na polskiej scenie politycznej dominuje partia, której nie lubię. nie lubię, ponieważ głosi, iż bycie jej zwolennikiem jest powinnością obywatela i świadectwem patriotyzmu. opozycja jest wciąż jeszcze tolerowana, ale głównie jako kwiatek do kożucha, bo kiedy chce korzystać ze swych konstytucyjnych praw, oskarżana jest o wszelkie możliwe zbrodnie, łącznie z próbą puczu.
sprzeniewierzając się wiec nakazowi miłości do partii i bardzo jej nie lubiąc, pamiętam wszelako, że mam jej cokolwiek do zawdzięczenia. to właśnie dzięki jej niezmordowanej wytrwałości, sięgającej czasów, gdy była ona w opozycji, niektóre moje teksty sprzed lat nie tracą na aktualności — co jest przecież marzeniem każdego felietonisty.
w tych dniach mija pięć lat od chwili przywołania przeze mnie wspomnienia o paryskim „pięknym maju”
paryska rewolta studencka z 1968 nazywana jest we francji jolie mai. jednym z animatorów ruchu był daniel cohn-bendit. przyszedł na świat jako dziecko niemieckich żydów, którzy znaleźli we Francji schronienie przed prześladowaniami ze strony nazistów.
w roku 1958 wrócił z rodzicami do niemiec. po dziesięciu latach znalazł SIȩ ponownie we Francji, by studiować socjologię na paryskim uniwersytecie nanterre.
cohn-bendit, w nowszych czasach działacz niemieckiej partii zielonych i deputowany do parlamentu europejskiego, miał niemiecki paszport, kiedy podjął studia w paryżu. władze wykorzystały tę sytuację, by deportować go do niemiec, jako wywrotowego cudzoziemca.
lider komunistów georges marchais nazywał go niemieckim anarchistą, a sprzyjające rządowi media pisały i mówiły o nim „niemiecki żyd” i upominały demonstrujących studentów: jesteście francuzami, kogo wy słuchacie. nazajutrz po deportacji studenci znów demonstrowali na boulevard saint-michel. przyszli na manifestację z transparentami „nous sommes tous des juifs allemands” (wszyscy jesteśmy niemieckimi żydami).
kiedy czytałem polskie relacje z ostatniej debaty sejmowej, kiedy oglądałem w Internecie klipy z furiackimi wypadami posłanki pawłowicz, zamarzyłem o manifestacji z transparentami „wszyscy jesteśmy gejami i lesbijkami”.
ale jest luty, na dworze słotno i zimno, do maja, na razie daleko. wierzę jednak, że wszystko przed nami…
teraz też jest słotny i zimny luty, do pięknego maja o wiele dalej niż pięć lat temu, bo partia posłanki pawłowicz coraz bardziej zaciska pętlę i margines swobód obywatelskich niknie w oczach. ostatnim osiągnieciem władzy jest przepchnięty nocą przez senat i oczekujący na prezydencki podpis projekt znowelizowanej ustawy o IPN, w myśl której zarzucanie polakom współudziału w zagładzie żydów zagrożone jest pozbawieniem wolności do lat trzech.
sprawa wywołała kryzys w relacjach polsko-izraelskich i nieprzychylne polsce komentarze w wielu krajach, łącznie z bardzo stanowczym oświadczeniem departamentu stanu USA.
ta reakcja międzynarodowej opinii publicznej była nieprzyjemnym zaskoczeniem dla polskich władz, ktore dopiero pod jej wpływem zaczęły udawać, że zwalczają bagatelizowane dotąd przejawy nasilającego się antysemityzmu.
jesteśmy w przededniu obchodów pięćdziesiątej rocznicy polskiego marca ’68 i najprawdopodobniej osamotnione na arenie międzynarodowej obecne władze polskie zechcą odrobić swe straty moralne, udając że to z ich inicjatywy organizuje się obchody. nie dajmy się na to nabrać. niewiele możemy zrobić, ale przynajmniej nie dajmy się oszukać. niech przedstawiciele władz odczują, że nie można nas nabrać na wymuszone sytuacją przyjazne gesty. nie oklaskujmy ich przemówień, ignorujmy ich obecność, odwróćmy się do nich plecami.
chcą entuzjazmu – niech wynajmą sobie własnych klakierów.
natan gurfinkiel


Pies trącał władzę, ale nie wiem czy czytałeś o organizacji obchodów Marca’68 na UW. Nie zaproszono kilku znaczących osób, w tym Michnika, który przecież nie odgrywał wtedy żadnej roli, a walczyli głownie bracia K.
Nie zaproszono tych osób, bo … sprzeciwiła się temu uczelniana „Solidurność”.
Masz jeszcze wątpliwości czy znajdą klakierów?
Przypomnę dowcip z 1968 r.
„Ogłoszenie: Izaak Rubinsztajn poszukuje Jana Wiśniewskiego, który go ukrywał w czasie okupacji. Sprawa nadal aktualna.”
To nieprawda że historia powtarza się jako farsa. Zawsze może być ciekawiej.
W tekście Natana zastanowiło mnie coś innego. Otóż widać że Autor kiedyś pisał jeszcze niektóre słowa z dużej litery, np. Francja i Internet. Co się stało, że przeszedł na tę denerwująca małoliterowość?
Można dorobić do tego całą ideologię 🙂
Np. to, że z czasem wszystko nabiera właściwych proporcji i staje się mniejsze, niż nam się z początku wydawało 🙂 Czemu Natan daje artystyczny wyraz 🙂
W przelomowych chwilach rzeczywistość jest zabawniejsza od kawałów.
Kiedy Arnold Slucki odjeżdżał z Dworca Gdańskiego, jego przyjaciel Józef Kuśmierek krzyczał na peronie: Arnold, nie wyjeżdżąj, ja cię przechowam!
Słucki umarł później w Berlinie (ex zachodnim). W drugiej połowie lat 70 odwiedził mnie w Kopenhadze Witek Dąbrowski. Opowiedział mi, że z polecenia sekcji poezji ZLP zajął się opublikowaniem nekrologu, w którym widniały słowa: Arnold Słucki – poeta polski. Biuro ogłoszeń Życia Warszawy zawiadomiło go, że cenzura poleciła skreślić z tekstu słowo „polski”.
jeszcześmy nie osiągnęli takiego poziomu, ale, obserwując ewolucję polityczną, jestem pełen optymizmu…
P.S. Zachowałem podział na małe i duże litery abyś nie doznał uszczerbku na równowadze psychicznej
Te małe i duże litery, to po prostu moja nieuwaga. Natan pisze na niepolskiej klawiaturze i jak poprawiam „ogonki”, korzystając z automatycznego korektora, to niektóre rzeczy puszczam, Natan jest konsekwentnie małoliterowy.
dziękuję za wsparcie. jestem konsekwentnie małoliterowy, ale bez przesadnej ortodoksji. odstępuję od swej maniery w przypadku większych tekstów, bo inaczej ich lektura byłaby nużąca.
robię też wyjątek dla nazw, pisanych majuskułą, w przypadku cytowania – i wszędzie tam, gdzie, jak mi się wydaje, małe litery wprowadzałyby dysonans.
Wszyscy jesteśmy Żydami polskimi – gdzie te hasła. Nie mogę uwierzyć, że znowu Kur wie lepiej. Nawiasem, odnalazłam twórczość przedwojenną Kura w nienawistnych gazetach z czasów, gdy tworzyła się hańba i rozwijała w najlepsze choroba nienawiści.
Alinko: ty jesteś cudownie archiwogrzebalska. A może tak zrobić wybór z „Walki Młodych”, „Żołnierza Wolności” i czego tam jeszcze – sprzed półwiecza, okraszając to twórczością „Rzeczywistości” i „Barw” z lat80-81? To byłyby jednobrzmiące teksty, jak sądzę.
Gdyby okoliczności i czas pozwalały… Niestety. To o czym napisałam – czyli twórczość Tadeusza Kura – znalazłam w przedwojennych oenerowskich pisemkach. Są tam i inne ciekawe nazwiska. Może kiedyś to spiszę.
Pamiętam strajk na uczelni w 1968 r. Skandowaliśmy: Kur-wie-lepiej! Kur-wie-lepiej!
I, niestety naiwnie: „Świerszczyk” nie cenzurowany! (wszystkie czasopisma były cenzurowane). Było też powiedzenie „Odkąkol się” nawiązujące do Kazimierza Kąkola – obrońcy antysemickich i innych posunięć władz. Teraz Pan świeci nad jego duszą, jeśli miał duszę.