Skąd się wziął Sylwester?

2016-12-31.

Z obchodami Sylwestra sprawa nie jest oczywista, a w ogóle świeża. W dawnej Polsce ostatni dzień roku i powitanie nowego wcale nie było świętowane huczną zabawą. I nie tylko dlatego, że nie znano jeszcze szampana. Przeciwnie. Spędzano czas rodzinnie, na modlitwach, a po północy udawano się na spoczynek. Modlono się o przyszłość nie widząc w nadejściu nowego roku niczego pozytywnego, nie mając widocznie większych nadziei na to, że przyniesie dobre zmiany. Byle nie było gorzej. Panował rok kościelny, związany z obrzędami religijnymi.

Nowoczesne wymysły sięgające, jak zobaczymy, wieku XVIII w mentalność naszych przodków wpisywały się powoli. Tym bardziej że życie nie bywało wesołe, kraj nękały co i raz różne zawieruchy. Ku zabawie nic się nie składało. Podejrzewam, że Sylwester się przyjął, gdy zaczęto go kojarzyć z karnawałem, panującym nad umysłami i zachowaniami rodaków od świąt Bożego Narodzenia po Ostatki przed Wielkim Postem. No i w ciągu wieku XIX jakoś się zakotwiczył w obyczaju.

Właściwie dopiero przed wojną, w dwudziestoletnim bycie wolnej Polski, zabawy sylwestrowe stały się powszechne. W latach kryzysu lat 30. pozwalały zapomnieć o biedzie i życzyć wzajemnie, aby Nowy Rok ją zakończył. Pod koniec tej dekady huczne zabawy pozwalały zapominać o narastającej grozie kolejnej wojny. Świadectwem tego okładka z tygodnikowego magazynu ilustrowanego „As” już z roku 1939. Kolejny Sylwester, wojenny, już tak wesoły nie był.

Ale skąd się wzięły w Polsce te zabawy związane z witaniem Nowego Roku? Dla „Kuriera Warszawskiego” w roku 1826 Sylwester był wciąż zabawą nową, nie przez wszystkich obchodzoną. Zapoznawał czytelników z jej historią, przyczyniając się zapewne do szerzenia obyczaju i spędzania ostatnich chwil roku mijającego w sposób inny niż religijny. Tekst podaję, jak zwykle, w cudnej archaicznej pisowni. Tylko wytłuszczenia w tekście są moje.

 

W Niemczech w wilją Nowego roku zwykle odbywaią się wesołe biesiady, co się nazywa Wieczorem Sylwestra; unas dopiero od lat 20 i kilku zaczyna to być używanem. Jednak iest wiadomość o podobnym wieczorze w dawnych czasach. Roku 1758 przybył do Warszawy nieiaki P. Szyller maiętny cudzoziemiec, wzamiarze utworzenia Kantoru bankowego.

Chcąc on dać się poznać, urządził obszerne mieszkanie na Nowem mieście 7 połączywszy w iedno kilka zabudowań. Zaprosił na Wieczór Sylwestra bardzo znaczną liczbę osób obecnych w Warszawie. Po wspaniałej wieczerzy, rozdawał gościom na atłasie rozmaite wiersze winszuiące w ięzykach polskim, niemieckim, francuzkim, włoskim, angielskim i łacińskim; a przy wierszach każdej Damy prosił o przyięcie podarku , to iest: marcepanów, kwiatów, lub kosztownych kadzideł; mężczyzni zaś obdarzeni byli winem starem od lat 50 a nawet i 100. W kilku pokoiach stały stoliki do gry, na każdym iaśniały dukaty; i tak się wydarzyło (co iuż umyślnie było przygotowanem) że wszyscy graiący, wygrali. Służący byli ubrani w stroić azjatyckie, iako to: tureckie, perskie, chińskie , kałmuckie, ormjańskie, czerkaskie, bramińskie i t:p: Stoły z iedzeniem niebyły zastawione w salach, lecz mnóstwo delikatnych potraw roznoszono na ogromnych tacach srebrnych, a co się zostało, to rozdawano ubóstwu stoiącemu gromadnie na ulicy .
– (Wyciąg z notatek kupieckich Kaspra Janickiego.)

Tak to się zaczęło. Wszystko przez hojnego i zabawowego pana Szyllera! Inaczej widzi początki i szerzenie się zabaw sylwestrowych Pani Elżbieta, czyli Elżbieta Kiewnarska z domu Szachno. Urodzona w Wilnie, dzieciństwo spędzała na Inflantach, o czym sama często pisała. Otarła się i o Petersburg, gdzie urodziła córkę, Jadwigę Kiewnarską. Po tułaczce porewolucyjnej osiadła razem z córką w Warszawie. Sama się umieszczała w grupie inteligencji pracującej. Utrzymywała się z pisania felietonów i książek, głownie o tematyce kulinarnej. Ale nie tylko, była też działaczką społeczną w różnych organizacjach kobiecych. Współpracowała z wieloma pismami, stały felieton prowadziła w „Kurierze Warszawskim”, ale i w tygodniku „Bluszcz”. Musiała być bardzo pracowita! Kiedyś sama wyliczyła, że obsługuje bodajże siedem różnych przedsięwzięć. Była godną następczynią równie obrotnej i dzielnej Lucyny Ćwierczakiewiczowej, autorki dziewiętnastowiecznej. Moim zdaniem, wciąż jest zbyt mało znana.

Wróćmy do zabaw sylwestrowych. Pani Elżbieta musiała się na nie napatrzyć w Petersburgu. Dlatego ich szerzenie się w kraju widzi jako przyjmowanie obyczaju rosyjskiego, wschodniego. To jednak mogło dotyczyć tylko Kongresówki, czyli ziem zaboru rosyjskiego. A przecież zabawy w ostatnią noc roku polubił cały kraj. Prawda zapewne leży jednak pośrodku. Wpływy ze wschodu spotkały się z tymi z zachodu. W dwudziestoleciu międzywojennym w dodatku szerzył je film – głównie amerykańskie produkcje z Hollywood – no i coraz bardziej kolorowe tygodniki. Jak „As”, którego okładkę pokazałam.

Pani Elżbieta opisała zabawy sylwestrowe nie raz. Widocznie na te opisy i porady było zapotrzebowanie. W roku ubiegłym cytowałam jej felieton z „Kuriera Warszawskiego” z opisem sylwestrowych koktajli i ponczów. Teraz kolej na przypomnienie tego, co pisała w „Bluszczu” w roku 1930. Kryzys już się zaczął, ale jeszcze nie wiedziano, jak będzie głęboki i długotrwały. Pani Elżbieta domowe zabawy sylwestrowe przeciwstawiała tym odbywanym w restauracjach. Tym na mieście stanowczo była przeciwna, może dlatego, że uważała je za obyczaj już to rosyjski, już niemiecki. Wspierała powitanie Nowego Roku w domu. Tak czyni wielu z nas, choć tych, którzy lubią huczniejsze zabawy, jest także wielu i nikt im już nie zarzuca niepolskich obyczajów… Zachowuję ówczesną pisownię. Zwracam uwagę na język autorki, z naleciałościami kresowymi, także w zakresie słownictwa.

 

Zwyczaj spędzania nocy noworocznej na hulance i pijatyce w restauracji przyszedł do nas ze Wschodu i, jak wiele innych zwyczai, stamtąd zapożyczonych, podkopuje i tak już niezbyt mocne podstawy rodzinnego życia towarzyskiego.

Zasadniczo chodzi o spędzenie dobrze, i wesoło, i dostatnio pierwszych godzin Roku Nowego, gdyż dzięki utartemu przekonaniu, czy też przesądowi, rok cały powinien się tak ułożyć, jak się właśnie tę pierwszą noc przepędzi.

I porzucają ludziska ogniska domowe, i idą udawać, że się bawią po zadymionych knajpach, pomiędzy podpiłymi [!] ludźmi, bo niektórzy nawet noc całą spędzają na przejeżdżaniu z jednej restauracji do drugiej, by być wszędzie i przez wszystkich widzianymi, aby zaznaczyć swą przynależność do bawiącego się świata.

A nie tak dawno jeszcze, jakże mile Rok Nowy spotykano po domach prywatnych, co dzisiaj coraz bardziej wychodzi z użycia, coraz rzadziej jest praktykowane!

Jako przyczynę zaniku tego rodzaju zebrań, podają duży koszt, połączony z ich urządzaniem: „pomyślcie tylko, ile teraz kosztuje jedna butelka szampana!” – słyszymy nieraz, na co zawsze możnaby odpowiedzieć, że ta sama butelka szampana, wypita w restauracji, kosztuje trzy razy drożej, tembardziej te kilka butelek, wypitych w kilku restauracjach kolejno, stanowią już tak pokaźną cyfrę, że nawet sutą kolację (może nie z szampanem, lecz z innem dobrem winem) możnaby za nią wystawić. I czemu koniecznie mamy pić właśnie szampan – nawet, jako prognostyk, nie ma to znaczenia, bo po wojnie pija się to wino na pokaz – poza domem, lub w czasie specjalnych uroczystości – wesel, jubileuszów i innych tym podobnych obchodów.

Na Kresach Wschodnich, mających dużo obyczajów wspólnych ze wschodnią sąsiadką, nie w wigilję świętego Andrzeja, lecz właśnie w noc noworoczną jest zwyczaj wróżenia o przyszłych losach. Szczególniej z zapałem oddaje się tym wróżbom młodzież obojga płci. Więc lanie wosku i cyny, pytanie o imię pierwszego spotkanego przechodnia, sypanie ziarn pszenicy przed koguta, rzucanie bucika poza drzwi domu… Cień wylanych figur ma wskazać wydarzenia roku najbliższego; imię przechodnia będzie imieniem wybranego lub wybranej; czyje ziarnko pszenicy kogut najpierw zdziobnie, ta panna pierwsza zamąż wyjdzie; w którą stronę czubkiem trzewik padnie, z tej strony konkurent przyjdzie i t. p.

Wieczór schodzi niepostrzeżenie, już i jedenasta bije na zegarze, czas do kolacji.

Kolacja taka nie potrzebuje być ani gorąca, ani wystawna, ani zbyt długa: jakieś mięsne danie […] zupełnie wystarczy. Następnie jakaś solidna legumina – proponuję angielski plumpudding, który może być przygotowany nawet na parę tygodni wcześniej, a podany w płomieniach, niesłychany zawsze robi efekt; będąc zaś daniem smacznem i pożywnem zarazem, zaspokoi nawet większe apetyty; nakoniec czarna kawa, bakalje i owoce. Z uderzeniem godziny dwunastej – poncz lub gluwejn gorący, a jeżeli jest dużo młodzieży i zamiast partyjki i wróżb, tańce się ułożyły – to kruszon, orzeźwiający i niby tak trochę przypominający szampana – ot i całe przyjęcie.

Tak lubimy naśladować zwyczaje zagraniczne. I we Francji i w Anglii życie rodzinne daleko bardziej jest rozwinięte, niż obecnie u nas. W domu angielskim i francuskim – a i jedni i drudzy są znacznie od nas, polaków [uwaga: narodowości pisano z małej litery!] , gościnni – wilję Bożego Narodzenia i wieczór Sylwestrowy spędzają w gronie rodziny i i przyjaciół. Naszej wilji coprawda nie znają, francuski „réveillon” składa się z czarnych kiszek („boudins”) i z indyczki z kasztanami lub truflami, anglicy zaś swego indyka („turkey coq”) dopełniają plumpuddingiem i wybornemi ciastkami „mincepires”, w których polędwica wołowa i ozór marynowany rozczulająco się godzą z rodzynkami i smażoną skórką pomarańczową. Nikomu z ludzi, mających dom własny i rodzinę, nie przychodzi do głowy porzucać to wszystko dla włóczęgi po knajpach. Siedzi tam bohema, półświatek i ci, którym brak nie tylko własnego ogniska, lecz nawet takiego, cudzego, przy którem choć chwilowo ogrzaćby się mogli. Natomiast niemcy i dawni, przedwojenni rosjanie właśnie poza domem szukający rozrywek, oddawna przyjęli zwyczaj spotykania nowego roku w restauracji, czy w klubie. Czyżbyśmy właśnie od nich przykład czerpać mieli?

Słyszałam o kilku wypadkach, kiedy grono przyjaciół, lub dobrych znajomych, nie mogąc każdy pojedyńczo urządzić dużego przyjęcia, składali się na jedno i urządzali je w największem z posiadanych mieszkań. Jest to dobry przykład do naśladowania. Byle nie ta ucieczka z domu do knajpy!

A może, jeżeli się bawimy w większym gronie, skorzystamy z propozycji Pani Elżbiety na ludowe zabawy à la Kresy? Kolacja domowa ma do siebie to, że możemy ją przygotować zgodnie ze swoimi możliwościami i gustem. Pewnie, że powinna być nieco bardziej uroczysta niż zazwyczaj. Ale bez przesady. Zwłaszcza gdy spędzamy sylwestrowy wieczór we dwójkę, w domu, w, za przeproszeniem, kapciach. Bardzo lubię oglądać wtedy ulubiony film lub nawet ze dwa filmy, popijać wino i szampana (na toast!), rozmawiać. Spokojne zakończenie starego roku w dodatku nieraz jest koniecznością. Nie warto ubolewać z tego powodu; przeciwnie, trzeba się cieszyć. A co podać na kolację?

Podam dwa przepisy na małe danka z pieczarek portobello. Są bardzo proste. Czas jeszcze skoczyć do sklepu po te grzyby i uczynić je podstawą lub uzupełnieniem sylwestrowego menu. Pierwsza z propozycji ma klimat hiszpański. Jest prosta, jak wspomnienie wakacji na wybrzeżu Andaluzji. Nieco rustykalna. Gdy już pójdziemy po pieczarki, kupmy także któreś z hiszpańskich czerwonych win, bogatych w dębowe smaki, o pięknym kolorze.

Nasze pieczarki smażyłam na patelni grillowej (koniecznie uruchomić wyciąg, a nawet otworzyć okno, bo dymią!), ale kto ma grill ogrodowy, może go wyciągnąć. Nie ma silnego mrozu, nie powinno nic padać. A niebo może być gwiaździste. Kant się kłania; jakże niektórym by się przydało i prawo moralne… Chwila na powietrzu nie zaszkodzi, a nawet dobrze zrobi. Zwłaszcza że potrwa krótko, pieczarki smażą się w mig.

 

Pieczarki z grilla po mojemu

  • pieczarki portobello
  • szynka serrano lub cienko skrojony boczek wędzony
  • hiszpańska kiełbasa paprykowana chorizo
  • wietnamski pieprz z młynka
  • kilka kromek pszennego chleba typu włoskiego
  • ząbek czosnku
  • oliwa

 

Przygotować chleb na grzanki. Cienko skroić, skropić oliwą, natrzeć przekrojonym ząbkiem czosnku. Pieczarki oczyścić, zdjąć z nich skórki, odciąć nóżki. Kapelusze owinąć plasterkami szynki lub boczku (można je spiąć wykałaczkami). Skropić oliwą. Wkładać na mocno rozgrzaną
patelnię lub kratkę grilla. Dołożyć plasterki chorizo (jeżeli używamy grilla, ułożyć je na tacce). Grillować z obu stron po 2–4 minuty. Chorizo przemieszać.

 

Pieczarki po zdjęciu na wygrzany półmisek obficie posypać pieprzem. Na tej samej patelni (zachować tłuszcz wytopiony z kiełbasek!)  opiec chleb z obu stron. Podawać wszystko gorące.

U nas te pieczarki były przystawką (wystarcza jedna na osobę!). Jako danie główne przewidziałam tagliatellechorizo, oliwą, bazylią i czosnkiem. Kto nie chce się tuczyć makaronem (uwaga, zawiera składniki wspomagające powstawanie w organizmie endorfin, nazywanych hormonem szczęścia!), usmażone plasterki chorizo może dorzucić do sałaty. Bo na pewno na stole też ją stawiacie, prawda? Ciepłe chorizo z sałatą, na przykład roszponką, smakuje wspaniale. I nie tuczy za bardzo.

Druga propozycja pieczarkowa jest jeszcze prostsza. Po prostu usmażymy je szybko na patelni. Jeżeli możemy sobie pozwolić na brak ceremonii, razem z nią wnieśmy je na stół. Będą wtedy na pewno gorące, jak trzeba.

 

Pieczarki portobello szybko smażone

  • pieczarki
  • cebulka biała
  • cebulka fioletowa
  • ząbek czosnku
  • gałązka rozmarynu
  • masło klarowane
  • sól, pieprz

 

Pieczarki oczyścić, obrać ze skórki, pokroić w paski. Masło rozgrzać, wrzucić cebulkę pokrojoną w kostkę, a po chwili ząbki czosnku. Smażyć krótko, aż się zeszklą.

 

Dołożyć paski pieczarek, posypać igiełkami rozmarynu i pieprzem. Smażyć, mieszając co jakiś czas, na dość mocnym ogniu. Jeżeli pieczarki puszczą sok, odparować go i dosmażyć je na lekko brązowo. Podawać posolone, przybrane świeżym rozmarynem.

Na żadnym stole nie powinno zabraknąć surówki. Wszak wielu z nas jako noworoczne postanowienie deklaruje, że będzie się odżywiać zdrowiej niż dotąd. Surówki zdrowia nam dodadzą. Oto jedna z nich. I zdrowa, i elegancka.

Surówka z białej rzepy z mandarynkami po mojemu

  • biała rzepa
  • mandarynki
  • olej słonecznikowy
  • sok z cytryny
  • listki mięty lub innych świeżych ziół
  • biały pieprz, kwiat soli
  • ew. pół łyżeczki cukru

Rzepę obmyć, jeżeli potrzeba obrać ze skórki, zetrzeć na tarce. Skropić od razu sokiem z cytryny. Mandarynki rozdzielić na cząstki;  jeżeli można, obrać z błonek lub chociaż przekroić na pół. Wymieszać z rzepą. Domieszać olej i przyprawy do smaku. Przybrać listkami mięty.

Surówkę można podawać po schłodzeniu, a więc przygotować ją wcześniej, przykryć i trzymać w lodówce.

Moje propozycje nie są przeznaczone na elegancką kolację. Jeżeli takiej pragniemy, zaopatrzymy się w homara, langustynki lub dorodne krewetki, łososia, kilka eleganckich sałatek. A może mamy pasztet swojego wyrobu? Lub upieczemy jakiś drób? Można to zrobić wcześniej, pieczyste pokroić i podać na zimno, koniecznie do sałaty i borówek lub żurawin. Bo przy bufecie czy stole sylwestrowym nie zapominajmy o surówkach. No i o… umiarze. Choćby w jedzeniu i piciu. Czego szczerze życzę czytelnikom mojego bloga. W całym roku 2017!

Alina Kwapisz-Kulińska

 

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com