2018 – 04 – 17.
ECHA WYDARZEŃ: Nie taję – nie idzie mi to pisanie. Gdyby nie kolega Grzegorczyk, to bym pewnie odpuścił. Tyle dziwnych rzeczy wokół, tyle narastającej słabości „w sobie”, że sport coraz bardziej mi pełni rolę marginesu. Nawet gdy przez Ileś godzin trybuny pełne, a emocje w stanie wrzenia… Ale Stefan, jak na dziennikarza sportowego przystało dopinguje. Sam powiesił pióro w przedpokoju, lecz… od innych wymaga. Więc…
Red. Stefan Szczepłek tak tytułem podsumował pierwszą część ligowego sezonu: „Zaściankowa liga”. A opinię Pana Stefana zawsze szanuję, bo to fachowiec najwyższej klasy; do tego – j ak reprezentacja futbolowa – t eż łącznik. Prawdziwego dziennikarstwa z tym, które dziś chętniej ślizga się po sporcie, niż go rzetelnie analizuje.
Rzeczywiście – p unkty są, namiętności wciąż rozpalają (niezmiennie – d o awantury włącznie), stadiony świetne, związek sprawny (kasa w nim pęcznieje, nikt głodem przed pierwszym nie przymiera), pieniędzy w klubowym obrocie pewnie coraz więcej. Ale… nadal zmiany ilościowe jakoś nie chcą się przełożyć na jakościową. Wciąż odnoszę wrażenie, że w sensie sportowym za wielka część prawdziwego dojrzewania odbywa się w rodzimych klubach, ale wtedy, gdy młodzian wyrusza po awans w wielki świat. Ba, czasem, jak Pan Robert dopiero tam staje się sportowo kimś, a TU nikogo prawdziwie nie obchodził… Przesadzam – w iem, ale tylko trochę. I po to by ustrzec – i nnych oraz siebie – p rzed trwaniem w nastroju, że solidna przeciętność i klubowe importy ( średniej jakości) dadzą prawdziwy postęp. Już „same z siebie”…
A układ – z nów uproszczony – nieźle opisuje układ ekstraklasy. Po 30 kolejkach grania, czyli zamknięciu pierwszej rundy – układ taki: Lech – 6 pkt., Jagiellonia i Legia – po 54. Niby fajnie, bo rywalizacja wyrównana, a konkurencja to napęd. I przychodzi następna kolejka. Układu nie zmienia, tyle, że owa „wielka trójka” zgodnie przegrywa mecze – z e słabymi punktowo rywalami i u siebie, gdzie podobno „nawet ściany gospodarzowi sprzyjają”… Niby nic wielkiego, może zbieg okoliczności („piłka jest okrągła a bramki są dwie”), a jednak czegoś upatruję w mini-złośliwości, że wciąż ochota do wygrywania jest u nas mniejsza od chęci by zwyciężać… A potem przychodzą klubowe rozgrywki europejskie i… znów nas mają ścigać na murawę? Na której więcej grania w dziada niż w nowoczesną piłkę…?
A tu właśnie drugi obraz futbolowej rzeczywistości. Ten z Ligi Mistrzów, która sprawdza, nobilituje i strąca z piedestału, daje dopiero „prawdziwe” pieniądze. TAM nie ma wygranych i przegranych do ostatniego gwizdka, tak się gra o zwycięstwa. Wielka Barcelona ma 4:1 z Romą w pierwszym meczu, co wydaje się już rozstrzyga awans i… przegrywa 0:3, bo ci z Romy nie uznali, że już jest po sprawie.. Juventus, przegrywając z Realem pierwszy mecz trzy do kółka, w rewanżu… walczy o awans do 97 minuty – n a boisku rywala (!!!). Wtedy jest decyzja o karnym ( i światowa dyskusja o decyzji sędziowskiej; z tym, że w dużej części, iż miał rację, zdał egzamin z odwagi osobistej) i z 0:3 robi się 1: 3… Ciekawa refleksja włoskiego bramkarza Buffona, wyrzuconego z boiska za krytykowanie arbitra:
„Sędzia koniecznie chciał zostać bohaterem spotkania. Tylko on widział faul. Ale nie może w takim momencie gwizdać. Chyba że zamiast serca ma… kosz na śmieci….. Na tego typu spotkania potrzeba ludzi, którzy mają odpowiednie kompetencje. Trzeba mieć też wyczucie sytuacji, żeby zrozumieć wagę pewnych momentów i pewnych decyzji, które rozgrywają się na boisku” – twierdził Buffon, dodając: „jestem jednak dumny z tego, jak graliśmy i co pokazaliśmy w Madrycie. Byliśmy w sytuacji niemal bez wyjścia, ale jednak udało nam się zrobić coś niezwykłego”… Duma, więc wciąż się i TO liczy…
A że w półfinale będzie dwumecz Realu z Bayernem można rzec, że „korespondencyjnie” znalazł się aż TAM polski akcent – R obert Lewandowski…
Dzięki Eurosportowi (w nim panowie Jaroński z Wyrzykowskim, niezawodni gawędziarze – komentatorzy) smakujemy kolarstwo. I dzięki przekazom wyścigów, których zatrzęsienie utrwalamy w sobie – słusznie – przekonanie, że rodacy na rowerach wciąż jeżdżą szybko, równocześnie jednak widzimy, kto i jak dyktuje styl. Teraz Peter Sagan, sąsiad ze Słowacji. „Urodzony. 26 stycznia 1990 w Żylinie – słowacki kolarz szosowy, górski i przełajowy, zawodnik należącej do dywizji UCI WorldTeams drużyny Bora – Hansgrohe. Mistrz świata w kolarstwie szosowym (2015–2017) oraz mistrz świata juniorów w kolarstwie górskim (2008)” I langowy Tour de Pologne też ma na koncie zwycięstw…
Kolarz jakże agresywny, pomysłowy, odważny. Gdy obejrzałem go, w jakim stylu wygrywał 257-kilometrowy wyścig z 29 odcinkami takiej nawierzchni, że nawet oglądającego w TV tyłek od wrażenia bolał – obaczyłem pełnię jego sportowej wielkości. Atakował jak szatan, nie bał się, że straci siły, na koniec finisz na torze, godny specjalisty – torowca. Uznanie, i… coś z odrobiny zazdrości….
Kamil Stoch znów wykonał coś, o czym się mówi. Tym razem – p oza skocznią oraz mądrą wypowiedzią podczas konferencji prasowej. Działo się to w PKOl: Podczas tego wydarzenia nasz mistrz otrzymał nagrodę w postaci 120 tys. złotych za złoty medal, który zdobył na dużej skoczni w Pjongczangu. Stoch postanowił, że pieniądze przekaże sztabowi szkoleniowemu. Moim obowiązkiem jako zawodnika jest powiedzieć kilka słów o tych, których z nami tu nie ma. Cały sztab szkoleniowy to osoby, którym wiele zawdzięczam. Oni spędzają z nami wiele czasu, dzielą radości i porażki. Z całego serca im za to dziękuję. Chciałbym podzielić się z nimi tą nagrodą. Albo w całości pójdzie dla nich – p owiedział.
Zostawiam bez komentarza. Jego pieniądze, jego dokonania, jego decyzja, Ma prawo część własnego dorobku przekształcić w premie uznaniowe dla innych. Nawet jeśli zapewne też regulaminowe nagrody dostaną, a i biedy nie klepią. Jedni wybierają tzw. cele charytatywne, Pan Kamil tak wybrał… Nietuzinkowy to gest…
Były europejskie medale w ciężarach. Powinny za nimi pójść ciepłe słowa uznania. Sportowcom zawsze się TO należy. Obiecuję kiedyś nadrobić zaległość. Gdy potwierdzi się, że regulaminowo-antydopingowo nie było cienia wątpliwości. Niestety, ten sport szczególnie „zapracował na nadwrażliwość oraz nadostrożność”. Nawet złoto olimpijskie w nim straciliśmy… Więc… poczekajmy w nadziei, iż przeszłość jest tylko przeszłością…
