzie trzeba i zapytano: towarzyszu Rozenbaum, dlaczego nie odpisujecie na list? Rozenbaum zaczął się tłumaczyć, że ten list to prowokacja itp., itd., ale kazano mu odpisać i szczerze przedstawić radziecką rzeczywistość. No więc usiadł, długo się zastanawiał, po czym napisał, że żyje mu się wspaniale, wszędzie wolność, sprawiedliwość, że zaopatrzenie świetne, tylko czasami brak świec i cukru.

Odnośnym władzom list się spodobał i zrozumiały wytłumaczenie Rozenbauma, że nie może pisać, że wszystko jest wspaniale, bo wiadomo, że na drodze budowy komunizmu zdarzają się jeszcze przejściowe drobne trudności.

Kiedy brat Rozenbauma dostał ten optymistyczny list, to usiadł i zapłakał nad dolą brata. Sąsiedzi pytają go dlaczego się martwi, skoro brat pisze, że tam jest tak wspaniale. – Jak to, nie rozumiecie? Przecież napisał, że brak świec i cukru! – No i cóż to za zmartwienie? – To znaczy, że jest ciemno i gorzko!

Tyle anegdota. A ja tak naprawdę nie mam żadnych konkretnych powodów do chandry, raczej takie ogólne.

  • Z okazji 10 rocznicy obrad Okrągłego Stołu w gazetach i w TV jubel, dużo wspomnień i komentarzy. Spodobała mi się anegdotka opowiedziana przez Kwaśniewskiego w jakimś wywiadzie sprzed paru lat. Kwaśniewski mówi:

Gdyby w czasie tych obrad pojawiła się nagle wróżka i powiedziała uczestnikom: „w wyniku waszych obrad wkrótce Solidarność przejmie władzę” to po chwili zaskoczenia dalej byśmy obradowali. Jeżeli wróżka powiedziałaby znowu: „w wyniku waszych obrad Związek Radziecki upadnie” to także dalej obradowalibyśmy. Ale jeżeli wróżka powiedziałaby: „w wyniku waszych obrad Niemcy się zjednoczą”, to nie wiem czy dalej prowadzilibyśmy obrady.

  • No i proszę, kto by pomyślał, że to taka dzicz w Korei. Jak można zjadać własne psy i koty?! No i ten stosunek do kobiet – akurat na odwrót niż w Japonii, gdzie kobiety rządzą (ale tam nie jest tak, że mężczyźni nie mają żadnych praw). To też Azja. Ciekawe jak tam było przed wprowadzeniem buddyzmu. To nie może pozostać bez wpływu na ludzi, którzy tam żyją, jak to celnie zauważyłaś.

Co do zwyczajów ‚toaletowych’ to nie trzeba zaraz jechać do Azji, żeby się zdziwić. Pamiętam nasz pobyt w kampingu w Bułgarii 17 lat temu, gdzie też było wesoło. Kamping był kategorii „S” i dopiero na miejscu okazało się, że ichnia kategoria „S” odpowiada mniej więcej naszej czwartej, a może i dalszej, jeśli są jakieś dalsze. Duże budy dla psów, w których mieszkaliśmy, stały na wielkim zboczu (znakomity trening dla osób z chorym kręgosłupem). A ubikacje też były kucane, jak w Korei, stały rzędem kabina przy kabinie, ale zapewne dla przewiewu wycięto od dołu spory pas blachy, tak że z daleka widać było kto gdzie urzęduje i co robi. Przy czym system spłukiwania był szeregowy, tak że kiedy jedna osoba spuściła wodę, to płynęła ona wartko, podmywając nogi w całym rzędzie. Karmili nas trochę podobnie jak Ciebie w klasztorze, to znaczy jednostajnie i marnie, ale nie dlatego że taka tradycja, tylko zwyczajnie kradli. Nie wiem jak w małżeństwie traktują tam kobiety, ale trzydzieściparę lat temu jakiś dzielny Bułgar odepchnął moją Mamę, żeby wpuścić do autobusu oficera, po czym sam wsiadł. Kiedy w autobusie ustąpiłem miejsce kobiecie, to ta nie wiedziała co się stało i chyba do dziś się zastanawia. Może zresztą coś się tam zmieniło. Szkoda, że wtedy nie słyszałem nic o buddyzmie, bo bym mógł popraktykować – warunki były!

Jest zdaje się jeszcze jedna cecha Twoich skośnookich braci, o której nie wspominasz. Niedawno kolega opowiadał mi o wypowiedzi pewnego koreańskiego mistrza, nie pamiętam jakiej to tradycji, który krytykował inne szkoły. Robił to łagodnie, bo rozumiał, że ci inni są już i tak strasznie pokarani przez los przez sam fakt, że nie są Koreańczykami.

Czy Twój początkowy zachwyt Koreą rozwiał się zupełnie? Z gazet wynika, że mają teraz pewien kryzys, Twoje dolary (jeśli masz) zyskały dużo na wartości (w stosunku do miejscowej waluty) i czeka ich (Koreę) parę trudnych lat. Jest też smutna wiadomość, że ich braciom z północy za dwa tygodnie skończą się zapasy żywności. Takich smutnych informacji jest ostatnio sporo w gazetach, ale nie na pierwszych stronach (tam – duperele) i zwykle pojawiają się raz i już nikt do nich nie wraca.

  • Podobno była jakaś olimpiada w Japonii. Jakoś nie mam serca do tych sportów zimowych, gdzie jednakowo ubrani, nierozpoznawalni ludzie zjeżdżają po stokach (samo w sobie nudne), a potem okazuje się, że któryś wygrał o 0,06 sekundy. Ktoś mi opowiadał, że ‚nasz’ sprawozdawca w TV oznajmił dramatycznie: „Mamy jeden jasny cel – pokonać Jamajkę!”. Okazało się, że Jamajkę mamy pokonać… w bobslejach! Zresztą, podobno się nie udało. Jakoś też nie utożsamiam się z „naszymi chłopcami”, którzy walczą o szmal. Podoba mi się historyjka o pewnym szejku, który przebywał w Wielkiej Brytanii i królowa angielska zaprosiła go na wyścigi konne. Odmówił. Powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, że jeden koń będzie szybszy od innych, ale nie interesuje go który.
  • W zasadzie nie czytam żadnych nowości książkowych (poza buddyzmem i innymi „duchowymi”), ale ktoś pożyczył mi książkę „Płeć mózgu”, z której to miałem się dowiedzieć różnych rewelacji, a nawet zrobić sobie test wskazujący jaki mam mózg – męski czy kobiecy. Książka napisana nudnawo i rozwlekle (zrobiłbym z niej ciekawą broszurę czy artykuł), ale parę ciekawostek jest. Okazuje się, że oprócz układu chromozomów ważne jest oddziaływanie hormonów w okresie rozwoju płodu i to kształtuje strukturę mózgu, jak też jego „charakter” (‚męski’ lub ‚kobiecy’), a nawet preferencje s Poza tym dużo informacji o różnicach między uzdolnieniami mężczyzn i kobiet, które się zaznaczają już u niemowląt, w sposobie postrzegania różnych spraw, reakcjach, działaniach itd. Takie informacje mogą ułatwić życie i współżycie. Poza tym że książka napisana jest bez talentu i z wieloma powtórzeniami, to posiada jeszcze tę wadę, że próbuje wszystko wyjaśnić za pomocą tego samego klucza. To tak jak kiedyś u Freuda. Już Słonimski to wyśmiewał, pisząc że Freud utrzymuje, iż kiedy się komuś śni np. szafa, to oznacza to członek męski i zapytywał, czy jeśli komuś się śni członek męski, to czy to per analogiam oznacza szafę?
  • Myślałem, że już mnie nic w życiu nie zaskoczy, a jednak niedawno przeżyłem wstrząs. Wstrząs spowodowała moja wizyta u lekarza w przychodni. Jako że już kończyły mi się leki, które biorę od lat z powodu zwiększonego cholesterolu, postanowiłem pójść do przychodni jak prosty pacjent. Tłum ludzi, ale na szczęście byłem zapisany i z numerkiem, więc nie czekałem długo. Pani doktor, na oko trzydzieści parę lat, już na wstępie każe mi się sprawnie wysłowić z czym przyszedłem, a w trakcie wizyty pogania, wręcz kończąc za mnie zdania czy zgadując co mam do powiedzenia o różnych niepokojących objawach (zresztą błędnie zgadując), próbując wypisać mi receptę na niepotrzebny lek (nie zrozumiała tego, co dość jasno jej opowiadałem). Ani mnie o nic nie wypytała, ani nie zbadała. Cała wizyta trwała ok. 5 minut. Nawet na urzędnika niezbyt się ona nadaje, a co dopiero na lekarza. Strach pomyśleć ile złego może narobić. Czy to wraca do mnie taka wredna karma? A myślałem, że w poprzednich wcieleniach byłem zawsze dobrym lekarzem!B. była u tej samej lekarki „pierwszego kontaktu”, co ja. Umyła się przedtem, sądząc w swej świętej naiwności, że pani doktor ją zbada. Nie tylko nie zbadała, ale nawet nie zmierzyła ciśnienia (zapisując nieobojętne leki!), tylko zapytała B. jakie ma ciśnienie. B. na to że jak by zmierzyć to chyba dobre. No to wpisała do karty że „dobre”, bez mierzenia.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com