Obywatel RP: Wrogie plemię?6 min czytania

()

2017-03-15.

Proponuję mały eksperyment.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której wszyscy dookoła kłamią.

Załóżmy dodatkowo, że ta myśl nie podlega dyskusji i jest z pełnym przekonaniem przyjęta przez wyalienowaną Wspólnotę. Pozbądźmy się też złudzeń, że to konstytuujące rzeczywistość (wspólnotową) założenie możemy zmienić. Jest fundamentalne w postrzeganiu budowanych interpersonalnych korelacji.

Spróbujmy teraz nadbudować tę myśl, przewidując jej realne konsekwencje, wczuwając się jednocześnie w rolę członka takiej Wspólnoty.

Z takim przeświadczeniem musisz odczuwać lęk w jakichkolwiek relacjach.

Naturalną tego stanu konsekwencją  jest  traktowanie Obcego jako potencjalnego Wroga, całkowity brak ufności we wszystko, co OBCE.

Co OBCE jest z natury podejrzane, może być też podstępne.

Z tego typu obciążeniem psychicznym kontakt z OBCYM musi być stresujący. Stres bardzo utrudnia racjonalne myślenie. W sytuacjach stresowych odwołujemy się do reakcji instynktownych, chyba że mamy wypracowane  inne (subkulturowe) wzorce odruchowych zachowań. Najprostszym przykładem takiego mechanizmu obronnego jest  ODRZUCENIE, które — w zależności od okoliczności — może przejawiać się kpiną, szyderstwem w stosunku do znamion/przejawów obcości; zaprzeczeniem / podważeniem ich prawdziwości, autentyczności, jak i zwykłym lekceważeniem.

Obcy w takiej sytuacji to tyle, co (jednoznacznie) Gorszy. W tego typu relacji nie wchodzi się w polemikę… bo co to?.

Oczywiście Obcość nie może istnieć bez Swojskości, jak pojęcie zła nie może się obejść bez pojęcia dobra.

Co zatem jest swojskie?

Gdy potraktujemy dosłownie przeświadczenie, że „wszyscy dookoła kłamią”, to  w konsekwencji, wraz ze stopniowaniem „Obcości” kreujemy stopniowalną „Swojskość”: rodzina —  sąsiad – parafia — region –...

Tak, w tej sytuacji wszyscy są Obcymi, tyle że sąsiad jest  „mniej Obcym” (= mniej potencjalnym wrogiem) niż mieszkaniec sąsiedniej „parafii”. Oczywiście w tej układance najmniej wy-Obcowani są rodzice, rodzeństwo i dzieci — słowem: rodzina.

Z tym sposobem myślenia wiąże się nierozerwalnie przeświadczenie, że… jakikolwiek przejaw ufości jest oznaką słabości!!… Nawet wobec najbliższych.

Podniesione do rangi subkuturowej „mądrości” przekazywane jest z ojca na syna jako skuteczna metoda radzenia sobie w życiu. To może być przekaz pozawerbalny, zakodowany chociażby w systemie budowania zhierarchizowanych relacji społecznych, rodzinnych, gdzie każdy jej członek może wywalczyć sobie lepszą pozycję, jak i być zepchnięty na gorszą, w zależności od sprytu, siły, zawieranych doraźnie koalicji.  W tej „grze” metody budowania przewagi w rodzinie / grupie mogą być regulowane (=ograniczane) obyczajowo. Na straży tych niepisanych reguł zazwyczaj stoi presja lokalnej społeczności (wzmocniona czasami Siłą lokalnego autorytetu), zdolna skutecznie wykluczyć ze swojego grona każdą niepokorną jednostkę.

Stopniowalna Swojskość, w połączeniu z zakodowaną subkulturowo nieufnością buduje specyficzną strukturę relacji społecznych. Liczy się tylko to co łączy, łączy jako rodzinę (więzy krwi) , jako parafię (wspólnota codziennej celebry: kościół, gospoda, wesela, pogrzeby), region (ponadlokalna więź wspólnoty subkulturowej: podobieństwo obyczajowe/mentalne, w tym deklaratywna wspólnota wiary).

Tym zhierchizowanym strukturom Swojskości towarzyszy dość jednoznaczny pakiet cech utrwalonych tradycją, legitymizujących przynależność do określonego jej kręgu.  W sferze identyfikacji Swojskości nie ma miejsca na dowolność… na indywidualność.

Dlaczego to takie ważne?

…bo te reguły są jedynym gwarantem zachowania pokojowego współistnienia… wśród „oswojonych” OBCYCH. Są jedynym spoiwem tego rodzaju społeczności, i jednocześnie jej tożsamością!

To konserwatyzm w pierwotnej postaci. Alternatywa grozi chaosem, naruszeniem tożsamości.

Tego typu konserwatyzmu nie można mylić z poglądami konserwatywnymi.

Tu nie chodzi o poglądy. Posiadanie poglądów zakłada świadomą deklarację wyboru, w tym możliwość kompromisowych rozwiązań w deklaracjach światopoglądowych.

Na tym elementarnym poziomie złożoności budowy struktur społecznych nie istnieje dylemat świadomego wyboru. Reguły zachowania status quo są ustalone. Jako bezalternatywne rozwiązanie jest jedynie słusznym i najprostszym systemem budowania więzi społecznych, gdzie każdy każdemu jest potencjalnym wrogiem, nikt nikomu nie może ufać, bo z założenia „wszyscy kłamią”. To jest jak wyznanie wiary.

SWÓJ – odmieniany przez różne postaci swojskości – jest jedynym praktycznym klasyfikatorem wartościującym. Poza granicami wyznaczonej swojskością może istnieć wyłącznie  Wróg (100% Obcy), którego należy wszelkimi sposobami zwalczać, bo stanowi bezpośrednie zagrożenie.

Stąd czerpie Swoją Siłę tego rodzaju społeczność. Stoi murem za Swoją Swojskością, gardząc wszystkim, co NIEoswojone.

W tego typu subkulturze, zbliżonej prawdopodobnie do pierwotnych organizacji struktur plemiennych, szczególnego znaczenia nabierają wyrażenia: SWÓJ sąsiad, SWOJA wieś, SWÓJ kraj i SWÓJ bóg. To symbole kolejnych kręgów Swojskości, definiujące istotę i jednocześnie granice Swojej Ojczyzny.

Co się dzieje z językiem, gdy „wszyscy kłamią”, gdzie nieufność jest powszechnie uznaną cnotą?

Język pełnić może wtedy jedynie prostą funkcję instrumentalną. Nikt nie oczekuje po nim złożonych przekazów, głębi treści.

Jego wartość redukowana jest w takiej sytuacji przede wszystkim do komunikatów oznajmiających pozycję w grupie, a ich wiarygodność mierzona jest jedynie SIŁĄ posłuchu.

Każdy musi w takiej sytuacji znać Swoje miejsce w hierarchii. Język jest jednym z narzędzi oddziaływania w utrzymaniu pozycji.

Może być też orężem w procesie złożonej gry walki o wyższą pozycję. Liczy się jedynie skuteczność, mierzona aktem uległości rywala, co może też objawiać się oddaleniem z pola walki — ucieczką.

Jest też rodzajem gry psychologicznej, gdzie wszystkie możliwe metody są dozwolone. Liczy się tylko CEL, który uświęca środki.

Stąd język „wojownika”  chętnie korzysta z różnych metod dezawuowania przeciwnika, zastraszania, obfituje w wyraziste emocje określające Swój stosunek do wroga, Swoją wyższość… ryzykując, że przeciwnik powie „sprawdzam”, doprowadzając do konfrontacji Sił.

Ustępujący pola traci prawo do Głosu. Gdy o tym zapomni,… naraża się na śmieszność.

Proste?

Zbyt proste?…

To już zależy od naszych oczekiwań… tyle, że: po co komplikować rzeczy z natury proste?

W końcu podstawowe prawa ewolucyjne to też „tylko” kilka (pozornie) prostych reguł.

Czy jest możliwy tak wsteczny anachronizm kulturowy?

Nikt tego rodzaju pytań nie stawia w przypadku anachronizmu biologicznego, przejawiającego się w postaci ciągle obecnych w ludzkim organizmie form szczątkowych… funkcji wykluczonych ewolucyjnie miliony lat temu.

Obywatel RP

Dane osobiste Autora są znane redakcji.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Magog 16.03.2017