Piotr Rachtan: DTV łże jak łgał

DTV łże jak łgał

Foto: Krzysztof Jan Kubiak/FOTONOVA

2016-11-13.

12 listopada Wiadomości telewizji narodowej po raz kolejny zajęły się Trybunałem Konstytucyjnym, planowaną na 15 listopada rozprawą, niedopuszczonymi do orzekania trzema sędziami, trójką wybranych w listopadzie sędziów od których pan prezydent nie odebrał ślubowania, politycznym ( w tym – międzynarodowym) zaangażowaniem prezesa Trybunału prof. Andrzeja Rzeplińskiego oraz niniejszym serwisem internetowym, wreszcie – moją osobą, czyli redaktorem naczelnym, przy czym autorzy felietonu dorzucili do tej sałatki prezydenta Bronisława Komorowskiego, krzyż kawalerski oraz Komitet Obrony Demokracji.

Potrawę doprawili stały komentator Michał Karnowski z wSieci oraz były dyrektor trybunalski dr hab. Kamil Zaradkiewicz.

Jak na 2 minuty 38 sekund – doprawdy, bogata mieszanka wymagająca odsiania prawdy od kłamstwa, insynuacji i przeinaczeń. Dodajmy, że tytuł owego felietonu od razu wskazuje telewidzowi co ma sądzić o sądzie konstytucyjnym: „Prezes Rzepliński straszy sędziów”.

Przelećmy po kolei cały materiał.

Początek: zapowiedź rozprawy w składzie 5-osobowym. Reporterzy nie poinformowali, jaki będzie przedmiot tej rozprawy, a publiczności takie wyjaśnienie się należy, zważywszy na emocje, jakie przed kilkoma laty powstały. Otóż rozpatrywana sprawa o sygnaturze K 6/14 to „połączone wnioski i pytania prawne Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Rzecznika Praw Obywatelskich, Sądu Okręgowego w Lublinie I Wydział Cywilny oraz Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu Wydział I Cywilny dotyczące ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób.

To nowy termin rozprawy, która miała odbyć się 10 listopada 2016 r. o godz. 9.00.

Powodem odwołania rozprawy była niemożność rozpoznania wskazanej sprawy w pełnym składzie sędziów Trybunału: jeden sędzia jest chory i przebywa na zwolnieniu lekarskim; drugi sędzia wyjechał na zaplanowaną wcześniej konferencję naukową za granicę. Dwoje dalszych sędziów odmówiło udziału w orzekaniu.”

A więc nie troje sędziów odmówiło udziału w rozprawie, a dwoje. Sędzia Piotr Pszczółkowski jest chory.

Pamiętają pewnie czytelnicy Obserwatora histerię, jaka na początku 2013 roku przelała się przez media, zwłaszcza rynsztokowe, w związku z nadchodzącym wtedy zakończeniem kary seryjnego zabójcy chłopców Mariusza Trynkiewicza. Ówczesne władze, pod naciskiem społecznym zapewne, doprowadziły do pospiesznego uchwalenia specustawy, która miała zapobiec jego wyjściu na wolność. Media liczyły dni do otwarcia bram więzienia przed Trynkiewiczem. Władze zdążyły, ale ponieważ pojawiło się podejrzenie, że niektóre przepisy pośpiesznie uchwalonego prawa mogą łamać normy konstytucyjne – np. zasadę, że prawo nie działa wstecz – organy konstytucyjne państwa, czyli prezydent Bronisław Komorowski i Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz skierowali swoje wnioski do Trybunału. Wątpliwości w pytaniach prawnych zawarły dwa sądy.

Sprawa jest więc niebłaha, na dodatek przepis mówi, że wniosek prezydenta rozstrzyga pełny skład Trybunału, czyli co najmniej 11 sędziów. Wiemy już, że dwoje odmówiło, trzeci zachorował. Z 12 sędziów orzekających pozostało dziewięcioro.

Decyzja prezesa Andrzeja Rzeplińskiego o przekazaniu sprawy do rozpatrzenia składowi pięcioosobowemu była więc podyktowana tym, co zacytowano w Wiadomościach: vis maior, siłą wyższą. Nawiasem mówiąc, cytat pochodzi z konferencji prasowej, w czasie której A. Rzepliński rzeczywiście użył tej łacińskiej maksymy, ale innego dnia i w odniesieni do innej sprawy (7 listopada – zasady powołania prezesa i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego).

Obserwator Konstytucyjny nie ma informacji, czy prezes Rzepliński zagroził sędziom Julii Przyłębskiej i Zbigniewowi Jędrzejewskiemu postępowaniem dyscyplinarnym, nie wiedzą tego (widzieli groźbę, słyszeli ją?) ani redaktor Pietryga z „Rzeczpospolitej”, który wypowiada się ostrożnie (sekunda 58: „…element presji, ale wydaje mi się to mało realne”), ani redaktor Karnowski (wSieci), który na początku kolejnej minuty twardo i w zwartej wypowiedzi mówi jako „wielu publicystów” [cytat], że „zachowanie prezesa Rzeplińskiego zdaje się przekraczać wszelkie granice… działa na granicy prawa, ale coraz częściej tę granicę przekracza”. Obaj komentują informację, którą otrzymali z drugiej ręki.

Teraz widzimy znów Andrzeja Rzeplińskiego w geście znanym z publicznych wystąpień wielu polityków: staje wyprostowany i unosi obie ręce w górę, pozdrawiając wiwatujący tłum. Owację otrzymał jednak – o czym skrzętnie redaktorzy milczą – nie od zgromadzenia wyborców, a od sędziów! Od sędziów, uczestniczących w Nadzwyczajnym Kongresie Sędziów Polskich, w zebraniu, na które zjechało tysiąc jurystów z całej Polski, połączonych troską o stan polskiego sądownictwa, ale jeszcze bardziej zaniepokojonych furią ataków tak na poszczególnych sędziów jak i na cały ich korpus.

Redaktorzy Wiadomości płynnie przechodzą do kolejnej części tego przebogatego w treści materiału: z offu słychać, że „politykę zdaje się uprawiać nie tylko prezes Rzepliński. Zdziwienie budzą też publikacje, które ukazują się w internetowym serwisie Obserwator Konstytucyjny…Obserwator zajął się na przykład wyborami w Ameryce. Ich wyniki nazwał ,ich dobrą zmianą’…”.

Gwoli wyjaśnienia (co pogorszy może sytuację tak Obserwatora, jak jego redaktora) przyznam się do poważniejszego grzechu, mianowicie, że pełny cytat z komentarza, który Wiadomości powiększyły na ekranach telewizorów ma następującą treść: „Co się stało? Amerykanie postanowili poeksperymentować z władzą jednej partii. To taka ich „dobra zmiana”. Wygląda bowiem na to, że nie tylko Trump zwyciężył w wyborach prezydenckich, ale że republikanie utrzymają większość w obu izbach Kongresu.” i został wraz z całym artykułem Kazimierza Bema (doktora prawa, pastora i publicysty mieszkającego w USA) zaczerpnięty ze strony Instytutu Obywatelskiego (think tank partii Platforma Obywatelska)! Czego zresztą nikt nie krył, na końcu artykułu znajduje się stosowny link.

W dziewięćdziesiątej sekundzie felietonu pojawia się prof. UW dr hab. Kamil Zaradkiewicz, by odkryć przed widzami skrzętnie skrywana prawdę, iż prezes Rzepliński stara się prowadzić „za pomocą tego portalu swoistą politykę funkcjonowania Trybunału nie na płaszczyźnie orzeczniczej, ale w relacjach z innymi organami władzy, a także – jak ostatnio obserwujemy – na płaszczyźnie międzynarodowej”. Te na pozór tylko żartobliwe słowa mają ostrzec pewnie „inne organy władzy” oraz cały świat przed „swoistą polityką funkcjonowania Trybunału”, co pewnie może zagrozić ładowi wewnętrznemu i pokojowi światowemu.

Zostawmy te idiotyzmy, wypowiadane przez byłego dyrektora Zespołu Orzecznictwa i Studiów Trybunału Konstytucyjnego, którym dalej nie będziemy się zajmować, bo musimy przejść do obrony kolejnej linii, już bardziej osobistej: oto telewidz dowiaduje się z dramatycznie wygłaszanej kwestii, że „redaktorem naczelnym jest Piotr Rachtan, który publikuje też na stronie związanej z Komitetem Obrony Demokracji”. Tę straszną wiadomość ilustruje tekst mojego komentarza, przedrukowanego chyba przez serwis koduj24.pl, a zatytułowanego „Czy profesor Zbigniew Jędrzejewski jest sędzią Trybunału?”. Pierwotny tekst można nadal przeczytać w Obserwatorze w rubryce „Obserwatorium”. Już na samym początku działania Obserwatora przyjęliśmy, że materiały oryginalne mogą być przejmowane przez inne media, w tym – internetowe – bezpłatnie (OK jest wydawany za pieniądze publiczne), pod warunkiem podania źródła. Nie sprawdzałem, czy koduj24 podał link do Obserwatora. Komentarz publikowałem w kwietniu.

Ciekawie brzmi jednak kontekst, z którego można odczyytać, że publikacja w serwisie „związanym” z Komitetem Obrony Demokracji nie jest w porządku. To stwierdzenie każe konsekwentnie zadać pytanie: w jakim serwisie publikacja redaktora Rachtana będzie w porządku? We wSieci? We wPolityce? We Frondzie?

Dalej jest trochę o przeszłości mojej, ale nie za dużo – według autorów wystarczy przypomnienie, że w 2011 roku odebrałem Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od … co za ohyda … prezydenta Bronisława Komorowskiego. Obrazek z uroczystości ma redaktora Obserwatora, a więc i sam serwis, pod koniec drugiej minuty pogrążyć w oczach telewidzów, wraz z tym okropnym byłym prezydentem.

Na koniec tego tej niechlujnie spreparowanej przez redaktora Marcina Tulickiego sałatki słyszymy kiks Ryszarda Petru, który powinien z równie niechlujnego myślenia wytłumaczyć się przez publicznością, bo „wyłamał się” z chóru politycznej opozycji i potwierdził, że prawidłowo, zdaniem Trybunału Konstytucyjnego wybrani sędziowie, takimi nie są. I znów dla wyjaśnienia wielokrotnie wyjaśnianego: prawidłowo wybrani sędziowie to profesorowie Hauser, Jakubecki i Ślebzak. Ponieważ zostali wybrani prawidłowo, co w opublikowanym wyroku stwierdził Trybunał Konstytucyjny, wybór profesorów Ciocha, Morawskiego i Muszyńskiego przez Sejm najnowszej kadencji nie był prawidłowy. Kłania się konstytucja i logika. Kropka.

Jeszcze sprawa tytułu: „DTV łże jak łgał”. Niestety, skojarzenie jest tyleż łatwe, co prawdziwe: przed 35 laty wydawało się nam – ówczesnej opozycji, niezależnym mediom i dziennikarzom, że bardziej już kłamać nie można.

Dziś powiem krótko – można, można…

Piotr Rachtan

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. jotbe_x 2016-11-14
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com