Andrzej Lewandowski: Ewolucja, nie – rewolucja

 

2018-07-24.

ECHA WYDARZEŃ: Tłok w głowie – od wrażeń. Trudne zadane selekcji, by wpis się nie rozrósł w księgę. Czyli – w nudziarstwo. Dwie tylko grupy tematów…

PIŁKA:

  • Najświeższe echo wiąże się z objęciem przez Jerzego Brzęczka kierownictwa kadrą. Do mistrzostw Europy…

Jak zawsze i każdemu – dobrze życzę. Także …zagranicznym komentatorom telewizyjnym – jak oni TO wymówią…? Jak nasi kiedyś opisywali głosem takiego np. Cruijffa …? Chociaż teraz łatwiej o podpowiedzi – w Wikipedii jest nawet głosowy pokaz, jak należało wypowiadać nazwisko światowo-holenderskiego asa. Może PZPN zadba o podobny przekaz made in Poland?

POŻEGNANIE z Adamem Nawałką odbyło się jak trzeba – kulturalnie – wersal. Ewolucja, nie rewolucja.

Co teraz będzie robił doświadczony trener? Słyszę, że Legia się doń przymierza. Klub bogaty, a jak powiedział pan Boniek – Nawałka dużo kosztuje – bo twardo stawia wymagania, jeśli chodzi o warunki pracy. A Legia, mając kapitał wciąż ma kłopoty. To gdyńska Arka (oklaskuję!) nie dała faworytowi z Warszawy Superpucharu Polski, to w lidze zaskakująca porażka ze średniakiem…

Nominacji Pana Jerzego nie analizuję. Od ocen będą fakty… Na starcie są dobre życzenia, ale nic z nadmuchiwania balonu… TO już braliśmy parę razy…

Przykro tylko, że kolejna zmiana po prawie każdej wielkiej imprezie stała się naszą tradycją, (bo na boisku „nie wychodzi”), dobrze – że TO dokonało się szybko, bez krzyku, płynnie.

  • Do głosu doszło pokolenie barcelońskie. Pan selekcjoner grał przecież w drużynie, która zdobyła ostatni medal olimpijski (srebro – 1996), a jeszcze kilku z „tamtej” drużyny też nadal dużo znaczy w naszym futbolowym światku. Tyle, że ciut pozmieniali profesję – Andrzej Juskowiak, Wojciech Kowalczyk udzielają się np. jako komentatorzy. Czy na poziomie grania w Barcelonie – nie mnie wyrokować; zresztą w życiu medialnym maja prawo być amatorami..,
  • Po mistrzostwach – ogólnie. Trochę potrząsnęły układami i dały po nosach przedstartowym faworytom. Wedle mnie – to bardzo dobrze, bo wygrani mają nie tylko radość i większe pieniądze, ale też dają przykład, że nawet żelbet da się skruszyć Dla odmiany – faworyzowani a przegrani muszą być głodni rewanżu. I maszynka popracuje jeszcze żwawiej.

Byle tylko nogi i głowy wytrzymały, bo tak, jak teraz – pracując na kasę (kluby, reprezentacje) mogą zacząć boleć…

FIFA z UEFĄ nie mają litości. Dobrze, że chociaż doświadczenia z upałem dały decyzją, że mistrzostwa za cztery lata, w Katarze zaczną się w listopadzie, a finał – 18 grudnia… Potem już tylko wigilia, nici ze snu zimowego… Trochę jednak ten sport powariował – skoki narciarskie w lecie, piłka przez okrągły rok… Znak kasy i czasów, ale… człowiek – sportowiec też jest tylko człowiekiem. Coraz sprawniejszym przez trening, lecz z podobnymi stawami, kośćmi, ścięgnami, odpornością psychiczną itp.

No, tym razem ominie się upał. Mądrze, ale… Ale jak kandydatom do startu pozmieniać rytm szkoleniowy? Kalendarzowi zajęć dowalić nowy obowiązek i radykalnie zmienić rytm? Kiedy wypoczywać, kiedy się leczyć, kiedy trenować przed sezonem? Czy władcy ligowi na naszym np. kontynencie zgodzą się tak ułożyć rozgrywki, by jeszcze nie ubyło czasu na szkolenie i zdrowienie? A przeróżnych pucharów też coraz więcej, za każdym bogate sumki… Żeby nie wyszło, że lecząc grypę przeoczy się biegunkę…

  • Dalej. Jak widzę dorobek mistrzostw z punktu widzenia stylu? Ciekawie, impet niebywały, żądza wygranej do ostatniego gwizdka; nawet w sytuacji przegrywającego. To imponuje, choć za często owa „wojowniczość” jest podkreślana atletycznością ponad miarę naturalnego starcia. Z „faulem taktycznym” włącznie, kiedy to jest łatwa zgoda na chamstwo, bo „ nie było innego wyjścia…”

Pomoc elektroniki, od czego latami piłkarski świat się odżegnywał, w próbie niemowlęcej zdała egzamin. Wstępny. Sędziowie muszą się nauczyć z tego korzystać, zwalczyć w sobie prastare nawyki, i piłkarze też dopiero stykają się z nowym źródłem dostarczania wiedzy – co prawdziwe, a co kant. Nie mówiąc, że łatwiej ocenić, kto zaczął awanturę.

W osobistych na temat rozmyślaniach zrobię jeszcze jeden krok. Wiem, że to fantazja, ale… Gdyby uzupełnić „pomoc elektroniczną” hokejowym ( i piłko-ręcznym) zwyczajem! Że za faul szczególnie groźny nie tylko dostaje się kartkę, ale też trzeba na ileś tam minut pauzować. To sami koledzy z zespołu, w złości, że mają grać w osłabieniu, też by mieli baczniejsze oko na siebie. A przyszło mi to na myśl, gdy obejrzałem filmik z naszego meczu ligowego, gdy piłkarz (dodam – reprezentant) tak kopie w łydkę kolegę, że boli od patrzenia. A jeszcze gdy się widzi, że nic w tym przypadku, lecz wyraźna premedytacja, to… Takiego sama czerwona kartka nie oduczy, i nie nauczy…

LEKKA ATLETYKA:

Rozdział drugi wpisu. Dużo się dzieje. Jest ciekawie i optymistyczne, a apogeum sezonu dopiero przyjdzie.

Jest w łaskach Puchar Świata. Kiedyś emocjonowaliśmy się (podobnie jak w boksie) meczami międzypaństwowymi, potem przyszedł czas zwycięstwa tezy, że lepiej nie robić ze sportu indywidualnego – drużynowej sztuczności. W sensie meczowym. I chytrze połączono jedno z drugim.

Puchar łączy solistów w drużynę, i w tym jeden z jego walorów. Są też inne. Żeby stanąć do boju – trzeba było być zaproszonym – BYLIŚMY. Jako jedni z ośmiu – na starcie, a drudzy na punktowej mecie. Tylko Amerykanie byli lepsi.

  • Żeby wyłonić reprezentację na zasadzie – jeden as w każdej konkurencji – w niektórych z góry jeszcze wzmogło to wewnętrzną rywalizację. W młocie nie dał los szansy startu mistrzowi świata, bo jego kolega jest ciut lepszy. W dysku, w kuli też z kilku światowej sławy solistów trzeba wybrać jednego. W młocie pań jest potencjał, który mógłby obsłużyć kilka reprezentacji, mimo że z panią Anitą konkurować wciąż trudno. I tak dalej. Żeby lekko zilustrować tezę, że samo wybieranie ma moc nie tylko selekcji statystycznej. Kto przegra tę fazę – będzie przecież szukał rewanżu…
  • Wyniki pucharowe plus to, co niosą późniejsze mistrzostwa kraju sygnalizują, że jest impet.

W szczegóły się nie bawię. Prywatnie powiem, że moją uwagę przykuły dwie panie. Pierwsza – w Pucharze to panna Zosia – Sofia Ennaoui, Wciąż młodziutka (20 lat), filigranowa, a jak biega. Gigant! Finisz 1500 metrów w Pucharze był niebywały. I jeszcze ten uśmiech słany widzom na ostatnich metrach. Podczas mistrzostw kraju – podobnie. A jak będzie w mistrzostwach Europy?

Przypominam: Sofia jest córką Polki i Marokańczyka.. W wieku 2 lat przyjechała do Polski, wychowała się w Lipianach, a obecnie mieszka, studiuje i trenuje w Szczecinie

Druga dama z bieżni to sprinterka Ewa Swoboda. Już bardziej masywna, nie tylko tatuażami wzrok przyciągająca. Wielka nadzieja w sprincie, i… albo dobre wyniki, albo dziewczęce beczenie, gdy nie wychodzi. Podczas mistrzostw kraju, w obronie tytułu WYSZŁO – 11,12. Wiatr podobno ciut przyduży, ale… uśmiech zamiast kolejnych łez… Będzie kiedyś poniżej 11 sekund? Jestem wśród czekających…

  • Finał lekkoatletycznej mozaiki: KASA Pucharowy dorobek wsparła premia – 400 tysięcy dolarów. Nie imponuje to w porównaniu z np. 8 milionami, jakie dostała każda drużyna za kwalifikację do piłkarskich mistrzostw, ale i tak dużo znaczy. Choć wciąż tytularna królowa musi się kłaniać paziom. Tak ten świat sportowy jest urządzony…
  • Żeby sprawiedliwie podzielić uwagę – brawko dla 17-latki Igi Świątek. „Wygrywając Wimbledon, jako piąta polska tenisistka w historii sięgnęła po wielkoszlemowy tytuł juniorski w singlu…” Też się cieszę!

 

Andrzej Lewandowski

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Leszek 2018-07-26
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com