Ernest Skalski: Z Dudą, bez Dudy, wbrew Dudzie?

2017-08-24.

Rebe – mówi przyjezdny do miejscowego rabina, w jednej z anegdot żydowskich, zebranych lat temu wiele przez dziennikarza, Aleksandra Drożdżyńskiego – niebawem szabas i nie godzi się żebym miał przy sobie duże pieniądze. Przechowaj mi je w kasie gminy.

Rabin oznajmia, że może je przyjąć tylko w przy całym kahale i go zwołuje. A po szabasie; Pieniądze? Jakie pieniądze? Ja ciebie nigdy nie widziałem! Że przy całym kahale? To zwołujemy kahał.

Kahał jednomyślnie stwierdza, że nikt, nigdy, żadnych pieniędzy nie deponował i się rozchodzi. Potem rabin zwraca pieniądze.

Rebe, po co ta cała komedia?

To nie komedia. Ja ci tylko chciałem pokazać z jakimi ludźmi ja muszę pracować.

Z władzą i opozycją musimy pracować takimi jakimi są. Społeczeństwo też nie same anioły i „…nie składa się z doktorów prawa państwowego…” – dalej nie cytuję, bo to wypowiedź Hitlera. Praktyczne próby przerabiania zjadaczy chleba w aniołów (Słowacki) to zawsze nieskuteczna perswazja, potem przymus, przechodzący w terror. Inaczej nie idzie. Jeśli więc chcemy naprawdę coś osiągnąć, to nie ma co liczyć na świadome i ofiarne społeczeństwo, apelować o mądrą, szlachetną opozycję złożoną z bezinteresownych, nieskazitelnych działaczy. Nie ma też sensu stawiania przed prezydentem Dudą warunku patriotycznej bezinteresowności. Po owocach jego…

Gdyby 15–go sierpnia był powiedział, że armia NIE MOŻE być prywatna, to – dopadła mnie po dniach kilku refleksja – nie miałbym cienia wątpliwości, że to jednoznaczny i mocny przytyk do ministra Macierewicza. Tak jak to powszechnie odebrano. Jednak mówił, że to NIE JEST armia prywatna i plącze mi się w tyle głowy, że przecież minister obrony chyba, też by powiedział, że to nie jest armia prywatna, więc wszelkie zarzuty są bezpodstawne.

I te błędy względem obronności w minionym okresie, które chce naprawiać prezydent? Ten okres to ministrowanie Macierewicza czy może, już kanoniczne, osiem lat władzy PO–PSL?

Świeca i ogarek

Coś mi się zaczyna widzieć, że to było bardzo przemyślnie ułożone przemówienie; owszem, duża świeca, lecz też niewielki ogarek. Pan prezydent ma swoje zdanie, lecz nie do końca się z nim zgadza. Najprawdopodobniej nie chce zrywać z obozem dobrej zmiany, nie chce natomiast pełnić w nim roli popychla, dzięki któremu Kaczyński ma nie tylko wszystko podpisane na czas, ale też może pokazać, że prezydent prezydentem, ale że number one to nie kto inny, lecz prezes. I to się nie zmieni. Lecz number one nie ma już całej władzy na wyłączność, a władza nie jest już monolitem, zwartą drużyną przywódcy.

Jeśli Kaczyński powściągnie swoje złe emocje w stosunku do Dudy i wykaże się taktyczną roztropnością, to może zaliczyć spore korzyści z emancypacji prezydenta. Jego, prezesa, żelazny elektorat, sekta PIS, nie opuści. Zresztą bardzo on dba o utrzymanie jej w wierze. I trzydzieści procent głosów ma zapewnione. Chodzi o te 7 procent plus, które mu dały bezwzględną większość w Sejmie. Właśnie o te procenty, między trzydzieści i czterdzieści, chodzi w całej rozgrywce, przy czym może zaistnieć sytuacja, w której różnica dwóch – trzech procent, czy nawet; jeden – półtora, zadecyduje o tym kto będzie rządził w Polsce. Prezydent marionetka nie ma żadnego wpływu na wynik, nie jest wartością. A taki jakim się staje, Duda może zapewnić PIS kilka procent tego decydującego centrum w elektoracie.

Władza przestaje mieć jedno oblicze; Kaczyński et consortes; Macierewicz, Ziobro, Szyszko, Waszczykowski, Błaszczak z Zielińskim. Jastrząb w jastrzębia, same zakapiory dobrej zmiany. Na ich tle Duda staje się liberałem, takim które nie dopuści do skrajności – ma weto! – potrafi być miły, nie kompromituje kraju, w każdym razie nie aż tak bardzo. Wielu znajdzie się takich, którzy poczują ulgę, bo może już nie trzeba będzie tak protestować, ryzykując przy tym co nie co. Jeśli we władzy jest ktoś taki jak Duda, to może wypada już uprawiać spokojnie swój ogródek, „ratować substancję”, a nawet się do ładnego Dudy przyłączyć, przeciw brzydkiemu Kaczorowi. Taktyka złego i dobrego policjanta nie przypadkiem ma tak szerokie zastosowanie.

Czy to dobrze czy źle dla „Żydów w Berdyczowie”? Trudno o odpowiedź inną niż; jak dla kogo.

Gwałt gwałtem?

Radykał lubi jednoznaczność. Tak samo w rządzie jak w opozycji. Wróg ma być wróg, bez niuansów, które komplikują obraz i mogą nam osłabić motywację. Szczególnie dotyczy to rewolucjonistów z ducha, którzy w polityce i gospodarce widzą funkcjonowanie zasad sformułowanych przez Newtona w fizyce. Im większy ucisk, tym silniejszy opór, tym szybciej nastąpi przesilenie. W skrócie; im gorzej – tym lepiej. Oczywiście, z punktu widzenia zwolenników szybkiej następnej dobrej zmiany. Czasem taka mechanika się sprawdza, a jak, to widzimy obecnie w Wenezueli. Koszmar. Ale patrzmy co będzie tam dalej.

Maduro brutalną siłą opanowuje sytuację. Następuje, zapewne długi, okres represji, upadku ducha w społeczeństwie, zastoju, biedy, izolacji w świecie. Jak w Hiszpanii po zwycięstwie frankistów w wojnie domowej. To jeden wariant. W drugim, tym lepszym, demokracja wygrywa. Przejmuje kraj, ale w ruinie, dramatycznie podzielony na zwycięzców i pokonanych. Czeka go, nie wiadomo jak długi, burzliwy i trudny okres rekonstrukcji materialnej i mentalnej, pełen napięć, kryzysów. I znów o Hiszpanii. Powtórzę raz jeszcze to co mi opowiadał Krzysztof Pomian, szkolny kolega. Otóż spotykał on Hiszpanów, których bolało pokojowe przejście od dyktatury do demokracji, pakt Moncloa, hiszpańska wersja Okrągłego Stołu. Potrzebowali kolejnej wojny domowej, jeszcze okrutniejszej i krwawszej, w której oni by zwyciężyli i dopiero tamtym pokazaliby jak to jest gdy się ponosi klęskę. Ale generałowie; Franco, Pinochet i – czemu by nie? – Jaruzelski nie poszli na rękę rewolucjonistom.

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy – mówił Gomułka, a jego partia na pewno by jej nie oddała. O partii Bieruta, Minca, Bermana nie ma nawet co mówić. Wtedy władza była w okresie burzy i naporu. Mógłby ją usunąć tylko „Anders na białym koniu” i to w ramach trzeciej wojny światowej. Dopiero partia Jaruzelskiego i Rakowskiego oddała władzę, z którą nie dawało się już rozwiązać żadnych problemów.

Teraz będzie political fiction, która może, choć nie musi, stać się rzeczywistością.

Kaczyński z Macierewiczem wyglądają na takich, którzy nie cofną się przed niczym, aby nie oddawać władzy. Ale Duda? Młodszy o pokolenie, z innymi perspektywami na życie…kto wie? Jakiś, kiedyś, kompromis? Kupić nie kupić, potargować można.

To nie znaczy, że trzeba czekać przez pokolenie. Młodym pewnie wszystko się dłuży, lecz polityka dzieje się teraz bardzo szybko. Wręcz błyskawicznie dla tych, którzy świadomie przeżyli wszystkie lata po wojnie. Jeszcze się nowa władza nie rozsiadła na dobre, jeszcze daleko nie wszystkim zawładnęła, a już się zaczął naturalny proces jej destrukcji. Odnoszę wrażenie, że w miesiąc dzieje się to co w realnym socjalizmie zajmowało rok. Jak kto nie nieobyty, może się w tym zagubić.

No, a po drodze? To lepiej czy gorzej, jeśli ten dobry policjant, choćby dla swojej wiarygodności, sprawi, że reżim, owszem, będzie zły, ale nie aż tak bardzo jak to się teraz zapowiada?

Wszyscy mają rację

Powyższy scenariusz zakłada, że Kaczyński powściągnie swoje emocje. A jeśli nie? Uzna, że jego pozycja pozwala mu pofolgować sobie. Lub zacznie mu się wydawać, że jego emocje są racjonalne i potrzebne, vide: „mordy zdradzieckie”. Jeśli się wyładuje na Dudzie, skutecznie przyśpieszy pracę mechanizmu, który spycha krnąbrnego partnera na pozycje konkurenta i przeciwnika.

Sam Kaczyński określi postępek prezydenta, parlamentarnie, jako błąd. Nic jednak nie robi by powściągnąć falę hejtu, którą zalewają Dudę ludzie PIS, a może i wynajęte trolle. Krytyka ze strony Ziobry i Jakiego przekracza granice jakie wypadałoby przestrzegać w stosunku do, bądź co bądź, Pana Prezydenta RP i Kaczyński na to nie reaguje. A jednocześnie nie do uniknięcia jest rosnące poparcie dla D. i więcej niż prawdopodobny akces do czegoś co wokół niego się tworzy.

Znowu szmonces z tego samego zbioru anegdot; – Masz rację – mówi rabin, rozsądzający spór, po pierwszym wysłuchanym wystąpieniu. – I ty masz rację – mówi do drugiego po wysłuchaniu – Rebe, oni przeczą sobie nawzajem. Nie mogą mieć racji obaj – mówi ktoś z przysłuchujących się. – I ty masz rację!

Na tej zasadzie rację mają ci, którzy twierdzą, że Duda na pewno nie stworzy wokół siebie odrębnego bytu od PIS, regularnej partii politycznej i ci, którzy twierdzą, że nie będzie miał innego wyjścia i taka partia powstanie. Trafnym jest twierdzenie, że Kaczyński nie będzie miał innego wyjścia niż poparcie reelekcji Dudy w roku 2020, lecz nie mniej słuszna, jest uwaga, że na pewno tego nie zrobi, gdyż wie, że w drugiej kadencji Duda nie będzie miał innej opcji niż przeciwstawienie się PIS i zapewnienie sobie dalszej kariery. Będzie miał raptem pięćdziesiąt trzy lata w roku 2025, kiedy będzie mu się kończyła jego druga kadencja.

Pod warunkiem, że ją rozpocznie w roku 2020.

Wcześniej jednak będzie rok 2019, a w nim ważniejsze od prezydenckich, wybory parlamentarne. I one zadecydują co będzie dalej. Nie można wykluczyć, że PIS z Dudą, bez Dudy, wbrew Dudzie, uściboli swoje trzydzieści z czymś procent głosów. Żeby jednak mógł skorzystać z premii, jaką w ordynacji przewiduje metoda d’Hondta i żeby dalej rządzić, potrzebny jest jeszcze jeden warunek. Żeby żaden inny podmiot startujący w wyborach nie miał tych głosów więcej. Dziś wygląda na to, że rozproszona opozycja, w której każdy gra przede wszystkim na siebie, może mu to umożliwić.

P.S. Ja bardzo wszystkich PT Czytelników przepraszam za kolejne pisanie o Dudzie, które się mnie samemu znudziło. Ale co zrobić jeśli namieszał on w polityce, lokując się w centrum stworzonego przez siebie zawirowania.

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

7 komentarzy

  1. andrzej Pokonos 25.08.2017
  2. slawek 25.08.2017
  3. jmp eip 25.08.2017
    • j.Luk 25.08.2017
    • wb40 25.08.2017
  4. Stary outsider 26.08.2017
  5. Momus 19.10.2017