Zbigniew Szczypiński: Falenta a sprawa polska

15.06.2019

Jeżeli ktoś, tak jak ja, uprawianie polityki rozumie jako grę na emocjach (racje są ważne, a nawet ważniejsze, ale w długim horyzoncie czasowym), to mógłby potraktować sprawę Marka Falenty jako granat, który wrzucony w pisowskie szambo rozwali polską scenę polityczną.

Przyglądając się kolejnym rewelacjom, zawartym w kolejnych odsłonach listów człowieka, skazanego na bezwzględne więzienie, listów kierowanych do najważniejszych ludzi w państwie trudno pojąć, na co liczy Marek Falenta. Pisząc do prezydenta list zawierający ewidentne groźby, w którym szantażuje Prezydenta RP, przekreśla, wydawałoby się, swoje szanse na ułaskawienie.

W listach do premiera i do Jarosława Kaczyńskiego wymienia szereg nazwisk, ludzi z otoczenia prezesa, ludzi służb którzy, jego zdaniem, byli zamieszani w sprawę podsłuchów w warszawskich restauracjach, realizowanych przez kelnerów a nadzorowanych przez Falentę. A czy kierowanych i nadzorowanych przez jeszcze innych ludzi, inne służby – tego dotąd nie wiemy. Wymieniając nazwiska tych osób – Marek Falenta idzie, wydawałoby się, na otwartą wojnę z obecnym państwem polskim i ludźmi „trzymającymi władzę”.

Nie będę zajmował się szczegółami działań, podejmowanych przez organa państwa polskiego za rządów poprzedniej ekipy, nie mam też żadnych możliwości sprawdzania, jak postępują obecne służby i organy władzy ekipy, która rządzi od 2015 roku, mając wszystkie instrumenty (no prawie wszystkie) potrzebne, aby tę sprawę wyjaśnić.

Zajmą się tym na pewno dziennikarze śledczy – tych ci u nas dostatek.

Mając jedynie dostęp do mediów, będąc zdany jedynie na to, co opublikują, słuchając głosów różnych komentatorów, chciałbym postawić następującą mocną tezę – sprawa Marka Falenty nie wpłynie na bieg wydarzeń. Nie wpłynie na wynik wyborów jesiennych w Polsce, a tym samym jest bez większego znaczenia. Powiem więcej – można założyć, że aparat pisowskiej propagandy spróbuje zmienić znaki z minusa na plus, i z afery jaką jest w każdym państwie zamach stanu — nawet aksamitny zamach stanu — przeprowadzony przez część służb specjalnych, nielojalnych wobec państwa zrobi kolejny dowód słuszności wielkiej idei „dobrej zmiany”.

Do języka publicystyki weszło słynne zdanie – „i nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne” . To przecież sam prezes Jarosław Kaczyński w tej freudowskiej pomyłce nakreślił główną linię postępowania swojej formacji. Nakreślił, a kolejne lata rządów przyniosły wiele dowodów na słuszność jego tezy.

Michał Kamiński, trochę zagubiony człowiek polskiej polityki, kiedyś główny strateg zwycięskiej kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego, obecnie w kole posłów PSL (ale jako odrębny podmiot – grupa europejskich demokratów, cokolwiek to znaczy), w dyskusji telewizyjnej sformułował następującą myśl: czy obecna władza nadal może posługiwać się argumentem uczciwego mandatu do sprawowania władzy uzyskanego w wyniku demokratycznych wyborów ? A mówiąc wprost – czy ma moralne prawo do rządzenia, skoro uzyskała to prawo w wyniku puczu przeprowadzonego przez nielojalne wobec państwa służby specjalne? Michał Kamiński nie miał wątpliwości – nie mają tego prawa.

Nie mają. I co z tego?

Czy pojawią się jakieś skutki prawne, czy międzynarodowa opinia publiczna wywrze presję na polskie władze, czy ktoś zerwie stosunki dyplomatyczne z Polską?

Nic takiego się nie zdarzyło i nie zdarzy – nie takie rzeczy świat widział i nie reagował.

To, co może i powinno się zdarzyć — powinno się zdarzyć w Polsce. To polskie społeczeństwo ma możliwość zdecydowania w wyborach (póki takie jeszcze są przeprowadzane) o tym, komu powierzyć mandat do rządzenia na kolejne cztery lata. Ale czy tak się stanie?

Bardzo w to wątpię – stawiam raczej na scenariusz taki: nawet w sytuacji bez wyjścia, nawet gdy dla wszystkich okaże się jasne, że rząd Tuska obaliły jego nielojalne służby, obecny aparat propagandy przedstawi to jako dowód  moralnej wyższości tych służb. Czyn godzien nagrody, bo służący „dobrej zmianie”.

Podsłuchiwanie najwyższych urzędników państwowych przez kelnerów przestawione będzie jako wyraz ich prawdziwego patriotyzmu i zaangażowania — oraz kolejny dowód na to, jakie tamto państwo było teoretyczne.

I suweren to kupi.

Zakładam, że minister kultury i dziedzictwa narodowego wymyśli specjalny fundusz na zrobienie filmu o walce dobra ze złem w polskich służbach specjalnych, że znajdzie się reżyser i aktorzy, którzy zrobią taki film.

Mówiąc poważnie – Marek Falenta nie wstrząśnie polską sceną polityczną, a to, czy jego sprawa będzie miała efekt odłożony i czy teza Michała Kamińskiego o braku moralnego prawa do rządzenia przez obecną ekipę wpłynie na wynik wyborów parlamentarnych, to się okaże. W mojej skromnej opinii – raczej nie.

Nie, bo dotyczy to jednak abstrakcyjnych pojęć – praworządności, lojalności, uczciwości. To za ogólne, za mgławicowe. Tu muszą być twarde fakty – takie jak te nagrody, co to je rząd Beaty Szydło przyznawał sam sobie, i co „mu się słusznie należały”. To wtedy i tylko wtedy zapachniało klęską. Na jej odsunięcie poszły miliardy z budżetu – na prezenty od Jarosława – jak wykrzyczała niezrównana w swej mądrości, była już premier Szydło.

Do października jest jeszcze trochę czasu – niech jednak żywi nie tracą nadziei!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com