Hazelhard stawia nam często ambitne cele. Namawiał nas kiedyś na kupno najnowszych urządzeń AIXTRON-a, żeby dogonić Tajwan. Ale teraz mierzy jeszcze wyżej – mamy sprawić, żeby Polacy czytali książki, a na prezesów spółek powoływali ludzi douczonych! Wprawdzie kieruje swój apel do dziennikarzy i polityków, ale chyba nie sądzi, że oni przestaną się zajmować tym co umieją i lubią robić i co daje im szybkie efekty. Zresztą podejrzewam, że nie szukają oni żadnych porad ani na tym forum, ani na żadnym innym.
Więc kto się ma tym zająć? Nie łudźmy się, że to się da na kogoś zwalić – Autor chce, żebyśmy to my podjęli te tematy.
Hazelhard często przytacza nam eksperyment myślowy Schrödingera dotyczący kota w pudełku, który może być jednocześnie żywy i martwy. Tym trywialnym przykładem chce nas onieśmielić i takim trikiem przekonać do swoich szalonych pomysłów. Powinniśmy się zająć tematami które On uważa za ważne, a choćby z podanego w artykule wykazu widać, że wszystkie inne sprawy przy nich bledną i wszyscy – poza Stefanem Bratkowskim – powinniśmy się wziąć najpierw do lektury. Ale zważywszy na wysiłki całych pokoleń, które próbowały zmierzyć się z tymi tematami – bez widocznych efektów – zadanie wydaje się trudne…
Ale postawmy zagadnienie inaczej:
- Co jest naprawdę ważne?
- I szerzej: dlaczego mamy zajmować się tu sprawami ważnymi?
Drogi Hazelhardzie, te tematy nie są tak ważne, jak Ci się wydają. Powiedzmy, że uda się je zrealizować – i co dalej? Co jest Twoim celem – poza tym, żeby zrobić wszystko, żeby było lepiej?
Zbliżamy się do pytania jakie kiedyś zadawano sobie za poprzedniego ustroju:
Co będziemy robić kiedy już zbudujemy komunizm? Odpowiedź: będziemy klepać dobrobyt.
Czy tylko takie trywialne cele sobie stawiasz? Przypomnę, że Pan Bóg, kiedy się obraził na Adama i Ewę, zredukował długość życia ludzkiego do 120 lat.
Pozwól że zrewanżuję się czym istotniejszym i ciekawszym niż kot Schrödingera.
Żyjący 700 lat temu mistrz zen Bassui powiedział:
Musisz zrozumieć, że wszystko, co widzisz swoimi oczyma i co pojawia się w twojej świadomości, jest złudzeniem o nietrwałej istocie.
Rozumiesz?
Dobrze, żeby studenci, którym chcesz wciskać tego kota Schrödingera, zastanowili się kiedyś nad tym co powiedział mistrz.
Są rzeczy naprawdę ważne – i są rzeczy którymi się zabawiamy, takie jak ten kot czy nasze teksty. Życie szybko przelatuje, więc kiedyś warto zająć się tym co istotne.
PIRS


Jak kot kotem, moje pojęcie o Zen jest trochę inne niż twoje. To nie chodzi o złudzeniowy wszystkoizm, tylko o zniweczenie oczywistości (nie rzeczywistości) na przejściu/przeskoku od myśli do jej werbalizacji. Nawiasem mówiąc: ci z nas, których pamięć sięga, dzięki dobrym kontaktom z rodzicami, daleko wstecz, poza naszą datę urodzin, odbierają niektóre dzisiejsze dyskusje jako echo tych dawniejszych, sprzed stu i więcej. Nawiasem kwadratowym mówiąc – przypomniała mi się książka, co jej nie mam, a chciałbym, bo kupiłem ją sobie za piątaka w wieku lat dwunastu w antykwariacie, potem nieopatrznie pożyczyłem. Od tamtej pory mi jej brak. Nazywała się „Mój Przyjaciel Pan Liki”. Zapewne w org. LEAKEY, bo napisana przez angielskiego biologa Haldane’a.
Przetłumaczona ślicznie przez nie wiem kogo, bo wtedy nie patrzyłem w tę stronę. Ale pamiętam jak Pan Liki (czarodziej), proponował swym kolacyjnym gościom, że zmieni ich w kogoś innego. Jeden Chińczyk odmówił, bo właśnie „wszystko i tak jest złudzeniem”. Ale pan Liki zaoponował, bo „czasem jest zabawnie zmienić jakieś złudzenie na inne” i on dał się przekonać. Zmienił się w słonia (pokojowych rozmiarów).
Mocno się zdziwiłem. Wydawać by się mogło (przynajmniej mnie), że naturalnym odruchem po przeczytaniu tekstu Hazelharda byłoby dorzucenie innych ważnych spraw, ważnych dla innych osób. W ten sposób kumuluje się dobrą energię i tworzy nową jakość. Postawa pozytywna i proaktywna. Pisząc na tym forum i czytając go chcemy jakoś tam wpływać na rzeczywistość. Taki był zapewne cel ojców założycieli. Ale co my tutaj mamy? Czas i energia poświęcone nihilizmowi? A może pochwała hedonizmu? Jeśli drażni nas kot S, to nie zwracajmy na niego uwagi. On nie zniknie tylko dlatego, że my go nie lubimy. Ale możemy zaludnić (a może raczej zakocić) naszą świadomość innym tworem. Na przykład słoniem pana Liki (a to już będzie zasłonienie świadomości 🙂
także uważam, że koty są mądre i sympatyczne, wyczuwając Państwa potrzebę podejścia synergetycznego: proszę Państwa oto słoń, dla ułatwienia skwantowany:
No to pogrążę się jeszcze bardziej, zajmując się nieproduktywnym tematem.
Proszę Państwa, to co zaprezentował PK to nie jest słoń ale bóg Ganeśa, syn boga Śiwy i bogini Parwati. To bóg mądrości a także ten który usuwa wszelkie przeszkody. Mądrzy szukają jego pomocy w drodze do oświecenia, inni – w powodzeniu w sprawach świeckich. W każdym szanującym się hinduskim sklepie czy innym biznesie stoi figura Ganeśi. (Stąd zwyczaj „figurki słonia na szczęście” – nie pamięta się że to Ganeśa)
Dlaczego bóg ma głowę słonia? Otóż kiedy się urodził, jego matka chciała się nim pochwalić i pokazała go pewnemu bogu, zapominając że spojrzenie tego boga pali wszystko na co on spojrzy. No i oczywiście głowa Ganeśi spłonęła. Za radą boga Brahmy zastąpiono ją głową pierwszego stworzenia jakie się nawinęło i był to słoń.
Przede mną na półce stoją trzy posążki Ganeśi.
Pójdę za Twoim przykładem i też sobie sprawię trzy Ganeś-ki. Koniecznie z trzema myszami 🙂
Drogi Pirsie,
Historię, którą opowiadasz na Melmaku znamy zupełnie inaczej: kiedy Parwati poszła się kąpać pozostawiła syna pilnującego wejścia do łaźni. Sziwa wrócił z jednej ze swoich wędrówek medytacyjnych i nie rozpoznal go a zdegustowany, że ten uzurpuje sobie imię syna Parwati przywołał swoje demony żeby go zgładziły. Ganesza z nimi dzielnie walczył i interweniować musiał Wisznu pod postacią Mai.
Maia to jak wiesz piękna bogini będąca także iluzją piękna świata w którym żyjesz, a interwencje boskie to po prostu jedno z zadań Sziwy. Zauroczony Ganesza musiał zwrócić na nią uwagę i tak stracił głowę ściętą natychmiast przez jednego z demonów. Może nawet przez Sziwę, lecz to przecież wszystko jedno. Parwati po powrocie z kąpieli wyjaśniła Sziwie pomyłkę i właśnie wtedy ojciec użył głowy słonia ratując syna. W nagrodę za waleczność w walce z demonami Sziwa oddał je Ganeszy, czyniąc go ich przywódcą, skąd zresztą pochodzi jego imię (jak więc widzisz są pod dobrą opieką – zachowując więc elementarną przyzwoitość, np. nie ciągając kotów za ogony niezależnie od tego jak rozumiecie mechanikę kwantową, ich możecie się nie obawiać).
pozdrawiam, Lucky
Pirsie…..Hazel powinien przedstawić Kota swojej szefowej partyjnej. Bo istnieje prawdopodobieństwo, że bycio-niebycie zaszczepi posłom jako usprawiedliwienie posłom Lekkośmiesznej. Którzy po 3 latach pOsłowania – mają kłopoty ze zrozumieniem – za czym głosują.
Hazelhardzie – gdzieś Ty wdepnął??
Pozdrawiam
Ktoś powiedział, że nieważne co o tobie mówią i piszą, ważne, żeby mówili i pisali. Dlatego kot S. jest naprawdę szczęśliwy, oczywiście tylko w stanie bycia żywym. Myślę, że jeżeli moimi tekstami spowodowałem, że choć jeden Czytelnik zainteresował się kotem S., to już mogę stwierdzić, że mój cel osiągnąłem.
Sir Jarku, wady .N i PO widzę być może nawet bardziej ostro, niż Ty, bo ja zobaczyłem te partie z bliska. Problem w tym, że nie mam alternatywy. Nie oddam głosu na lewicę, więc co mam w takiej sytuacji robić?
rozumiem Hazelhardzie, że wolisz oddać głos na pOsła N. z opaską NSZ na ramieniu albo na całe grono wzajemnej adoracji (niektórzy z tytułami profesorskimi), które ma kłopot z prostą funkcją dodawania dwa do dwóch? I to ma być ta lepsza opcja??
I dopuszczam myśl, że wcale nie widzisz tych wad we właściwym świetle – boś jest zbyt blisko. Na Twój stosunek do tego co wyprawiają obie wzmiankowane partie nakłada się znajomość świetnych osób należących to tych ugrupowań. A na dokładkę występuje u Ciebie syndrom zawierzenia – a na to nic poradzić się nie da. Wybacz prostotę przekazu – ale należąc do jakiejś bandy bierzesz na własnego garba jej przewiny. Takie życie… – kot zupełnie nie ma tu nic wspólnego. To tylko figura do wyrafinowanych pogawędek przy winku.
Pozdrawiam
@Sir Jarek, ale co mi radzisz zrobić? Na szczęście, poseł Gryglas (ten, co miał opaskę NSZ) już jest u Gowina, ale to nie zmniejsza obciążenia całej .N i PO, które zagłosowały tak, jak zagłosowały. Nie wiem, jak będę głosował za rok, dwa i trzy, ale wiem, że muszę wybrać. Problem wszyscy mamy :-(.
co Ci radzę? Hazelhardzie….a kim ja jestem, żeby radzić??….ja tylko proszę o wyciąganie wniosków z rzeczywistości a nie z marzeń.
Pozdrawiam
PIRSie, czy naprawdę uważasz, że przedwczesna śmierć kilkudziesięciu tysięcy ludzi w Polsce jest nieistotna?
Oczywiście rocznie…
A propos kota, może niekoniecznie kota S., wysłuchałem w tym tygodniu zdziwienia prezesa jednej z najwiekszych spółek giełdowych w Polsce, dlaczego JK nagrał wideo puszczane w Strasburgu i/lub w Brukseli z apelem (zapowiedzią) o likiwidacje hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. Otóż tenże prezes zachodził w głowę dlaczego JK tak nastaje na likwidację branży, która zatrudnia og. 60 tysięcy ludzi, ma uznaną w świecie marke oraz utrwalone na tym świecie rynki zbytu. Ma zatem swój niemały wkład w polski PKB. NIe znaleźliśmy żadnych podów, dla których ten hipokryta postuluije akurat likwidacje takiej branży a nie np. branzy drobiarskiej, wieprzowej, wołowej, itp. gdzie równie niehumanitarnie zabija się zwiewrzęta na skalę nieporównanioe większą niż futerkowe. Ostatecznie zgodziliśmy sie obaj, że gniew JK na tę branże polega na pewnym, znaczącym podobieństwie zwierząt futerkowych do … kotów! A ponieważ koszula bliższa ciału atak na tę branżę jest tak gwałtoiwny i mocny. W ten sposób zarówno Hazelhard jak i PIRS otrzymują jeszcze inny punkt widzenia na temat tego co i dla kogo moze być istotnym i ważnym problemem.
Bym był szczęśliwy, gdyby się okazało, że te wszystkie zwierzęta (futerkowe i nie) są zjedzone w naszym świecie, ale dalej żywe w innym, lepszym.
@Agluszek – rozumiem twój komentarz jako wyrzut, że się tu bałwanimy, zamiast wylatać nad poziomy i „okiem słońca” te tam różności przenikać z końca do końca. Ale weź pod uwagę, że wśród ciemnej ciszy głos się słabo rozchodzi z naszej niszy , bo – nie ma się co oszukiwać – jesteśmy mniejsza mniejszość. Ale próbujemy dorzucać do naszych jak na razie rzadko skutecznych inicjatyw zawsze i ciągle trochę poczucia humoru i ciekawostek z różnych dziedzin. A przy okazji takich zabaw też można się czasem czegoś nauczyć.
P.S. Rysuneczek mi obcięło. Ale jak go kliknąć, pokazuje się cały.
@A. GORYŃSKI – Wcale nie uważam, że dzielenie się ciekawostkami i zabawy intelektualne to „bałwanienie”. Z dużą przyjemnością czytam teksty szanownych Pań i Panów i wiele się z nich uczę. Chciałbym jednak mocno zwrócić uwagę na pewną naszą cechę narodową – pieniactwo. Ponieważ sam nie byłem od niej wolny i wiele wysiłku włożyłem w jej okiełznanie, jestem teraz mocno na nią wyczulony. Nie chciałbym żeby to zabrzmiało ad personam, szanuję PIRSa i to czysty przypadek, że akurat jego tekst skomentowałem. Wiele innych komentarzy i tekstów zapala mi czerwoną lampkę. Są między nami autorzy, którzy prezentują wysoką klasę w zachowaniu polemicznego umiaru i myślę, że każdy łatwo zgadnie o kim myślę. Żyłoby nam się nieco lepiej gdybyśmy zechcieli się powstrzymać przed ganieniem innych. Dlaczego nie pochwalić zamiast skrytykować? Przecież jest bardzo wiele powodów do szczerego wyrażenia podziwu. Oczywiście, oczywiście wymiana opinii na tym forum jest utrzymywana na wysokim poziomie. Ale zawsze może być jeszcze lepiej 🙂 Nieśmiało zachęcałbym do wspierania naszych drogich opiniodawców i komentatorów, którzy w poczuciu wspólnoty poświęcają swój cenny czas na spontaniczne podzielenie się z nami swoją opinią, czy pomysłem. Niekiedy lepiej jest się powstrzymać niż nie pochwalić. Żeby nie pozbawić zapału i dobrych chęci. Proszę mi wybaczyć moje nie powstrzymanie się 🙂
Będąc młodym fizykiem, myślałem o Kocie Hazelharda w czasie dzisiejszej jazdy po muldach. (Dziękuję, nie ma żadnych złamań.) Sformułowałem kilka pytań tzw. fundamentalnych. Primo (a), jak rozumiem chodzi o problem Obserwatora oraz tzw. kolapsu kwantowego. Kot interferuje w pudelku, zresztą sam ze sobą (ręce na kołdrę, Czytelnicy!), po czym Obserwator otwiera pudełko i następuje kolaps. (Możecie już schować ręce pod kołdrę, moi Drodzy.) Obserwator, jak się domyślam, jest Profesorem Fizyki, zna mechanikę kwantową, wiec kolaps jest zrobiony fachowo i pierwsza klasa. No, dobrze, a co będzie, jeśli pudełko zostanie otworzone przez Panią Profesor Pawłowicz? Czy kolaps tez nastąpi i czy będzie równie fachowy? Czy znajomość teorii jest, czy nie jest potrzebna dla zaistnienia praktyki? A to dopiero początek trudności intelektualnych, bo pudełko może tez zostać otworzone przez Pana Posła Piętę. W takiej sytuacji należałoby się zapytać o zdanie kota. Nie ma przecież wątpliwości, kto z tej dwójki jest inteligentniejszy. To jest bardzo poważne wyzwanie intelektualne, bo prowadzi wprost do pytania, czy Obserwator musi być człowiekiem? Czy nie wystarczy jakaś niższa forma bytu, jak na przykład Poseł na Sejm Rzeczpospolitej? Czy pudełko może otworzyć jakiś inny kot? A może mysz? A może jakiś robot? Albo powiew wiatru (koniecznie od morza)? Czy do kolapsu potrzebny jest Obserwator, czy wystarczy samo otworzenie pudelka? Idąc dalej, czy ten sam eksperyment miałby ten sam sens przed odkryciem mechaniki kwantowej, albo wręcz przed pojawieniem się Człowieka? Przed pojawieniem się kotów, myszy, szczurów, dinozaurów, pcheł, albo bakterii? Czy kolaps kwantowy miał miejsce przed uformowaniem się Słońca?
.
Rozważając te wszystkie idiotyczne pytania, powinno stać się jasne, ze tzw. Paradoks Hazelharda to nie jest żaden głęboki kwantowy paradoks, tylko najzupełniej trywialny przykład zasady antropicznej. Fizykowi chodzi o to, żeby zdefiniować Obserwatora, który koniecznie musi być człowiekiem. Inny potencjalny obserwator, którym jest jest sam kot, najwyraźniej nie wystarcza, choć to on jest głownie zainteresowany. Funkcjonowanie mechaniki kwantowej zostaje sprowadzone do aktu świadomego poznania, które koniecznie wymaga obecności jakiegoś wykształciucha. W sumie, cały ten tak zwany paradoks okazuje się środkiem do głaskania czytelniczego ego, podobnie jak cala koncepcja kwantowego obserwatora. Natomiast zasadnicze pytanie, czy w ramach fizyki mikroświata jest jakiekolwiek miejsce dla jakiegokolwiek obserwatora, zostaje zamiecione pod dywan.
.
Podsumowując, ja bym proponował starannie wykreślić tego półżywego kota z programów nauczania, bo jest on otworem, przez który do fizyki przesącza się mistycyzm.
Jeśli założyć, że kot spełnia kryteria bycia Obserwatorem, prawdy nabierze cytat z Terry’ego Pratchetta: „Akt otwarcia pudełka zdeterminuje stan kota; aczkolwiek w tym konkretnym przypadku możliwe były trzy stany: żywy, martwy i totalnie wściekły”.
Pozdrawiam
Narciarzu – pOsłem Piętą wywaliłeś mnie na muldzie ze śmiechu.
Pozdrawiam
Wojtku drogi, piszesz dowcipnie, ale mi wyłącznie chodziło o to, żeby tematyka fizyki kwantowej zaistniała w polskiej edukacji.
Z tym się zgadzam. Ale może nie zaczynajmy od matematyki. Do dziś ze zgroza wspominam kurs matematyki według podręcznika Maurina, a było to na studiach. Transformacja Fouriera to jest liniowe odwzorowanie przestrzeni L2… Koszmar. Trzydzieści lat później przekonałem się, ze jest to znakomite narzędzie do precyzyjnego regulowania przyrządów optycznych. Ciekawe i pożyteczne. Miałbym o wiele więcej entuzjazmu do matematyki, gdyby zacząć od tego drugiego i ewentualnie potem wytłumaczyć to pierwsze.
Moze nie zaczynajmy od kota, który jest po prostu nieapetyczny, tylko pokażmy jakieś ciekawe przykłady i zastosowania. Zdziwienie i zaciekawienie nie bierze się z abstrakcyjnych przykładów, których nikt nie widział na oczy i których nie da się zrealizować w praktyce.
Dobre. Przypomniały mi się ćwiczenia z fizyki na I semestrze PWr. Wchodzi zmęczony Dr o 7:30 w poniedzialek i mowi: „Dzień dobry. No to zaczynamy: Państwo wiecie co to gradient, rotacja pola, dywergencja i laplasjan? Nie? No to zaraz się dowiecie..” I buch wzory na tablice wzory bez większych wyjaśnień. Analiza funkcji wektorowych w programie matematyki była w III sem. 🙂 Później się dziwimy że otumanieni studenci i absolwenci nie mają pojęcia o co chodzi z tym kotem Schrodingera?
@BM: Nieco poprawiona wersje komentarza umieściłem u siebie na FejZbuku. Zastanawiałem się, czy nie zaproponować tego komentarza jako polemicznego artykułu, ale rozumiem przyczyny odmowiedzi Pana Redaktora i kornie schylam głowę.
@Narciarz2 – bardzo podoba mi się to nowe słowo – odmowiedź. Wypożyczę sobie do mojego prywatnego neosłowniczka, gdzie mam m. in. takie własne twory jak hatesfaction i pesymalizacja (czyli spieprzenie czegoś tak, że gorzej się nie da).
To nie ja, to Jacek Fedorowicz.
Moi Drodzy,
Zdumiały mnie posądzenia o nihilizm (AGLUSZEK) oraz o lekceważenie tak ważnego tematu jakim jest przedwczesna śmierć kilkudziesięciu tysięcy ludzi rocznie (HAZELHARD).
Jednak nikt jakoś nie zwrócił uwagi na mój apel: OKREŚLIĆ CO JEST NAPRAWDĘ WAŻNE.
Nie o to czy wymienione przez Hazelharda problemy są ważne, ale co jest ważne dla mnie. Zadawaliście sobie kiedyś takie pytanie?
HAZELHARDZIE, napiszę to tak żeby nawet prosty profesor fizyki zrozumiał.
Załóżmy że udało Ci się rozwiązać te wszystkie problemy które wymieniłeś w swoim tekście i to jeszcze przed osiągnięciem 120 lat, czego Ci życzę. Na pewno pomyślisz zaraz o innych problemach które warto też rozwiązać. Ich liczba jest nieskończona. A zostało Ci już niewiele czasu. Nic innego nie wpada Ci do głowy? Nie ma nic ważniejszego w życiu niż poprawa sytuacji w Polsce? Dla Ciebie osobiście.
AGLUSZEK. Proszę pomyśleć o tym co powiedział mistrz Bassui. To nie jest zabawa w słowa ani żaden nihilizm.
Odrzucamy najważniejsze pytania przypinając im łatkę – jakąś nazwę, którą zwykle dyskredytujemy .
Drogi PIRSie (jeżeli mogę użyć tej formy), nie mam niczego na swoje usprawiedliwienie. O motywach napisałem powyżej w odpowiedzi do A. GORYŃSKI. Czytam teraz pilnie Twoje komentarze i sam się zastanawiam gdzie się podział ów nihilizm (jeżeli w ogóle był ) 🙂
PIRSie kochany,
Apelujesz, żeby określić, co jest ważne dla mnie (lub dla Ciebie, bo nieprecyzyjnie pytasz). Proszę bardzo:
1) Najważniejsze jest dla mnie, żeby osoby posiadające moje geny, czyli dzieci, wnuki, rodzina, ja, sąsiedzi, Polacy, Eskimosi, małpy, delfiny, krokodyle, karaluchy, nie cierpiały fizycznie, ani psychicznie, a wręcz przeciwnie, odczuwały przyjemność. Kolejność osobników nie jest przypadkowa, tylko odzwierciedla możliwość przekazywania moich genów dalej.
2) Drogą do tego celu jest te kilkanaście punktów z mojej notki, do której się odnosisz, ale, oczywiście, są jeszcze inne punkty.
Co do poprawy sytuacji w Polsce, to chyba nie czytałeś polemiki mojej z BM pod moją notką. Powtarzam moją opinię: Auschwitz, Wołyń, tort ze swastyką, aborcja, itp to tematy podrzucane nam przez PiS, żebyśmy byli podzieleni (teraz, po tym zamieszaniu z ustawą o IPN, popularność PIS jeszcze wzrośnie, a antysemitów przybędzie), nienawidzili się wzajemnie (zarządzanie nienawiścią), a oni będą łupić Polskę (nas), bo my jesteśmy zajęci czymś innym.
Jest sposób żeby rozwiązać jeden z problemów postawionych przez Hazelharda:
Hazelhard
Widać nie umiem pisać jasno. Trudno. Ale już znalazłem sposób (a właściwie nie ja, ale Andrzej Rysuje) jak rozwiązać jeden z problemów które Cię uwierają.
@PIRS fajne, ale oczywiście pojawią się amatorzy na bryk do komiksu i pytanie o elitę, bo to przecież ten zdecydowanie mniejszy i „very, very exclusive” odłam. Więc czytając cokolwiek, raczej się z niego wykluczę. Z tych 16 %, do których oczywiście zaliczymy nasz zewłok ustawodawczy, którego „cudzoziemskie twarze mają obywatelstwa prawo w mych”… najgorszych majaczeniach.
.
Dzięki wam obu, tobie i H. za próby porządkowania hierarchii działań do podjęcia. Ja od roku przysiadłem, nie na dupie, bo coś uprawiam na innej grządce, ale tu, w kwestii wyplenienia Kaczymordu (takie pnącze) nie potrafię nic sklecić do tej pory. Na razie rekapituluję różne cząstkowe działania z czasów Peerelki, co miały nam uzyskać wtedy jakieś zakątki samodzielności w w Totalitarce, co miała nas zetrzeć na miał, ale szczęściem od połowy 50′ tych tępiała. Bo sądzę (censeo) że na nowe partie już za późno. Bardzo kompetentna analiza socjologicznych procesów końca lat 70 tych może podpowiedzieć właściwą strategię, ale też nie na pewno. Mój Stary (podwójny doktor, profesor dwu uczelni i praktykujący architekt) dzielił wszystko na dwa poziomy : istotny i gówniany. Ma sporą bibliografię (wyguglujcie, jeśli interesujecie się ekonomią i budownictwem, mieszkalnictwem…) ale pamiętam go również, jak stał na drabinie, malując na nowo sufit w naszym mieszkaniu. W codziennym ubraniu. Tego akurat bym nie potrafił. Ale też mam swoje specjalności.
A. GORYŃSKI
Nie udało mi się skłonić do zastanowienia się nad tym co w życiu jest najważniejsze.
Jesteśmy zaczadzeni polityką i ona zajmuje nam niemal całe pole widzenia. To jak z dłonią, którą trzymamy tuż przed oczami – kiedy wreszcie oddalimy dłoń od twarzy to nabiera ona właściwych proporcji.
Przez to co się dzieje wydaje nam się, że wystarczy tylko zmienić to co nas obecnie najbardziej wkurza i już będziemy szczęśliwi. Czy szczęście zależy od obecności Kaczyńskiego w polityce albo od tego ile książek przeczytali rodacy? Teraz to jest wielkie pragnienie, ale kiedy pan K. odejdzie a ludzie zaczną czytać, to co wtedy?
Przypomina mi się sytuacja, kiedy po raz pierwszy władze zakonne zabroniły ks. Bonieckiemu wypowiadać się publicznie. Krystyna Janda była tym bardzo oburzona i oznajmiła że jeśli to się nie zmieni to na wystąpi z Kościoła. A mnie zdumiało, że dotąd wszystko widocznie jej w Kościele odpowiadało. I należy się domyślać, że gdyby ks. Boniecki znowu mógł głosić swoje przemyślenia, to wszystko znowu byłoby OK.
PIRSie, przecież to co teraz napisałeś jest dokładnie tym, co ja w swojej notce, a Ty z nią na początku polemizowałeś. 🙂
Drogi HAZELHARDZIE, przeczytałem Twój tekst i moje notki i nie znalazłem podobieństwa. Gdzież, ach gdzie je widzisz?
Może masz na myśli moją uwagę o polityce, która przesłania nam ważniejsze sprawy? To dotyczyło życia codziennego, a nie ważności tematów które wymieniłeś (niewątpliwie ważnych – nie krytykowałem ich). Te najważniejsze nie mają na celu poprawy życia w Polsce, ani nauczenia młodzieży fizyki kwantowej.
Nie mogłem się powstrzymać od przytoczenia ważkich słów mistrza Bassui, ale nie trafiły one na żyzny grunt (tę uwagę przytaczam za Jezusem – słowa swoje przyrównał do rzucania ziaren, ale padają one na różny grunt). Widać to nie jest ten moment w życiu.