Psychopata to jest osobnik bezwzględny, pewny siebie, odporny psychicznie, napędzany kompleksami (lub wiarą), a do tego pozbawiony poczucia winy. Państwo PiS, lub – jak niektórzy wolą – k a c z y z m, czerpie obficie z tego podglebia. Gorzej, rozpowszechnia ten typ egzystencji. Niepostrzeżenie wsiąka człowiek w rzeczywistość, której w gruncie rzeczy jest przeciwny. Stefan Kisielewski, popularny „Kisiel”, który w PRL-u subtelnie dokładał władzy, definiował tę postawę, że „jak wejdziesz w dupę, to się zaczynasz w niej urządzać”. Po jaką cholerę, ja na ten przykład, ciągle oglądam polityków? Po latach obcowania z tą branżą z góry wiem, co kto powie; a zwłaszcza przygnębiająca jest świadomość, że gadają, żeby załapać się na kolejny etat.
Nie było tak zawsze. Pierwszy wolny sejm po 1989 roku gromadził posłów, dla których interes państwa stanowił sens ich pracy.
Zabrnąłem w zaułek: zerwać z nałogiem czy się ogłupiać pod hasłem, że uczestniczę w życiu obywatelskim. Mogę się nie poddawać praniu mózgów. I na przykład czytać sobie książki w rodzaju „Sekretne życie drzew”, której lekturę sam sobie wybiorę. Otóż to.
Mam wybór: albo wtłoczony zostaję w format, że ktoś wie lepiej, co ja wolę. Albo wybieram: być w zgodzie z sobą i żyć w przestrzeni, w której czuję się dobrze.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM

