03.04.2020

Od paru dni publiczne życie w Polsce nie koncentruje się wokół zagrożenia epidemicznego, tylko na odpowiedzi na pytanie, czy wybory prezydenckie odbędą się 10 maja. Politycy w Sejmie i w mediach nie pytają o liczbę masek i respiratorów, o zakażenia wśród personelu medycznego najwyższe w Europie, tylko jak spowodować, by Jarosław Kaczyński miał swoje wybory (to po stronie obozu władzy), lub jak mu tę zabawkę odebrać (opozycja). Andrzej Duda w tym wszystkim mało się liczy.
Centralną postacią stał się dość niespodziewanie wicepremier Jarosław Gowin, szef koalicyjnego z PiS Porozumienia, którego 18 posłów może wywołać kryzys rządowy. Gowin od kilku dni nie krył, że nie zgadza się z koniecznością przeprowadzenia wyborów prezydenckich 10 maja. Po zapowiedzi przez Jarosława Kaczyńskiego, który wpadł na genialny pomysł powszechnych wyborów korespondencyjnych, oznajmił, że tego projektu on i jego ludzie nie poprą.
Narady na Nowogrodzkiej nie pomogły, złote góry, które ponoć Gowinowi obiecywano, nie przekonały wicepremiera.
Rano 3 kwienia w Sejmie wybuchła polityczna petarda: Jarosław Gowin zaproponował zmianę konstytucji, która przedłużyłaby kadencję prezydenta do 7 lat bez możliwości reelekcji. Według Gowina oznaczałoby to, że Duda pozostałby prezydentem do 2022 roku i szlus, ponowne wybory odbyłyby się bez niego.
Wiadomo, że Jarosław Kaczyński prze do wiosennych wyborów, jesienią bowiem gospodarka polska legnie już na łopatkach, trafiona ostrzem recesji. I wybór Dudy w terminie zgodnym z konstytucją, po wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej przez Radę Ministrów jest obarczony ogromnym ryzykiem, dla Kaczyńskiego nie do zaakceptowania.
Rozpoczęły się już przygotowania do groteskowego przedsięwzięcia wyborów korespondencyjnych. 30 milionów wyborców musi kilka dni przed 10 maja otrzymać do rąk własnych pakiet wyborczy. Kilkaset tysięcy ludzi musi zostać przeszkolonych do nieznanej nikomu procedury. Poczta Polska ma zamienić się w gigantyczną megakomisję wyborczą. Listonosze muszą się chyba jeszcze zaszczepić na odrę.
Państwo, które nie zdołało zapewnić, mając dwa miesiące na przygotowanie się do epidemii, odpowiedniej liczby maseczek ochronnych przed pojawieniem się koronawirusa w Polsce, ma oto w terminie dwóch czy trzech tygodni wydrukować, ostemplować, włożyć do kopert indywidualnych – opatrzonych imieniem, nazwiskiem, adresem i zapewne PESEL-em – zgodnych z listami wyborców, przygotować jakieś lokale do liczenia głosów, przeszkolić listonoszy, jednym słowem przygotować i przeprowadzić największą operację logistyczną, jakiej nie zna Europa.
Chylę głowę przed geniuszem, który zaplanował tak przeprowadzone wybory.
A geniusz to prawdziwy.
Jak zapowiedział wicepremier Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, zaufany człowiek Jarosława Kaczyńskiego, prace nad operacją „Wybory korespondencyjne” już się zaczęły. Wieczorem 3 kwietnia wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej Tomasz Zdzikot został szefem Poczty Polskiej. Wcześniej był też zastępcą Błaszczaka w MSWiA. Jednym słowem – wojskowe jadą konie po betonie. Zdzikot będzie zapewne korzystał z wojskowych rozwiązań logistycznych. Myślę, że taki jest plan Jarosława Kaczyńskiego.
Projekt ustawy zapewne w przyszłym tygodniu tabletowy Sejm przyjmie, mimo sprzeciwu opozycji i Jarosław Gowin zapewne za nim zagłosuje, naturalnie – z obrzydzeniem, skoro opozycja odrzuca możliwość zmiany konstytucji. Senat przez 30 dni będzie nad projektem pracował i odrzuci go, Sejm przyjmie, Duda 3 – 4 dni przed wyborami podpisze. Ustawa wejdzie w życie natychmiast. A wyborcy już wcześniej zaczną otrzymywać pakiety, które będą mieli prawo oddać np. jeszcze 10 dni po wyborach.
Będą protesty? W tym obłąkanym chaosie będzie ich bez liku. A kto zasiada w Izbie Skarg Nadzwyczajnych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, która zatwierdza wynik wyborów? Kogo to będzie zresztą obchodzić… Andrzej Duda zostanie wybrany.
Jeśli jednak Gowinowi uda się odpowiednią część opozycji do tego pomysłu przekonać, to wcale nie ma pewności, czy wybory się nie odbędą w taki trybie, jak naszkicowano wyżej: bo oto kto wie, czy Jarosławowi Kaczyńskiemu nie trafia się cudowny, niespodziewany prezent: siedmioletnia kadencja Dudy, ale po wyborach! I wtedy nie do 2022, a do 2027 roku! Bo przecież nie można zmieniać warunków w trakcie obowiązywania prawa. Lex retro non agit, powie Kaczyński, upozowany na prawnika. Na przyszłość – to co innego. Duda z siedmioletnim okresem ważności. Prawdziwa putinada!
Piotr Rachtan

Dominus vobiscum ! Et cum spiritus diaboli. Amen ! I moje : „Ile dróg tyle nóg”
I zalecenie na przyszłość (tryb rozkazujący) : Lecz koniec żałosny ! „…karuzela czeka, wzywa nas z daleka… I „kacza perspektywa” – pijane dziecko we mgle.Dla jasności : wszystko co powyżej, pisałem bez cienia uśmiechu i bez nadziei. Dawno bym zwariował, gdybym wiedział jak.
Po „rozgrywce” Gowina dzisiaj wiemy już nieco więcej, choć nadal nie wiemy dlaczego Gowin tak się wystawił na pewną porażkę. Na tytułowe pytanie: „Czy i jak … ” nie ma dobrej lub wręcz żadnej odpowiedzi. Cała ta hucpa wyborcza jest spektaklem, który ma walory edukacyjne. Pokazuje niedowiarkom, pieknoduchom, symetrystom i naiwnym zwolennikom „dobrej zmiany” jak można załatwiać naraz co najmniej trzy rzeczy:
1. skutecznie odwracać uwagę od nieprzygotowania rządu do epidemii i słabego radzenia sobie z zapobieganiem jej społecznego rozprzestrzeniania,
2. organizować wybory z (prawie) pewnością wygranej kandydata Dudy,
3. skutecznie osłabiać coraz bardziej bezradną opozycję.
W kategoriach taktycznych działanie dość skuteczne. W kategoriach strategicznych działanie obarczone bardzo wysokim stopniem niepewności.
W kategoriach moralnych (tak, tak – polityka nie jest wolna od surowych ocen moralnych) działanie dyskwalifikujace jego autora czy autorów. Po doświadczeniach hitleryzmu i stalinizmu wiemy, że polityka pozbawiona kryteriów moralnych prowadzi wprost do łajdactwa i dalej do zbrodni. Są na to precedensy w prawie międzynarodowym.
*
Dla mnie zupełnie niepojete pozostaje jak rzekomy „geniusz” z Żoliborza w czasach katastrofy wiekszej niż wszystko co znamy w ciągu ostatnich 75 lat, konsekwentnie odsuwa opozycję od jakiegokolwiek wpływu na państwo. Wtedy, kiedy warto byłoby część odpowiedzialności przerzucić na innych, on stoi na straży tego aby samemu ponosić wyłączny ciężar tejże odpowiedzialności. W kategoriach strategicznych taka zasada okreslana bywa opisowo „KTO GRA O WSZYSTKO – TRACI WSZYSTKO”.
*
To już nawet Gowin, o którego kwalifikacjach politycznych mam raczej umiarkowaną opinię, po swojej porażce stwiedził, że wina leży po stronie opozycji, która głupia nie chce zmiany konstytucji, a to przeciez jedyny sposób na uniknięcie wyborów w maju. Taki „spryciula” – w „hamletowskich” (na jego miarę) wystapieniach ubolewa jak bardzo klasa polityczna zawiodła jego wysokie poczucie przyzwoitosci, moralności i słuszności działania. To on przecież zrzekł się dobrowolnie eksponowanego stanowiska a opozycja nie chce zmienić „drobnych” rzeczy w Konstytucji RP. Taaaaakie jego wielkie poświęcenie a ci niegodziwcy odmawiają mu w sumie niewielkiej przysługi.