2018-06-10.
ECHA WYDARZEŃ: Żeby się szałowi przedpiłkarskiemu oprzeć i zebrać siły na coś, co wkrótce – wracam – na chwilę – do bardzo starych ech. Z dziennikarstwem w tle… W umownej przerwie – znów trochę „prywaty”…
- Piotr był człowiekiem bardzo mądrym. Uczynnym i fajnym kolegą. Takim, z którym konie można kraść… Skromny – nie obnosił się np. z udziałem w Powstaniu 1944. Równocześnie był po harcersku pryncypialny, co poczucia humoru nie podważało, ale w niektórych sytuacjach…
Zadzwonił, żebym wpadł. Wpadłem. Miał jakieś papiery i nietęgą minę. Wkrótce okazało się, że otrzymał „zadanie wychowawcze” – jakoś napomnieć Wojtka – z mojego działu; który akurat odbywał ćwiczenia wojskowe oficerów rezerwy. Razem z Januszem (gazeta z młodzieżą w tytule), z którym byli zawodowo (kolarstwo) i towarzysko skumplowani.
Widzę strapioną minę kolegi i zerkam w papiery. Z milicyjnym nagłówkiem. I… wybucham śmiechem, bo wyobraźnia rysuje mi opisany obraz.
„Plutonowy taki to a taki, dokonując obchodu peronu drugiego, usłyszał dźwięki przypominające wycie wilka. Szukając źródła dotarł do dwóch oficerów, którzy wydawali takie głosy. Jeden z nich, poproszony o spokój głośno powiedział: „Podejdź tu bliżej, k…a, żołnierzyku”. Identyfikacja wykazała, że są to… tu imiona nazwiska, określenie miejsca pracy oraz wniosek o ukaranie i zawiadomienie odwrotną pocztą… Więc – upomnienie, nagana… Piotr najpierw jakby miał za złe, że reaguję śmiechem, ale szybko nastrój podzielił. Wycie wilków nie zostało ukarane… Nie wiem, czy była „odwrotna poczta”…Raczej nie.
- Ruszała na zagraniczną misję – Krakowa kolejna zmiana. Towarzyszyłem redaktorowi – oficerowi z redakcji w tzw. obsłudze, Niedawno byłem na ćwiczeniach, więc uznano mnie za wsparcie… Wojsko sprawione, na baczność, generałowie gotowi, znana piosenkarka (po dziś aktywna) gotowa do „części artystycznej” ceremonii. Gdy jeden z generałów dojrzał gwiazdę, zechciał „popisać się przed frontem”. Podbiegł, zaczął brać na ręce i… prawie upuścił. Herkulesem nie był, a gwiazda swoje ważyła. Na szczęście redakcyjny oficer – zawodowy spec od wojskowości – chłop na schwał – zareagował jak trzeba i… udało się jak należy…
- W ramach ćwiczeń rezerwy trafiłem do gazety wojskowej. Chyba na miesiąc z kawałkiem. Coś tam napisałem, chyba o „obszarze 21”, czyli o wojskowej meteorologii, potem pojechałem z dwoma zawodowcami w mundurach do garnizonu. Dostaliśmy „na to” całą stronę. Wszystko szło jak trzeba, do chwili, gdy fotoreporter (kiedyś świetny waterpolista) nie pokazał zdjęć. Jak to możliwe – dowódca garnizonu wizytuje chorążego w mieszkaniu i jest w płaszczu? …. Generał da nam popalić…. Tu było nazwisko „wodza – służbisty” – tego nam nie odpuści!. I pojąłem, co może armia. Dyżurny grafik zabrał się za fotki i… nie tylko zdjął dowódcy garnizonu paletko, ale jeszcze dorobił galowe sznury oraz rzędy baretek… Nie wiem, czy nawet sfotografowany wiedział, że ma tyle odznaczeń…
- Z fotoreporterem Andrzejem pojechaliśmy na lotnisko. Pamiętam reportaż: „Gdzieś na północy” – bo tajemnica wojskowa. Andrzeja z aparatem udało się wsadzić do „szparki” i polecieli gdzieś w stronę Bornholmu. Wrócili, wylądowali, i widzę, że Andrzej jest jakiś nieswój. Przeciążenia, szybkość; w końcu treningowy, ale nowoczesny – wtedy – myśliwiec… A on pokazuje na lampkę, która się świeci czerwieni – „PAŻAR”. Że niby się pali… Dopiero wtedy pilot: „Przepraszam, zapomniałem ci powiedzieć, że coś się tam zwarło i świeci cały czas…, teraz już naprawią…” Ale zdjęcia wyszły wspaniale… I zapamiętałem też, że odlatywaliśmy obdarowani torbami kurczaków. Lotnicy mieli za darmo. W rewanżu „tylko” nie przekraczali bariery dźwięku nad drobiowym PGR-em. Żeby jajka nie pękały…
- Kiedyś spotkaniami przy butelce święciłem imieniny. Wpadł „Gargamel”, który dziś pieści gazetką internetową marynarzy – rodaków. W prezencie wręczył flachę bimbru bieszczadzkiego. W butelce po koniaku. Rozlałem. Doktor Jurek, za młodu jeszcze partyzant natychmiast „rozpoznał nieprzyjaciela”. F. nazwisko i ksywę puszczam w niepamięć – inaczej zrecenzował: „A jednak, co francuskie, to francuskie”… Opowiesz w swojej gazetce internetowej marynarzom, Gargamelu? Żeby też wiedzieli, że grzeszyłeś?
Andrzej Lewandowski
