19.03.2019

Szef obozu władzy zalecił ludowi, żeby w zmaganiach o jeszcze lepszą przyszłość się starał, „jak to się mówi, gryzł trawę”.
Tylko że to już nie jest ten sam lud.
Przekupywany przez trzy lata z kawałkiem, przyzwyczaił się, że się należy. Nie jest to nic szczególnego w rozwoju tej wyprostowanej małpy. Człowiek tak ma, że łatwo przyzwyczaja się do lepszego. I jak później nie dostaje coraz więcej, i od zaraz, to się zniechęca do chlebodawcy. Trochę to trwa, zanim oznajmi: wyp… alaj, ale ku temu się skłania. Zazwyczaj takie wstępne napięcie w relacjach władca-lud wspierający występuje, kiedy ten pierwszy zauważy, że kończy się kasa (z VAT-u już się wiele nie da wycisnąć), a suweren jeszcze tej świadomości nie posiadł dla skierowania uczuć wyborcy w innym kierunku niż uświadomienie, że lepiej już było.
Prezes ma argumenty: jak nie będziemy rządzić, to PO i szajka odbiorą wam 500 plus, dzieci będą uprawiały seks w przedszkolach, a rodziny będą męsko-męskie, krótko mówiąc: strach po pachy.
Idę o zakład: w nadchodzącej kadencji każda władza będzie miała do wyboru — ciąć świadczenia albo podnosić podatki. Jeśli nie jedno i drugie. W tych okolicznościach łatwo narodu się nie da okiełznać.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM
