Niewiele brakowało, żeby nazwał mnie lewakiem i tylko kultura osobista, po przodkach, prawicy z przekonania powstrzymała go od zdefiniowania mojej tożsamości.
Z miejsca przystąpił do pozbawiania mnie godności. – I co kolego, wieszczyłeś, że się gospodarka posypie, a jest 4 procent wzrostu. – Spodziewałem się tego zagajenia. Nie mówiłem, że się gospodarka posypie, tylko, że jak się posypie, to dobra zmiana się odechce suwerenowi. A to jest różnica, tylko kolega zauważa ostatnio treści, które sam wygłasza.
Po drugie primo, główne nośniki informacji młócą te 4 procent wzrostu, jak encyklikę, dodając co najwyżej porównanie z rokiem ubiegłym. A sprawa wymaga pogłębienia.
Wszystko to jest wynikiem braku edukacji ekonomicznej społeczeństwa, czego koronnym dowodem jest fakt, że Hospodarskie Nowiny dostały wsparcie rządu Czech a „Życie Gospodarcze” państwo olało.
Tu się chwilę się zawahałem, czy nie zabrnąłem za bardzo w poparcie centralnej władzy, która się właśnie odradza, i, żeby zatrzeć złe wrażenie, też przystąpiłem do demolki. Wymień mi – mówię, jedną, słownie jedną inwestycję o skali krajowej, którą po dwóch latach, rząd prawicy, mógłby się pochwalić!?
Ostatnio społeczeństwo się dowiedziało, że mamy mieć pół biliona od Chińczyków (jak się ewentualnie zatka finansowanie z UE) i że wybudują nam elektrownie atomowe mocy 10 tysięcy megawatów, dodałem: ale coś mi się widzi, że będzie jak z reaktywacją Jedwabnego Szlaku, milionem samochodów elektrycznych, i co tam jeszcze…
Ponieważ koledze szło niesporo z wykazaniem, że inwestycje (czyli, upraszczając wykorzystanie zgromadzonych oszczędności) plus podaż pracy (a rąk do pracy coraz mniej), trwale nakręcają rozwój, wrzuciłem zastępczo:
Jest taki facet, reporter nazywa się Ziemowit Szczyrek, ostatnio na topie, on nie jest z pisowskiej bajki, pisze tak: – Nie mam oporów przed zaakceptowaniem rządów prawicy, wygrali wybory mają legitymację, żeby rządzić. Na plus im trzeba zapisać że nie rozwalają gospodarki. A PiS, który chce akceptacji dla tego co robi – serwuje chamstwo. Prawica z klasą, to jest to co ma stara dobra Anglia. Nam by się też taka przydała. – Pojednawczo, dla złagodzenia określenia „chamstwo”, przypomniałem koledze, że przedwojenni konserwatyści, znaczy się również jego przodkowie, byli z klasą.
Tak się zagadałem, że kolega miał czas na złapanie oddechu i wyjechał mi z argumentem, że prosperity bierze się z uszczelnienia gospodarki, czego państwo ciepłej wody w kranie nie miało, a nawet wprost przeciwnie. Zgodziłem się, że gdyby nie wzrost przychodów z VAT-u i inne uszczelnienia, to władza by cienko przędła i żeby rzucić socjal na wyborców, trzeba by było jeszcze bardziej się zadłużyć (na razie awansowaliśmy z bodaj czwartego miejsca najmniej zadłużonych krajów w UE przed zmianą rządu, na miejsce w okolicach dwudziestego).
I jeszcze wymyśliłem, że trzeba by się było zastanowić w jakim stopniu strach przed wizytą smutnych panów w przedsiębiorstwach wpływa na mobilność kadr zarządzających firmami oraz skłonność do podejmowania decyzji.
Czy aby straty nie równoważą korzyści, a w każdym razie zagrażają gospodarce w przyszłych latach?
Po obrzuceniu się tymi inwektywami przeszliśmy do obgadywania znajomych. I wszystko by się dobrze skończyło, to znaczy w duchu porozumienia i wzajemnego szacunku, gdyby nie to, że przy pożegnaniu, podkusiło mnie powiedzieć, że jestem pełen uznania dla skuteczności panującej ekipy, tyle że odbywa się po trupach.
Czyli, że ciasteczko jest częściowo nieświeże. Mój kolega nawet się nie uniósł. Spokojnie wyznał: – Ta twoja demokracja rozsypie się przez procedury. – Na zakończenie uzgodniliśmy, że przeżyjemy do następnego spotkania.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM


Częściowo nieświeże produkty spożywcze, np. ciasteczka, to nie tylko przelotny niesmak w ustach, ewentualnie szybka podróż do Rygi, tudzież w drugą stronę. Przez takie „cymesy” już niejeden zszedł z tego świata. U boku obłąkanego Wuja Sama miłujący ład prawny Polacy ruszyli do porządkowania świata w duchu demokracji (w przelocie gościliśmy nawet objazdową katownię CIA). Póki co, udało się demokratom rozwalić Irak, Libię i Afganistan, co jeszcze długo będzie się odbijać m.in. bolesną gospodarczą czkawką UE. Rzecz nie w tym, iż wcześniejsze rządy dyktatorskie w Afryce czy na Bliskim Wschodzie były mądre, dobre i piękne, tylko w tym, że były. Konsekwencje ich braku mocno dotykają teraz Europę, w tym pośrednio Polskę. Pański kolega rzecz jasna błądzi, sugerując iż rządy twardej ręki to mniejsze zło w porównaniu z rzekomym proceduralnym paraliżem demokracji. Takie tezy może wygłaszać jedynie ktoś, kto z jednej strony twardej ręki demokracji nigdy na pupie nie poczuł, z drugiej zaś z nudów fantazjuje na temat prawdziwie męskiej przygody w ramionach dyktatury. Jednoosobowe rządy posła Kaczyńskiego to pod pewnymi względami coś znacznie gorszego niż dyktatura. To taki owocowy mix, wybór mocno nieświeżych idei zaczerpniętych z fascynacji dyktatorską władzą Piłsudskiego, jak i amerykańskiego tudzież tureckiego sposobu definiowania demokracji. Jak by nie było, ów mix to produkt krajowy. Data przydatności do spożycia upłynęła zapewne gdzieś w okolicach września 1939, kiedy nasz kraj był silny, zwarty i gotowy, gospodarczo prężny, a nade wszystko bardzo wojowniczy. Sanacja mocno trzymała za twarz wszelką opozycję, nie wahając się przed stosowaniem tak wyrafinowanych zdobyczy demokracji jak np. Bereza Kartuska, czy nocne rozwałki w Lesie Kabackim. Nie byliśmy gotowi oddać agresorom nawet guzika, ale w dwa tygodnie sąsiedzi pozamiatali polskie złudzenia. Dziś nie trwałoby to aż tyle, nawet gdyby poseł Kaczyński mianował się dożywotnim generalissimusem.
Demokracja powinna mieć w swoich procedurach zapisany odstrzał kotów w ramach strzałów ostrzegawczych. Oczywiście… – strzelanie do ich właścicieli powinno być ostatecznością.
Ale dopuszczalną
Pozdrawiam…..:-)