Piotr Rachtan: Zdrada ojczyzny…

… sprzeniewierzenie się pamięci ofiar wojen, oddanie sąsiadom pogranicza – czy to w Polsce?

22.01.2019


Ten język, u nas formalnie język polski, faktycznie język kłamstwa, zniewagi, wykluczenia, z którym już oswoili nas ludzie obozu władzy, przemawiający przez tuby partyjnych mediów, okazuje się zjawiskiem uniwersalnym. W ostatnich dniach słychać go w przestrzeni medialnej Francji. Ożywili go francuscy politycy przed podpisaniem przez Francję i Niemcy Traktatu Akwizgrańskiego, odnawiającego podpisany przed 56 laty Traktat Elizejski.

Marine Le Pen (szefowa Rassemblement National, dawniej Front Narodowy) w telewizji BFMTV: “Emmanuel Macron sprzedaje nasz kraj. Planuje (…) dzielić nasze miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ z  Niemcami, a może nawet dzielić naszą broń jądrową z Niemcami”.
Mówiła też, że „”nie chce widzieć, jak niemieccy ministrowie zasiadają we francuskiej Radzie Ministrów”, i potępiła “utratę suwerenności naszego kraju”. Podobnie wypowiadał się inny prawicowy radykał, Nicolas Dupont-Aignan (Debout la France – Powstań Francjo)

Dalej Marine Le Pen pisała na Twitterze:
„Podpisując podstępnie ten traktat Aix-La-Chapelle [Akwizgrański], Emmanuel Macron popełnia akt zdrady”

Traktat, naturalnie, z tymi kłamstwami nie ma nic wspólnego: przewiduje współpracę delegacji obu państw w ONZ, w tym także prace nad  reformą Rady Bezpieczeństwa, m.in. w celu wprowadzenia Niemiec do RN jako jej stałego członka. Co, jak wiadomo, nie jest proste, w praktyce – niemożliwe, bo wymagałoby rewizji Karty Narodów Zjednoczonych.

Być może jest to echo wypowiedzi wicekanclerza Niemiec Olafa Scholza, który wyraził życzenie, aby stałe miejsce Francji w RB ONZ przekształcić w stałe miejsce europejskie, tak aby jednolity głos Unii Europejskiej był w ONZ słyszalny. Jednak „Francja nie chce oddać swojego miejsca ani dzielić się nim” zapewnił AFP Pałac Elizejski.

Jeśli chodzi o zarzut, że „będziemy widzieć niemieckich ministrów zasiadających we francuskiej Radzie Ministrów”, przedstawiony przez Marine Le Pen, tekst traktatu stwierdza po prostu, że „członek rządu jednego z obu państw bierze udział, raz na kwartał, na przemian, w posiedzeniu Rady Ministrów drugiego państwa”.

Zarzut, że traktat prowadzi do „podzielenia się naszą potęgą jądrową z Niemcami”, obalić jest bardzo łatwo:  w tekście o broni nuklearnej nie ma żadnej wzmianki, a tym bardziej o podziale francuskiego arsenału wojskowego. Oba państwa zobowiązują się jedynie „wzmocnić zdolność Europy do działania”, przez utworzenie francusko-niemieckiej Rady Obrony i Bezpieczeństwa.

Kolejna bujda na temat traktatu, opublikowana przez europosła Debout la France (Powstań, Francjo) Bernarda Monot, została udostępniona na portalach społecznościowych. Były polityk radykalnego Frontu Narodowego opublikował na YouTubie film – teraz usunięty – w którym zapewniał, że traktat z Akwizgranu „oddaje Alzację i Lotaryngię obcemu mocarstwu” , Niemcom. ”Językiem administracyjnym w tych regionach będzie niemiecki”.

Dla posła do PE, wraz z podpisaniem tego traktatu, francuskie departamenty graniczne Niemiec – Bas-Rhin, Haut-Rhin i Moselle – będą również „eksperymentować z przepisami wyjętymi spod prawa Republiki”. Zaś Marine Le Pen stwierdziła, że Francja oddaje jednostronnie Niemcom powiernictwo Alzacji.

Co tak naprawdę mówi traktat?

Traktat w Rozdziale 4 stwierdza, że „oba państwa uznają znaczenie współpracy transgranicznej w celu wzmocnienia więzi między obywatelami i przedsiębiorstwami po obu stronach granicy”. Dzięki temu traktatowi i „zgodnie z odpowiednimi zasadami konstytucyjnymi obu państw” Francja i Niemcy „przekazują odpowiednie uprawnienia wspólnotom terytorialnym regionów przygranicznych i podmiotom transgranicznym […] w celu przezwyciężenia przeszkód w realizacji projektów transgranicznych […] w szczególności w dziedzinach gospodarczych, społecznych, środowiskowych, zdrowotnych, energetycznych i transportowych”.

Jeśli chodzi o kwestię języka administracyjnego (wg Bernarda Monot niemiecki miałby obowiązywać w departamentach Alzacji i Mozeli), traktat przywołuje tylko jako cel „dwujęzyczność” w regionach przygranicznych. „Oba państwa są zaangażowane w cel dwujęzyczności na obszarach przygranicznych i wspierają społeczności przygraniczne w opracowywaniu i wdrażaniu odpowiednich strategii”.

Temat traktatu i zdrady podjęły z zapałem w serwisach społecznościowych „Żółte Kamizelki”, bijąc w rząd, a w prezydenta Emmanuela Macrona przede wszystkim, powtarzając za politykami prawicy wszelkie głupstwa na ten temat. Odwołują się też do historii. Niejaki Bill Gaet pisał na Twitterze: „Nasi dziadkowie i pradziadkowie nie po to zginęli w 14 – 18 i 39 – 40”. We Francji Wielka Wojna, czyli I Wojna Światowa oraz kampania 1939 – 40 stanowią istotny czynnik tożsamości narodowej, odwołanie się do nich pozwala z pewnością trafić do niedoinformowanych umysłów.

Porównanie języka kłamstwa i pomówień we Francji z Polską nie jest jednak trafne. Tam używa go część radykalnej opozycji i niezorganizowane (jeszcze) ruchy obywatelskie, a media, tak prywatne jak publiczne, starają się wyjaśniać i objaśniać, odwołując się do dokumentów oraz faktów, podczas gdy w Polsce media partyjne, kiedyś zwane publicznymi, rozpowszechniają kłamstwa i fake newsy własne oraz, niestety, rządowe.

Z wiadomymi skutkami…

Piotr Rachtan

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com