2017-01-21.
w amerykańskiej polityce powiało zaściankiem.
nie wiem, do jakich szkół chodził nowy amerykański prezydent. kiedy słuchałem jego inauguracyjnego przemówienia, miałem nieodparte wrażenie, że widzę absolwenta PiS-owskiej freblówki.
motywem przewodnim oracji, która zapowiadała punkt zwrotny w polityce USA na kilka dziesięcioleci była zaoceaniczna wersja polski w ruinie i dobrej zmiany – w zwielokrotnionej skali i z zachowaniem proporcji. ładowaliśmy biliony dolarów w bezpieczeństwo innych, zaniedbując nasze własne (mamy postępować tak, jak życzy sobie bruksela, z zaniedbaniem polskich interesów narodowych).
pozbawione logiki i treści zdania przemówienia, przypominające łatwo przyswajalne tytuły z tabloidów, wygłaszane knajacką niemal angielszczyzną. główny człowiek w państwie — swój chłop, przy którym nawet bushie boy był jajogłowym przemądrzałą. nareszcie pojawił się przywódca, który ma odwagę powiedzieć, że ameryka ma być ameryką.
trend izolacjonistyczny, od początku obecny w polityce stanów zjednoczonych rzadko ujawniał się z tak prymitywną zaciekłością, jak w naszych dniach.
fałsz rozumowania trumpa polega na tym, że bezpieczeństwo innych krajów jest nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem USA. gdyby nie plan marshalla, NATO i amerykański i parasol atomowy, europa zachodnia zostałaby szybko połknięta przez ZSRR.
czy ameryka byłaby dziś bezpieczniejsza, gdyby w czasach zimnej wojny zamiast johna kennedy’ego prezydentem był ktoś na podobieństwo trumpa?
czy polska, eksponująca swą suwerenność w opozycji do europy, mogłaby wyjść z zaścianka, w którym tkwiła niemal pół wieku po zakończeniu wojny, z liderem o horyzontach kaczyńskiego?
miejmy nadzieję że – jak sformułował to obama – prezydentura trumpa to nie kropka, lecz przecinek w amerykańskiej polityce…
natan gurfinkiel


Takie Trumpy były zawsze, jak wiesz. Dziś wyłażą z nor i zdobywają kolejne przyczółki. Najwyraźniej coś się zmieniło w ludzkich głowach. Moja siostra stwierdziła, że 72 lata bez wojny to stanowczo za dużo jak na ludzką cierpliwość. Ma rację?
Ma. Golo Mann gdzieś napisał, że I wojna światowa była skutkiem poczucia nudy Europejczyków. Było za dobrze i nic się działo.
…nie działo.
@Wejszyc: Niepotrzebna korekta podwójnego zaprzeczenia. Ja też wyrosłem na tym nielogicznym wyrażaniu…
Wiem, ale taką nas przebodli polszczyzną.
Każdemu jego Pearl Harbour i – oby! -Lend Lease. Izolacja świetnie służy drutowi pod napięciem, no i może Helwetom -ale to zupełnie inna bajka. Ktoś kiedyś niegłupio powiedział, że jeśli historia uczy czegokolwiek, to wyłącznie tego, że nigdy nikogo niczego nie nauczyła. Może faktycznie jest tak, że kiedy odchodzi pokolenie, dla którego gest wyciągniętej przed siebie ręki oznaczał bynajmniej nie zamówienie pięciu piw, – to nowe-stare straszne rzeczy zaczynają dziać się od nowa. I nie chodzi tu o pamięć taką, jak naklejenie symbolu Polski Walczącej na swej bryczce czy kiju baseball’owym. Warto wiedzieć, dlaczego kiedyś stało się, co się stało, zrozumieć zależności. Mam już wystarczająco dużo lat by móc napisać, że za MOICH CZASÓW można było czegoś nie wiedzieć albo nie rozumieć – ale nikomu nie przyszło by do głowy, by się tym szczycić. Przeciwnie, człowiek biegł do biblioteki albo madrzejszego kolegi i wypytywał, wyczytywał co i jak. Dziś często nawet do Wikipedii nie chce się zajrzeć, łże-elit nie będzie się też przecież słuchać. Autorytety? Chodzi o Cleo z Fejsa, Dodę z Pudelka czy o co?
I to jest jedna smutna strona medalu. Ale, w mojej opinii, jest i druga. Jak Oxfam donosi, 8 (słownie: ośmiu) bogaczy ma tyle, co połowa ludzkości. Populizm Oxfamu? Jednemu Panu Ekonomiście (niczego nie ujmując jego dokonaniom) to się nawet bardzo podobało, ale chyba tej połowie ludzkości już niekoniecznie. I jeśli ktoś (nieważne, że przecież też nie kloszard) mówi, że drastycznie obniży podatki, by produkcja i miejsca pracy wróciły do kraju, to może to być argument ważniejszy niż obrona wschodniej flanki. O której wielu wyborcom wiadomo tyle, że to gdzieś na Wschodzie. Jako advocatus diaboli (tu chyba jednak przesadziłem, nawet dla zgrabnej figury retorycznej nie powinienem tego robić) napiszę, że trochę podobnie może być z nieszczęsnym pięćset plus. Tak naprawdę, cholernie ważna jest i wschodnia flanka, i miejsca pracy. Ale o ile wojna to najczęściej coś, co albo było dawno, albo jest daleko, to na czynsz albo ratę za dom/ mieszkanie brakuje tu i teraz. I to bynajmniej nie braciom (ze słowiańska) Lehmańskim, bo najczęściej powodujących kryzysy one dziwnym trafem nie dotykają. Jak śpiewał bard – poor stay poor, and rich get rich. Jeśli globalizacja w obecnej postaci jest jedyną alternatywą dla izolacjonizmu, a zysk akcjonariuszy – jedyną racją, to sytuacja jest (trawestując świętej i wdzięcznej pamięci „klasyczkę”)- nienachalnie optymistyczna.. A elity – nie chodzi mi naturalnie o te intelektualne, raczej business’owo-polityczny jet-set – chyba naprawdę, nomen omen, odleciały w kosmos. I choć to z pewnością duże uproszczenie, nadpodaż trumpów, kaczyńskich, orbanów i innych le-penów jest tego widoczną konsekwencją. Ze wszystkimi tego nieciekawymi skutkami.
Ameryka właśnie zaczęła przechodzić czasy Nikodema Dyzmy. Polska wysforowała się niechlubnie przed szereg ponad rok temu. Z posłem K i Misiewiczami na czele…
Gdzieś już widziałem, że prezydent USA to Tramp.
A z naszego podwórka: Kiedy 6 lat temu macierewicz zaczął mnożyć teorie spiskowe, dołożyłem kilka własnych.
Pointa jednej z nich: Zamachowiec podłożył bąbę (unik przed automatycznym moderatorem), a w podróż wysłał podległą pracownicę. A sasin nie poleciał…
MARIUSZ _R951
Naszemu ekonomiście jedyną możliwą wydaje się droga rozwoju, którą bodaj Galbraith nazwał karmieniem wróbli przez dawanie owsa koniom. Jakoś decydenci na świecie nie widzą możliwości realizacji bardziej sprawiedliwego świata, bez egoistycznego narzucania wyłącznie własnych interesów. Klepie się banały, podobne do tych o demokracji, która ma wady ale nie ma od niej lepszego ustroju. A do ludzi trafiają apele skierowane do ich chciwości i żądzy dopieprzenia innym.