Zbigniew Szczypiński: Przesilenia majowe?7 min czytania

()

2017-05-08.

Powtarzamy za wieszczem, że listopad to dla Polaków niebezpieczna pora.

Do listopada jeszcze trochę czasu, za oknem maj raczej kalendarzowy niż rzeczywisty. Minął tydzień majowych świąt, zamiast pierwszomajowych pochodów, związanych z międzynarodowym świętem pracy. Przypomnijmy, to dla upamiętnienia robotników amerykańskich zastrzelonych przez amerykańską policję ustanowiono to święto obchodzone na całym świecie. W obecnej Polsce obchodzone jakby mniej; trochę zapewne w odreagowaniu na, jak teraz mówimy, „słusznie minione” czasy; ale to tylko trochę tłumaczy nieobecność tego święta w polskiej przestrzeni publicznej. A nie jest już żadnym usprawiedliwieniem dla demonstracji polskich faszystów spod znaku ONR, którzy przemaszerowali ulicami Warszawy w przeddzień majowego święta.

Ta zamiana jak klamra spina to, co było i to, co jest – i nadchodzi.

Majówka 2017 to również święto flagi obchodzone od niedawna w dniu 2 maja. Nie wiem jak gdzie indziej – ale w tym roku w Gdańsku polskich flag było tyle co na lekarstwo. Jadąc przez miasto nie widziałem polskich flag ani na posesjach, ani na balkonach mieszkań w osiedlach. Nie było też flag na wielu budynkach urzędów. Wyróżniała się komunikacja miejska – wszystkie autobusy były ubrane w narodowe chorągiewki i stanowiło to wyraźny kontrast do reszty miejskiego pejzażu.

Czy Polakom już przeszło? Czy święto flagi straciło swą atrakcyjność pod rządami „dobrej zmiany”?

Jest może coś na rzeczy w tym stwierdzeniu i żadne bicie rekordów wielkości flagi wywieszonej na latarni morskiej nie zastąpi jej braku na balkonach mieszkań i posesjach.

Świąteczna majówka to jednak przede wszystkim święto 3 Maja, święto polskiej konstytucji – co wprawdzie nigdy nie weszła w życie, ale jest naszym, polskim mitem o demokratycznych korzeniach polskiej państwowości.

Święto konstytucji obchodzone przez władze łamiące obowiązującą konstytucje ma w sobie coś nieprzyzwoitego. Coś, co daje efekt zgrzytu piłą po szkle w trakcie koncertu orkiestry symfonicznej. Takie dokładnie miałem odczucie, słuchając głosu naszych rządzących. A precyzyjnie rzecz ujmując — osób formalnie zajmujących ważne państwowe funkcje, ale nie będących ani prawdziwym premierem ani prawdziwym prezydentem.

Prezydent Andrzej Duda, jak zawsze w oratorskiej formie, zapowiedział zorganizowanie narodowego referendum w sprawie konstytucji czym wprawił i rząd i swojego rzecznika w zakłopotanie. Rzecznik podał się do dymisji, rząd nadal trwa – ale ogłosił, że inicjatywa Prezydenta jest wtórna do jego zamiarów. Należy rozumieć, zamiarów określonych się najwyższym prawem jakim jest wola Naczelnika, Prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Który był łaskaw powiedzieć wprost, że obecna konstytucja – przyjęta w narodowym referendum w 1997 roku – jest konstytucją postkomunistyczną.

Trudno, ten typ tak ma.

To oczywiste, że Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało zmienić konstytucję. Ma własny projekt, którego treść „wisiała” na stronach internetowych tego ugrupowania przed wyborami. Została schowana – bo politycy PiS słusznie założyli, że powszechna znajomość tych zapisów nie pomoże w kampanii wyborczej. Ale jest po wyborach i PiS rządzi niepodzielnie, czyszcząc przedpole, zmieniając ustrój państwa zwykłymi ustawami, mając już swój Trybunał Konstytucyjny i zmierzając do przejęcia całkowitej władzy nad sądownictwem.

To, co jest efektem półtorarocznych rządów Prawa i Sprawiedliwości – a właściwie rządów jednego głęboko sfrustrowanego starego człowieka – nie pozostawia cienia złudzeń co do ostatecznego celu. Jest nim zbudowanie katolickiego państwa narodu polskiego, w którym nowa szkoła i narodowe media wychowają nowego człowieka na miarę potrzeb i wyobrażeń autorytarnej władzy.

Nowa konstytucja opracowana zostanie przez gremia równie kompetentne i wiarygodne jak działająca komisja (a właściwie podkomisja) wyjaśniająca katastrofę smoleńską dokładnie tak, jak chce tego zamawiający. Czyli naczelny kapłan religii smoleńskiej, Antoni Macierewicz. Można było stworzyć takie ciało z takich ludzi, co za państwowe pieniądze powiedzą wszystko, co władza zamówi Można będzie też znaleźć innych, którzy kierując się wynikami referendum/ankiety Pana Prezydenta przygotują nową konstytucję na potrzeby tej ekipy.

Ci, którzy mówią, że tak nie można, że się nie da – żyją w świecie iluzji. W świecie wyobrażeń o rzeczywistości, w której obowiązują jakieś zasady, jakiś trójpodział władzy, co to go kiedyś wprowadził francuski filozof; jakieś pryncypia i kategorie dobra i zła.

Wątpiący łudzą się, że świat zewnętrzny i w szczególności UE na to nie pozwolą.

Ale Polska to nie pępek świata. Procesy zachodzące na świecie nie dają nam na nic żadnej gwarancji Jedynym gwarantowanym prawem jest dziś właśnie to, że nie ma żadnej gwarancji.

Francuski młody filozof, co właśnie został nowym prezydentem Republiki Francuskiej, paradoksalnie pomoże polskiemu rządowi w umocnieniu antyeuropejskich nastrojów. Deklarowane w badaniach wysokie wskaźniki poparcia dla uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej są prawdziwe tylko w warstwie naskórkowej. Gdy analizujemy dokładniej znaczenie tych opinii – nie jest już tak różowo. Ci, którzy wierzą, że deklarowane poparcie dla członkostwa w UE jest jakąś gwarancją –  czymś, czego władza nie pokona – są w błędzie. Gdy przyjdzie do wyborów (a to jest podstawa legitymacji każdej władzy) – okaże się jak łatwo, mając do dyspozycji wszystkie narzędzia — można zmobilizować blisko połowę polskiego społeczeństwa dotychczas trwale nieobecnego w różnych wyborach. I wtedy okaże się, że można będzie zdobyć w demokratycznych procedurach władzę dla niedemokratycznych decyzji.
 
I co zatem? Koniec świata pięknoduchów?

Niestety, ten koniec świata pięknoduchów może być również końcem świata jaki znamy. Dlatego trzeba zaprzestać sporów o problemynieistotne, a skupić się na rzeczy podstawowej —  jak odsunąć PiS od władzy.

Marsz Wolności, jaki odbył się ostatnio w Warszawie, pokazał, że jest energia, że opór wobec autorytarnej władzy, która swoją niekompetencją kompromituje nas na świecie — nie wygasł jeszcze, że można zorganizować wielotysięczną manifestację w czasie majowego wypoczynkowego tygodnia, że można pokazać światu uśmiechnięte twarze ludzi, maszerujących w pochodzie sprzeciwu wobec władzy. Tej, co w Szczecinie próbowała odwrócić kota ogonem mówiąc, że marsz jest dowodem,  że w Polsce wolność nie jest zagrożona…

No faktycznie. Nie pałowali, nie strzelali, czołgów nie było. Wolność!

Do organizatorów marszu uwaga techniczna: nie należy nigdy  podawać liczby uczestników przed manifestacją.  Na naturalne pytania mediów o wielkość manifestacji należy mówić zawsze to samo: będzie dużo, bardzo dużo ludzi, to zawsze jest do wykazania. Twierdzenie, że będzie 100 tysięcy uczestników (sam to słyszałem w telewizyjnej wypowiedzi posła PO) daje podstawę do żenujących przepychanek i kłótni o rzeczywiste liczby.

W końcu miesiąca odbędą się wybory przewodniczącego KOD. Jako szeregowy członek tego stowarzyszenia oświadczam, że jeżeli — czego się boję i czego nie wykluczam – przewodniczącym zostanie Mateusz Kijowski, to odeślę swoją legitymację nr 2465 i odetnę się od tego, co KOD będzie proponował.

Wymiar jednostkowy – to, jak mówi młodzież, „małe piwo”. Gorzej w wymiarze szerszym, to będzie ostateczny koniec czegoś, co miało (i pewnie nadal ma) szanse na aktywizowanie zwykłych ludzi. Także tych nie będących członkami organizacji, nie należących do żadnej partii czy ugrupowania politycznego działających na polskiej scenie. Zachęcam – nawiasem mówiąc – do sprawdzenia jak duża jest grupa wszystkich członków wszystkich partii i ugrupowań politycznych w stosunku do ogółu wszystkich dorosłych obywateli. To bardzo wymowne i pouczające.

Jeżeli padnie KOD – co, moim zdaniem,  jest pewne przy wyborze Mateusza Kijowskiego na przewodniczącego władz krajowych (przypomnę, Mateusz Kijowski jest już wybranym przewodniczącym największego regionu Mazowsze) – to pojawią się nowe inicjatywy.  Ale czas ucieknie.  Nic bardziej korzystnego dla władzy „dobrej zmiany”.

Gdyby delegaci wybrali (oby) Krzysztofa Łozińskiego, to też trzeba będzie czasu, aby odzyskać utraconą wiarygodność. Czas staje się zasobem cennym, i będzie coraz cenniejszy.

Na koniec przypomnę starego kpiarza opisującego dylematy życia w opresyjnym systemie PRL-owskiej władzy, Stefana Kisielewskiego, który mówił, „jesteśmy w czarnej d…, gorzej, że zaczynamy się w niej urządzać”

I to nam grozi najbardziej.

Zbigniew Szczypiński
Gdańsk

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.