Okładanie się polityków zwaśnionych i mniej zwaśnionych ugrupowań danymi w relacjach miesiąc do miesiąca czy nawet rok do roku postępu nie uczyni. Krajobraz mamy taki oto: bezrobocie jest najniższe od lat, 500 plus nakręciło konsumpcję, wyhamowane zostały przekręty z VAT, eksporterzy wykorzystują poprawiającą się koniunkturę w Unii Europejskiej i poza nią, podniosły się płace, zmniejszyła strefa ubóstwa, międzynarodowa agencja rejtingowa klasyfikuje Polskę na pozycji siódmej, ósmej w UE; czyli, że sobie radzi.
Po drugiej stronie mamy: wydatki socjalne finansowane są z szybkiego przyrostu długu publicznego, samorządy, największy inwestor, nie kwapią się z ogłaszaniem co zamierzają robić, w przedsiębiorstwach odtwarza się zdolności produkcyjne, ale nie rusza się z inwestycjami rozwojowymi. Jedwabny szlak z Chin i z powrotem. Centralny Port Lotniczy, kaskady na Wiśle mają działać na wyobraźnię, ale oparcia w możliwościach budżetu i społecznym przekonaniu, że są to cywilizacyjne cele rozwojowe, nie mają. Znalezienie środków dla ponad 300 tysięcy nowych emerytów, którzy w związku z obniżeniem wieku emerytalnego staną się pensjonariuszami ZUS – to sprawa sama w sobie.
Do obu stron tego bilansu można dorzucić dane. Nie uniknie się jednak konkluzji, że mamy do czynienia z sytuacją funkcjonowania gospodarki z dnia na dzień. Podstawowe fundamenty stabilnej gospodarki: tworzenie oszczędności w okresie koniunktury i określenie celów rozwojowych, z których urodzą się produkty mające gwarancje zbywalności na rynku wewnętrznym i poza granicami, kiedy koniunktura będzie słabnąć – nie zostały stworzone.
Jest niepokojące, że brakuje w tzw. przestrzeni publicznej danych Narodowego Banku Polskiego, jednego z głównych źródeł wiedzy o kondycji gospodarki i bazy analitycznej dla decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która ma dbać o siłę złotówki. Nie dostarcza też tych informacji Najwyższa Izba Kontroli, która ma uprawnienia do kontroli NBP niezależnego od rządu.
Młyny w gospodarce mielą wolno, propagandzie się nie poddają, a rezultaty potrafią być brutalne. Jeśli dojutrkowe bilansowanie gospodarki przełoży się na trend spadkowy, to odwrócenie tej sytuacji jest trudne i trwa latami. Włącznie z obcinaniem emerytury i wyjazdami „za chlebem”. Doświadcza tego Grecja, która nie bankrutuje tylko dzięki kroplówkom z Unii a głównie z Niemiec. Właśnie skończył się okres spłacania szaleństw z epoki Gierka. I wystarczy.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM

