2018-02-25.
ECHA WYDARZEŃ: Najpierw informacja – Bjoergen wygrała bieg na 30 km. W stylu imponującym – jak juniorka, a wiek ma seniorski (urodzona w 1980 roku!). Ma swój 15. medal olimpijski, w tym 8. złoty. Liderka nart w kraju, w którym podobno wcześniej od opanowania sztuki chodzenia – potrafią jeździć na deskach. Żart, ale w nim jądro prawdy… Gratulacje – nawet, jeśli w dyskusyjnym tle wciąż są głosy, że leczenie astmy może mieć jakiś udział w medalach…
Justyna Kowalczyk (1983) – czternasta, pięć minut straty. Pierwsze igrzyska Pani Doktor bez medalu, ale i tak w kronice rekord – 5 trofeów olimpijskich, w tym dwakroć złoto. Historycznie ustępuje tylko Irenie Szewińskiej – 7 medali… I – nie jak wielka rywalka z Norwegii – oparta o wielką tradycję oraz powszechność nartowania, lecz solistka.
Solistka, trochę – sportowo samorodek i jeszcze agitator-dyrygent. Bez przerwy „podający ton” apeli – do prezesów i ministrów, by za bieganie na nartach wziąć się wreszcie u nas poważnie – wytyczyć trasy, organizować nowocześnie zawody, zachęcać młodzież i tworzyć jej szansę… Czynami, nie klaszcząc tym, którzy się w pojedynkę sami jakoś przebili…
Turyn 2006 – brąz; Vancouver 2010 i Soczi 2014 – złota plus jeszcze w Vancouver srebro z brązem – trzy medale w jednych igrzyskach.
Proszę sobie policzyć, ile lat mistrzostwa! W takim ujęciu dorobek z Korei, choć tak różny od błyszczących nie jest żadną porażką; raczej kolejnym dowodem świeżości woli wygrywania z sobą…
Te zapiski nie są ani kroniką Igrzysk, ani sportowym, czy kompletnym cv Panny Justyny. To po prostu słowo podzięki oraz uznania. Bo nie każda porażka jest przegraną…
A ze strony Pani Doktor wypisałem kilka zdań. Sama o sobie:
„Najpierw chciałam być, jak tata, inżynierem. W szkole uznałam, że skoro lubię historię i jestem wygadana, to zostanę prawnikiem. Kiedyś siedziałam i oglądałam z tatą biegi narciarskie podczas igrzysk olimpijskich. Zaczął opowiadać, jaka to trudna i wymagająca wyrzeczeń dyscyplina sportu. Ale ja stwierdziłam, że ohydna. Miałam wtedy 11 lat”…
„Dzieciństwo miałam takie, że z nikim bym się nie zamieniła.
Moi mądrzy rodzice nie byli zbyt rygorystyczni. Jestem czwartym dzieckiem – najmłodszym. Już się więc „nawychowywali”. Nie musiałam wracać do domu punktualnie o 22. Mogłam przenocować u koleżanki bez problemów. Chodziłam też na dyskoteki i zakochiwałam się podobnie jak inne nastolatki. Ale, jak to dziecko na wsi, miałam też dużo obowiązków. Zwłaszcza, gdy zaczynały się sianokosy, żniwa czy wykopki”…
„Budzisz się o piątej, kawa, pierwszy trening, śniadanie i dopiero wtedy jest półtorej godziny wolnego. A jesteś na lodowcu i nie możesz pójść do sklepu, do kina, tylko wypoczywasz przed kolejnym treningiem. Więc leżysz. Drugi trening trwa trzy–pięć godzin, potem jest obiad, a potem znów masz parę godzin wolnego, kiedy twoją pracą i obowiązkiem jest regeneracja. Więc znowu leżysz – czasem coś tam pośpisz, czytasz książki, grzebiesz w Internecie i zaraz jest trzeci trening, tym razem dwugodzinny. Prysznic, kolacja, a potem, zamiast iść na dyskotekę… leżysz. Bo masz świadomość, że kolejny dzień też zacznie się o godz. 5 rano.”
I tak – dzień w dzień, rok po roku, igrzyska po igrzyskach… Moje (nie tylko moje) uznanie! Zapisuję się do kolejki dziękujących…
[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]Andrzej Lewandowski
