2018-07-09.
Nie ma Europy bez Polski, nie ma Polski bez Europy. Dziś jest to zaledwie pusty slogan.
Wszak Europa bez Polski kwitła w bujnym XIX w. nie przejmując się jej rozbiorami.
Zaś Polska w dwudziestoleciu (1918-1939) zadomowiła się co prawda w Europie, ale po Wrześniu 39 została sama jak kołek.
Jednak dzielni rodacy walczyli gdzie się dało. A to na froncie zachodnim pod Narwikiem, nad Londynem pod niebiosami, pod Monte Cassino itd. I co z tego. Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie alianci zrzucali z samolotów mizerną pomoc (przeważnie niecelnie) i odlatywali w siną dał. A następnie nie oglądając się na interes wojennego sojusznika, sprzedali go – czyli nas – wschodniemu Bratu, czyli Stalinowi.
I gdy wreszcie stał się cud i weszliśmy nie tylko formalnie do rodziny europejskiej, do Unii, i zaczęliśmy czerpać z tego wymierne korzyści — sami, bez udziału obcych zaczęliśmy prowadzić trzy wojny jednocześnie, wojnę polsko-unijną, polsko- żydowską i na okrasę polsko-polską.
Tak oto staliśmy się pośmiewiskiem na skalę światową. Ku uciesze tych i owych. Z Moskwą na czele.
Jerzy Klechta

łączę się w smutku i rozpaczy
Kolejność wojen jest inna. Najpierw była wojna polsko-polska, w fazie otwartej co najmniej od 2007 r. Po wyborach 2015 r. wojna polsko-unijna, a od początku 2018 r. po uchwaleniu ustawy o IPN wojna polsko-żydowska. Współną cechą tych wojen będzie podobny rezultat – wszystkie będą przegrane.
Jak na razie znikąd pomocy, bo sprawy polsko-polskie wyglądają najgorzej. Unia się nas chętnie pozbędzie bo staliśmy się po raz kolejny warchołem Europy, a świat przygląda się z politowaniem autodestrukcji na życzenie (sami sobie wybraliśmy ten rząd i nadal podtrzymujemy wolę by trwał…).