28.04.2019

To był słoneczny Wielki Czwartek. Okna miałem już umyte, jajka zakupiłem, w przestrzeni publicznej zakwitała wiosna. Żyć nie umierać! Zgarnąłem rower i pojechałem na AWF. Jest tam wciśnięte w Lasek Bielański piłkarskie boisko, mało używane, gdzie można biegać. Nie zamierzałem się katować liczbą okrążeni. Poranne rozciąganie miałem zaliczone. Poza tym nabyłem nowe bokserki, rozmiar średni, w których mogłem oddać się opalaniu. Właśnie zasłonięty gazetą czytałem, jak rząd chce nam dać, żeby zabrać, kiedy doszedł mnie głos z góry: stał nade mną osobnik 190 cm wzrostu z kijkiem typu bejsbol w ręce i zwiastował, że zakłócam morale społeczne, bo tu chodzą matki z dziećmi i on z synem, a bokserki odsłaniają mi półdupek. Potem zaczął wykładać, jak uporządkuje świat: najpierw zajebie mnie w łeb, tym patyczkiem, który trzyma w ręku, a jak to nie wystarczy, to poszczuje psami w celu, żebym wyp… dalał.
Wiele mądrych myśli napływało mi do głowy podczas tej wypowiedzi: jak się rycerz od tożsamości roznamiętni do granic i mnie rąbnie, to do szpitala bielańskiego mam niespełna kilometr. Tam już przyszyli mi kiedyś dwa palce, które obciąłem sobie za komuny, zamieniając dziennikarstwo na zawód stolarza. Czaszka to jednak co innego. Student na praktyce czaszki mi nie pozszywa jak niegdyś palec. Poza tym to było w stanie wojennym i różne jego ofiary miały przychylność otoczenia. A teraz jesteśmy w trakcie budowania wspólnoty obywatelskiej, z potknięciami, ale zawsze, i mógłbym nie dotrwać do końca kolejki. Na AWF-ie kiedyś trenowałem judo. Pamiętam, że w sytuacji spornej należy ustawić się bokiem do przeciwnika i kopnąć go w przyrodzenie wyprostowaną nogą. Odrzuciłem jednak to rozwiązanie jako zanadto bohaterskie, żeby nie skompromitować judo, oraz w trosce o urodę. I mniej więcej w tym czasie dowiedziałem się, że jestem pedał i mam pięć minut, żeby się spakować i nie zaśmiecać otoczenia.
Po drugiej stronie boiska stało dwóch facetów i z zainteresowaniem oczekiwało rozstrzygnięcia. Reszta przestrzeni wypełniona była pustką.
Co tu dużo mówić – miałem przechlapane. Jeżdżę na to boisko jakieś 40 lat. A tu pojawia się produkt dobrej zmiany i zarządza, że mnie tu ma nie być, bo inaczej mnie załatwi. Coś jak rozbój w biały dzień. Próbowałem dojść do kompromisu. – Człowieku, mówię, uspokój się, pogadajmy, o co chodzi… A ten skurwiel nie dopuszcza mnie do głosu i nawija, że z takim staruchem to najlepiej do piachu.
Dałem spokój wysiłkom, żeby uzgodnić stanowiska. To tak jakbym namawiał kibola, żeby oglądał mecz. Nie po to przyszedł na stadion. Po tym osiągnięciu osiłek oddalił się, zaznaczając, że za niedługo wróci. Trochę mi ten awans na pedała popsuł dzionek. Zaraz się jednak pocieszyłem, że wielbiciel ładu mógł mnie pogłaskać nożem.
Wsiadłem na rower i zmyłem się z AWF-u. A tak w ogóle, to nic mnie tak nie buntuje, jak przekonanie dokształconych inaczej, że mają monopol na rację. Babcia Kuby Wojewódzkiego, jak przyznał, wyrażała to w ten sposób: „Kuba, jak ci się nie podoba mój styl jazdy samochodem, to zejdź z chodnika”.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM
