Grzecznościowe życzenia polskich polityków pod adresem zwycięzcy we francuskich wyborach prezydenckich nie są żadnym odtrąbieniem kursu Warszawy. Jest to kurs antyunijny, prowokacyjny, nie liczący się z zasadami przyjętymi w cywilizowanej Europie.
Pani premier – a w ślad za nią prezydent – zaprosili grzecznościowo Macrona do Polski, co nie przekreśla nierozważnych słów fatalnie zachowującego się szefa dyplomacji. To prawdziwy słoń w składzie porcelany.
Politycy co prawda się nie obrażają, lecz są granice przyzwoitości. Macron skrytykował Polskę nie dlatego, że jest nastawiony wobec nas krytycznie, lecz dlatego, że rządzący nad Wisłą łamią zasady wypisane na kartach Wspólnoty.
Nie oni, lecz Donald Tusk jest gwarantem spoistości i siły Wspólnoty. Tego politycy nadwiślańscy przełknąć nie potrafią. Będzie im zatem coraz trudniej poruszać się na salonach wielkiej polityki. I zarazem na własne życzenie mogą znaleźć się w objęciach Putina.
Jerzy Klechta


Dłużej klasztora niż przeora.
Kiedyś przeminie pissowska okupacja…