Obywatel RP: Polskie rozdarcie

2017-02-23.

Są sytuacje –  szczególnie obecnie,  gdy dotkliwie odczuwamy „polskie rozdarcie” –  gdy Polska dzieli się na dwa przeciwne obozy, mówiące przy tym jakby dwoma różnymi językamiTe same słowa mają inne znaczenia. Fakty znajdują całkiem różne interpretacje. Inna percepcja rzeczywistości, inna jej ocena, narzucają odmienny rodzaj myślenia.

Jak w takich warunkach można mówić o dialogu, jakimkolwiek porozumieniu?

Wydaje się, że to pytanie nie ma sensu… zwłaszcza, gdy jednej ze stron wcale nie zależy na dialogu.

Gdy obie strony reprezentują wykluczające się systemy wartości, to możliwy jest jedynie pozorny kompromis – rodzaj „zawieszenia broni” na jakiś czas.

Mamy zderzenie dwóch punktów widzenia.

  • W ocenie obrońców demokracji (pluralistycznej) naruszony został fundament systemu równowagi w trójpodziale władzy, co miała gwarantować konstytucja – nie zagwarantowała.
  • W ocenie zwolenników „dobrej zmiany” należy zmienić „elity” zmieniając system i robią to z rewolucyjnym zapałem.

Wadliwa demokracja

W świetle międzynarodowego wskaźnika demokracji lokowani jesteśmy od lat w piątej dziesiątce listy, w towarzystwie takich państw takich jak Panama, Jamajka, Brazylia, z etykietką „demokracji wadliwej” – państwa o chorej demokracji. W 2016 roku, dzięki staraniom partii rządzącej „awansowaliśmy” do szóstej dziesiątki.

Podstawową przyczyną takiej klasyfikacji jest niski poziom tzw. „kultury politycznej”, którą najkrócej można rozumieć jako brak odpowiednich dla systemu demokratycznego wzorców zachowań zarówno tzw. „klasy politycznej”, jak i ogółu społeczeństwa.

Zaledwie około połowa społeczeństwa zainteresowana jest uczestnictwem (czytaj: akceptuje udział) w demokratycznych wyborach!!! Aktywność obywatelska jest ledwo zauważalna. Gdy się już pojawia, znajduje licznych oponentów. Mamy poważne problemy z tworzeniem czytelnego prawa. Są podstawy sadzić, że źródłem tego jest zwykła niechęć do przejrzystości prawa, podyktowana partykularnymi interesami.  W konsekwencji „nie potrafimy” tworzyć procedur jednoznacznie gwarantujących przestrzeganie zapisów konstytucyjnych. Przyjęte zaś procedury mamy w zwyczaju lekceważyć i dość swobodnie interpretować, w tym niestety również zapisy konstytucyjne.

Nasza demokracja ma wpisaną poważną wadę ukrytą. Tą wadą jest lekceważący stosunek do stanowionego prawa i w konsekwencji zwykłe niechlujstwo przy jego tworzeniu. To jest trochę tak, jakbyśmy do niej nie dorośli. Trudno ją jednak naprawić, gdy blisko połowa Polaków deklaruje głęboką niechęć do pluralizmu i zawierza swój los „mądrości swojego wybrańca” z woli wyboru mniejszości narodu, oddając mu przy okazji pełnię władzy nad państwem, godząc się na demolowanie kraju. Jest bardzo prawdopodobne,  że większość z nich nie zdaje sobie do końca sprawy z konsekwencji… a może ich to w ogóle nie interesuje? Może też jest to kwestia wąskiego horyzontu czasowego w myśleniu, gdzie przede wszystkim liczy się to, co tu i teraz. Na naszych oczach wadliwa demokracja zamieniana jest na demokrację fasadową, jak w Rosji, Białorusi.

Okazuję się, że ogólna cicha zgoda (trwająca latami) na „wadliwą demokrację” była zgniłym kompromisem na czas określony. Zamiast doprowadzić do faktycznego rozdziału w tzw. trójpodziale władzy, poprzez odcięcie wpływów partii rządzących od możliwości jednoczesnego zawłaszczenia władzy ustawodawczej i wykonawczej, z jednoczesnym kreatywnym powiększaniem swoich wpływów na sądownictwo i inne organy kontrolne…utrwalaliśmy ten stan rzeczy,  nic nie robiąc. W konsekwencji zadziałało prawo entropii – na naszych oczach stopień chaosu się pogłębia, prowadząc do rozpadu struktur, które miały stać na straży systemu.

Okazuje się również, że tylko pozornie tworzyliśmy jeden naród.

Konstytucyjny „Naród Polski” to w praktyce jakby dwa różne plemiona o odmiennych korzeniach kulturowych, o całkiem sprzecznych pryncypiach.

Współczesna koncepcja demokracji pluralistycznej wyrasta z dorobku cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Demokracja fasadowa to raczej wynalazek kultury wschodniej.

Demokracja pluralistyczna  w praktyce zakłada współuczestniczenie w budowie jednego państwa wielu subkultur, pod warunkiem purystycznego przestrzegania przez wszystkich uczestników fundamentalnych zasad (państwo świeckie, trójpodział władzy, nienaruszalność praw obywatelskich…),  gwarantujących równowagę sił w państwie i wolność wyboru jednostki, w ramach pokojowego współistnienia i wzajemnego szacunku.

Tylko wtedy ma szansę pojawić się w życiu społecznym wartość dodana (zjawisko emergencji na wyższym poziomie złożoności budowanych struktur). Problem w tym, że tego zjawiska trzeba wcześniej indywidualnie doświadczyć… i je zrozumieć, by je cenić.

Musimy jednak sobie zdawać sprawę, że monokultury nie zawsze są w stanie tolerować pluralizmu – zwłaszcza, gdy opierają się na „jedynie słusznych” dogmatycznych podstawach – w takich przypadkach pojęcie kompromisu nie ma żadnego praktycznego zastosowania.

Inny sposób myślenia podporządkowany innym systemom wartości, to całkiem odmienne postrzeganie dobra i zła.

Pamiętam wypowiedź medialną byłego dyplomaty rosyjskiego, pytanego o problem z korupcją w Rosji. To żaden problem – odpowiedział – korupcja jest elementem systemu.

Nie jest sprawą przypadku, że wg EIU Rosja jest klasyfikowana poza pierwszą setką państw na liście wskaźnika demokracji jako reżim totalitarny.

Jeżeli w obecnej sytuacji nie jest możliwy kompromis,  to w grę wchodzi jedynie wygrana jednej ze stron… lub „rozstanie”.

Przy wykluczających się wizjach Polski „wygrana” może oznaczać podporządkowanie pozostałej części społeczeństwa rygorom prawnym obcego im mentalnie systemu.

To brzmi groźnie.

Czy można sobie wyobrazić sytuację, że system demokracji pluralistycznej narzucany jest blisko połowie społeczeństwa  wbrew ich woli?

To jest poważny problem.

Przy tym nie wolno zapominać, że u zwolenników państwa totalitarnego narzucanie woli społeczeństwu przez silny ośrodek władzy nie rodzi żadnych dylematów etyczno-moralnych.

To jest inna moralność!

W takim kontekście mowa o możliwości „rozstania” na drodze referendalnych rozstrzygnięć, podobnie jak uczyniła to Czechosłowacja, nabiera cech rozsądnej alternatywy.

Obecnie obserwowany trend ożywienia ruchów nacjonalistycznych w Europie jest równie ważny jak tendencje separystyczne. To się dzieje równolegle. O niezależności myślą Szkoci, Flamandczycy, Katalończycy, Korsykanie.

W przypadku Polski może jednak taki pomysł zaskakiwać.

Wyrośliśmy w przekonaniu, że stanowimy jeden zwarty naród. Może to tylko mit, jaki był nam na jakiś czas potrzebny?

Przykład Czechosłowacji może nie jest dla nas najlepszy. Historia Czechów i Słowaków to w zasadzie dwie różne historie dwóch odrębnych narodów. Ważne jednak, że wynikał z uświadomionej potrzeby i dokonał się na drodze wzajemnego porozumienia.

Może warto wrócić do korzeni i pomyśleć o czymś w rodzaju Rzeczypospolitej Obojga „Plemion” w ramach jednego Narodu, nawiązując bezpośrednio do tradycji I Rzeczpospolitej.

Dzisiejszymi kontynuatorami idei wspólnotowej w ramach ustrojów państwowych o dojrzałej demokracji jest kilka wysokorozwiniętych  państw, w tym nasi najbliżsi sąsiedzi – Niemcy, które funkcjonują jako państwo federacyjne wspólnoty mniejszych „krajów” (landów). Prawo federacyjne honoruje ograniczoną suwerenność landów z ich prawem do samostanowienia w zakresie dysponowania własnym rządami, własnym przepisami prawnymi, szkolnictwem. W konsekwencji w Niemczech nie występuje zjawisko ruchów separatystycznych, bo nie ma takiej potrzeby. Pluralizm jest faktem wpisanym w system, wykraczającym poza deklaratywne zapisy.

Ten problem wymaga głębszego namysłu.

Warto w takiej sytuacji się przyjrzeć się naszej historii.

Dwie Polski?

Rozłam Polski widoczny jest na mapce wyborów Polaków dokonanych w 2015 roku.

Obrys terenów zdominowanych przez zwolenników PIS niemal dokładnie pokrywa się z obszarem Królestwa Polskiego w ostatnim etapie swojego istnienia.

 

 

Królestwo Kongresowe przez ponad 100 lat (blisko 5 pokoleń) było intensywnie rusyfikowane, gdy w tym samym czasie Polacy zamieszkali na pozostałych terenach zaborów ulegali wpływom kultury zachodnioeuropejskiej.  Mówimy o Polsce „dwóch prędkości”. Przez ponad sto lat podzieleni Polacy byli pod silnymi wpływami „dwóch różnych kierunków rozwoju kulturowego”.   

Kulturę zachodnioeuropejską jako cywilizację o korzeniach łacińskich można przeciwstawiać cywilizacji turańskiej, do której klasyfikuje się kulturę rosyjską od czasu najazdu mongolskiego.

Dwie cywilizacje wg Konecznego…

Dla zrozumienia istoty tego rozróżnienia warto sięgnąć do poglądów polskiego historiozofa prof. Feliksa Konecznego (1862-1949), ukształtowanych ok. 80 lat temu! Przyjął on szczególną definicję cywilizacji jako „metody ustroju życia zbiorowego”, niezależną od poziomu rozwoju i zjawiska różnicowania się kultur jako odmian danej cywilizacji.  Sformułował też „prawa cywilizacyjne” – prawa rządzące metodami ustroju życia zbiorowego.

Według Konecznego :

  • mieszanki cywilizacyjne giną, bo brak spójności,
  • nie można być cywilizowanym na dwa sposoby,
  • cywilizacje na styku muszą się zwalczać,
  • przy równouprawnieniu i braku walki zwycięża niższa,
  • każda cywilizacja dąży do ucywilizowania sąsiadów na własną modłę.

Należy przy tym pamiętać, że autor Polskę przedrozbiorową zalicza jednoznacznie do cywilizacji łacińskiej, w której rodził się system demokracji pluralistycznej.

Źródeł cywilizacji łacińskiej Konieczny dopatruje się w greckiej filozofii, rzymskim prawie i etyce chrześcijańskiej.

Organizacja życia społecznego wyraźnie rozdziela ogólne prawo publiczne (państwowe) , będące domeną władców, od prawa prywatnego do swobody wyboru metod samoorganizacji życia na różnych szczeblach życia społecznego.

Jednostka w tym kręgu kulturowym, w przeciwieństwie do cywilizacji turańskiej,  ma swoje nienaruszalne prawa.

W cywilizacji turańskiej jedynym źródłem prawa jest władca i jego kaprysy.

Warte głębszego namysłu jest przytoczone wyżej prawo, według którego w warunkach traktowania różnych cywilizacji jako równoprawnych zwycięża ta „niższa” jako oferująca prostsze rozwiązania organizacji życia społecznego, prostszą (= mniej złożoną) moralność.

Lekceważenie tego prawa można traktować  jako potencjalną pułapkę dla rodzących się demokracji pluralistycznych, których mechanizmy zabezpieczające są jeszcze słabe, a pojęcie „równouprawnione” redukowane jest do znaczenia „równowartościowe”. 

Taki stan rzeczy nie może być akceptowany przez zwolenników żadnej ze stron różnych cywilizacji.

System społecznego pluralizmu nie traktuje tych pojęć jako synonimy.

To jest istotne rozróżnienie.

Pluralizm w systemie demokratycznym poprzez równouprawnienie zakłada złożoną strukturę społeczną, w ramach której możliwe są różne doraźnie konfiguracje hierarchiczne, różne zmienne dominacje ideologiczne, zależnie od trendów ewolucyjnych życia społecznego, zabezpieczając jednocześnie – przynajmniej w założeniu – przed jakąkolwiek trwałą uzurpacją ideologiczną, która by mogła zagrozić nienaruszalnym prawom jednostki.

To jest system, który z jednej strony zapewnia stabilność, z drugiej zaś nie zamyka żadnych dróg rozwoju..

… dwa różne sposoby myślenia

Dla „modelowych” reprezentantów  tzw.”cywilizacji turańskiej” – jeżeli tak można ująć –  idea pluralizmu (przyjęta w systemach demokratycznych) jest często rozumiana jako propozycja zrównania ich systemu wartości z innymi – stanowi przez to bezpośrednie zagrożenie, czemu należy się stanowczo przeciwstawić i zwalczać.

To jest specyficzny rodzaj myślenia, bez marginesu na wątpliwości, jakiekolwiek dylematy moralne, ….przy tym wyrażane sądy nie muszą być spójne.

Produktem tego rodzaju myślenia jest dość popularne w Kościele katolickim pojęcie „cywilizacji śmierci”. Tak ostre sformułowanie jest próbą narzucenia innym jednoznacznej interpretacji moralnej, z precyzyjnym naznaczeniem granic między dobrem a złem. Działanie takie pozostaje w wyraźniej kolizji z wykładnią Katechizmu katolickiego (1992 r) cyt.:

„1782.  Człowiek ma prawo działać zgodnie z sumieniem i wolnością, by osobiście podejmować decyzje moralne „Nie wolno go zmuszać, aby postępował wbrew swojemu sumieniu. Ale nie wolno mu też przeszkadzać w postępowaniu zgodnie z własnym sumieniem, zwłaszcza w dziedzinie religijnej””  

wzmocnione zapisem cyt.:

„1778 Sumienie moralne jest sądem rozumu, (…) Człowiek we wszystkim tym, co mówi i co czyni, powinien iść wiernie za tym, o czym wie, że jest słuszne i prawe. Właśnie przez sąd swego sumienia postrzega i rozpoznaje nakazy prawa Bożego: (…) Sumienie jest pierwszym z namiestników Chrystusa”

Myśli uzurpujące sobie prawo nadrzędności, wyrażane ex cathedra, nie podlegają dyskusji… i  – co może ważniejsze – nie nadają się do jakiejkolwiek dyskusji.

To jest główny powód konieczności rugowania agresywnego, zdogmatyzowanego języka z życia debaty publicznej w pluralistycznym społeczeństwie.

Pluralizm w kontekście tego rodzaju myślenia, podobnie jak wszelkiego rodzaju relatywizacja, są pojęciami identyfikowanymi ze ZŁEM. Oparte to jest na logice zero-jedynkowej, dwuwartościowej (dobre lub złe), którego źródłem i jednocześnie ograniczeniem, jest system przyjętych wierzeń.

Według Barbary Mazurkiewicz-Białęckiej (2014-04) cyt.:

 „Jedną z głównych cech rosyjskiej tożsamości jest turański kult siły (…), przejawiający się zaufaniem i szacunkiem wobec władcy. Aby zyskać akceptację, musi on jednak spełniać kilka warunków. Przede wszystkim, nie może cechować go jakakolwiek słabość. W życiu cechy turańskie przejawiają się m.in. uporem w dążeniu do celu, brakiem rozwagi w działaniu, emocjonalnością, a nawet gwałtownością. Istotne jest tu pojęcie tzw. obłomowszczyzny, utożsamianej z rosyjską duchowością i przewagą pierwiastka uczuciowego nad racjonalnym. (…) Równie silną cechą składającą się na „rosyjskość” jest słowiańskość i pogaństwo, znajdujące odzwierciedlenie w otwartości i prostocie, bezpośredniości, niechęci do formalizmu, w tym także – nieufności do instytucji i prawa, funkcjonowaniu nieformalnych kodeksów etycznych, ale także niechęci do indywidualizmu.”

Czytając cytowany fragment trudno oprzeć się analogii do charakterystyki postaw jednej ze stron dzisiejszego sporu. To nas – na zdrowy rozum – nie powinno bulwersować.

Utożsamienie z cywilizacją turańską ukształtowo się wśród ludów ruskich w okresie rozbicia dzielnicowego, pod panowaniem Mongołów (w latach 1240-1480) w ciągu ok. 200 lat, przejmując wzorce organizacyjne ustroju życia zbiorowego najeźdźcy. W tym czasie ukształtowała się rosyjska państwowość  i  w tym cywilizacyjnym kształcie, podlegając powierzchownym zmianom wizerunkowym/kulturowym przetrwał do czasów obecnych. Organizacja życia społecznego z okresu Rosji Carskiej niewiele różniła się od Rosji Radzieckiej, jak i niewiele różni się od współczesnej Rosji.  Zmieniały się tylko „dekoracje” modelu państwa totalitarnego.

Nie wolno nam też zapominać, że lud rosyjski ten model akceptuje, odbierając wpływy zachodnie jako bezpośrednie zagrożenie.

Dosyć przewrotnie Koneczny charakteryzuje Polaka zrusyfikowanego cyt.

Właśnie na przełomie wieku XIX i XX począł się pojawiać w Polsce typ nowy: Polaka o gorącym sercu polskim, gotowego do wszelakich ofiar, nawet do męczeństwa za Polskę, ale mającego… mózg zrusyfikowany. W literaturze polskiej wskazać można na bardzo głośne nazwiska autorów, którzy nie tylko przejęli fakturę literacką od Rosjan, ale szerzyli rosyjskie „nastroje”, a nawet wprost rosyjskie pojęcia o życiu prywatnym i publicznym – nienawidząc Rosję z całej duszy!

….. i przestrzega cyt.:

Syntezę Zachodu a Wschodu uważam za czczy frazes literacki, a widoczna obecnie w Polsce mieszanina cywilizacyjna jest w mych oczach świadectwem upadku cywilizacji. Cywilizacja albo jest czysta, albo jej nie ma; nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Upadła Polska dlatego, że poszukując niby syntezy Zachodu ze Wschodem, zrobiła z siebie karykaturę cywilizacyjną – i upadnie znowu.

Mówiąc o wcześniejszym upadku Polski autor ma na myśli okres zabiegów polskich o stworzenie unii polsko-rosyjskiej, żeby przeciwstawić się bezpośrednio zagrożeniom ze strony Imperium Osmańskiego, która niestety też miała wpływ na osłabienie naszego państwa, prowadząc w krótkim czasie do rozbiorów.

Paradoksalnie na teksty Konecznego powołują się tzw. narodowcy, myśląc redukcyjnie w duchu turańskim – redukując pojęcie cywilizacji do pojęcia wrogich sobie kultur narodowych – narodowych w klasycznym tego pojęcia rozumieniu, nie mieszczącym się w ramach definicji obowiązującej Konstytucji RP.

Możemy odwoływać się do tych samych źródeł, nadając im zupełnie odmienne interpretacje.

Gdy mamy do czynienia z różnymi sposobami myślenia, o innym stopniu złożoności, inaczej rozumiemy te same – wydawałoby się – pojęcia.

W tym kontekście należy brać pod uwagę, że myślenie w kategoriach realnego zagrożenia „cofnięciem cywilizacyjnym” w wyniku usilnych zabiegów obecnego rządu do zmiany ustroju w Polsce, jest zrozumiałe wyłącznie przez tych Polaków, którzy identyfikują się z myśleniem o społeczeństwie w kategoriach dorobku cywilizacji łacińskiej.

Jak widać pojęcie „dobra”  i perspektyw „rozwoju Polski” można różnie rozumieć.

To nie musi być groźne, dopóki w ramach umowy społecznej przestrzegać będziemy zasady świeckich ram państwowości. To jest warunek konieczny pokojowego współegzystowania wyznawców różnych ideologii, w ramach dojrzałej demokracji pluralistycznej.

Innymi słowy: różnorodność kulturowa jest możliwa jedynie w sytuacji, gdy wszyscy jej uczestnicy, o różnych korzeniach ideologicznych, włączą na stałe do swojego światopoglądu/systemu wierzeń nadrzędność świeckości państwa, zyskując w ten sposób prawo do własnej odrębności subkulturowej.

U nas ten warunek zlekceważono.

W zasadzie można powiedzieć, że kulturowo ominęła nas epoka oświecenia. W Polsce przybrała charakter zaledwie oświecenia katolickiego. Nie odrobiliśmy tej lekcji do końca.

Typ zrusyfikowanego Polaka odżył w debacie publicznej za sprawą prof. Józefa Tischnera pod postacią pojęcia homo sovieticus (łac. człowieka radzieckiego), które autor identyfikuje z osobą będącą tworem systemu totalitarnegoo specyficznej mentalności. Najczęściej cytowanym objaśnieniem tego typu mentalności jest charakterystyka Jerzego Turowicza cyt.: „Homo sovieticus to człowiek zniewolony, ubezwłasnowolniony, pozbawiony ducha inicjatywy, nieumiejący krytycznie myśleć. Pozostała część opisu jest praktycznie rozwinięciem cech przytoczonych na wstępie.

Mamy tu do czynienia z cechami osób wzorcowo przystosowanych do życia w sprawnie funkcjonującym systemie totalitarnym… i nie dziwmy się, że właśnie o taki system się upominają.

Oczywiście, wyżej zaprezentowany tok myślowy to tylko jeden z możliwych aspektów postrzegania przyczyn obecnego stanu rzeczy w Polsce. Trudno go jednak pominąć. Aspektowe postrzeganie zawsze operuje pewnymi modelowymi uproszczeniami, z których koniecznie należy sobie zdawać sprawęJednak dzięki tym uproszczeniom pewne zjawiska jesteśmy w stanie dostrzec i lepiej zrozumieć. Czytelna ilustracja „podziału Polski” możliwa jest tylko dzięki kryterium „dominujących” na danym obszarze preferencji. Pamiętam pytanie : w jakim stopniu drzemie w każdym z nas uśpiony homo sovieticus? Trudno to pytanie zlekceważyć.

Obywatel RP

Nazwisko i adres znane redakcji

Print Friendly, PDF & Email

24 komentarze

  1. andrzej Pokonos 2017-02-24
  2. narciarz2 2017-02-24
  3. narciarz2 2017-02-24
    • andrzej Pokonos 2017-02-24
  4. andrzej Pokonos 2017-02-24
  5. narciarz2 2017-02-24
    • StanStupkiewicz sr 2017-02-26
  6. Darek 2017-02-24
  7. Stary outsider 2017-02-24
  8. slawek 2017-02-24
    • Stary outsider 2017-02-25
  9. narciarz2 2017-02-25
  10. andrzej Pokonos 2017-02-25
  11. narciarz2 2017-02-25
  12. Emerytka 2017-02-25
    • j.Luk 2017-02-25
    • Stary outsider 2017-02-25
  13. andrzej Pokonos 2017-02-25
  14. narciarz2 2017-02-25
  15. StanStupkiewicz sr 2017-02-26
  16. narciarz2 2017-02-27
    • Adam M. 2017-03-05
  17. Magog 2017-03-05
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com