Eugeniusz Noworyta: Charyzmatyczny przywódca

31.08.2018

Wspomniane w tekście spotkanie

W gronie przyjaciół nasz intelektualny mentor zastanawiał się nad przyszłością Polski, którą chciałby widzieć w gronie państw racjonalnie rządzonych pod światłym przywództwem wybitnego męża stanu. Zapytał więc zebranych o potencjalnych pretendentów do takiego miana.

To trudne pytanie wprowadziło uczestników spotkania w zakłopotanie, ponieważ mimo widocznego umysłowego wysiłku nikomu nic sensownego nie przychodziło do głowy, a niektóre nazwiska spośród aktywnych obecnie czterdziesto i pięćdziesięciolatków ( bo ci mają jeszcze szanse dożyć końca „dobrej zmiany”) zasługiwały tylko na przychylny komentarz, ale nie pełną aprobatę u naszego mistrza. Jednym słowem, żadna głowa nie wystaje wyraźnie nad lustro wody, w której wszyscy są jakoś zanurzeni.

Któż to jest mąż stanu, że tak trudno go dostrzec w gronie uwijających się wokół aspirantów? Zgodnie z encyklopedyczną definicją to wybitny polityk, państwowiec, osobistość. W całej wielowiekowej historii było wiele nietuzinkowych postaci, ale tylko niewielu cechowała duża wyrazistość i oryginalność polityczna, wprowadzanie nowych rozwiązań ustrojowych oraz zdolność do wpływania na rzeczywistość swych krajów i otoczenia. Byli wśród nich demokraci i dyktatorzy, sięgający często po przemoc, a nawet zbrodnie jako narzędzia sprawowania władzy. Tych ostatnich zostawmy na boku, aby nie ożywiać koszmarów.

Wybitni przywódcy i wodzowie jak najsłynniejszy król Babilonii, Hammurabi czy Aleksander Wielki – zapisali się w historii nie tylko jako zdobywcy, ale także jako skuteczni reformatorzy. Nie cieszy się taką sławą Neron, bowiem, mimo że w ocenie historyków sprawował rządy rozsądnie, a w kryzysowych sytuacjach podejmował dobre dla cesarstwa decyzje, za sprawą autorytarnego stylu rządzenia, prześladowania chrześcijan i kultu własnej osoby, postrzegany jest jako despota i tyran. Zatem samo sprawowanie najwyższych urzędów nie przesądza o historycznej pamięci, o czym świadczy najlepiej utrwalony u potomności wizerunek cesarza Kaliguli jako synonimu ciągłego ucztowania i rozwiązłości, a nie majestatu władzy.

W czasach współczesnych najwyższą próbą charakterów były wojny światowe. Bohaterem I wojny był marszałek Francji Petain, który niestety wielkie zasługi z tego czasu przekreślił swoją postawą w okresie II wojny, gdy ogłosił się głową kolaborującego z Niemcami Państwa Francuskiego. Mężem stanu był natomiast amerykański prezydent Woodrow Wilson, ceniony u nas zwłaszcza za poparcie dla odrodzenia Polski, a w świecie za przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny i wkład w utworzenie pokojowego systemu po jej zakończeniu, w tym powołanie w 1919 r. na mocy traktatu wersalskiego Ligi Narodów, pierwszej uniwersalnej organizacji, mającej na celu zabezpieczenie pokoju i zapewnienie współpracy międzynarodowej między państwami. Inna rzecz, że system wersalski przetrwał tylko 20 lat, a Liga Narodów zawiodła i nigdy nie stała się organizacją powszechna i skuteczną.

W polskiej historii tamtego czasu było wiele wybitnych postaci, które zasłużyły się sprawie naszej niepodległości. Mężem stanu był Józef Piłsudski, który miał wizję wielokulturowego, różnorodnego etnicznie i religijnie niepodległego państwa i potrafił ją wcielić w życie jako twórca Legionów Polski, dowódca i polityk, Naczelnik państwa i marszałek. Jego następca z buławą marszałkowską, Edward Śmigły-Rydz, po klęsce wrześniowej i ucieczce do Rumunii stał się, w najlepszym razie, tylko postacią tragiczną, pozbawioną atrybutów wybitnego przywódcy i polityka.

Niekwestionowanymi mężami stanu byli Winston Churchill Charles de Gaulle. Pierwszy jako przeciwnik ugodowej polityki wobec Hitlera i współtwórca koalicji antyhitlerowskiej w II wojnie światowej, drugi – jako organizator francuskiego ruchu oporu, a po wojnie przywódca państwa, które zdołało przezwyciężyć traumę wojennej kolaboracji i odbudować liczącą się pozycję w świecie.

Po wybitnych osobistościach tamtego czasu nastały pokolenia polityków pozbawionych charyzmy, ale sprawnych i dobrych administratorów, jak kanclerz Niemiec Helmut Schmidt czy  prezydent Francji, Giscard d’Estaing. To czasy naszego „gospodarza”, Edwarda Gierka, którego próby prowadzenia bardziej zrównoważonej polityki gospodarczej, otwartej na współpracę z państwami kapitalistycznymi ugrzęzły, niestety, w uniżonych gestach wobec „wielkiego brata” i nie zawsze trafionych inwestycjach za pożyczone na Zachodzie pieniądze. A może Władysław Gomułka lub Wojciech Jaruzelski? Ten pierwszy miał odwagę przeciwstawić się radzieckiej presji w 1956 r. w obronie polskich interesów, później jednak nie starczyło mu konsekwencji i uległ doktrynerskiej rutynie „obozu socjalistycznego” (w tym aktywny udział w tłumieniu aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji ). W przypadku gen. Jaruzelskiego cezurą dla jego historycznej oceny stała się decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego: czy była to obrona komunistycznego status quo czy ratowanie kraju przed wojną domową i interwencją radziecką? Ten spór ciągle trwa, jednak dziwi trochę bezkrytyczne przyjmowanie rosyjskich zapewnień, że nie mieli takich zamiarów.

Czas na mężów stanu nastał wraz z kryzysem „wspólnoty socjalistycznej” i polską transformacją ustrojową. W Związku Radzieckim wybitnym politykiem okazał się Michaił Gorbaczow, inicjator przebudowy gospodarki i jawności w życiu politycznym, a w polityce zagranicznej – zaniechania konfrontacji polityczno – militarnej, z ważnym do naszej sytuacji odniesieniem: rezygnacji z interwencji zbrojnych w „bratnich krajach” dla ochrony ustroju.

W nowej Polsce najbardziej emblematycznymi postaciami byli: Tadeusz MazowieckiLech Wałęsa. Obaj położyli zasługi w przeprowadzeniu demokratycznych zmian wewnętrznych i reorientacji polskiej polityki zagranicznej na Zachód, tworząc fundamenty pod zrównoważony rozwój nowoczesnego i bezpiecznego państwa.

A jak jest teraz?

Generalnie na świecie posucha na wybitnych polityków. Synonimem postępującej degrengolady stał się premier Czech Mirek Topolanek, sfotografowany w adamowym stroju na bachanaliach w willi u premiera Włoch, Silvio Berlusconiego. Poważny standard utrzymują Niemcy (kanclerz Angela Merkel) i Francja ( prezydent Emmanuel Macron).  Prezydent Rosji, Władimir Putin w dążeniu do zwiększenia swej roli stosuje agresywne metody i narusza zasady poszanowania integralności terytorialnej i suwerenności państw, na których opiera się porządek międzynarodowy. Z innych pozycji, obecny ład międzynarodowy podważa prezydent USA, Donald Trump, który kwestionuje umowy i organizacje międzynarodowe. Obaj deklarują intencje umocnienia mocarstwowych pozycji swych krajów w oparciu o priorytet własnych interesów, a nie wielostronne zobowiązania.

W Europie Środkowo-Wschodniej swoją odrębność zaznaczyły Węgry i Polska, wzorując się na Turcji: cechy wspólne, to dążenie do silnej władzy i asertywność w stosunku do zobowiązań wspólnotowych. W Turcji i na Węgrzech polityką tą kierują osoby zajmujący najważniejsze funkcje państwowe. W Polsce odwrotnie, państwem kieruje lider partyjny będący w strukturze państwa jednym z posłów. Nie można mu odmówić pewnej wizji: państwa skutecznego, ale z cechami autorytaryzmu, funkcjonującego w oparciu o metody manipulacyjne i zblokowaną propagandę, nastawionego na doraźne łatanie dziur i myślenie w perspektywie najbliższych wyborów, bez liczenia się z postępującą izolacją w stosunkach zewnętrznych.

Bez mocnej pozycji międzynarodowej, budowania trwałych sojuszów i utrwalania zaufania nie ma perspektywicznej polityki, a co za tym idzie, papierów na męża stanu. Z reguły wybitni politycy, mężowie stanu byli premierami czy prezydentami; pytanie, czy na taką notę może zasłużyć polityk sprawujący rządy z tylnego siedzenia?

Niewątpliwie, byłby to ewenement na skalę światową.

Wokół nie widać jednak konkurencji. W partiach, nie tylko rządzących, ale i w opozycji praktykowany jest odsiew ewentualnych rywali, co skutecznie pozbawia te ugrupowania intelektualnej potencji. Ponadto, brutalne metody i wulgarny leksykon charakteryzujący dzisiejszy świat polityczny oddalają ludzi, zwłaszcza młodych i wykształconych od polityki, pozostawiając wolną przestrzeń dla różnych arywistów i nieudaczników, którym z braku odpowiednich kwalifikacji nie udało się zaistnieć na płaszczyźnie zawodowej.

W ten sposób, gdy kryterium lojalności odsuwa na bok wymóg kwalifikacji, świat polityki pogrąża się w przeciętności i daje upust w nienawistnych kampaniach i antyelitarnych emocjach.

Czy to się zmieni? Czy mimo to społeczeństwo zdoła wyłonić z siebie liderów na miarę obecnych wyzwań, gdy zmienia się porządek świata, a wszyscy szukają swego miejsca w nowym rozdaniu? Czas pokaże.

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. slawek 2018-09-01
  2. andrzej Pokonos 2018-09-03
  3. slawek 2018-09-03
  4. Darek 2018-09-04
  5. slawek 2018-09-04
  6. andrzej Pokonos 2018-09-04
  7. slawek 2018-09-05
  8. andrzej Pokonos 2018-09-05
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com