Andrzej Koraszewski: Fenomen żydowskiego antysyjonizmu

<span>Na zdjęciu izraelski policjant broni amerykańskiego turystę, Tuvia Grossmana, przed arabskim motłochem. W NYT to zdjęcie ilustrowało grozę izraelskiej brutalności wobec uciskanych Palestyńczyków. Patrz: </span>https://en.wikipedia.org/wiki/Tuvia_Grossman

Na zdjęciu izraelski policjant broni amerykańskiego turystę, Tuvia Grossmana, przed arabskim motłochem. W NYT to zdjęcie ilustrowało grozę izraelskiej brutalności wobec uciskanych Palestyńczyków. Patrz: https://en.wikipedia.org/wiki/Tuvia_Grossman

22.03.2019

Muszę się przyznać, że świadomie i z premedytacją przez lata unikałem tego tematu. Antysemitów z lewa i z prawa cechuje ta sama stała tendencja – umniejszania zbrodni popełnionych przeciwko narodowi żydowskiemu, odsuwania tych zbrodni od własnego narodu, namiętnego poszukiwania śladów współudziału Żydów w Zagładzie, podpierania swojej nienawiści sfałszowanymi, ale również autentycznymi wypowiedziami Żydów.

Odnosi się wrażenie, że żaden antysemita nie potrafi niczego wymyślić bez podparcia się żydowskim autorytetem, ale też podaż żydowskich autorytetów na wszystkie okazje jest ogromna.

Żyjemy w czasach, w których antysemitów nie ma, są setki milionów antysyjonistów domagających się otwarcie kolejnej Zagłady lub tylko dających do zrozumienia, że ich  perspektywa zagłady sześciu milionów Żydów mieszkających w Izraelu zupełnie nie przeraża.

Żydowskie wsparcie antysemityzmu opartego na teorii ras ludzkich i otwarcie głoszącego zamiar eksterminacji wszystkich ludzi, których dawało się zdefiniować jako Żydów, mogło być udziałem bardzo nielicznych Żydów, którzy mieli nadzieję, że nikt nie odkryje ich żydowskości. Z antysyjonizmem sprawa jest zupełnie odmienna, ponieważ daje złudzenie, że żydowskość zostanie wybaczona za gorliwą niechęć do Izraela i jego mieszkańców.

Nie jest to oczywiście takie proste, ponieważ przed powstaniem Izraela spór w społecznościach żydowskich toczył się o to, czy walczyć o emancypację i prawo do bycia Polakiem, Rosjaninem, Francuzem, Amerykaninem, Turkiem lub Irańczykiem, czy też uznać,  że to beznadziejne i walczyć o stworzenie własnego kraju, w którym Żyd nie będzie obywatelem drugiej kategorii. Komunizm kusił obietnicą braterstwa, które pozbawi wszelkiego znaczenia religię, pochodzenie etniczne i kolor skóry; demokratyczne państwa narodowe obiecywały zmianę więzi krwi na więź obywatelską. Wielu Żydów miało nadzieję, na normalne życie w krajach, w których mieszkali od dziesiątków, a czasem od setek pokoleń.

Czy umiemy zrozumieć Juliana Tuwima, Marka Edelmana i tak wielu innych wspaniałych ludzi, którzy odmawiali wyrzeczenia się swojej polskości, nie wyrzekając się swojej żydowskości? Z pewnością, ale czy tego rodzaju postawa może czasem prowadzić do postaw amoralnych, do systematycznych kłamstw i świadomego lub nieświadomego poparcia zbrodniarzy dążących do kolejnej zagłady? Od dawna zdawałem sobie sprawę z tego, że tak, ale unikałem tego tematu. Moją niechęć przełamało dopiero ukazanie się książki, analizującej długą historię antysyjonizmu jednej z najważniejszych gazet świata – „New York Times’a”. Jerold Auerbach, amerykański emerytowany profesor historii, opublikował książkę pod tytułem Print to Fit: The New York Times, Zionism and Israel: 1896-2016.

„Kiedy Adolph Ochs-Sulzberger wykupił gazetę „New York Times” w 1896 roku – czytamy w informacji o tej książce na stronie Amazona – uznał ruch syjonistyczny i perspektywę utworzenia państwa Izrael za ideę sprzeczną z tradycją rodziny Sulzbergerów. On, a potem jego potomkowie uznali, że judaizm jest religią, a nie tożsamością narodową. Obawiając się, że istnienie żydowskiego państwa może podważyć lojalność amerykańskich Żydów wobec Ameryki, rodzina Sulzbergerów przyjęła antysyjonizm jako stały element polityki redakcyjnej zarówno w dziale opinii, jak i w doniesieniach.

Analizując publikowane przez NYT treści, autor pokazuje jak to, co jest „fit to print”, staje się doniesieniami, które ujawniają poczucie niewygody właścicieli pisma, że od 1948 roku istnieje kwitnące demokratyczne państwo żydowskie na historycznej ziemi żydowskiego narodu”.

Motto NYT głosi: “All the News that’s Fit to Print” – czyli „publikujemy wszystko co nadaje się do druku i co powinno być opublikowane”. Lęk przed oskarżeniem o lojalność wobec innych Żydów skłaniał i skłania nadal do ustawicznego okłamywania czytelników, kiedy tylko fakty ujawniają rozmiary zbrodni wobec Żydów, czy bezmiar niesprawiedliwości wobec żydowskiego państwa. 

Theodore Herzl opublikował swoją pracę o konieczności zbudowania państwa żydowskiego jako jedynej logicznej odpowiedzi na nienawiść świata wobec Żydów zaledwie sześć miesięcy przed zakupem NYT przez Ochsa. Dla głęboko wierzącego członka ruchu reformowanego judaizmu zakup tej gazety był nie tylko drogą do zbudowania finansowego imperium, chciał stworzyć idealną amerykańską gazetę, politycznie niezależną i wolną od oskarżeń, że jest pismem żydowskim. Te obawy prowadziły do ukrywania nazwisk żydowskich autorów i do starannego omijania problemu antysemityzmu. A ruch syjonistyczny był od początku na cenzurowanym.                

Amerykański reformowany judaizm widział w Ameryce Ziemię Obiecaną, kraj pozwalający uciec od piętna żydowskości. Zgodnie z tą ideą, Adolph Ochs uważał, że Żyd mający amerykańskie obywatelstwo, jest przede wszystkim Amerykaninem  i musi być wyłącznie Amerykaninem. Poparcie dla syjonizmu mogło oznaczać uznanie, że Żydzi mogą mieć podwójną lojalność. 

W interesującej recenzji z tej książki napisanej przez Edwarda Alexandera (autora głośnej książki Jews against themselves) znajdujemy historię, jak Ochs został przekonany do wystąpienia w obronie amerykańskiego Żyda fałszywie oskarżonego o gwałt i zamordowanie nastolatki — i po zarzutach, że NYT uprawia żydowską propagandę, zapowiedział, że więcej nie będzie popierał spraw dotyczących Żydów.

Antysyjonistyczna ideologia prowadziła prostą drogą do polityki redakcyjnej świadomego ignorowania antysemickiej ideologii nazistowskiej w Europie i odmowy wsparcia Żydów uciekających przed nazistowską zagładą.

Oczywiście polityka redakcyjna NYT nie była w USA wyjątkiem. W połowie lat 80. ubiegłego wieku ukazała się książka Deborah Lipstadt Beyond Belief, w której analizowała sposób relacjonowania w mediach amerykańskich nazizmu w Europie w latach 1933-1945. Powszechna była praktyka niedawania wiary informacjom przekazywanym przez Żydów, wszelkie inne zaś informacje o nazistowskim okrucieństwie były systematycznie łagodzone i przekazywane na najmniej eksponowanych miejscach. Społeczeństwo amerykańskie było świadomie oszukiwane przez media. W przypadku właścicieli NYT motywacją był lęk przed posądzeniem o sprzyjanie Żydom. W przypadku nieżydowskich właścicieli mediów zapewne decydowały o tym odwieczne uprzedzenia i przesądy.

Kilkanaście lat temu głośna była inna publikacja książkowa o dziennikarskiej nieuczciwości „New York Timesa”. W 2005 roku ukazała się książka profesor Laurel Leff, która wykłada na wydziale dziennikarstwa w Northerneastern University. Książka ma znamienny tytuł Buried by the Times i jest bardzo szczegółową analizą dziennikarskiej nierzetelności w doniesieniach NYT na temat zbrodni nazistów wobec Żydów, manipulacji w tytułach, skrótowej bądź zniekształconej prezentacji faktów, a przede wszystkim umieszczania najważniejszych informacji na dalszych stronach pisma, a w samych doniesieniach — raczej na końcu niż na początku. To ukrywanie istotnych faktów było, jak pisała autorka, polityką żydowskiego właściciela pisma, Arthura Haysa Sulzbergera (syna Adolpha), który podobnie jak jego ojciec uważał, że lepiej kłamać, niż narazić się na podejrzenia sympatii wobec Żydów.       

Książkę Laurel Leff można by nazwać krytycznym podręcznikiem dziennikarstwa. Jak napisał znany były dziennikarz NYT (i laureat nagrody Politzera) Max Frankel jest to dramatyczna demonstracja polityki redakcyjnej prowadzonej tak, by fakty nie mówiły same za siebie.

Jerold Auerbach w Fit to Print pokazuje jak po powstaniu Izraela, wcześniejsza polityka nieeksponowania zbrodni wobec Żydów, wynikająca z ciągłej obawy, by nie zostać posądzonym o chociażby cień etnicznej solidarności, została wzbogacona o nowy element dotyczący sposobu relacjonowania o konfliktach wokół tego państwa i o arabskiej agresji wobec państwa żydowskiego. Od samego początku wprowadzono zasadę „obwiń najpierw Izrael”. Zajęcie terenów okupowanych wcześniej przez Jordanię to „podbój”, militarna kontrola w oczekiwaniu na zgodę negocjowania „pokoju za ziemię” to okupacja, zbrojne reakcje na agresję są prezentowane w kategoriach moralnej równowagi. To zdumiewająco nieuczciwe dziennikarstwo w doniesieniach dotyczących żydowskiego państwa, to polityka żydowskich właścicieli pisma prowadzona głównie rękoma wybitnych dziennikarzy pochodzenia żydowskiego. NYT nieustannie promuje każdą iluzję pokoju, zapewniając o pokojowym charakterze ludzi takich jak Arafat, o umiarkowaniu Abbasa, o rzekomej gołosłowności gróźb Iranu, o braku podstaw do lęku przed arabskim terroryzmem. NYT starannie zamazuje pronazistowską historię politycznego islamu, rozmiary dzisiejszej popularności nazizmu w krajach arabskich, w Turcji czy w Iranie, łagodzi doniesienia o łamaniu praw człowieka w krajach arabskich i ochoczo zapewnia, że do pokoju prowadzi wyłącznie polityka nieustających ustępstw ze strony Izraela.

W rozdziale za rozdziałem autor pokazuje jak dziennikarze NYT, tacy jak Thomas Friedman czy Anthony Lewis uprawiają obsesyjne dwójmyślenie i do jakiego stopnia sprawiają wrażenie ludzi nieustannie zapewniających, że ich legitymacją stuprocentowej amerykańskości jest nieustająca nieuczciwość wobec Izraela.

Opowieści o tym, że w zachodnich mediach jest widoczna nadreprezentacja dziennikarzy pochodzenia żydowskiego, nie są pozbawione podstaw, stanowią one część absurdalnego mitu o Żydach rządzących światem i te obsesje zarówno żydowskich potentatów medialnych, jak i żydowskich dziennikarzy, znakomicie wzmacniają nowy antysemityzm ukrywany pod płaszczykiem antysyjonizmu.

Jest on niesłychanie silny w mediach brytyjskcich, widzimy go również nad Wisłą. Podobną książkę możnaby dziś napisać o „Gazecie Wyborczej”, o dziennikarzach jeżdżących do Izraela tylko po to, żeby odwiedzić redakcję „Haaretz”, pojechać z wycieczką  organizowaną przez „Breaking the Silence” na „tereny okupowane”, porozmawiać pod palmą z jednym Arabem, który z jakiegoś powodu powtarza wszystkie opowieści gazetek Abbasa i powrócić do ojczyzny z głębokim przekonaniem, że można uczciwie opowiedzieć o okrucieństwach prawicowego rządu żydowskiego państwa, o zupełnie nieuzasadnionym straszeniu Izraelczyków jakimiś wydumanymi zagrożeniami i o tym, jak bardzo wszyscy „Palestyńczycy” pragną pokoju i normalnego życia. Polski odbiorca mediów głównego nurtu nie ma najmniejszych szans na wyrobienie sobie własnego zdania na temat konfliktu izraelsko-arabskiego ani na temat roli Iranu czy Turcji w tym konflikcie, ponieważ jest systematycznie oszukiwany i to nie z powodu złej woli, a raczej z powodu psychologicznej potrzeby zapewnienia samego siebie, że polski dziennikarz żydowskiego pochodzenia dobrze pamięta żądanie Władysława Gomułki, żeby Polak miał tylko jedną ojczyznę i nie zawracał sobie głowy faktami.  

Swego czasu uderzyło mnie zdanie otwarające relację z podróży do Izraela krakowskiego filozofa, Jana Hartmana: „Spadam na parę dni tam, gdzie wielu chciałoby mnie wysłać na stałe”. Cała reszta jest całkowicie podporządkowana lękom ujawnionym w tym otwarciu. Nie zauważysz tu cienia rzetelnego zainteresowania historią odwiedzanego kraju ani prawdziwej ciekawości tego, co się właściwie widzi. Izrael nie może być dla tego polskiego filozofa zwyczajnym obcym krajem ani krajem szczególnie bliskim, jest miejscem, które jest dla niego osobistym zagrożeniem. Nie interesują go ani Arabowie, ani Izraelczycy, wydaje się coś gaworzyć na leżance u psychoterapeuty.

Zegar Pana Boga składa się z niezliczonej ilości idealnie zazębiających się błędnych kół. Żadnego Pana Boga nie ma, błędne koła popycha irracjonalizm bez granic. Wśród irracjonalnych schorzeń ludzkości antysemityzm plasuje się niezwykle wysoko, być może na samym szczycie. Naród żydowski nie został wybrany przez żadnego boga, został wybrany przez ludzkość i nieustannie pomaga nam stronić od logiki i uczciwości. Nie należy oczekiwać, że pewnego dnia ktoś z rodziny Sulzbergerów powie, że warto być przyzwoitym nawet w sprawach Izraela. Możemy długo wydziwiać, że tylu Żydów aktywnie przyczynia się do podtrzymania tradycji antysemityzmu, możemy uznać, że wszystko można próbować zrozumieć, ale przed koszmarnymi skutkami niektórych psychologicznie zrozumiałych odlotów należy się bronić. Dlaczego? Ponieważ Arabowie (również ci palestyńscy) zasługują na większe zainteresowanie i większą sympatię niż tylko współczucie, że Izraelczycy utrudniają im zabijanie Żydów, ponieważ antysemityzm nie tylko szkodzi Żydom, ale zatruwa antysemitów, ponieważ sam Izrael jest fascynujący, a wreszcie dlatego, że racjonalizm to dobra rzecz.      

P.S. Wracam na forum Zuckerberga, bo znów jakiś rodak ma do mnie straszne pretensje, że on o czymś pierwsze słyszy.    

Zainteresowanym (nieskromnie) polecam moją książkę, która była próbą dialogu z dziennikarką „Polityki” prezentującą Bliski Wschód według modelu wypracowanego przez właścicieli NYT.

                

avatar

Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com