05.03.2019

Było miło. Do zawodów zostało dwa dni. Ciągle dość, żeby nie mieć stresu. Zachodziło słońce. W przyjaznym „Park Hotel” w Świeradowie zajmowaliśmy się niespiesznym spożywaniem deseru po obfitej kolacji. I wtedy coś mnie podkusiło. Przeczytałem, mówię, w wywiadzie z Ochojską w „Gazecie Wyborczej”, że będzie kandydować do Parlamentu Europejskiego, a jednocześnie nie ma zamiaru rezygnować z kierowania swoją fundacją. A gdyby tak podobną propozycję złożyć Jurkowi Owsiakowi? Mógłby wygrać w okręgu Małopolskim, gdzie zanosi się, że Szydło zgarnie kilka mandatów.
Przy stole zrobiło się jakby ciszej. Ale nie na długo. Ciężar odpowiedzialności wziął na siebie Tomek. Podsumował swoją wypowiedź mniej więcej tak: Owsiak to jest dobro narodowe. I broń nas, kto żyw, żeby rzucać go na pastwę zdemoralizowanej pastwy polityków.
Tylko wzgląd na rodzinne powiązania powstrzymał go przed wyjaśnieniem otoczeniu, że mi odbiło. Pięć siedzących przy stole osób podniosło rękę, że się z Tomkiem solidaryzuje. No może nie tak szczegółowo, że mi odjęło rozum, ale wystarczająco, żeby zgodzić się, dla dobrostanu wszystkich, że tematu nie ma.
Uznałem, że jak się tak dobrze zaczęło, to nie ma powodu, żeby się dalej nie pogrążać. Maciek, któremu biografia w mediach podzieliła się na kilka etapów (I dlatego napisał książkę „Trzy połówki życia”), wyjaśnił mi, że wbrew pozorom w Brukseli dużo trzeba umieć. Nie w ogóle, ale musi to być wiedza specjalistyczna. Wtedy jest się europosłem pożytecznym dla UE i dla kraju. Paweł, rozpoznawalny komentator wpływowego dziennika, któremu ciągle nie dałem się ograć w biegu płaskim, zauważył, że Owsiaka z Ochojską nie należy kojarzyć, bo Ochojska spełniła się już w swoim charytatywnym wydaniu i wyprawa w świat polityki w Parlamencie Europejskim się uzasadnia. Chociaż hejtu nie uniknie. Małgosia, która wychowała pokolenia reporterów i jest niedoścignionym wzorem pracowitości w gromadzeniu materiałów do swoich książek, jest zdania, że Jurek Owsiak, gdyby się zapisał do Brukseli, to straciłby wiarygodność. Zwłaszcza teraz, po intensywnych staraniach dobrej zmiany, żeby go nie było. Trafiłby w społecznym odczuciu do ekipy uciekinierów po kasę.
Po 30 latach wolności przybyło nam dóbr materialnych a intelektualnych jakby mniej, dyplomatów z prawdziwego zdarzenia i jeszcze ludzi przyzwoitych. I nie jest to pocieszająca puenta.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM
