2017-11-07.
Mój prosty rozum jakoś nie może pogodzić się z niektórymi prognozami i zaleceniami naukowców. Być może media przedstawiają ich koncepcje w zbyt uproszczony sposób.
Wielu naukowców, z prof. Hawkingiem na czele, zaleca eksplorację Kosmosu, zasiedlenie Marsa, a nawet otoczenia najbliższej słońcu gwiazdy Alfa Centauri. Dlaczego? Bo grozi nam zagłada. Czytałem wypowiedź Hawkinga, że za jakiś czas w Ziemię może trafić duża asteroida i zniszczyć tu życie, więc szansą dla nas jest zasiedlenie Marsa, bo wtedy tam ludzka cywilizacja przetrwa. Pomyślałem: a co będzie jeśli asteroida walnie w Marsa? Jest on mniejszy od Ziemi i łatwiej go zniszczyć. Może zresztą to będzie rój asteroid i zniszczy życie na obu planetach. Czy nie lepiej opracować metody obrony przed takim kataklizmem? To może być łatwiejsze i tańsze niż zasiedlenie Marsa.
Teraz czytam:
Profesor Hawking mówił, że ludzkość musi „odważnie iść tam, gdzie nikt wcześniej nie był”, jeśli chce przetrwać kolejne miliony lat. Jeśli nic się nie zmieni, to w 2600 roku Ziemia stanie się przeludniona, a nadmierne zużycie energii zamieni naszą planetę w skwierczącą kulę ognia. Fizyk podkreślił, że najlepszym rozwiązaniem dla naszego gatunku będzie zasiedlenie kosmosu.
Takie rozumowanie wydaje mi się idiotyzmem (tu powinienem, jak nasi publicyści, wtrącić: „z całym szacunkiem dla prof. Hawkinga”). Więc jesteśmy bezradni wobec sytuacji i łatwiej nam będzie zagospodarować Kosmos niż ograniczyć przyrost ludności i zużycie energii? To tak jakby ktoś miał kłopoty z zatykającą się ubikacją, a zamiast zająć się jej naprawą budował wciąż nowe domy z nowymi ubikacjami.
Zdumiewające jak ludzie nie doceniają postępu technicznego, który tyle razy pomógł zwalczyć zagrożenia. Przyszłość wyobrażają sobie jako proste przedłużenie teraźniejszości. Stanisław Lem dał taki przykład, że gdyby starożytni Grecy przewidywali postęp w taki sposób jak nasi futurolodzy, to by sobie wyobrażali ogromne okręty z wiosłami o długości dwóch kilometrów.
Żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku Thomas Malthus zwalczał pomoc materialną dla uboższych warstw ludności, bo uważał, że przyrost ludności jest szybszy niż żywności i ludzkości grozi głód. Nie mógł przewidzieć rewolucji w produkcji żywności. Ale od tego czasu byliśmy świadkami niesłychanego postępu. Nie udaje się jakoś zmienić nawyków i upodobań ludzi, ale rozwój wiedzy i technologii wciąż likwiduje różne zagrożenia.
Oczywiście rozumiem, że takie ambitne cele jak eksploracja Kosmosu stymulują rozwój. Ale wysiłki i wydatki na te cele wydają mi się niewspółmierne w stosunku do potrzeb, jakie istnieją, a są pomijane. Głód na Ziemi dałoby się łatwo zwalczyć, ale na to jakoś nie ma pieniędzy ani inwencji. Uważa się często, że inne problemy rozwiążą się same przy okazji rozwiązywania tych ambitnych przedsięwzięć. Że np. wyścig na Księżyc spowodował pojawienie się różnych wynalazków przydatnych ludziom. Ale to jest niewspółmierne. To jak karmienie wróbli przez dawanie owsa koniom.
Kiedy wreszcie ludzie zajmą się postępem w zwalczaniu swoich obrzydliwych nawyków i skłonności? Kilka lat temu pisałem:
– Spadła liczba ludzi niedożywionych, teraz jest to tylko 840 mln, czyli mniej więcej co ósmy mieszkaniec Ziemi. Wciąż co roku 15 mln ludzi umiera z powodu głodu, w tym 5,6 mln dzieci. Jednocześnie co roku marnuje się ponad miliard ton żywności wartej 750 mld dolarów.
– Jedna Europejka wydaje miesięcznie na same kosmetyki tyle co afrykańska rodzina na swoje utrzymanie przez rok.
– Witalij Kliczko wygrał na punkty z Aleksandrem Powietkinem. Zwycięzca otrzymał 12,88 milionów euro, przegrany tylko 4,3 miliona.
– Piłkarz Robert Lewandowski zarabia przeciętnie w ciągu jednego dnia tyle co polski poseł w ciągu roku. Za transfer innego piłkarza do Realu Madryt zapłacono osiemnaście razy więcej niż wynoszą roczne zarobki Lewandowskiego.
Niedawno przytoczyłem obliczenia laureata Nobla z ekonomii Josepha E. Stiglitza: wojna w Iraku kosztowała 2-3 bln dolarów, za to można wyżywić Afrykę przez 75 lat.
Naprawdę nic się nie da zrobić?
PIRS


Naprawdę nic się nie da zrobić?
……….. ależ da się, da…..
Tylko po co?
ps.
Fantastyka naukowa od dawna tworzy hipotetyczną wizję otoczenia człowieka, jego postępowania, zmian w naszych umysłach i związanej z tym kulturze. Wszystko zostało już napisane w SF więc zajęto się Fantazy bo bajki są lepiej przyswajane przez elektronikę a my stajemy się realnym homo ludens.
Bawić się, pogryzając byle co, to sens istnienia.
Przy okazji swojej wizjonerskiej pracy prof. Hawking też lubi się pobawić..
Czy Malthus mógł przewidzieć? Gdyby patrzył we właściwą stronę pewnie by mógł, kiedy on pisał swój (metodologicznie imponujący) traktat, guano zaczęto nazywać nowym złotem, a jego import stał się lukratywnym przemysłem. Współcześnie Afryka jest zalewana dostawami broni, docierają tam całe armie przeciwników GMO, ale niewielu (poza Izraelem) przekazuje technologię nawadniania i upraw na terenach tropikalnych i na pustyniach. Pomysł zasiedlania kosmosu w czasach kiedy zrezygnowaliśmy z lotów na księżyc, bo to zbyt kosztowne, może podniecać, ale chwilowo jest mało realny. Obawiam się, że i tak będzie więcej chętnych do zasiedlania Marsa niż do rozwijania biotechnologii.
@KORASZEWSKI
Malthus był zwolennikiem dopasowania ilości ludzi do dostępnej ilości pożywienia. 200 lat temu nauka jeszcze nie podsuwała innych rozwiązań. Ale podzielę się pewną historią stosunkowo niedawną.
Pracując na uczelni zauważyłem że na naszą specjalizację trafiają raz lepsi studenci raz gorsi, a mniej więcej raz na 5 lat trafia się świetny rocznik. I kiedyś taki rocznik do nas trafił. Było przyjemnie z nimi pracować, byli grzeczni, przygotowani do zajęć, mieli poczucie humoru. Byli tuż przed dyplomami kiedy pojechaliśmy na wycieczkę naukową. Nauki tam było niewiele, bo zakłady które zwiedzaliśmy były niezbyt ciekawe. Ale dla rozrywki odwiedziliśmy zakład produkujący sery (jeden ze studentów miał tam znajomości) i w ogóle była sympatyczna atmosfera. Wracaliśmy pociągiem. Ktoś miał ze sobą gitarę, śpiewano fajne piosenki.
Byłem ciekaw poglądów młodzieży i zagaiłem rozmowę na poważniejsze tematy. Mówiliśmy o Indiach, o panującym tam głodzie i o tamtejszych zwyczajach, które nie pozwalają im zabijać zwierząt, szczególnie tysięcy „świętych” krów. I usłyszałem że hindusi powinni bezwzględnie zarżnąć i zjeść te krowy. A w ogóle to dobrze byłoby – nawet stosując przemoc – zmniejszyć liczbę ludności, żeby ograniczyć głód, bo jedzenia dla wszystkich nie wystarczy (to była zgoda na eutanazję!). Szli dalej niż Chińczycy, o których też mówiliśmy, że stosują drastyczne metody ograniczające liczbę dzieci!
To byli przyszli magistrowie, młoda inteligencja, sympatyczni ludzie.
Ja też jestem zwolennikiem dopasowania ilości ludzi do możliwości ich wykarmienia, problem w tym jakie stosujemy metody. Medycyna (dobrobyt i higiena) pozwoliły niesamowicie zredukować śmiertelność niemowląt i starszych dzieci. Antykoncepcja pozwala planować rodzinę. Planowanie rodziny przez antykoncepcje jest cudowne, kontrolowanie wielkości populacji przez wojny, zarazy, głód i eutanazję to raczej koszmar. W rozmowach z wojującymi przeciwnikami GMO b. często wychodzi (czasem nie do końca uświadomiona) postawa, że nic nie szkodzi jeśli będą umierać z głodu. Nie, nie umiem odpowiedzieć na pytanie, jak to jest z tym okrucieństwa, ile bezmyślności, ile świadomego okrucieństwa.
Z „całym szacunkiem” muszę stwierdzić, że pomysł na tekst jest dosyć banalny: ktoś sławny powiedział….
Tekst wabi nazwiskiem sławnej osoby i zwraca czytelnikowi uwagę, że wybitni ludzie to też tylko ludzie, i zdarza im się “palnąć głupotę”.
Jak dla mnie nie jest to zbyt odkrywcze.
Znam wielu wybitnych twórców jednego pomysłu. Zapisali się w historii jednym, za to genialnym, pomysłem. Poza tym byli całkiem przeciętni.
Takie szacunki, cytowane tu za Hawkingiem, wydają się pozostawać znacząco nieścisłe. Zakładając obecnie obserwowany trend zmiany ilości narodzin populacja Ziemi osiągnęłaby najwyższą wartość ok. 11 miliardów ludzi około roku 2100. Dla naszego gatunku ważne jest więc najbliższe 100 lat, szczególnie wobec równolegle obserwowanego trendu zmian ilości dostępnej ludziom energii. Taką można szacować posługując się ilością dostępnej energii normowaną wartością globalnego produktu narodowego brutto. Zdefiniowana tak intensywność (po polsku także nasilenie) energii wobec tempa wzrostu globalnego dochodu jest w silnym trendzie malejącym (trzeci z wykresów na str 27 raportu z września 2017 przedstawiającego prognozy do 2040: https://www.eia.gov/outlooks/ieo/). Jednocześnie dostępność energii pozostaje definiowana regionalnie – kraje o mniejszym produkcie narodowym pozostaną znacząco bardziej populowane i o znacznie większym tempie wzrostu populacji (wykresy 1 i 2 na str. 27 raportu). Należałoby więc w ciągu najbliższych stu lat znacząco zmniejszyć obecną regionalizację dostępności energii i zwiększyć jej dostępność w krajach o populacji i o tempie jej wzrostu większym niż przeciętny. Wydaje się więc uzasadnionym wnioskowanie, że sektorowa zmiana alokacji produktu narodowego brutto z konsumpcji energii na jej wytwarzanie pozostanie w tym okresie znacznie bardziej uzasadniona od zwiększania alokacji na badania rozwijające technologie kosmiczne, jeżeli tylko prawdopodobieństwo katastrofy kosmicznej pozostanie nieznacznie zmienne w takiej skali czasu.
Trendy zmiany populacji Ziemi ciekawie przedstawia np. animacja:
https://youtu.be/PUwmA3Q0_OE
OBYWATEL RP
Z całym szacunkiem, ale nie chodziło mi o epatowanie sławnym nazwiskiem. Chodziło mi o głupotę pomysłów, której jakoś nikt nie dostrzega a wielu daje się zwodzić porywającej wizji, szczególnie jeśli forsują ją autorytety. Prof. Hawkinga wymieniłem, ale zaznaczyłem że takie poglądy podziela wielu naukowców , zresztą nie tylko naukowców.
W zasadzie wykazywanie głupoty nie jest niczym odkrywczym, ale przecież tym się tu głównie zajmujemy. Pozdrawiam
Przywracanie zdroworozsądkowego myślenia jest bardzo cenne i nigdy dość takich przypomnień. Ostatnio czytałem encyklikę papieża Franciszka „Laudato si”, to też taki głos zdrowego rozsądku, ale jakoś nie znajduje pilnych czytelników nawet wśród katolików, którzy wolą tropić zagrożenia związane z islamem i Bóg wie jeszcze z czym. Gdy prof. Hawking pisze o tym na czym się zna warto go czytać, gdy wykracza poza teren własnych kompetencji jest równie śmieszny jak wypowiadający się a każdy temat polityk. Ot choćby ostatnio min. Radziwiłł, który zafundował Polakom żenującą reklamę o rozrodczości: https://www.youtube.com/watch?v=_Sru7goe9Og za ich pieniądze.
Co tam katastrofizm prof Hawkinga – to kolejny scenariusz tego co stać się może, ważniejsze są te kończące tekst obserwacje mówiące o absurdalnych dysproporcjach poziomów życia i dochodów za tak niewątpliwie pożyteczną pracę jak pranie się po pysku w klatce ograniczonej linami czy kopanie nadmuchanej kuli uszytej nie wiem już z czego. Te dysproporcje i te wielkości poborów uzyskiwanych przez, a jakże, wybitnych sportowców, nie wynikają z kosmicznego kataklizmu, to wynik społecznego przyzwolenia i zgody na takie kwoty. To zbiorowe szaleństwo wynikające z czego – z głupoty ?, z manipulacji ?
Te i wiele innych przykładów nonsensów jakie występują w racjonalnych podobno społeczeństwach są groźniejsze niż kosmiczny gruz jaki może spowodować kosmiczną katastrofę. Groźniejsze bo te nonsensy już są i skala ich rośnie. I za to trzeba się zabrać niezwłocznie – tak myślę
@ Zbyszek123
Ba! Pewnie, że groźniejsze.
Tylko jak zwalczać? Jak się za to zabrać? Zabronić zarabiać/płacić takie kwoty?
Jedynym sensownym wyjściem wydaje się byc opodatkowanie. A wtedy wracamy do Pańskiego tekstu o rajach podatkowych i ucieczce od opłat.
wydaje mi się, że przede wszystkim zawsze warto więcej wiedzieć, wtedy wzrost dochodu narodowego, niezbędny, żeby finansować działania naprawcze zacznie pomagać zamiast przeszkadzać. W sensie rozważań systemowych wygląda to na początek dyskusji o takim systemie gospodarczym, który byłby przydatny: konkurencyjność stymuluje wzrost, interwencjonizm pomaga alokować rezultaty, jednocześnie hamując wzrost, optymalizujemy więc funkcję wielu zmiennych posługując się systemem wag i zdając sobie sprawę, że występujące w niej zależności są różnego typu, przy czym zależności czasowe opisujące funkcjonowanie systemu społecznego mają z reguły charakter nieliniowy. Stąd krok do posługiwania się takimi wskaźnikami, których porównywanie prowadzi do porównania rezultatu z punktu widzenia celów – PKB wydaje się wtedy wskaźnikiem nadmiernie upraszczającym zagadnienie.
Z całym szacunkiem dla autorów poprzednich wpisów – brakuje mi wzmianki, że nie tylko ilość żywności umożliwia przetrwanie gatunku ludzkiego. Mam obawy, że nasz gatunek zwyczajnie się wyrżnie, być może z całym ziemskim życiem organicznym. Bo biologicznie jesteśmy przygotowani do życia w stadach kilkudziesięcio, może kilkusetosobowych. Oraz do życia w jakiejś przestrzeni, której . A tymczasem rozmnożyliśmy się tak, że żyjemy może i komfortowo /przynajmniej część z nas/, ale w warunkach, do których ewolucyjnie nie jesteśmy przystosowani. Bardzo szybki rozwój techniki o wiele długości wyprzedził nasz rozwój ewolucyjny. W dodatku cicho i nieśmiało się mówi o kontroli urodzeń, ale równocześnie krzyczy się, że musimy rodzić więcej dzieci, bo kto utrzyma starych, bo brakuje rąk do pracy. A przy okazji włączają się nacjonalizmy – niech „innych” będzie mniej, niech się rozmnażają wolniej, ale „naszych” ma być jak najwięcej, bo „w ilości siła /narodu, plemienia, wyznawców naszej religii/”. Więc aż się boję spytać – jak długo, do jakiej ilości osobników możemy tak się rozmnażać, kiedy osiągniemy wielkość krytyczną? Kiedy zacznie brakować nie tylko żywności i wody, ale po prostu przestrzeni do swobodnego życia?
Najlepiej zanurkować w źródle…
https://wp.tv/i,naukowcy-przewidzieli-przyszlosc,mid,2010235,cid,4051,klip.html?ticaid=61a352
Najbardziej boję się że za kilka milordów lat słońce spali ziemie bo zmieni się w Super Novą.
Prawdopodobnie dlatego źle sypiam ostatnio, ten stres i natłok myśli nie pozwala osiągnąć wewnętrznego spokoju..
„…wojna w Iraku kosztowała 2-3 bln dolarów, za to można wyżywić Afrykę przez 75 lat.”
Wie Pan, na pierwszym roku studiów też miałem takie zacięcie. Doszliśmy z kolegami do wniosku, że nie ma czegoś takiego jak „obiektywne istnienie głodu na Ziemi”. A były to czasy kiedy amerykańskim farmerom płacono za nieuprawianie swoich pól, dla nas wtedy abstrakcja. Dziś w UE mamy „kwoty” itd.
To, że coś jest racjonalne, obiektywnie słuszne itd. nie znaczy, że ktoś to będzie realizował. Zderzenia różnych grup i ich interesów też są racjonalne, ale mają na celu coś zupełnie innego, niż „los ludzkości”. Krótkowzroczność? Jasne, ale co z tego? Zmusi Pan kogoś by był mądry? Jeszcze nie słyszałem o takim przypadku.
W czasie studiów moją ulubioną lekturą była praca doktorska Jakuba Warszawskiego z zakresu prawa międzynarodowego obroniona w 1930r. Gość wyliczył, że w historii zawarto ok. 3000 traktatów pokojowych, które miały trwać „wiecznie”. Dlaczego nie trwały? Takie pytania można zadawać bez końca.
I obawiam się, że Hawking może mieć rację. Choćby z tego powodu, że szybciej znajdą się grupy interesów, które mając na celu swój zysk (wielorako rozumiany) wyłożą kasę na podbój kosmosu, niż takie, które zechcą położyć kres głodowi na naszej planecie.
Liczbę ludności ograniczyć próbowały już kiedyś Chiny. Wg Pana to jest ta „racjonalna droga”? Wg mnie nie bo to leczenie skutków, a nie przyczyn plus czynnik nie dający się uchwycić w statystykach czyli psychika ludzka i poczucie krzywdy wymykające się wszelkim pomiarom.
@J. LUK
Ależ ja tylko opisuję sytuację.
Wydaje mi się, że lepiej by było opracować metodę ochrony przed asteroidami niż budować cywilizację na Marsie, tym bardziej że ona właśnie mogłaby zostać łatwiej zniszczona. To tylko moja opinia i nie przewiduję, że prof. Hawking i inni zwolennicy tego pomysłu po przeczytaniu moich uwag przyznają mi rację i skorygują plany. To, że znajdą się grupy interesów które zechcą zainwestować w opanowanie Marsa, to jedna sprawa, a drugą jest błędne – moim zdaniem – uzasadnienie jakie podaje Hawking.
Przytacza Pan dodatkowe przykłady że ludzkość nie chce jakoś zmądrzeć – tym tu się chyba najczęściej zajmujemy. W pełni podzielam pogląd, że „To, że coś jest racjonalne, obiektywnie słuszne itd. nie znaczy, że ktoś to będzie realizował”.
Ograniczenie występowania głodu na Ziemi jest możliwe i tylko potrzeba woli politycznej. Także ograniczenie przyrostu ludności stanie się koniecznością i wtedy zostanie wdrożone, choć sądzę że w bardziej humanitarny sposób niż robiono to w Chinach. Gdzież ja sugerowałem takie rozwiązanie?!
Ludzkość rzadko się czegoś uczy i rzadko podąża rozsądnymi drogami, mimo że bardzo często jest to możliwe. To trywialna konstatacja, ale zawsze mnie to dziwiło, Nadzieję pokładam w wynalazkach, które teraz nie przychodzą jeszcze ludziom do głowy. Wynalezienie „cudownego ryżu” w latach 60. odsunęło widmo powszechnego głodu w Azji, mimo że taki czarny scenariusz wieszczono. Może nauka ocali ludzkość przed nią samą, choć wielce prawdopodobne jest że ludzie będą się okładali po głowach laptopami, bo emocje są ważniejsze niż rozum.
Bardzo przepraszam jeśli odniósł Pan wrażenie, że atakuję Pański punkt widzenia 🙂 Nawet mi to w głowie nie postało. Po prostu mało jest we mnie wiary w ludzkość widzianą en masse i stąd takie poglądy. Oczywiście, że nikt z nas nie zna przyszłości (całe szczęście) i nie wiemy co z mądrych głów potrafi się przedrzeć do ogólnoludzkiej polityki. Niewykluczone, że coś pozytywnego, w końcu i to się w historii zdarzało.
Przyznaję, że przykład głodu jest symptomatyczny, bo akurat ten problem jest bardzo łatwy do rozwiązania i to już dziś, przy obecnych możliwościach. No i nikt go nie rozwiązuje. Odpowiedź na pytanie „dlaczego?” nie nastraja optymistycznie.