Anita i Aleksander (11)5 min czytania

()

09.07.2019

Po krótkim pobycie u brata w Nowym Jorku Leyfllowie wyjeżdżają do Bostonu, gdzie Aleksander dostaje prace bibliotekarza w MIT (Massachusetts Institute of Technology) z pensją trzynastu tysięcy dolarów. Z pomocą finansową przychodzi zamożny brat, były dyplomata polski w Waszyngtonie, który nie ma nikogo na utrzymaniu. Grzegorz Leyfell kupuje im dwurodzinny dom w Cambridge, 10 minut spaceru do Harvardu, wymarzony adres dla intelektualistów.  

W Cambridge słowo „Harvard” używane jest jak mantra: jeżeli się nie pracuje w Harvardzie, to zna się kogoś, kto tam pracuje, albo rodzinę tego kogoś, albo rodziców, którzy tam studiowali, a potem pomogli dzieciom tam się dostać, liczy się nawet częste chodzenie na kawę do Harvardu i zawieranie tam znajomości.

Jerzy Sołtan, znany polski architekt i projektant przemysłowy lat pięćdziesiątych, jest w Harvardzie dziekanem wydziału architektury. Kiedyś w Hadze, Aleksander i Anita pomagali mu w urządzeniu wystawy polskiego „dizajnu” i tam się zaprzyjaźnili. Dom Sołtanów w Cambridge jest dla nich otwarty.

MIT zamienia wizę turystyczną na roczne wizy dla odwiedzających naukowców, ale nie może robić tego w nieskończoność. Podanie Leyfllów o stały pobyt ciągle leży w urzędzie emigracyjnym.

17.9.1970. J. K. Hamilton, Jr., dyrektor urzędu emigracyjnego w Bostonie:

Według naszej dokumentacji Aleksander Leyfell był w latach 1945-1948. członkiem Polskiej Partii Robotniczej, a następnie do czasu wyjazdu z Polski — PZPR. Jego żona pracowała w Polskim Radiu, kontrolowanym przez polski rząd komunistyczny. Na podstawie przepisów sekcji 212(a) (28) (C), podanie o stały pobyt w USA zostaje odrzucone. Udziela się terminu miesięcznego dla dobrowolnego opuszczenia kraju bez wdrażania procesu deportacji.

Nowa fala listów:

8.2.1972. Jerzy Sołtan, profesor, Harvard University:

Znam go od dwudziestu lat i uważam za człowieka wybitnego. Łączy on w sobie erudycję i głęboką wrażliwość z odrobiną uroczej naiwności. Jego wieczny optymizm wciągnął go w teorię komunizmu. Te same pokłady humanizmu pozwoliły mu szybko zrozumieć maskę tego systemu. Przekonałem się o tym, gdy poznaliśmy się w Hadze, gdzie opowiadał mi o donosach, jakie pisali na niego pracownicy ambasady. Doświadczając absurdów realnego socjalizmu, Leyfell zdobył wiedzę, która dla amerykańskiego uniwersytetu jest bezcenna.

10.2.1972. Wiktor Weintraub, emerytowany profesor, Harvard University:

Poznałem go w 1975, dwa lata, zanim polski reżym rozpętał kampanię antysemicką. Leyfllowie mieli dobre posady w Polsce, lepsze niż mogli się spodziewać w Stanach Zjednoczonych. A jednak rozczarowani ustrojem politycznym, zdecydowali się na emigracje. Nie mam wątpliwości, że pan Leyfell jest bardziej antykomunistą, niż większość obywateli amerykańskich.

25.5.1972. Dyrektor urzędu emigracyjnego w Bostonie:

Szanowni Państwo Leyfell, podanie państwa o udzielenie azylu w Stanach Zjednoczonych zostało rozpatrzone pozytywnie. Przedłuża się prawo pobytu w USA do 25 maja 1973 i udziela prawa do pracy. Podanie o stały pobyt jest ciągle rozpatrywane z uwagi na sekcje 212(a) (28) (C) przepisów emigracyjnych o przynależności do partii komunistycznej.

1.11. 1972. Rabin Herman Pollack:

Jego doświadczenia życia w Rosji i wschodniej Europie, jego głęboki intelektualizm uczynią go lojalnym obywatelem amerykańskim, który wniesie cenny wkład do ideałów naszego demokratycznego społeczeństwa.

3.3. 1967. Rabin Ben- Zion Gold do senatora Edwarda Kennedy’ego:

Szanowny Panie Senatorze, załączam plik listów od wybitnych intelektualistów amerykańskich, którzy z najwyższym uznaniem wyrażają się o Anicie i Aleksandrze, moich przyjaciołach od wielu lat. Urząd emigracyjny udzielił mu prawa azylu w 1972 roku, ale ich podanie z 1974 roku o stały pobyt wciąż jest bez odpowiedzi. Aleksander Leyfell od 9 lat pracuje w MIT i za kilka lat przejdzie na emeryturę. Bez stałego pobytu nie będzie mógł korzystać z przywilejów socjalnych dla emerytów. Głęboko mnie boli, że ludzie tak użyteczni jak on, którzy przybyli do tego kraju z głęboką wdzięcznością, tak są traktowani. Proszę Pana Senatora o interwencję w ich sprawie.

2.4. 1977. Aleksander Leyfell do urzędu emigracyjnego:

Moje podanie o stały pobyt przekazane zostało innemu inspektorowi, który prosi o dodatkowe dowody mojej działalności antykomunistycznej. Człowiek w moim wieku, porzucający karierę w kraju, który zaczyna go prześladować jako Żyda, jest świadkiem tragicznej epoki, która minęła. Takie świadectwo składam przy każdym moim spotkaniu z Amerykanami. Nic więcej w tej sprawie nie mogę zrobić.

16. 5. 1977. Grzegorz Leyfell do urzędu emigracyjnego:

Mój brat i ja jesteśmy jedynymi, którzy przeżyli Holokaust z naszej licznej rodziny w Ostrogu. Skończyłem 70 lat i jestem samotny. Póki żyję, moim marzeniem jest, aby mój brat stał się obywatelem Stanów Zjednoczonych. Jest to również jego marzenie.

Prawo stałego otrzymali dopiero w roku 1978, dziesięć lat po przyjeździe do Ameryki. Prawdomówność Aleksandra i jego kariera dyplomatyczna, wywołały długoletnią falę podejrzeń. Ostatnim dokumentem, jaki złożyli w urzędzie emigracyjnym, było następujące oświadczenie:

My niżej podpisani, oświadczamy pod przysięgą, że 23 kwietnia 1945 roku w mieście Samarkanda, Uzbekistan, ZSRR, zawarliśmy związek małżeński w obecności przedstawiciela miejscowej rady narodowej. Nie otrzymaliśmy aktu ślubu, bo nie byliśmy obywatelami sowieckimi, ale od tego czasu uważamy się za małżeństwo uznawane przez władze w Rosji, Polsce, Szwajcarii, Francji, Holandii, Japonii i Stanach Zjednoczonych. Załączamy świadectwo Maurycego Salomona, który był na naszym ślubie.

Tym razem Anita namówiła Aleksandra do niemówienia prawdy. Po rozmowach z nią wiem, że ich sowiecki ślub nigdy się nie odbył. Drobny szczegół w życiu dwojga uchodźców, którym w świecie leniwej i tępej biurokracji trudno było udowodnić, że istnieją.

Przypomina mi się dowcip, jaki usłyszałem tuż przed wyjazdem na marcową emigrację:

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.