Marek Jastrząb: Czarodziejska góra: przybytek bożych dopustów11 min czytania

()

Monotonna, próżniacza, nudnawa egzystencja ludzi goszczących w sanatorium, koncentruje się na realizacji codziennych zadań, na obfitych posiłkach, regulaminowym leżakowaniu na werandzie i koedukacyjnych lub indywidualnych spacerach; zarząd Berghofu jak umie, tak dba o rozrywki swoich kuracjuszy.

Jedną z nich jest wizyta naczelnego lekarza w jadalni — radcy dworu Behrensa, spotkanie dające pensjonariuszom możliwość niezobowiązującego pogawędzenia na tematy oderwane od dolegliwości. Specyficzne poczucie humoru tego medyka pozwala kuracjuszom na zachowanie dystansu wobec wlanego stanu zdrowia.

Urozmaicenie stanowią też wieczorki poświęcone wywoływaniu duchów, podejrzanie atrakcyjne seanse spirytystyczne czy psychoterapeutyczne rozmowy i wykłady urządzane przez doktora Krokowskiego, asystenta radcy. Cieszące się uznaniem, rozniecające kobiecą ciekawość odczyty i prelekcje o dyskretnym zabarwieniu erotycznym. Mówi się podczas nich o ekscytującym powiązaniu miłości z umieraniem, przestrzega przed seksualną rozwiązłością pogłębiającą chorobę.

Ale nie wszyscy rezydenci Berghofu przejmują się tymi uwagami. Większość bagatelizuje zakazy i zajmuje się talerzykowymi, spirytystycznymi głupstewkami.   

Jakkolwiek spędzają ten skrofuliczny czas, nieodmiennie dręczy ich spóźniona nostalgia za opuszczonymi krajami, opanowuje gwałtownym przypomnieniem utraconej sielanki z momentów minionego zdrowia. Wtedy niektórzy z tego  bractwa wyłamują się ze zwartych szeregów pacjentów: gnani tęsknotą za poprzednim życiem, decydują się przerwać kurację i wrócić w normalne strony.

Rosjanka, Kławdia Chauchat, nieodwzajemniona miłość Hansa Castorpa, opuszcza przybytek bożych dopustów i zwiedza, podróżuje, odpędza od siebie myśli o postępującym schorzeniu.

Joachim Ziemssen, rycerz wyprofilowany na pruską modłę, wraca do koszarowych powinności, lecz zarówno Kławdia jak Joachim, zjawiają się w Berghofie — ponownie; kuzyn, by umrzeć, madame Chauchat, by przywieźć na górę swojego towarzysza niedoli, Holendra o nazwisku Mynheer Peeperkorn, postać bajecznie osobliwą, władcze zero i osobowość o zamazanym charakterze, jak się o nim wyraża Hans Castorp. Hans wie, że aby zbliżyć się do Kławdii, musi go  poznać, polubić, zaprzyjaźnić się z nim nawet (w miarę możliwości) i tym sposobem sprawić sobie choć odrobinę rozkoszy.

Jednak poznać Peeperkorna jest niemożliwością; Holender ucieka wszelkim diagnozom. Mimo to, a może ze względu na mgławicowość aluzyjnych wypowiedzi, jest najlepszą postacią utworu Tomasza Manna. Pisarza – ironisty; posługując się sloganami, kliszami, rutyną, Mynheer Peeperkorn wypowiada zdania niedokończone i mało precyzyjne w nadziei, że rozmówca uzupełni je własnym schematem i zgodnie ze swoimi upodobaniami.

Majestatyczny, króluje nad otoczeniem. Wydaje się nad nim unosić. Dominuje aparycją, monumentalnością, dostojeństwem bijącym z całej postury, wydaje komendy, narzuca wolę, decyduje, poleca i zaleca, a czyni to tak sugestywnie i z taką mocą przekonywania, że nikt z jego rozmówców nie ośmiela mu się zaoponować.  

Ale gdy rozmowy poczynają przebierać tony filozoficzne, kiedy na arenie pojawiają się Settembrini oraz Naptha i dyskusja schodzi na tematy duchowe, abstrakcyjne, metafizyczne i mało przyziemne, Peeperkorn, jest bezradny.

Można odnieść wrażenie, że dopóki nie otworzy ust, uchodzi za mądrego, że z chwilą, gdy zaczyna mówić, iluzje te pryskają na boki, a z otworu gębowego wyciekają mu słowa oskubane ze znaczenia, że treść zdań rozjeżdża się z formą, a ich forma lewituje nad przypuszczalnym sensem.

Lecz to pozór, bo w tym szaleństwie jest metoda: zdania są celowo złamane, rzekomo na niby, a w istocie z premedytacją niedokończone. Są zostawione domyślności słuchaczy, a Peeperkorn, wypowiadając ich cząstki, pozwala je uzupełnić, wzbogacić niedopowiedzenia o brakujące elementy.

Mimo tych ujemnych zalet Hans Castorp odnosi się do niego z szacunkiem. Ze względu na miłość do Kławdii, jest pełen respektu, uprzedzająco grzeczny, niemal czołobitny w owej szarmanckości. Wierzy w jego wielkość i format. Stara się zrozumieć, co takiego dostrzegła, że związała z nim los. Tym samym próbuje usprawiedliwić Kławdię z dokonanego wyboru. Choć Settembrini lub Naptha, nie rozumiejąc Peeperkorna, uważają go za karykaturę intelektualisty, a nawet — zamkniętą głowę, jakkolwiek twierdzą, że wywiera na Hansa zgubny wpływ i usilnie  odradzają mu kontakty z ową mizerotą, to on nadal i do nieszczęśliwego końca zabiega o względy Holendra.

*

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM