2018-03-16.
ECHA WYDARZEŃ: O Kamilu Stochu – najłatwiej. Lata na nartach, jak natchniony. Daleko i elegancko. W obejściu – dżentelmen; opowie – po polsku i po angielsku – ze swadą, ale też ze skromnością właściwą mistrzom. Daj Panie niektórym ważnym politykom, żeby tak chcieli i potrafili; nawet, żeby tylko chcieli chcieć… Nie „pisze sobą” całej historii od nowa, lecz twórczo rozwija, co inni kiedyś tam zaczęli. Nie celebruje, lecz z mistrzostwa zrobił zawód i sposób na życie. Nie poświęca się, lecz ma pasję wygrywania. A że złotem tka „swój rozdział”, efektowne to, ładne, i prawdziwe. Nie narzeka na los, świat, pecha, wiatr – gdy coś nie wyjdzie (fakt – „nie wychodzi” rzadko, więc nie ma co biadolić), lecz spokojnie analizuje i szybko bierze rewanż… Wielki sportowiec, mężczyzna jak należy; fajny facet. Jak takiego nie polubić? Więc lubię i ja…
Gdzieś, w tle – pytanie: co dalej, czy są gwarancje, jaką mamy rękojmię, że za sezon, dwa, pięć? Ma zostać Horngacher, który z tego, co wcześniej lepił Kruczek (przecież to „za niego” pan Kamil został w Soczi dwukrotnym mistrzem olimpijskim) zrobił już solidną ekipę, a solista wciąż trzyma klasę. Trener z Austrii jest cichy, ale musi być twórczy i pracowity. „Do gadania” wziął sobie Adama Małysza, który kocha popularność, więc polubił konferansjerkę. Już z pozycji dyrektorskiej, nie zawodnika – piewcy mądrej teorii „dwóch dobrych skoków w każdym konkursie”. Czasem mnie bawi, ale niech będzie. Wolę te proste, ale szczere komentarze od wielu panaprezesowskich…
Podobno w „sprawie trenerskiej” ważna jest teraz nie sama pensja, lecz wymagania, jakie stawia Horngacher , jeśli chodzi o tzw. zaplecze. Podobno ma być na miarę liderowania w wyścigu technologicznym, ale jest bardzo kosztowne. W związku z tym pytania są prozaiczne – o kasę PZN. Jedna odpowiedź łatwo się nasuwa – forsa na skakanie chyba wciąż jest wielka. Wystarczy popatrzeć, jak są odziane ekipy plus ekipa osób towarzyszących. Wielkie słupy reklamowe, w każdym obiekcie – to samo. A reklamowane towary, to nie jakaś tam oranżada przesłodzona sacharyną, lecz firmy – sławne i bogate, więc… Jest na czym zarabiać, żeby móc wydawać. Problem kosztów jawi się jednak niejako w tle. Po pierwsze – czy za wydatkiem na grupę prowadzoną laboratoryjnie stoi gwarancja, iż źródło dopływ też stanie się wartkie? Prezes „widzi” następców, wieści o tym, ze w tej sferze wciąż idzie jak po grudzie jednak urzędowy optymizm osłabiają.
Jest i drugie pytanie – jak się ma ta kasa do możliwości innych specjalności narciarskich? Kiedyś pan Łuszczek, niedawno pani dr Kowalczyk wzięli się przecież „nie z systemu” i powszechnego dostatku, lecz z prawdy o nieobliczalności sportu, Który sam z siebie może czasem dać takie owoce… A ponieważ wciąż jest materialnie marnie wspierany – pytanie, czy wewnątrz związkowej kasy może znaleźć większą pomoc, czy też… zostaniemy przy Polskim Związku Skakania na Nartach?
Znów polityka wdaje się do sportu. Jak zawsze, i to niezależnie od długości oraz szerokości geograficznej. Z jednej strony – gaworzenie, że sport łączy, jednoczy, stoi ponad podziałami, religiami, jest forpocztą aktów pojednań itd., z drugiej – ochota do stosowania go w charakterze wytrychu. Nawet dłuta i młota w obrabianiu obrazu politycznego. Bo, że służy możnym naszego świata do grzania się przy kominku opalanym medalami i rekordami, to już tak oczywiste, że – często złoszcząc – nawet nie dziwi…
Teraz polityka odbija się w groźbie zbojkotowania finałów piłkarskich mistrzostw świata. Tych – w Rosji; tych – z udziałem reprezentacji Polski. Przez sieć biegną groźby oraz prognozy. W nich także zdanie, że nasz zespół też by mógł represyjnie zaświecić nieobecnością.
Zbigniew Boniek tak dał głos:
„ – Nie będę się bawił w żadne spekulacje na ten temat. Związki sportowe nie są od ogłaszania bojkotu ważnych imprez sportowych. To zadanie organów państwa, jego strategii. Zdania nie zmieniam: jeśli rząd podejmie decyzje, że Polska bojkotuje mundial, to nie pojedziemy. Takiej decyzji jednak nie ma, więc przygotowujemy się do najlepszego zaprezentowania naszego kraju – powiedział serwisowi eurosport.interia.pl”.
Na tym zawieszam dywagowanie. Dorzucę tylko coś z prozy przepisów: „… Jeśli na ponad 30 dni przed rozpoczęciem MŚ którakolwiek z federacji wycofa się z udziału, będzie musiała zapłacić karę 250 tys. franków szwajcarskich. Jeśli wycofanie nastąpi poniżej 30 dni przed rozpoczęciem MŚ, kara rośnie do 500 tys. franków szwajcarskich. W obu przypadkach federacji grozi także wykluczenie z następnych rozgrywek organizowanych przez FIFA”.
„Komitet wykonawczy FIFA zdecyduje, czy Anglików należy zastąpić, czy w turnieju weźmie udział 31 zespołów” – pisze „Sport Express” i dodaje, że decyzję o ewentualnym bojkocie musi podjąć federacja piłkarska Anglii, a nie politycy”…
Od siebie – dodam tylko osobistą refleksję, iż sportowi zawsze bojkot za sprawą polityki wychodzi bokiem. Pokolenie zawodnicze traci szansę, na którą latami pracowało, a to tylko strata.
Materialnie np. można było starać się ją ograniczyć przyznając gratyfikację materialną także medalistom tzw. Zawodów Przyjaźni, gdy „obóz” postanowił nie jechać do Los Angeles, ale… szansę pomnożenia historycznie ważnego dorobku medalowego – diabli (polityka) wzięli. Nie mówiąc już o niezaspokojeniu osobistych aspiracji.
A gdyby tak superas dawnych biegów średnich Sebastian Coe (ważny współtwórca organizacji londyńskich Igrzysk, a od 2015 roku prezes IAAF (Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyczna), nie wziął udziału w moskiewskich igrzyskach 1980, zbojkotowanych przez wiele reprezentacji, to… Nie przywiózłby z tej imprezy złota i srebra, i pewnie to by przesunęło punkt innych zaszczytów oraz miało wpływ na karierę polityczną. A tak: „Otrzymał Order Imperium Brytyjskiego w 1982, a od 2006 jest rycerzem komandorem tego orderu. Od 2000 jest baronem Coe.”
Finiszuję zdaniem o kolarstwie. „Kwiato” – Michał Kwiatkowski w świetnym stylu wygrywa Tirreno-Adriatico – 7 etapów. Jeden ze sławnych klasyków szosowej wiosny. Rafał Majka znów waleczny i widoczny, choć w upadku poobijany… I tak sobie myślę: kiedyś wielu fachmanów narzekało, że Wyścig Pokoju w maju, a wtedy wielki świat kolarski dopiero wychodzi ze snu zimowego. Bo tzw. szczyt formy ma się pojawiać później – zazwyczaj jeden w sezonie. A z Wyścigu Pokoju, mimo że od mety tyle lat minęło, została w kolarstwie jakby nowa umiejętność szkoleniowa – apogeum dyspozycji może trwać dłużej. Da się TO wytrenować… Mamy przecież marzec…
Andrzej Lewandowski
