2018-02-28.
ECHA WYDARZEŃ: Wiem, jestem skażony dawną klasyką zawodu. Choć patrząc w gazety świata widzę, że to raczej nie przeżytek, bo czasy i narzędzia się zmieniają, ale normy klasyki zostają. Jak ta zasada, że informację należy wyraźnie oddzielać od komentarza…
Klasyką gazetową był kiedyś taki serial:
- ZAPOWIEDŹ imprezy, wraz z tym, co ma do powiedzenia i co przewiduje autor – jakiś jednak specjalista – podpowiadacz. Analiza szans, prognoza, my – i rywale. Ba, czasem nawet wyrażenie poglądu na przyjęte decyzje personalne. Przypomnę: Wojciech Fortuna pojechał na Igrzyska nie za sprawą „pierwszej decyzjo PKOl”, lecz dlatego, że była silna presja mediów. Kazik Paździor, mój wielki przyjaciel znalazł się w reprezentacji (i zdobył mistrzostwo Europy), bo wielki i mądry Feliks Stamm mając ponoć innego kandydata uznał, że stan dziennikarski może mieć rację…
Pielęgnowano ową formę komentowania oraz bardzo twórczego – nie tylko przez cytowanie władnych – wpływania na klimat w sporcie. Znalazła się nawet forma niebywała – sławna popołudniówka ogłaszała, że czytelnicy mają wybrać zespół futbolowy, a on się zmierzy z reprezentacją ułożoną przez trenera państwowego… - RELACJA – co, kto, jak; co my, co inni, jak było; co mówili, jak przeżywali?
- KOMENTARZ po zawodach. Z mocną podkreśloną oceną własną, w jakiejś wciąż zgodzie z tym, co się pisało w zapowiedzi…
Jeśli mam powyższy szablon dopasować do zimowo-poolimpijskiej praktyki, powiem, że mój stan zawodowy daje ciała. Czekam na porządne, solidne analizy „PO” i… Czasem jeszcze jakiś nestor coś bąknie, ale tak w ogóle, to ważniejsze od oceny jest prognozowanie, jak się ułożą stosunki między Panem Robertem, a jego nowym menadżerem…
Nawet gazeta specjalistyczna – kiedy czytana pod ławką i z wypiekami – bardziej niż analizą zajmuje się sprawą jak nagrodzić skoczka, który…. nie skakał, ale fajnie „robił atmosferę”. I koledzy chcą, by było mu dobrze, i trener (nie dziwię się, bo chce mieć harmonię w grupie, a nic tak nie dzieli jak zasób dóbr doczesnych), i prezes, i nawet minister… W tle nawet kiedyś „emerytura specjalna” – jak dla medalistów, choć bez spełnienia warunku podstawowego. Nawet normalna ludzka życzliwość – zamiast rzetelnego obrachunku z imprezą! Gdybym bowiem przeczytał wniosek, by np. dobrzy, a regulaminowo nagrodzeni koledzy jakoś zrzucili się na partnera; gdyby Prezes Apoloniusz coś dodał z nagrody dla siebie, dla związku, z urzędowej premii dla sparringpartnerów, gdyby sponsor… to byłby fajny dowód koleżeńskiego uznania. Wczasy na Majorce, albo wycieczka dookoła globu… Gest i po sprawie, bo takowej zresztą –proszę PS – w ogóle nie widzę.
„Za to” widzę potrzebę oceny tego, co było – w warstwie czysto olimpijsko-sportowej. Niech wypowiedzi urzędowe – prezesowsko, trenersko-ministerialne – będą, jak są – ale jak oceniają koledzy „po zawodzie”? Żebyśmy nie zostali dzieląc „satysfakcję urzędową” – że nie było źle, a gdyby jeszcze fortuna się szerzej uśmiechnęła, a wiatr nie powiał – to w ogóle sama radość.
Na mój gust – brak komentarza prawdziwie krytycznego szkodzi sprawie! Chowanie za kurtyną wyczynu czwórki zasłużonych i pięknie się cieszących młodzianków – bilansu ponad 60-osobowego udziału stających na starcie jest dla mnie zgodą na defensywę. Łatwiutką, wygodną defensywę. A próba okraszenia oceny obietnicą powrotu do boju o prawo gospodarza zimowych igrzysk (wersja tatrzańska – ze Słowakami, albo sudecka – z Czechami i Niemcami) – bez porządnego opisania prawdy, że we wcześniejszych próbach przeżyliśmy kompromitację – nie słodzi, lecz piołunu przydaje… Bo samo przez się nie obiecuje powrotu mądrości po szkodzie…
Bo jeśli taki sam dorobek, (włącznie z miejscami w „20-25”, w ramach olimpijskiej wyprawy po doświadczenie, które będzie procentowało – i co też trzeba umieć planować) –zdobyłaby ekipa o połowę mniejsza, to… To nie tylko dziś zimny rachunek z zarzutem, że selekcja marniutka, albo tendencja szkodliwa, lecz także forma obrony tych zawodników, których się posyła w bój „ o sportowe wszystko”, dając mało atutów. W formie aktualnej klasy zawodniczej, wyposażenia – ten bob kupiony okazyjnie oraz w ostatniej prawie chwili; te narty z „magazynu” doktor Justyny… Ja niektórych sportowców serdecznie żałuję – do walcząc do upadłego dają z siebie wszystko, a mogą wciąż mniej niż na to zasługują… Do tego, gdy widzą, że sąsiadka z Czech sensacyjnie – i jeszcze z wdziękiem – zdobywa dwa olimpijskie złota, a 15-latka z Moskwy już złotem błyszczy na tafli, mogą się czuć nienajlepiej…. Niezależnie od tego, że prezes może pochwali…
Ocena takiej liczby dalekich lokat jako coś, co daje optymistyczną prognozę – raczej fałszuje obraz, niż przydaje mu barw. Bo, jeśli ówcześnie czytam, że świetny i znakomicie zaopatrzony oraz zorganizowany zespół skoczków na ma co liczyć na trwałe odświeżanie, bo zaplecza nie ma, młodzi się do skakania też nie palą, bo … nie ma gdzie, to nawet, co błyszczy jest jakby na kredyt… Pięknie i efektownie spłacany, lecz…
A gdzie te trasy, o które tyle lat – sobą – dopomina się Panna Justyna, fenomenalny „samorodek”? Gdzie koncepcje, gdzie strategia, wreszcie – w miejsce taktyki dnia, wyborczych gier oraz ukłonów i kolejnych igrzysk?
Wiem, że część środowiska niedosytu nie podzieli, Powie: było – minęło, teraz czas panów Roberta oraz Adama… Bośmy się jednak w dziennikarskiej profesji wygodni zrobili. Popłyniemy z modą i z prądem; z doraźnymi radościami i smuteczkami… I … „tylko koni żal”…
[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]Andrzej Lewandowski

To co Pan napisał jest słuszne,jednak nawet tu nie wywołało żywszej reakcji. Dla mnie oznacza to,ze polski sport/zimowy i letni/nadal będzie na dnie, a „działacze” za cztery lata znów urządzą sobie wycieczkę krajoznawczą.Szkoda,bo sportowa młodzież zasługuje na coś więcej.
Pojutrze pierwszy etap Paryż-Nicea