07.04.2020
In paradiso, ovviamente, SI parlava polacco
La percezione dell’eccezionalità del proprio gruppo di appartenenza o della propria nazione è qualcosa di molto comune. SI può dire che ogni popolo nel corso della storia abbia elaborato una teoria per giustificare questo sentimento.
Poczucie związane z wyjątkowością własnej grupy czy narodu nie jest niczym szczególnym. Można wręcz powiedzieć, że każdy naród w swojej historii wypracował teorię uzasadniającą owo poczucie.
Najbardziej znany przypadek to oczywiście naród żydowski, którego religia jest wręcz kwintesencją przeświadczenia, że został wybrany przez Boga. To rzecz powszechnie znana, podobnie jak i pielęgnowany od początku powstania Stanów Zjednoczonych mit amerykańskiej wyjątkowości. Za prezydentury Donalda Trumpa przyjął on karykaturalny kształt w sloganie America first, który ma usprawiedliwiać szowinistyczną politykę wobec innych narodów.
Mniej natomiast znany jest mit polskiego poczucia szczególnej misji wyznaczonej przez Opatrzność narodowi polskiemu. Przyjął on najpierw postać mitu Polski jako antemurale Christianitatis, a potem w XIX wieku wyobrażenia Polski jako Chrystusa narodów. Swoje apogeum wspomniany mit przeżywa w XVII stuleciu, gdy poczucie zagrożenia turecką nawałnicą było szczególnie mocne.
Artykuł podzielony na strony.
Numery stron (na dole) są aktywnymi odnośnikami.
Jej literackim wyrazem były powieści Henryka Sienkiewicza pisane w latach 1883-1886, zwłaszcza jego niezwykle popularna Trylogia, pisana i publikowana w odcinkach: Ogniem i mieczem, Pan Wołodyjowski i Potop. To ten rodzaj literatury pisanej „ku pokrzepieniu serc” w okresie utraty politycznej niepodległości wyznaczył myślenie Polaków o sobie. Na nic się zdały kpiarskie komentarze wyrażone w utworach Witolda Gombrowicza czy Sławomira Mrożka pisanych w drugiej połowie XX wieku.
Jednak szczególnie wpływowe okazały się idee wypracowane w okresie romantyzmu przez trójkę wielkich polskich poetów, nazywanych nie bez powodu wieszczami. To właśnie Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński narzucili polskiemu imaginarium poetyckiemu i religijnemu przeświadczenie o wyjątkowym miejscu Polski w dziejach świata.
Dwaj z nich, Mickiewicz i Słowacki, znaleźli się w pewnym okresie życia pod silnym wpływem mesjańskich koncepcji Andrzeja Towiańskiego (1799-1879).
Są to sprawy dobrze rozpoznane i obszernie opisane w literaturze przedmiotu. Nie będą więc przedmiotem moich rozważań. Sygnalizuję je jedynie jako oczywiste tło poniższych rozważań. Faktem natomiast jest, że wizja Polski i Polaków jako przedmurza chrześcijaństwa nie jest tylko przedmiotem rozważań specjalistów od polskiej literatury romantycznej czy polskiego mesjanizmu, lecz nadal trzyma się dzisiaj mocno, podobnie jak i przeświadczenie, że prawdziwą tożsamość Polaka wyraża diada Polak-katolik. Te wyobrażenia wzmocnione zostały dodatkowo i w sposób zgoła nieoczekiwany przez długi, trwający od 1978 do 2005 roku, pontyfikat polskiego papieża Jana Pawła II.
Jednak historia jest znacznie bardziej fascynująca niż tylko literackie stereotypy wytworzone przez Sienkiewicza, czy światowa kariera Karola Wojtyły. Wspomniane mity nadal kształtują myślenie Polaków w XXI wieku, co więcej wpływają na ich wybory religijne i polityczne, choć oni sami nie zawsze są tego świadomi. Warto się jej przyjrzeć bliżej.

Panie profesorze ten mit polskiego poczucia szczególnej misji wyznaczonej przez Opatrzność narodowi polskiemu juz wkrótce pod wpływem epidemii legnie w OSTATECZNYCH gruzach…
Mam jednak nadzieję, że to nie epidemia tylko krytyczna refleksja samych Polaków zdekonstruuje ten mit bo przecież wszystko, co skonstruowano można rozłożyć na czynnika pierwsze i zobaczyć, co sie za tym skrywa.
Podziwiam optymizm i ,,upartą” wiarę Profesora, w skłonność Polaków do krytycznej refleksji i urzeczywistnienie zmiany, która miałaby takie podłoże. Obawiam się jednak, zgadzając się z treścią wpisu Pana Jerzego Łukaszewskiego, że źródła tworzące mit – polskiego poczucia szczególnej misji – leżą głęboko ukryte, żeby nie powiedzieć osłonięte przed trzeźwą myślą i refleksją. Śmiem przypuszczać, że do tych głęboko zakopanych warstw i pokładów rzadko dociera światło racjonalnego intelektu. A przecież bardzo różne są funkcje mitu. W tym kontekście, rozłożyć na czynniki pierwsze, cokolwiek to znaczy, może oznaczać, bezpowrotnie zniszczyć. A to z kolei, pociąga za sobą, powrót nietolerowanego strachu. Znów idąc za myślą JŁ. Nie piszę tego w znaczeniu podważania sensu ,,krytycznej refleksji”. Wręcz przeciwnie. Staram się poddać krytyczną refleksję- krytycznej refleksji.
We fragmentach o katolicyzmie, a polskości i nacjonalizmie mam wrażenie, że zabrakło wzięcia na warsztat dwóch osobistości: Romana Dmowskiego i Stefana Wyszyńskiego. Co do „jedna ręka strzelała, inna kierowała kulę” – dlaczego ta druga ręka nie sprawiła, że strzał okazałby się chybiony?
Dziękuję za ciekawy tekst, choć w większości paragrafów z czterech ścieżek za każdym razem wybiera Pan jedną. W polskiej skomplikowanej historii prawdopodobnie nie da się inaczej. Dobrze się to czyta, proszę pisać więcej. Serdeczne pozdrowienia.
Misyjne przeznaczenie narodu polskiego (czy coś w podobnym patetycznym tonie) wiązałbym też ściśle z kultem maryjnym i kilkoma objawieniami oficjalnie zatwierdzonymi przez Kościół katolicki.
Potrzeba wyjątkowości słowiańskiej występuje już u Kadłubka, choć forma przekazu powoduje, że dziś wydaje nam się nieco karykaturalna. Być może forma jest dostosowywana do aktualnych możliwości percepcji odbiorcy w różnych okresach historycznych. Babcia śp. Wańkowicza twierdziła z całym przekonaniem, iż „Matka Boska była Polką – ba – szlachcianką!”
Co do przedmurza – pojęcie chrześcijaństwa zostało w nim zawężone do katolicyzmu, na co rzadko zwraca się uwagę,choć problem „nawały tureckiej” dotyczył w co najmniej równym stopniu chrześcijaństwa wschodniego.
Warto też zwrócić uwagę na I poł. XIX wieku kiedy to kształtowały się nacjonalizmy w naszej części Europy, który to proces bywał niekiedy sterowany – wystarczy przypomnieć sobie oskarżenia pod adresem budzicieli świadomości ukraińskiej („narodowość urzędowa”) i in.
Zastanawiam się czy te wszystkie wysiłki nakierowane na wskazanie własnej wyjątkowości nie są zwyczajnym odruchem obronnym jednostek i grup wywołanym strachem przed otaczającym je światem, jego kształtem coraz bardziej skomplikowanym i nieznanym kierunkiem, w którym on dąży,
Świat w rzeczywistości wcale nie jest bardziej skomplikowany niż ongiś, kierunek da się odczytać, ale mnogość informacji docierających do człowieka, informacji niemożliwych do przetworzenia przez przeciętny umysł powoduje, że człowiek zaczyna się bać. Szuka więc czegoś, co pomoże mu ten strach przezwyciężyć.
To by tłumaczyło występowanie tego typu tendencji w dzisiejszym – wydawałoby się – światłym XXI wieku.
I znowu – nihil novi – przecież to ten sam mechanizm, który leży u źródeł religii.
Nacjonalizm rodzajem „świeckiej” religii?
A jest on czymś innym?
Ależ oczywiście, że tak. nacjonalizm jest niczym innym jak podniesieniem własnej natio do sfery sacrum i wtedy już nie sposób dyskutować tylko należy wierzyć. Mnie bardzo intrygują dzisiejsi zwolennicy takiego „usakralnienia” narodu i to w imię jakoby chrześcijaństwa. Przecież to czyste nadużycie nie tylko semantyczne, to po porstu wbrew uniwersalizmowi chrześcijańskiemu, który za Pawła stał się faktem i dlatego tak bardzo przyciągał do rodzącej sie religii przedstawicieli różnych etni. Najbardziej wyrazistym i poniekąd programowym przykładem tej świadomości jest scena opisana w Dziejach Apostolskich jako zesłanie Ducha świętego (Dz 2,1-11). Nie bez powodu była odna odczytywana jako odwrócenia mitu wierzy babel i pomieszania języków, jaki znamy z Księgi Rodzaju (Rdz 11, 1-9)
Nacjonalizm „my jesteśmy lepsi”, „my jesteśmy wybrani”, „tamci są gorsi” to pewien szczególny nacjonalizm będący jednocześnie szowinizmem, jest też nacjonalizm pełny będący kompletnym światopoglądem. „Nasz naród nie jest lepszy, nie jest szczególny, musimy sami sobie wywalczyć miejsce w świecie bo żadne duchy nie będą nas niańczyć, chronić ani wywyższać”. To był nacjonalizm Dmowskiego, Dmowski był wielkim krytykiem polskości, wytykał wady narodowe i wzywał do walki z nimi, inna sprawa, że chciał przerobić żywioł polski na pragmatycznych, operujących w kategoriach zysku i strat Francuzów czy tam Anglików.
Jestem też ciekawy czy zetknął się pan z twórczością założycieli ruchu Zadrugi. Był to nacjonalizm antyklerykalny i antykatolicki, zarzucali endekom i narodowym radykałom wiązanie polskości z katolicyzmem, w katolicyzmie upatrywali źródła polskich problemów, w tym rozbiorów.
Natomiast z pozycji obrońców wiązania nacjonalizmu z katolicyzmem obok Dmowskiego czytałem Jana Mosdorfa, braci Piaseckich.
W dziele sakralizacji narodu, kościoła, endecji nawet, warto przypomnieć rolę Instytutu Pamięci Narodowej, który de facto stał się Instytutem Propagandy Narodowej. Albumy, książki, broszury, ulotki, wystawy uliczne, lekcje w szkołach, lekcje w obiektach IPN, materiały dla nauczycieli, nawet zajęcia dla przedszkolaków. Naród, męczeństwo, ofiara, wszyscy wokół winni, tylko Polacy prawi, niezłomni i dlatego wyklęci.
brakuje mi trochę obecności w całości słowa „władza”, cały wywód kręci się wokół tego a tylko w końcówce pojawia się ledwie dwukrotnie i w zupełnie innym kontekście, gdy tymczasem mówimy o dobrze zorganizowanej sile, która zdobyła władzę nad światem i cały czas ma na niego wielkie oddziaływanie, przynajmniej w naszym kraju