Wszystkiego tego nie można zostawić bez reakcji. Dość już traktowania tego towarzystwa „w białych rękawiczkach”. Cytując klasyka – Wersalu już nie będzie.
W „Studiu Opinii” od tej chwili wszystkie zdjęcia polityków PiS, członków rządu i wyższych urzędników — jeśli oczywiście uznamy, że w ogóle warto ich wspominać — będą rozpikselowane i zamazane. Nie będziemy też na ogół publikowali ich nazwisk (o ile nie będzie to powodowało niejednoznaczności lub jeśli nie będzie psuło kompozycji artykułu). Zatem — na przykład — napisalibyśmy, że ostatni wyczyn posła PiS Marka S. na komisji w sprawie Amber Gold był bardziej idiotyczny niż można się było po tym osobniku spodziewać (a można dużo…). Ale o tym panu nie mamy zamiaru pisać.
Motywacja tej decyzji jest bardzo prosta: pewien cyniczny pan rzekł był kiedyś niech piszą, co chcą, byle z nazwiskiem. Im zależy na popularności i rozpoznawalności.
Otóż od nas jej nie dostaną. Już nigdy.
A jeśli ktoś z Czytelników zauważy, że tak prawo nakazuje traktować osoby podejrzane o popełnienie przestępstwa — cóż, nie odpowiadamy za cudze skojarzenia. Ale nie będziemy protestować.
I jeszcze jedno: przypominamy, że z prasą w cywilizowanym świecie jeszcze nikt nigdy nie wygrał.
Redakcja



Jako częsty komentator tekstów na SO w pełni utożsamiam się ze stanowiskiem Redakcji SO dołączającej do protestu. Przyjmuję także na siebie dobrowolne zobowiązanie nie wspominania nazwisk „polityków PiS, członków rządu i wyższych urzędników” a także wszystkich innych czynowników „dobrej zmiany” w moim każdym następnym komentarzu na SO, aż do odwołania tego stanowiska przez Redakcję Studia Opinii.
Marszałek sejmu, Marek K. zabronił posłom opozycji zadawania pytań. Tym samym zakwestionował sens istnienia parlamentu.
Aaaa… i zdjęcie…
Patrząc na zdjęcie powyżej lepiej rozumiem pojęcie: „krzywy ryj”!
prasa jednak może wygrywać sama ze sobą, przed czym bym przestrzegał – zmieniając profil na satyryczny (co już od pewnego czasu się tu dokonuje) nieuchronnie zmienia się profil czytelników. Satyra zwykle bywa upraszczająca, nawet jeżeli jej autorzy sądzą inaczej. Poza tym szkoda byłoby aby znikło forum na którym można od czasu do czasu przeczytać ciekawe autoanalizy.
Zapewniam, że nic się nie zmieni. Jak tępiliśmy PiS, tak będziemy nadal. Tylko wyraźnie. I ta niechęć będzie bardziej oczywista.
i z takiego „tępienia” my prości czytelnicy będziemy mądrzejsi ? krytykować co w PiSie nierozsądne i zastanawiać się nad przyczynami ścieżek ewolucji polskiego społeczeństwa dla mnie brzmi bardziej interesująco, poza tym nieśmiało zasugeruję, że świat jest o wiele ciekawszy niż tych kilka kanałów w polskiej telewizji.
To „krytykować co w PiSie nierozsądne” w praktyce oznacza tępienie wszystkiego i wszystkich na lądzie, w wodzie i powietrzu – myślą, mową, uczynkiem i zaniechaniem. Chętnie poczytałbym co w ogóle w PiSie jest rozsądne, przy czym nie mam na myśli kłamstw, propagandy i pobożnych życzeń a stan istniejący.
nie bardzo wiem co oznacza nomenklatura „w PiSie”, jeżeli mowa o obecnym rządzie spodobało mi się powołanie Polskiego Funduszu Rozwoju i niespodobała mi się tu krytyka 500+ z punktu widzenia wyłącznie obawy o „kupowanie” wyborców, przesiąknięta tu cynicznym poczuciem wyższości. Sprawa z TK jest istotnie skandaliczna, natomiast do karuzeli stanowisk przyzwyczajała już PO i moim zdaniem jest w tym kwestia niskich standardów oczekiwań społecznych. Kiedyś pisałem tu o tym, że wpływ na Radę Rozwoju przy Prezydencie RP, w tym konstruktywny komentarz jej pracy, wydawałyby się rozsądne.
Wyjaśnimy sobie coś: w tym dziwnym kraju nie ma ugrupowania, które nie miałoby czegoś „za uszami”. Ale bywa coś i COŚ. Jestem osobiście ogromnie krytycznie nastawiony do PO; narobiła masę głupot. Ale jest zasadnicza różnica między głupotą a przestępstwem. I tak patrząc – żaden rozsądny postępek PiS niczego nie usprawiedliwia. Prawda nigdy nie leży po środku, tylko tam gdzie leży. Nie ma mowy o wysłuchiwaniu obu stron, już nie. Miejsce przestępcy jest w pudle, nawet jeśli bardzo kocha mamusię.
rozumiałbym, że chcesz teraz zamknąć Jarosława Kaczyńskiego w pudle, a przepraszam za co ? połowę parlamentu należałoby na takiej zasadzie przymknąć, być może dlatego posłowie mają immunitet – to taki dowcip, jak sobie tu piszemy posłowie właśnie obsiedli mównicę, Kaczyński już mówi o chuligaństwie, a Komorowski, że ograniczył ilość akredytacji lecz nie dostęp do posłów, trzeba będzie najwyżej inne metody stosować, była zdaje się kiedyś taka Anastazja sejmowa..
Nie jestem przekonany do tej propozycji, bo przecież na tych łamach nikt nie wychwala pozytywów „dobrej zmiany”.
Wprost przeciwnie – warto pisać po nazwisku, żeby dać świadectwo. Szczególnie gdyby teksty czytał ktoś mniej zorientowany – po co ma się zastanawiać o kogo chodzi? Kto zna tak biegle imiona tych „bohaterów”? Zamiast „Macierewicz” trzeba będzie pisać „Antoni M. minister obrony narodowej”, zamiast „posłanka Pawłowicz” będzie „Krystyna P., posłanka PiS”. Część polityków PiS jest mało znana i wtedy trzeba by gdzieś poszukać o kogo chodzi, bo z samego imienia i inicjału nazwiska nie będzie wiadomo kto to zacz. Już w przypadku PO mamy trzy posłanki Krystyny S. – Sibińska, Skowrońska i Szumilas, jeżeli któraś się wygłupi to trzeba będzie napisać dwa zdania żeby doprecyzować która.
Kiedyś raczej omijano „chowanie się” za inicjałami, kiedy znane osoby, przyłapane np. na prowadzeniu pod wpływem, określano inicjałem przy nazwisku i wiele osób nie orientowało się o kogo chodzi. W przypadku syna Wałęsy, który zadarł z prawem, pisano i mówiono: „Bogdan W., syn prezydenta Wałęsy”.
Nie martw się, Piotrze. Potrafię to tak zredagować, żeby było jednoznacznie — a z należytą pogardą. Troszkę zaboty z tym będzie, ale szyderstwo z tego gangu sprawia mi satysfakcję i radość. Taki jestem wredny.
Akurat z posłanką Krystyną P. najmniejszy problem. Wystarczy panna posłanka Krystyna lub bardziej po staropolsku posłanka panna Krystyna.
@BM
Ciekaw jestem jak to wypadnie.
A co z innymi politykami, którzy czasem zachowują się jak politycy PiS i zasługują na szyderstwo? „Paweł K., szef partii Kukiz’15”?
O wielu, którzy się skompromitowali w przeszłości, pisałbym wg tej metody: „mecenas G. niegdyś szef LPR”, „Michał K., niegdyś poseł PiS” (czy to nie za mało?). Źle się to czyta. A już przy relacji z dyskusji między posłami to wyjdzie galimatias. Podjąłeś się dużego wyzwania.
Jarosław K. s. Rajmunda twierdzi, że marszałek sejmu jest zbyt tolerancyjny wobec opozycji. „Trzeba być bardziej zdecydowanym”. Idzie na rozwiązanie siłowe?
@J.Luk. To nie siła, to skurcze. A feralna piętnastka, jak mi Moja akurat doniosła, właśnie się skundliła i pomogła uchwalić budżet, co wiadomo, że się uwali. Znowu wraca myśl: z czym oni posłują? Do kogo?
PK – rozmowa merytoryczna o zaletach Polskiego Funduszu Rozwoju, czy 500+ byłaby możliwa, gdyby ugrupowanie je wprowadzające robiło to dla dobra ogólnego. Tymczasem PFR jest tworem czysto politycznym zmierzającym do „repolonizacji” inwestycji zagranicznych, przy czym znając efektywność zarządzania majątkiem państwowym przez nominatów politycznych oznaczać będzie, bo taka jest jego natura, olbrzymie marnotrawstwo gospodarcze a z czasem okaże się, że pewnie niezłe przewały gospodarcze.
*
Program 500+, oprócz tego, że jest czysta korupcja polityczną, jest kompletnie nieprzemyślany i niesprawiedliwy. Jedynym jego celem miało być napędzenie elektoratu PiS a w naiwności swojej Jarosław K. majaczył, że to poparcie tak wzrośnie, że uzyska większość konstytucyjna w przyspieszonych wyborach. W rezultacie pieniądze dostają ludzie mniej zamożni ale także bardzo zamożni jeśli mają więcej niż 1 dziecko. Rodzice czy matki samotnie wychowujący jedno dziecko nie dostają, mimo iż to byłoby bardziej racjonalne z punktu wyrównywania szans społecznych, bo o pro demograficznym znaczeniu tego programu w ogóle nie ma co mówić. Analiza wydatków rodzin, które otrzymują te dodatki na dzieci wskazuje, że wiekszość pieniędzy idzie na alkohol, papierosy, sprzęt RTV, samochody, itp. Wadą jest rozdawnictwo zmieniające strukturę zatrudnienia, a konsekwencje budżetowe już dają o sobie znać.
*
Radę Rozwoju przy prezydencie RP jest ciałem kompletnie dekoracyjnym, nie mającym żadnego, realnego wpływu na cokolwiek. podobnie jak sam „prezydęt” pełniący obowiązki notariusza większości rządzącej. I to notariusza lekceważonego i poniżanego przez zwyczajnego posła.
*
Nawet gdyby PiS rzeczywiście zrobiło coś dobrego, a nie zrobiło, to skala dewastacji dorobku 27 lat niepodległości jest porażająca. Jeśli te rządy utrzymałyby się do końca kadencji, to aby Polskę gospodarczo postawić na nogi będzie potrzebny drugi plan Balcerowicza, jeszcze bardziej restrykcyjny. Naprawa szkód legislacyjnych może zająć dłuższy okres.
6000 zł rocznie to nie jest znowu tak mało i powinno mieć wpływ na dzietność, znowu piszesz, że pieniądze dostają w domyśle jakieś „łomy” kupujące auta i używki, dostają je natomiast normalni ludzie , poniżej 800 zł dochodu na osobę, chociaż to mało, kwalifikuje pierwsze dziecko, brak limitu dochodu przy drugim dziecku rzeczywiście nie wydaje się rozsądny ale także dlatego, że program będzie działał właśnie pro demograficznie głównie wśród uboższej części społeczeństwa; PFR nie dotyczy przede wszystkim repolonizacji, chociaż np. wykupienie PKO SA powinno być korzystne dla państwa to dogmatyzmy w gospodarce są oczywiście niebezpieczne; Rada Rozwoju faktycznie się chyba przegrywa jeżeli już nie przegrała, szkoda; w 2017 inwestycje w gospodarce mają jeszcze możliwość przyspieszyć, przy całym szacunku do Leszka Balcerowicza podobna terapia nie byłaby korzystna dla sprzedających nawet jeżeli jakiś cud tak napędziłby inflację.
Nie wiem czy szanowni komentatorzy zauważyli że nasz wicepremier od rozwoju i finansów po zakupieniu Pekao przy pomocy PFR odtrąbił że repolonizacja banków już osiągnęła całkowicie cel i została zakończona. Teraz bedziemy rozwijali motoryzację Mercedesa. Jest to o tyle ciekawe, że nie spolonizowano byłego banku który wicepremiera zatrudniał, a mianowicie BZ WBK Santander Group. A przecież już kilkudziesiąt lat temu radio Erywan, na pytanie czy jedna bomba atomowa wystarczy aby zburzyć stolice Armenii, odpowiedziało: Tbilisi toże krasiwyj gorod ?
Naszemu webmasterowi dedykuję wiersz Tuwima „Zwariowany alfabet”:
Raz hrabia Ce z baronem Zet
Spokojnie po ulicy szedł
I opowiadał plotkę:
Czy baron wie, że pani Ha
Z margrabią eL stosunek ma,
Podziwiam tę idiotkę.
W baronie Zet zawrzała krew,
Spotyka panów eR i eF
I mówi: czy wy wiecie,
Że pani Be z majorem O
Ma od niedawna to i to,
Sensacja w całym mieście.
Jak grom na miasto spadło
To całe abecadło.
I zaczął się soliter
Tych tajemniczych liter.
Usłyszał o tym aktor E
I rzekł: ten Ce to wielka De,
Narobił plotek w mieście,
Że księżna A jest zwykła Ka,
Że książę Jot z nią dziecko ma,
To wszystko kłamstwo, wierzcie.
A na to eS: ja tylko wiem,
Że Ge od dawna żyje z eM,
Lecz eM to Ge zwyczajne,
On kradł u O i E, i I,
I eR z Ka Wu powierzył mi
Te informacje tajne.
I zamęt dziki powstał wnet,
Er wyzwał eL, U pobił Zet,
Do pism wysłali listy:
A z Pe eM eSu, A z E De,
Że fałsz to oczywisty.
Bo jeśli nawet żona Pe
Została Ka i jest dziś w Be,
My wtrącać się nie damy,
Niech milczy eS i eL, i E,
Bo jest jej rzecz i jej jest De,
A eL i Pe są chamy.
W tym miejscu się rozpadło
To całe abecadło
I skończył się soliter
Tych tajemniczych liter.
Nie podoba mi sie propozycja uzywania inicjalow. Ma to wady i zalety. Zaleta: bezpieczniej jest pisac „pomimo wad charakteru Lech K. byl bardziej normalny od swojego brata blizniaka Jaroslawa K., bo nie zdradzal objawow otwartej paranoi. Jest to ciekawy problem medyczny z punktu widzenia etiologii tego zaburzenia.” Latwiej jest uniknac rozprawy. Z drugiej strony, rozprawa akurat w tej sprawie moglaby dac sposobnosc powolania bieglych dla ustalenia stanu faktycznego. Wiec moze lepiej jest zostawic swobode autorowi komentarza. Czasem bardziej zjadliwy jest inicjal, a czasem nazwisko.
Nie miałem na myśli komentarzy. Tu – mamy do czynienia z sytuacją zerojedynkową: albo idą w całości (i nawet z błędami ortograficznymi), albo wcale.
Uciekly mi polskie literki, bo zmienilem miejsce pobytu i komputer. Bardzo przepraszam.
.
Odpowiadajac j.Lukowi: patrzac w telewizor, oraz czytajac doniesienie o ustapieniu trzech generalow, zastanawiam sie nad zwiazkiem pomiedzy tymi wydarzeniami. Jest mozliwe, ze nie ma zadnego zwiazku. Ale jest takze mozliwe, ze generalowie (czyli jutrzejsi szeregowcy, pamietajac o sklonnosciach Antoniego M.) nie chca w przyszlosci odpowiadac za wykonanie rozkazow, ktore byc moze wisza w powietrzu. Posel JK grozi represjami. Niewykluczone, ze sa to nie grozby, ale zamiary, ktore starzejacy sie paranoik zamierza wcielic w zycie. (Do sadu: reguly polskiej skladni sa na tyle szerokie, ze trudno bedzie wywiesc zwiazek pomiedzy JK, zamiarami, oraz starzejacym sie paranoikiem. Mialem swietna nauczycielke polskiego. W razie watpliwosci uczynie moim pelnomocnikiem bylego ministra edukacji, czyli autora Naszej Szkapy. On tez niejedno potrafi i byc moze skorzysta z okazji.)
.
Jesli mysl wyrazona w powyzszym akapicie ma cien slusznosci (czy ktos potrafi te mysl odcyfrowac?), to obawiam sie ofiar w styczniu, powaznych klopotow w lutym, oraz przesilenia w kwietniu, gdy drzewa pokrywaja sie listowiem. Wszelkie podobienstwa sa dzielem czystego przypadku.
.
Cenzura ma swoje zalety.
Oczekiwałbym, że TVN24, Polsat News, czy Superstacja zrobią bojkot polityków PiS, co pozwoli oglądać te stacje bez nerwów.
Uważam, że trzeba po nazwisku. Trzeba ich zapamiętać, sukinsynów.
Czasem wystarczy pseudonim
https://www.youtube.com/watch?v=pJryRexe09w
Obawiam się, że montowanie rebusów w stylu zgadnij-którego-idiotę-mam-na-myśli może raczej pobudzać zainteresowanie tą formą rozrywki umysłowej, niż przyczyniać się do otaczania ich milczeniem…
http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/przetarg-na-papier-toaletowy-sejm,164,0,2220452.html
…nie komentuję. Bo leżę ze śmiechu.
@Tetryk,
Właśnie sobie to wyobrażam. Tłum, jak na zamieszczonym wyżej filmiku, skanduje: „zero, zero, zero!”. Jeden przechodzien pyta jednego ze skandujących – „czemu wciąż tylko jednego ministra się czepianie?”. – „jak to jednego? Przecież wyliczamy wszystkich po kolei! Zero, zero, zero, caryca, zero, zero…”
Ja o pewnym szeregowym pośle od dawna piszę „ten kandydat na dyktatorka, którego nazwiska nie chcę wymawiać ani pisać”.
Votum separatum
Z bardzo odległej, powojennej przeszłości, pamiętam pomysły i próby pisania „niemcy” i „hitler” z małej litery. Nie przyjęło się i słusznie.
Rozmazywanie pisowskich facjat i inicjały zamiast nazwisk to nie jest jeden nowy element, lecz zmiana charakteru SO. W ten sposób przestajemy być poważnym medium, gdzie poważni ludzie poważnie dyskutują o poważnych sprawach. Stajemy się satyrycznym pisemkiem, nie merytorycznym, nie dowcipnym, bazującym stale na jednym nieśmiesznym grepsie. Memów ci u nas dostatek, a każdy jednak oparty na oryginalnym pomyśle.
W praktyce telewizyjnej detal: rozbiegany wzrok, wściekła twarz, nie mówiąc już o rozpiętym rozporku, unieważnia najpoważniejszą wypowiedź. Ten nasz greps, który jednych zniesmaczy, a wszystkim się znudzi, będzie konstytuował nasz image. Sprawi, że przesłonięta przezeń, przestanie się liczyć waga argumentów w tekstach. Nie będziemy odbierani jako wnikliwy sędzia rzeczywistości, który ogłasza werdykt, ważąc argumenty za i przeciw, lecz jako niepoważni i niezbyt pomysłowi złośliwcy, którym argumentów nie staje.
Nie przeceniałbym naszego, Studia Opinii, znaczenia w dyskursie publicznym, lecz jakiś wkład do niej jednak wnosimy. W końcu, byliśmy macicą, w której został poczęty KOD. Dlaczego mamy pozbawiać się tej roli, rezygnować z pozycji, którą żeśmy w ciągu tych ośmiu lat wspólnie wypracowali i niechby w skromnej cząstce, zubażać ten dyskurs? I co osiągniemy w ten sposób? PIS się przestraszy, zreflektuje? Czy kogokolwiek przekonamy dodatkowo, że PIS jest zły, bo my go nie lubimy i demonstrujemy to w sposób, który mu w niczym nie zaszkodzi? Będzie to, nie bez podstaw, odbierane jako wyraz naszej słabości, pokazywanie języka w bezsilnej złości. To, de facto, stanie się głównym przekazem naszych tekstów, a nie ich merytoryczna treść.
Sprzeniewierzamy się bowiem podstawowej zasadzie dobrej praktyki dziennikarskiej; opinia ma się opierać na rzetelnej informacji. Wykrzywiona twarz Kaczyńskiego jest taką informacją, rozmazana nie jest. Literki zamiast nazwiska nie czynią informacji pełniejszą, rzetelniejszą i jaśniejszą dla czytelnika. Można, szanując go, wymagać od niego myślenia, lecz zmuszanie go do niepotrzebnego rozszyfrowywania – z możliwością pomyłki – kim jest XYZ, lub czytania długiego objaśnienia, słusznie odbiera on jako lekceważenie. Po to tylko by autorzy mogli wyrazić swoje emocje. One i tak są znane i nie muszą nikogo interesować. Od emocji jest PIS, u nas ma się znajdować argumenty.
It was just business, nothing personal – formuła gangsterów z „Ojca chrzestnego”, gdy siadali do rozmów po kolejnej strzelaninie. To co tu piszę jest rozmową biznesową. I tyle. Ja, w każdym razie, w swoich tekstach mogę czasem używać inicjałów, lecz nie zastąpię nimi imion i nazwisk i nie chcę ich ilustrować zamazanymi zdjęciami.