Marek Jastrząb: Karnawał niemocy

18.06.2019

Czego u was nie dotknąć, tego nie ma, stwierdził w Mistrzu i Małgorzacie Szatan; odwiedzając Moskwę, posłużył się ironią i przypadkiem trafił w sedno.

Gdyby ten pocieszny maszkaron pojawił się u nas, w krainie nienawiści do wszystkiego, co się rusza, byłby uradowany. Nawet pytać by nie musiał. Starczyłoby mu zobaczyć, że nie ma pod Sejmem worków z piaskiem, nikt do nikogo nie strzela, a w powietrzu latają jeno groźby karalne.

Czasem tylko ktoś komuś da po pysku, ktoś kogoś pogłaszcze pięścią, dźgnie majchrem, kopnie w ucho. Lecz są to wypadki sporadyczne. Nieważne dla władz. Dzień jak co dzień.

W ramach protestu i w słusznym oburzeniu, po każdym z nich organizuje się Marsze Milczenia, skrzykuje chętnych do uczestniczenia w maskaradzie pod hasłem: Rozpłakany Pochód.

Ze świeczkami, gromnicami, zapalniczkami wycelowanymi w niebo, w kilka sekund po spektakularnej masakrze w szkole, zaraz po gwałcie ze szczególnym okrucieństwem, w miejscu, gdzie nachlany dureń rozjechał na amen przechodnia, pojawiają się kwiaty i znicze.

Pojawiają się też tłumy bezdusznych kibiców. Niewrażliwych, a ciekawskich przyglądaczy trzaskających zdjęcia, którym wisi i powiewa dalszy los ofiar.

Prócz rodzin, może kilku znajomych, przeminie pamięć o traumatycznych wydarzeniach i wydarzenia te zostaną zastąpione świeżymi, a nowi zbrodniarze zaczną bulwersować następne tłumy  milczących bezradniaków. Pobudzać do lamentów podczas kolejnego karnawału niemocy.

Więc nie jest w stanie pojąć, o co się toczy cały ten raban z pokręconą demokracją i umowną swobodą wypowiedzi? Z pyszczeniem o państwie policyjnym?    

Starczyłoby mu zobaczyć przytłaczające nas podróbki, zastępniki, ersatze i bublowate namiastki upodobnione do byłej praworządności i ujrzeć tłum gardłujący o rzekomej  wolności „ode wszystkiego dobrego”, by się umocniło w nim przekonanie o gnębiących nas procesjach sprzeciwu. O hucznych  procesjach będących zabawami w patriotyzm. O braku walki z prawdziwymi problemami, na przykład ze znieczulicą toczącą nas jak rak.

Starczyłoby mu zrozumieć, że za szacownymi murami Sejmu, Senatu i Rządu znalazła się najznamienitsza hołota nazywana dla jaj wybrańcami narodu. I ona decyduje o rozwoju sytuacji w naszym kraju. I że nie jest zainteresowana wyjściem z powszechnej agresji.

Owi luminarze zaprowadzają nowe porządki w starym stylu. Pełnią w nim rozmaite role. Jedni trudnią się pluciem na swoich politycznych przeciwników, inni zajmują funkcje dobrodziejów własnych rodzin, a niektórzy oddają honory i sprawują osobistą wartę przy Najlepszych Trutniach Rzeczpospolitej.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com