Marek Jastrząb: Ab ovo, czyli obiecanki – cacanki, a głupiemu radość

 

2018-05-11.

[dropcap]O[/dropcap]d czasu do czasu prześladują nas wyrzuty sumienia. Za dużo palimy. Kaszlemy coraz częściej. Dusi nas zatrute powietrze. A na dodatek ciągle słyszymy, że ten przestał, tamten się odzwyczaił. Kombinujemy więc, że chyba i nam nie zaszkodzi spróbować, bo a nuż.

Pijemy też. Pociągamy nieźle, bo jak bez jednego na zapęd. Tak całkiem na trzeźwo. Jaką modą wytrzymać ze światem w łapciach? Argumentujemy, że przestał być różowy i  sparszywiał do cna.

W pracy jest nam również nie tak, jakbyśmy pragnęli. Szef nas gnębi, postponuje do spółki (i na wyprzódki) ze swoim zastępcą, a oboje wymagają, byśmy byli aktywni, kreatywni, dyspozycyjni jak cholera.

Dławi nas zgaga i byle co nas uraża, i chcemy się zmienić. Mówiąc językiem zrozumiałym dla obecnej elity, wyje w nas ochota do spieprzania wszystkiego, co się rusza.

Gromady politologów od siedmiu boleści, naukowców kiepskiego sortu, intelektualistów z fornalskimi tradycjami, dały się nabrać na miodopłynne frazesy; obiecanki bez pokrycia i uzasadnienia frygają po partyjnych brewiarzach, a im bardziej nierealne są i oderwane od oczekiwań, tym częściej poddaje się je analizom, wiwisekcjom, poważnym rozważaniom. A nieraz filozoficznym dysputom o dennym wydźwięku.

Ale bywa, że szastając obietnicami bez pokrycia uciekamy od smrodu własnej chcicy i by się pokrzepić na skundlonym duchu, bijemy sobie pokłony i na prawo i lewo.

Przy lampce szampana, rozbawieni, roztańczeni, uniesieni powszechną euforią, składamy solenne śluby: od jutra won z przywarami, od jutra będziemy zacni do suchej nitki. Od jutra zadbamy o zdrowie i o naprawienie szklanej kuli, by TYM RAZEM zdobyć się na mądry wybór władz. Od jutra generalissimus Prezes odzyska do nas zaufanie, da nam premię, podwyżkę, odprawę i kopa na drogę (wydawało się niektórym, że razem z odejściem fanatyków od rządowego koryta nadejdzie sielski czas powszechnej szczęśliwości, a hasło NIGDY WIĘCEJ DURNIÓW W POLITYCE – na stałe przeniknie nam w mózgi. Niestety, znowu dowiedliśmy, że nie potrafimy wyciągać wniosków z historii! Że znowu jesteśmy gotowi krzyczeć: NIGDY WIĘCEJ DURNIÓW W POLITYCE!).           

*

Obietnice składamy co moment. A to żonie, że przestaniemy ją bijać przez cały tydzień i ograniczymy się do niedzieli, a to zapasowej narzeczonej, że nie spojrzymy na żadną inną w każdy co drugi wtorek miesiąca.

Lecz bladym świtem dopada nas spóźniona refleksja: a po kiego ulegamy tym obietnicom i co nas pcha do gamoniowatej wiary w ich sens?

Na takie dictum kończą się nam baterie z euforią i przestaje nas bulwersować całe to zawracanie głowy z udawaniem niezłomnego charakteru, ponieważ gdy odczepi się od nas bezalkoholowy kac i zza smogu wychynie ospowate słonko, znowu jest  nam coraz ciaśniej w krainie rozbuchanych deklaracji i coraz częściej  nam żal tych wygłupów z dotrzymywaniem słowa.

Marek Jastrząb
Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. otoosh 2018-05-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com