Zbigniew Szczypiński: Powrót z wakacji

2017-07-25,

[dropcap]P[/dropcap]amiętacie wierszyk – wrócisz z wakacji… a tu nie ma demokracji?

Wydawało się wielu, że to prawdziwa prognoza, że wystarczą dwa tygodnie kanikuły i będzie pozamiatane, że cała władza nad wymiarem sprawiedliwości wpadnie w ręce pana Zbyszka realizującego wolę Naczelnika Państwa, posła Jarosława Kaczyńskiego.

Nie udało się, weta Andrzeja (Adriana) Dudy zamieszały mocno, maszynka destrukcji państwa prawa zacięła się. Pytanie: na jak długo.

To pytanie wydaje się znacznie ważniejsze, niż pytania o przyczyny; o to, dlaczego Andrzej Duda zdobył się na akt odwagi i postawił się Kaczyńskiemu.

Zdaję sobie sprawę z tego, że przyjęcie takiej postawy równa się pesymistycznemu widzeniu przyszłości i odrzuceniu wiary, że walec idący przez Polskę od blisko dwóch lat zatrzyma się nagle – i teraz będzie już tylko lepiej, że weto prezydenta to dla obozu rządzącego kłopot, ale nic więcej.

Aby móc powiedzieć, że to jednak coś więcej – trzeba jeszcze poczekać parę miesięcy; zobaczyć, czy w obozie władzy powstaną ruchy odśrodkowe, czy inni uczestnicy tej gry zaczną wybijać się na niezależność, czy będzie więcej niż jeden poseł, który powie, że nie zgadza się na podwyżkę cen paliw przed wakacjami, i więcej niż jeden senator co wyłamie się ze szybkiej ścieżki legislacji, zgłaszając własne poprawki do ustawy o Sądzie Najwyższym.

Jeżeli takie ruchy powstaną, jeżeli pojawi się więcej symptomów niezależności, jeżeli wola naczelnika przestanie być traktowana jak głos boga, a posłowie Prawa i Sprawiedliwości (a jest ich wielu, bardzo wielu, ponad dwustu) i senatorowie (wielu ze znaczącym dorobkiem w swoich dziedzinach) przestaną ślepo powtarzać w wystąpieniach medialnych mantry wypracowane na Nowogrodzkiej – to będzie znak, że stało się, że może nie udać się zamysł Jarosława Kaczyńskiego takiej przebudowy państwa, z której powrotu przez bardzo długi czas nie będzie.

Ale to dopiero wtedy!

A co teraz? Teraz potrzebna jest dalsza mobilizacja obywatelska. Jest dobry czas, jest lato. Trzeba utrzymać wysoką temperaturę społecznych dyskusji – nawet sporów – trzeba wymyślać tematy, dla których warto się spotykać, gromadzić – w salach, w klubach, na rynkach czy placach miast i miasteczek, a nie tylko w wielkich ośrodkach.

Pojawiło się wielu lokalnych liderów i liderek. To jest nowe rozdanie w polityce przed wyborami samorządowymi; samorządowymi, a więc takimi, które odbywają się w małych społecznościach, gdzie poziom anonimowości jest mały, gdzie ludzie się znają, gdzie przeważają więzi osobowe, a nie rzeczowe.

W zgromadzeniach pod sądami pojawiło się znacząco więcej niż w ubiegłorocznych marszach KOD-u ludzi młodych. To jest obiektywny fakt, tak było i jest.

Trzeba to utrzymać, nie może być powtórki ACTA gdzie młodzi poskakali, pośpiewali i się rozeszli. Teraz sprawa jest ważniejsza ale i trudniejsza, temat protestu bardziej abstrakcyjny niż swoboda w Internecie.

Obecność młodych wynikła być może z tego, że poziom buty i chamstwa politycznego prezentowanego przez polityków PiS – u przekroczył nawet te standardy, do których PiS nas przyzwyczaja od lat, że to co było i jest adresowane do „ciemnego ludu” w mediach publicznych, w „kurwizji” Jacka Kurskiego stało się nie do zaakceptowania przez młodzież myślącą już po europejsku, zadomowioną już w Internecie i wiedzącą jak żyje Europa i świat.

To być może poczucie „obciachu” ruszyło młodych i wyszli pod sądy broniąc je przed zamachem pana Zbyszka.

Ale jeśli to tak, jeżeli to takie motywy kierowały ich zachowaniem (nie ma jeszcze badań, które pozwoliłyby dać rzetelną odpowiedź na to pytanie), to pamiętajmy, że to może być krótkotrwałe, że młodzieńczy zapał nie przetrzyma próby czasu. Trzeba mieć dla nich propozycje, różne w różnych miejscach, ale zawsze przede wszystkim dla młodych. To jest zadanie dla struktur partyjnych, stowarzyszeniowych, każdych.

Było o młodych, to może teraz o starszych, nawet bardzo starszych.

Przez cały okres władzy obozu Zjednoczonej Prawicy zdominowanej wprawdzie przez Prawo i Sprawiedliwość, ale obejmującego ugrupowanie Jarosława Gowina oraz Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry, w ich dokumentach partyjnych, w projektach ustaw sejmowych, w wypowiedziach samego wreszcie Jarosława Kaczyńskiego utrzymuje się frontalny atak na państwo polskie sprzed 89 roku, mówiąc po prostu, na PRL.

To, że Kaczyński i cały PiS atakuje peerelowskie państwo, to nic dziwnego; to nawet oczywiste. Nie jest oczywiste, że te ataki obejmują również wszystkich ludzi, którzy żyli w tamtym czasie; ludzi, którzy urodzili się w takich latach, że ich młodość, dorosłość, nauka, praca przypadły wtedy, gdy polskie państwo nazywało się Polska Rzeczpospolita Ludowa.

Zmienna demograficzna, jaką jest wiek wyznaczony datą urodzenia, nie jest polityczna. To obiektywna zmienna losowa, podobnie jak to, czy ktoś urodził się w Polsce, we Francji, w Japonii czy Stanach Zjednoczonych AP.

Politycznej ocenie mogą i powinny podlegać zachowania, świadome wybory i decyzje dorosłych ludzi – ale i wtedy należy uwzględniać okoliczności i warunki, w których ci ludzie żyli.

Kaczyński i jego partia coraz częściej formułują takie widzenie świata, w którym sam fakt życia i pracy w PRL, to wystarczający powód by mówić o zdradzie, winie, potrzebie ukarania wszystkich takich ludzi.

To obłęd. Absurdalny ale groźny!

Przykłady tego obłędu widoczne były w czasie wystąpień uzasadniających potrzebę likwidacji Sądu Najwyższego i całej reformy sądownictwa. Dla tych, którzy opracowywali te projekty oczywiste było, że trzeba wymienić cały skład sędziowski, aby pozbyć się wpływów „postkomunistycznych”. Żołnierze pisowskiej propagandy z wielką łatwością pomijali argumenty przeciwników, dotyczące na przykład tego, że ich lider, Jarosław Kaczyński także żył i studiował w PRL, że promotor jego pracy doktorskiej był znanym i uznanym w tamtym czasie profesorem, afirmującym tamten system polityczny.

Tak jest zawsze, gdy szaleństwo ideologiczne zaczyna panować nad myśleniem. Marszałek III Rzeszy Herman Goering zwykł mawiać: „o tym kto jest Żydem, decyduje ja” W historii wszystko już było…

Czas na nas. Na ludzi, których życie przypadło na tamte czasy, którzy uczyli się i pracowali w tamtym państwie, którzy odbudowali ten kraj ze zniszczeń wojennych, zmienili trwale strukturę społeczną, przebudowali Polskę z kraju rolniczo-przemysłowego w przemysłowo-rolniczy, zbudowali od podstaw nowe gałęzie gospodarki – na przykład gospodarkę morską, przemysł stoczniowy, rybołówstwo morskie i żeglugę, stworzyli wiele wybitnych dzieł muzycznych, plastycznych, filmowych…

Mam wymieniać dalej?

Musimy powiedzieć: dość!

Nie ma zgody na motywowane politycznym interesem opluwanie wszystkich, którym czas posrebrzył głowy, a biologia odebrała siły, którzy nie zbiorą się wielkim tłumem i nie wyskaczą swojego protestu.

Nie trzeba zresztą skakać. Trzeba – jeśli sił jeszcze starcza – być na placu. Być i rozmawiać z młodymi. Mówić im, że to ich czas, ale że mają nasze poparcie.

Wyjdźcie z domu, jest lato, świeci słońce jest sympatycznie i miło.

Nie pozwólcie się obrażać politycznym frustratom i szaleńcom w tej naszej końcówce ziemskiej wędrówki.

Do zobaczenia na placu!

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

Print Friendly, PDF & Email

13 komentarzy

  1. j.Luk 2017-07-25
  2. kolarz 2017-07-25
    • wejszyc 2017-07-25
  3. Ernest Skalski 2017-07-25
    • wejszyc 2017-07-25
  4. Magog 2017-07-25
  5. slawek 2017-07-25
    • aquinus 2017-08-02
  6. Zbyszek123 2017-07-26
    • aquinus 2017-08-02
      • jmp eip 2017-08-02
  7. Magog 2017-07-26
  8. aquinus 2017-08-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com