2017-03-14.
Temat narzuciła Druga Magdalenka.
Jak pamiętamy, pierwsza to był rewir willi rządowych w Strachocinie (gminie Lesznowola), gdzie przywódcy opozycji, w tym Lech i Jarosław Kaczyńscy, układali się ze słabnącą machiną PRL o warunkach podzielenia się władzą. W naszym przypadku chodzi o urodziwą, wiotką i słodką polityczkę, „białą rączkę” wyborów prezydenckich 2015 roku. To dzięki niej, gdyby została wybrana, wygrywalibyśmy wszelkie rankingi wśród białogłowych głów państwa. Pozwalam sobie użyć zdrobniałej wersji imienia pani Magdaleny, nie w sugerowaniu zażyłości (poza dążeniami), lecz w uznaniu dla jej świeżości i, rzec można, niewinności stosowanych przez nią chwytów walki politycznej.
Niedawno pani Ogórek zadziwiła opinię krajową i światową żądaniem: MICHNIK MUSI ODEJŚĆ! Obcesowość tego żądania oraz jego nieoczekiwane zgłoszenie zastanawiają. Skąd i dokąd miałby odchodzić naczelny GW? Dlaczego i po co? Jest figurą formatową i nie potrzebuje niczyjego przyzwolenia na status, który sobie wybierze. Z mojego punku widzenia MICHNIK MUSI ZOSTAĆ! Jest istotnym elementem krajobrazu intelektualnego. Potrzebujemy jego wrażliwości historycznej, odwagi i konsekwencji. Zasłynął 7 maja 1981 r rozbrojeniem tłumu obrzucającego kamieniami posterunek MO w Otwocku: „możecie wierzyć, jestem element antysocjalistyczny”. Podsumował wdzięcznie deliberacje Okrągłego Stołu: wasz prezydent, nasz premier!
W jednej wszakże dziedzinie nałóg dosadnego słowa sprowadza porażki. Od słynnego „Niech wygra każdy, byle nie Wałęsa!” po drastyczną prognozę reelekcji w ostatnich wyborach prezydenckich, nie można było się omylić bardziej. Każdy czyli forsowany wtedy przeciw Wałęsie Tadeusz Mazowiecki uległ hochsztaplerowi z czarną teczką Stanowi Tymińskiemu. Byłem przeciwny podważaniu przez GW przesądzonego wyniku. W nagrodę – jak głosi plotka – w pierwszych demokratycznych wyborach z biorącego miejsca na Śląsku mogłem kandydować do Sejmu. Cóż, kiedy zawód już miałem wybrany – a i temat pociągał. Po opublikowaniu tekstów „Ochronić prezydenta” (przed nim samym) i „Naprawić prezydenta” (począwszy od szefa doradców) dowiedziałem się, że powinienem raczej powiedzieć, co znaczyło BYĆ DZIENNIKARZEM W PRL, a zapał polemiczny obrócić przeciw władczym zapędom niektórych hierarchów Kościoła? Nie od razu, ale przynajmniej jedno z tych zamówień zostanie z nawiązką wykonane.
Wszystko to prawda, jak i to, że swego czasu bliski byłem pisania widowiska scenicznego „Więzień wyższej racji”, kiedy AM jako jedyny odmówił wyjścia na wolność pod warunkiem wyjazdu z Polski. Zamiar twórczy stawał w poprzek zbliżeniu towarzyskiemu, wszak nie mówi się modelowi: trochę więcej wieloznaczności, kotku. Zamiast na banicję nasz bohater trafi zresztą wraz z negocjatorem układu wolność za wyjazd biskupem J. Dąbrowskim do Magdalenki Pierwszej.
Nie jestem pewien czy Drugą Magdalenkę stać byłoby na odsiedzenie 7 lat w więzieniu za kwestionowanie autorytarnych rządów, tak jak badacza dziejów honoru w Polsce. Nie wiem czy zdobył by się na to Generalny Demaskator michnikowszczyzny Rafał Ziemkiewicz…
Adam Michnik jest jedną z niewielu osób, zdolnych przeciwstawić się redukcji głośnych życiorysów do ich najniższego punktu. Kiedy nazwał gen. Kiszczaka człowiekiem honoru, ściągnął na siebie ulewę nienawiści i pogardy. Generał nie jest czarodziejem mojej bajki. Co nie przeszkadza mi przyznać, że Kiszczak sterujący zacieraniem śladów po mordercach Grzesia Przemyka i Kiszczak Okrągłego Stołu to dwie odmienne postaci. Brałem wywiad u generała, po tym jak został w rządzie Tadeusza Mazowieckiego narzuconym ministrem spraw wewnętrznych . Jak twierdził, od kilku miesięcy w resorcie forsowano reorientację. Wczorajsi przeciwnicy stawali się partnerami. Odpowiadało to daleko nie wszystkim. Generał liczył się z możliwością buntu poruczników. Przyznał też, że ma na karku rezydenta wywiadu radzieckiego w stopniu generała
Przełamane życiorysy nie są niczym nagannym ani wyjątkowym. Połowa późniejszych dysydentów (Kuroń, Geremek, Woroszylski) zaczynała jako entuzjaści „ustroju sprawiedliwości społecznej”. Połowa dzisiejszych autorytetów światowych (krajowe się ukruszyły) ma na sumieniu grzechy młodości. Sporo świętych kościoła katolickiego wcale się nie zapowiadało; święty Zygmunt dał się namówić do uduszenia własnego syna, święty Ignacy Loyola oddawał się na dworze wicekróla Navarry grom hazardowym, romansom, zatargom i awanturom, święty Franciszek z Asyżu burzliwie spędził lata młodzieńcze.
Redukowanie ich życia do tej pierwszej mało chlubnej połowy jest sprzeczne choćby z nakazem chrześcijańskiego miłosierdzia.i przebaczenia
Dokonywana u nas redukcja postaci Lecha Wałęsy do cierniowego epizodu z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych jest okradaniem Polaków z dobra narodowego, z dumy i wkładu w postęp świata. Pomniejszanie roli Elektryka z Gdańska nie przydaje – wbrew ich kalkulacjom – znaczenia uczonym lustratorom i chorym z zazdrości statystom przewrotu sierpniowego. Niech mi wybaczy dr Cenckiewicz, ale jego zdolności obiecują więcej, niż to co zostaje po odkreśleniu jego harców po Wałęsie.
– Niech się przyzna – wzywają czyściochy moralne.
– Powinien był od początku ujawnić wszystkie zasadzki swojej drogi na piedestał – wyrzucają inni.
Zadaniem nas wszystkich jest dopomożenie w wyplątaniu naszej jedynej światowej postaci z kołtuna oskarżeń i zaprzeczeń, pomówień i obietnic przedstawienia ostatecznych dowodów.
Mamy do czynienia ze złożoną osobowością. Ambitną? Zarozumiałą? Żądną dla siebie wręcz nieskazitelności! Gdyby był inny, nie wiadomo czy dane by mu było przeprowadzić Polskę do wolności. Zastanawia bezczynność kościoła katolickiego w kwestii tak ważnej dla naszego prestiżu międzynarodowego i profilu tożsamości.
Nawiasem: mamy też życiorysy niezakłóconej ciągłości. Poseł Stanisław Piotrowicz uważa, że robi to samo w Sejmie III RP co czynił w PRL jako prokurator: pilnuje sprawiedliwości.
Tymczasem stało się jasne dlaczego Magdalenie Ogórek zaczął zawadzać Adam Michnik. Zobaczyliśmy ją jak współprowadzi studio rządowej TVP Info. Napompowana pretensją do mediów głównego nurtu, które rujnowały szanse wyborcze. Zaczepka wobec Adama Michnika okazała się wPiSowym do nowej opcji politycznej.
Piękna pupilka Leszka Millera miała pomóc w zjednoczeniu i wzmocnieniu lewicy. To nie wyszło. Zobaczymy co wyjdzie z nowej misji na przeciwległej flance krajobrazu politycznego.
Żeby nie było wątpliwości. Magdalena Ogórek MUSI ZOSTAĆ!
To ona po tygodniach milczenia oświadczyła w trybie wyborczym: jeśli zadzwoni do mnie Władimir Putin, podniosę słuchawkę i powiem: Hallo.
Było to na dobre pół roku przed obłaskawianiem prezydenta Rosji przez Donalda Trumpa. Nie sądzę, by nie dała jej do myślenia modlitwa w 80. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej, modlitwa w formie wykładu prezesa Kaczyńskiego o prymitywnym darwinizmie. Tak mówił o swoich poprzednikach. Ponieważ mieli przewagę, uważali, że wszystko im wolno. Silniejszy ma zawsze rację, jak u zwierząt. A co, jeśli nowy nabytek obozu rządowego dopatrzy się autoportretu mówcy tam, gdzie ostrze krytyki miało ugodzić innych?
I kto to mówi? – pomyślało wielu, Drugą Magdalenkę stać na zapytanie o to – kiedyś — pełnym głosem. A nawet na potwierdzenie, że pan prezes zwykł bez żenady zarzucać innym to, co sam jest właśnie łaskaw uprawiać. Dzisiejsze peany o geniuszu strategicznym prezesa łatwo przejdą ironią. Pęcznieje od niej historyczny wynik (27:1) konfrontacji o Donalda Tuska na szczycie UE na Malcie.
Jerzy Szperkowicz


Korniszon.
Od Jurka Szperkowicza, który sam nie zdołał odpowiedzieć:
Odczytanie jednego wątku, najbardziej powierzchownego. Dla autora najważniejsza kwestia to maniera sprowadzania głośnych życiorysów do ich najniższego punktu. I potrzeba przeciwstawienia się tej manierze.Przypadek Lecha Wałęsy jest miarą tej potrzeby.
Przy okazji: zamiast „białej rączki” w wyborach prezydenckich 2015 roku autor chciał użyć określenia „biała rącza”. Rączy mówi się o koniu kasztanowym, tu kolor biały miał odgrywać rolę czerni nieoczekiwanego zwycięzcy. Konfrontacja 27:1 w sprawie Donald Tuska odbyła się pod przewodnictwem Malty, ale w Brukseli. Zaciążył obraz obalonego przez fale skalistego Lazurowego Okna na wybrzeżu Malty.
„Zobaczymy co wyjdzie z nowej misji na przeciwległej flance krajobrazu politycznego.”
A skąd Autorowi wzięła się ta „przeciwległa flanka”? Pani O. jest tam gdzie chce być i tam gdzie pasuje. Podobnie jak p. Miller i ostatnio p. Jakubowska. Trochę za dużo tych „zagubionych na przeciwległej flance”, nie sądzi pan?
Słuchając Hegemona śmialiśmy się, że brzmi jak Gomułka w najlepszej formie.
No a oni się nie śmiali. Poczuli zew.
Od J. Szperkowicza:
Druga Magdalenka przyciąga uwagę. Nie sądzę, by pozostała długo na obecnej pozycji. Jeszcze o niej usłyszymy. Ciekawa ewolucja przekonań minister Jakubowskiej ma za podłoże jej sytuację rodzinną. Mam nadzieję, że J. Luk rozwinie inne wątki tego „Pasjansa”… Pozdrawiam.