Marek Jastrząb: Rozmowa dziada z obrazem5 min czytania

()

18.10.2019

Pochwalę się: od czasu do czasu otrzymuję listy z pytaniami dotyczącymi moich felietonów i większość z nich potwierdza sens ich kontynuowania. Niektóre zaś, na szczęście nieliczne, wpędzają mnie w prostrację i wtedy, przez krótką chwilę, popadam w przygnębienie. Lecz jest to stan przemijający, gdyż nie mam zwyczaju martwić się tym, na co nie mam wpływu i co było nieuchronne: zwycięstwem kreatywnej demokracji.

A nieuchronne jest również nasze narodowe malkontenctwo. Szukanie dziur w całym. Liczenie diabłów na szpilce. Szukanie belek w cudzym oku.

Tak czy owak, człowiek przekonany o swojej nieomylności postara się człekowi o innych zapatrywaniach wytknąć liczne wady. Tu podkreślam: wytknąć LICZNE WADY. Pomijając fakt, że prawdziwych, a nie zmyślonych felerów ma ten przykładowy człek znacznie mniej niż pomawiający.

Wracam jednak do listów o pozytywnym wydźwięku. Cytuję całość:

Co w tym dzisiejszym polskim chocholim tańcu wprost zatrważa – to milczenie i/lub wielogłos uznanych autorytetów/ekspertów na temat rzeczywistej naszej sytuacji polit. społ. gosp.

To jak to jest: dodrukowujemy czy nie dodrukowujemy? Wychodzimy na prostą czy się staczamy?

Mamy te trwałe sojusze czy może to kolejne ruchome piaski?

Polska wieś się bogaci czy pauperyzuje?

Służba chorym służy zdrowiu czy generuje niepełnosprawnych?

Polacy są solidnie wykształceni czy nie mają odpowiednich kwalifikacji?

Społeczeństwo się konsoliduje czy ulega rozczłonkowaniu?

Jeśli nauka nie jest w stanie ni sformułować, ni uzgodnić swoich najistotniejszych stanowisk i konkluzji, to co w takiej magmie domysłów ma sądzić o jakichkolwiek swoich przyszłych wyborach zwykły Maniuś z Felusią?

Istotnie: w obecnej sytuacji nasuwa się wiele pytań najeżonych wątpliwościami. Z tym że jedne powinny być zadane na początku kampanii wyborczej sprzed czterech lat.

*

„Zwykły Maniuś” oddał głos wbrew opozycyjnym zachciankom i z tego wyborczego jazgotu narodził się niepomyślny wynik, a – przy okazji – powstała lamentacyjna refleksja o przeputanych szansach.

Jednakże, zanim statystyczny głosujący przeciwko PiS-owi otrzymał wiadomość, że po raz kolejny odniósł porażkę i że na darmo rozpacza, po raz kolejny uświadomił sobie, że na darmo popędził po rozum do głowy, bo jest po prostu obrany z tego rozumu.

*

Od lat drepczemy w kierunku załamywania rąk; rok temu, na łamach SO (2017-11-09.) bezskutecznie pisałem:

Niepostrzeżenie zmierzamy do umysłowych jaskiń. Z lubością tworzymy kolejne zsyłki, wygnania, nowe upodlenia i nieszczęścia. Pchamy się we własne sidła. Z upojeniem nurzamy w minionym kombatanctwie. Wystawiamy na pokaz nasz nędzny, nieudany i zapętlony los; jak na licytacji niewolników, razem z przebrzmiałą urodą, popsutym uzębieniem i krótszą nogą.

Nachalnie wdzięczymy się do potencjalnych nabywców naszej niedoli. Zadajemy im zalotne pytanie: kto da więcej za nasze wrzody, kupi nas na dobre czy złe. Czy rozdzieramy szaty w sposób wystarczająco żałosny, a nasz ból jest bardziej twarzowy z profilu lub mniej en face? W jaki sposób mamy się ustawić, aby uzyskać większą cenę?

Wolność nas oszołomiła, przytłoczyła rozmiarami. Nie wiemy, co zrobić z jej nadmiarem. Wyzwoleni od łańcucha wczorajszych norm, reguł, narzuconego stylu i dozwolonej poprawności, zagubieni wśród bezpańskich przyzwyczajeń i pozrywanych więzi, które mówiły nam, jak mamy widzieć, czym się bulwersować, w jaki sposób należy odczuwać, pozbawieni presji bycia zwyczajnymi, a drapujący się w szaty nadzwyczajnych, niezastąpionych i ukrzywdzonych przez los, oderwani od matki-cenzury, tej wewnętrznej i niewidocznej, a także tej oficjalnej, urzędowej i niestety, znowu mysiej, wpadliśmy z deszczu pod rynnę, wdepnęliśmy w nową zależność: tworzenie wspomnieniowych pęt.

Przez lata kazano nam jeść dzieła Marksa na obiad, śniadanie i w biegu do pracy. Nie było od niego zwolnienia. Istniał i po swojemu interpretował. Nawet Historię Starożytną. Wyjaśniał prostym ludziom wredną dolę uciśnionej mrówki. Na deser dawano nam popić z leninowskiej barci. Zamiast modlitwy był Stalin i jego złośliwe radości z cudzych tragedii.

Wszelki nadmiar, przesyt, znieczula, powoduje, że intencje mają odwrotny skutek do swoich pierwotnych zamierzeń. Im więcej namawiano nas do niechcianej miłości, ciągnięto za mózg do obowiązkowej przyjaźni, tym większy narastał w nas sprzeciw i tym bardziej pragnęliśmy wydobyć się z bajora.

Obawiam się, że gdy już nie ma zagrożenia, gdy wreszcie wolno nam myśleć bez bata, popadniemy w nową zależność i zaczniemy produkować nowe, tym razem własne obroże. I już nie będziemy umieli dążyć do zapomnianego celu.

Trudno nam znieść widok człowieka szczęśliwego. Osobnik zadowolony budzi roześmianą niechęć i musi potrwać z parę milionów lat, co najmniej tyle, ile trwało schodzenie z drzew, by zaszły w nas mentalne stonowania.

Sąsiad jest co prawda bogaty, ale przytomnie, od razu i profilaktycznie pocieszamy się, że ma parchy tasiemca i łajdactwo wypisane na buziuchnie.

Automatyzmem, nieomal obyczajową powinnością, stało się cierpiętnictwo; jest dobrze, bo jest źle, a frasunek – uskrzydla. Im bardziej narzekamy, tym mamy zdrowszy sen. Zgryzoty, porażki, smuteczek do kawy, a na przekąskę sąsiad, który stracił pracę, popija, robi awantury, szlaja się po starych, czerwonych czasach, kiedy żyło mu się jak w krowim placku: ciepło, sucho i nad podziw bezpiecznie.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

One Response

  1. Mr E 28.10.2019