2018-06-22.
ECHA WYDARZEŃ: Tym razem echo nie odbija tego co wczoraj, a nawet przedwczoraj… Taka przerwa w meczu piłkarskim. Między Senegalem i Kolumbią… O tym – JUTRO. To, jakże odległe „echo” nie dochodzi z aren sportowych, a z wydarzeń… piętro niżej. Kiedyś mieszkał tam Włodek – dziennikarz, filmowiec (aktor, scenarzysta, reżyser), także człowiek sportu… Miałem przyjemność sporządzić komentarz do włodkowego dokumentu filmowego o Wyścigu Pokoju – starzy kolarze ronili łzy wzruszenia, pokazywaliśmy film w Pradze i Berlinie – miał wzięcie; jest w WFD, jest w TVP – może kiedyś przypomną… Włodek – kapitalna postać, wiedza, poczucie humoru i „nic, co ludzkie, nie jest mi obce…” Dawno „wyprowadził się” z naszego świata,
Włodek Stępiński bywał też bokserem. Wagi ciężkiej. Jako Włodecki. Zaprzyjaźniony z nim do końca Jerzy Janicki pięknie opisał to w pamiętniku. Tak, tak – ten Janicki, jeden z ojców Matysiaków, piewca Lwowa, kiedyś nawet sprawozdawca sportowy… Opisując asa czeskiego kolarstwa – Jana Veselego, napisał po prostu: „ Vesely – po czesku pewnie Wesoły, a taki on właśnie jest”…
Kiedy u młodej koleżanki redakcyjnej zamówiłem wywiad z weteranem zawodu – Jerzym – wróciła pod mocnym wrażeniem. Sam z siebie zacytował kompletny skład piłkarskiej Pogoni z roku, w którym tata dziennikarki był jeszcze juniorem młodszym…
Opowiem w skrócie, jak Jerzy opisał Włodka – boksera. Tuż po wojnie, młody częstochowianin przegrawszy w pokera coś rodzinnego pojechał szukać szczęścia we Wrocławiu, żeby mamie złość zdążyła przejść… We Wrocławiu miał kumpla – boksera, więc szukał go… na meczu, Nim znalazł kolegę… znaleźli jego. Groził walkower w ciężkiej, a tu kawał chłopa, i jeszcze mówi, że zna się na boksie.
Po meczu była kolacja – naruszona szczęka utrudniała zjedzenie schabowego, ale pożywna zupa „szła”. Człowiek głodny – po podróży i meczu przed kompotem nadal by zjadł coś solidnego. „Drugie” nie przechodziło, więc… Wezwał kelnera i poprosił o napełnienie talerza. „Niestety – usłyszał – zupka wyszła, ale jeszcze jeden kotlecik może być dla szanownego pana…”.
Włodek występował w kilkudziesięciu obrazach – gdzie tylko była przydatna jego charakterystyczna postać plus głos nie do podrobienia. Między innymi jako Olo – w Piwowskiego „Przepraszam, czy tu biją?” W towarzystwie dwóch arcymistrzów boksu olimpijskiego (dwaj = trzy złote medale) – Jurka Kuleja i Janka Szczepańskiego… Też ICH już nie ma wśród nas,,,
Wspominam Włodka, ten film i natychmiast pojawia się refleksja, że boks oraz sławni bokserzy, jak mało kto z amatorów sprawdzali się na ekranach, I reżyserzy ich szukali. Wspomniany film. A ten, chyba jeszcze studencki Jerzego Skolimowskiego – o Stammie i kadrze jego podopiecznych. A Dziedziny „Bokser”. – Olbrychski w roli głównej (pisałem, ale przypomnę – podobno wtedy Feliks Stamm zaproponował panu Danielowi bruderszaft: „Ja ci będę mówił – Danielu, a ty mnie – panie Felu…”), ale ważniejszy był Leszek Drogosz. Bo film o jego historii, i też z jego udziałem. Jeden z piętnastu filmów (!!!), w których grał „Czarodziej ringu”… Jeszcze gdzie przewinęli się przez ekran – Kazik Paździor i Jan Gałązka…
Andrzej Lewandowski
Zdjęcie Andrzej Lewandowski.


Kto nie znał Włodka? Wśród zasługujących na miano „towarzystwa” nie ma takich. No to anegdotka. Lata 60., okres świetności nocnego baru w „Bristolu” (bar miał i chyba ma dwa wejścia – jedno wewnętrzne od strony hotelowej i drugie na Karową). Zima jak cholera. Wparowuje od strony hotelowej Włodek i widzi przy barze znaną… hm, damę do towarzystwa, Melę (imię zmienione), srodze zapłakaną. Włodek nasrożył się okrutnie i pyta – o co chodzi. Na to Mela, że jakiś facet nazwał ją słowem na literę „k” i wyszedł na Karową. Włodek z rykiem „zaj… s…syna!” wybiega na Karową, widzi stojącego pod wejściem gościa — i nokautuje go jednym ciosem w mordę.
Tylko że to był inny facet, zupełnie niewinny.
Byłem, widziałem.