18.04.2020

Jako szary obywatel ze zrozumieniem przyjmuję kolejne ograniczanie mojej osobistej wolności, bo wierzę, że jest ono usprawiedliwione dobrem wyższym — zdrowiem moim i całego społeczeństwa. Jednak z niepokojem obserwuję, że działania rządu, w tym premiera i ministra zdrowia, ograniczają się do podawania lakonicznych meldunków na temat nieodzowności przyjętych ograniczeń.
Jednak, poza tym, że jestem szarym obywatelem — jestem członkiem wspólnoty akademickiej, która ze swej natury chce i może służyć społeczeństwu swoją wiedzą i specjalistyczną kompetencją. Jak się wydaje, nie jest ona jak dotąd wystarczająco wykorzystana. Tak więc zabieram głos w tej sprawie na prośbę kilku profesorów nauki polskiej, których nazwiska obecnie muszę przemilczeć.
O ile w początkowej fazie walki z pandemią koronawirusa słusznym było zamknięte z dnia na dzień wszystkich uczelni w kraju, w tym jednostek naukowo-badawcze z laboratoriami, o ile trafnym posunięciem było przerwanie zajęć dydaktycznych w trakcie migracji zjadliwego wirusa, do walki z którym nie byliśmy przygotowani w skali masowej — o tyle posunięciem nieprzemyślanym było trwałe zamknięcie laboratoriów. Do tego doszła rezygnacja ministra nauki w tym trudnym momencie.
Koledzy profesorowie — medycy, chemicy czy biolodzy — przechodzą dzisiaj katusze. Z jednej strony odczuwają szczególną moralną powinność walki z koronawirusem, z drugiej czują się przymusowo zdemobilizowani. Czują się jak oficerowie armii, która w czasie działań wojennych została odesłana do koszar, pozbawiając społeczeństwo profesjonalnej obrony. Owszem, dzisiaj uczeni mogą zgłaszać projekty badawcze, ale ich realizacja może nastąpić po… zniesieniu kwarantanny, a zdobywanie wiedzy konieczne jest jak najszybciej. Stan tymczasowości i krótkowzroczności należałoby w sposób kontrolowany zakończyć. Może już nadszedł czas przejścia do działań ofensywnych i długofalowych.
1) Państwo Polskie dysponuje odpowiednim akademickim potencjałem naukowym i aparaturowym, aby włączyć się do działań na rzecz kontrolowania pandemii wirusa.
2) Pora umożliwić uczonym wyjście z niechcianej kwarantanny i zlecić im konkretne zadania do rozwiązania, do których są profesjonalnie przygotowani. Warto przy tej okazji nadmienić, że to polscy naukowcy jeszcze przed oficjalnym podaniem nazwy wirusa, na podstawie dostępnych baz danych, byli w stanie sami określić jego przynależność do grupy SARS. Dostęp do rzetelnych danych jest podstawą do wyciągania poprawnych wniosków. Ministerstwo nauki wraz z ministerstwem zdrowia powinny się zająć koordynacją działań na rzecz zmasowanej walki na polu badawczym z zagrożeniem pandemicznym. Rząd dysponuje odpowiednim rozpoznaniem, instrumentami oraz środkami a polska nauka odpowiednia wiedzą i umiejętnościami.
3) Ponieważ sytuacja jest nadzwyczajna, należy ekspresowo przyjąć i wdrożyć adekwatną nadzwyczajną strategię na polu badawczym, wspierając ją prawnie, finansowo i organizacyjne. Wiemy już, jaką droga przenosi się wirus, znamy mechanizmy innych chorób wirusowych, znamy mechanizmy biologii. Dzisiaj już nie jesteśmy tak bezbronni, żeby jedyną strategią było chowanie wszystkich przed wirusem. Choć globalnie strategia spowalniania zakażeń w społeczeństwie jest słuszna, to nie możemy się jedynie do niej ograniczać.
4) Na wojnę nikt nie wysyła swoich żołnierzy bez odpowiednich narzędzi walki, a zarazem środków ochrony osobistej. Kiedy wybucha pożar — wysyłamy do niego strażaków i to natychmiast, ale nie po to, żeby się spalili, lecz by ugasili pożar. To samo zrobiliśmy z zastępami lekarzy czy pielęgniarek. Teraz pora na to, by na pierwszą linię frontu zaangażować naukowców polskich, którym nie brak wiedzy, narzędzi i poświęcenia. Część z nich będzie zmuszona walczyć z koronawirusem, zachowując maksimum środków ochrony własnej.
5) Działania ośrodków badawczych ułatwią państwu polskiemu zadanie balansowania między uruchamianiem gospodarki a skrupulatnym kontrolowaniem zakażeń. Wyjdzie to na zdrowie nam wszystkim, poczynając od zdrowia społecznego, poprzez gospodarcze aż po zdrowie nauki.
Już na tych łamach zgłosiłem apel do kandydatów opozycji, by zbojkotowali niby-wybory. Z satysfakcją odnotowuję, że moje zdanie podziela coraz więcej ludzi, również, podobnie jak ja, szarych Polaków. Mam nadzieje, że koncentracja na walce z pandemią wreszcie uzmysłowi tym nielicznym wahającym się, że podejmowanie jakichkolwiek działań czysto politycznych, a takim działaniem są wybory, są nie tylko szkodliwe dla zdrowia, ale niezgodne z najgłębszym interesem nas wszystkich.


Jest tu pewien dodatkowy problem, ponieważ wirus jest nowy, więc i eksperci w wielu sprawach nie są zgodni (co jest zupełni8e zrozumiałe. Działania władz sa często troche chaotyczne własnie w związku z tym, że opinie i zalecenia ekspertów często znacznie się różnia. Jedno pewne, lekceważyć tej pandemiii nie wolno, trzeba chronić, życie, a jednak pamiętać, że jeśli padnie gospodarka to ofiar będzie znacznie więcej. Potrzeba nam pokory wobec nieznanego i życzliwości wobec siebie. Sam próbuję rozumięć również tę naszą władzę, której bardzonie lubię, ale jednka zdumiewa mnie jak im trudno zrozumieć, że ich arogancja utrudnia ludziom akceptację wprowadzanych regulacji. Okazuje sie, że umieć powiedzieć „nie wszystko wiemy” robimy to, co zalecają eksperci, próbujemy być elastyczni.
Ale w tym zrozumiałym chaosie spowodowanym niewiedzą i sprzecznymi wnioskami (przykład Szwecji) jednak coś wiemy. I coraz wyraźniejszy jest rozdźwięk pomiędzy oficjalnym stanowiskiem – podawanie liczby nowych zakażeń i na tej podstawie głoszenie jakoby Polska najlepiej radzi sobie z pandemią (vide pan Sasin) a coraz bardziej licznymi głosami o trudnej dostępności testów i jaskrawo widocznymi statystykami (ilość testów na milion mieszkańców- jesteśmy na szarym końcu, jak zwykle, chciałoby się powiedzieć). Zasadność głosów potwierdzam – mam informacje z pierwszej ręki. Rozumienie naszej władzy jest zawsze potrzebne – ale niekoniecznie w znaczeniu zrozumienia bliskiego wyrozumiałości czy nawet pewnej akceptacji. Obawiam się, że tezy i apel przedstawione przez Profesora Obirka, zostaną przysłowiowym ,,głosem wołającego na puszczy”.
Być może dopuszczenie do badań i głosu naukowców i ekspertów jest bardzo niewygodne dla rządzących. Słyszałem wprost wyrażoną, przez profesorów z dziedziny chorób zakaźnych, krytykę sztandarowego pomysłu szpitali jednoimiennych.
https://www.mp.pl/kurier/232538,covid-19-porozmawiajmy-o-testach-debata-ekspertow
>ponieważ wirus jest nowy, więc i eksperci w wielu sprawach nie są zgodni
I tu jest….pies pogrzebany. Problem jest złożony i wcale nie jest powiedziane, że rozwiązanie jest tylko jedno. I że musi być identyczne w Wuhan, Nowym Jorku, Szwecji albo w Polsce. Jest tu jedna sprawa, o której „ekspert od absolutu” nie wspomina, mianowicie że „kolejne ograniczanie mojej osobistej wolności usprawiedliwione dobrem wyższym” i podlane „wiarą” z założenia wprowadzają bardzo kosztowny i pogłębiający się chaos dezorganizujący nie tylko gospodarkę (o której Pan wspomina) ale i społeczeństwo. Wprawdzie nie jestem profesorem teologii ale zdrowy rozsądek przypomina nam czym wybrukowane jest piekło (a jeśli ktoś mnie spyta czym ono jest to odpowiem, żeby sie po prostu dobrze rozejrzał wokół siebie).
Czy autor w ogóle ma jakiekolwiek prawo by przedstawiać się jako członek „wspólnoty akademickiej, która ze swej natury chce i może służyć społeczeństwu swoją wiedzą i specjalistyczną kompetencją”? Warto chyba pamiętać, że w nader trzeźwym angielskim, współczesnym języku Akademii, teologia w ogóle nie zalicza się do nauki (science).
Wikipedia: od 2006 profesor na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Od 1998 kierownik Katedry Historii i Filozofii Kultury oraz dyrektor Centrum Kultury i Dialogu przy Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum”.
Gdzie tu teologia?
>Gdzie tu teologia?
Chyba Pan niedokładnie czytał sam artykuł, który autor, jak rozumiem z własnej woli, podpisuje „Teolog, historyk, antropolog kultury” a także i Wikipedię, w której hasło S.O. zaczyna się: „Stanisław Obirek…… – polski teolog, historyk, antropolog kultury,” W kolejnych linijkach czytamy, że „Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym,…..i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych….” O zwalczaniu wirusa ani słowa….
No ale każdy czyta co chce i jak chce, a poza tym nie każdy umie czytać.
Rozumiem sceptycyzm, ale wolę argumenty niż wycieczki ad hominem. Jeśli to Pana Slomianowskiego interesuje to jestem antropologiem kultury i religię postrzegam jako fakt kulturowy, który staram sie rozumieć i demitologizować. Podobne mam podejście do pandemii. Jeśli to, co czytam jest mało interesujące, to będę wdzięczny za wskazówki. Naprawdę lubię czytać to, co warto.
>wolę argumenty niż wycieczki ad hominem
Wypadałoby chyba podać przykład takiej wycieczki, żebym mógł się ustosunkować.
Tak czy inaczej, nie rozumiem dlaczego akurat mnie wyjaśnia Pan swoje poglądy na temat religii wynikające z zainteresowania antropologią kultury. Jak te wyjaśnienia o „demitologizowaniu” religii mają się do pańskich rozważań o zwalczaniu koronowirusa?
Mądrej głowie dość dwie słowie. Ja tych słów użyłem znacznie więcej i myślałem, że przynajmniej niektóre do Pana dotarły. Na tym kończę. Sapienti satis jak mówi inne przysłowie. Odnosi się również do Pana.
>Mądrej głowie dość dwie słowie. Ja tych słów użyłem znacznie więcej…..
Moja wypowiedź sprowadzała się do pytania czy w trwającej dyskusji o pandemii koronawirusa można brać na poważnie kuriozalne wodolejstwo teologa („eksperta” od zabobonu). Czy można brać na poważnie jego tytuł „profesora”, którym „się kreśli” i na który powołuje. W miejsce odpowiedzi zostałem pouczony o „kulturowym fakcie” religii, który Pan stara się „rozumieć i demitologizować”.
Nie dziwota, że nie mógł Pan wyjaśnić jak „fakty kulturowe” i „demitologizacja” religii mają się do wodolejstwa frazesów jakiego z pewnością nie dopuściłby się żaden medyk, chemik czy biolog, o których wspomina artykuł. Niemniej zgadzam się, że mądrej głowie wystarczyłyby „dwie słowie” ( t.j. nie wiem), i przyjmuję wyjaśnienie, że się Pan zagalopował używając zbyt wielu słów bez pokrycia.
Dla zachowania profesorskiego autorytetu wypadałoby dobrze przemyśleć dwa razy sens każdego wypowiadanego słowa. Żeby nie było jak choćby w tym przykładzie:
„O ile w początkowej fazie walki z pandemią koronawirusa słusznym było zamknięte z dnia na dzień wszystkich uczelni w kraju, w tym jednostek naukowo-badawcze …..”
Pojedyncze literówki są wybaczalne ale „zamknięte” (zam. „zamknięcie”) oraz „jednostek naukowo-badawcze” w jednym zdaniu to brak szacunku dla czytelnika wynikający z zadufania we własną nieomylność i autorskiego niechlujstwa. To jednak nie wszystko, bo „słusznym było” zamiast „słuszne było”, używanie przymiotnika w narzędniku zamiat przysłówka to, jak dla mnie, szczególny fakt kulturowy. Taki kulturowy znacznik. Zrozumiały wśród maluczkich, zadziwiający u profesora UW. I wiecznie żywy fenomen „marcowego” docenta.
Wydaje mi się — z całym szacunkiem — że pisze pan głupstwa. Konsekwentnie stosując takie rozumowanie, o hodowli marchwi mógłby się wypowiadać jedynie ogrodnik; bo już biolog niekoniecznie. Zdrowy rozsądek — zwany także czasami dość słusznie „chłopskim rozumem” – to w większości wypadków narzędzie nader zawodne. Co ciekawe, ulubione przez wszelkiego typu populistów i zwolenników totalitaryzmu. Taka sama wyżyna intelektualna, jak stawianie „dobra narodu” ponad prawem.
Spróbuje, jeszcze raz napisać. W tym całym zrozumiałym chaosie niewiedzy, trochę jednak więcej wiemy. Dlatego zastanawiający jest dla mnie jaskrawy rozdźwięk pomiędzy oficjalnym stanowiskiem rządu,(podawanie codziennie liczby zakażonych i na tej podstawie ogłaszanie jakoby Polska, najlepiej sobie radzi z pandemią i jest chwalona przez inne kraje – vide p. Sasin) a coraz wyraźniejszymi głosami ekspertów, podkreślającymi, ogromne trudności w dostępie do testów (wiem to z pierwszej ręki, nawet lekarz nie może sobie zrobić testu). W statystykach jest to bardzo widoczne. Jesteśmy na szarym końcu w ilości testów na milion mieszkańców- jak zwykle chciałoby się powiedzieć.
Obawiam się, że tezy i apel Profesora Obirka, zostanie przysłowiowym głosem wołającego w puszczy. Być może wnioski i zalecenia naukowców i ekspertów byłyby niewygodne dla rządzących.
Sam słyszałem dyskusję profesorów – specjalistów w obszarze chorób zakaźnych, krytykujących zachwalany przez rząd pomysł tworzenia szpitali jednoimiennych.
Rozumienie władzy jest zawsze potrzebne, niekoniecznie w znaczeniu wyrozumiałości. Bardziej w próbach analizy w jaki sposób chcą nas wziąć za m…..ę.
W tym momencie przypomniała mi się skandaliczna wypowiedź p, ministra Z.Z. , który porównał ze sobą skuteczność i szybkość działań wdrożonych przez jego resort (chodzi o szycie maseczek przez więźniów) i zaniedbania dokonane w Domach Pomocy Społecznej, które są prowadzone przez sektor prywatny. To słowo: prywatny bardzo mocno podkreślił. Nawet jeżeli doszło do zaniedbań w części tego typu ośrodków to i tak zabrzmiało to jak wyjątkowo niebezpieczne szczujstwo.
Dla mnie najważniejszy jest powrót nauki do przestrzeni publicznej. W końcu zaczynamy się zastanawiać, co na to eksperci. I w tym zastanawianiu sie widać jak bardzo odstają od tego namysłu zarówno politycy jak i kler. Ci pierwsi myślą o utrzymaniu (bądz zdobyciu) władzy, a ci drudzy zastanawiają się jak utrzymać bezmyślny lud w ciemnoscie.
Sposób potraktowania personelu medycznego, profesjonalistów o krytycznym (sic!) znaczeniu w obecnej sytuacji, przez obecną władzę pokazuje jej priorytety. Nie łudźmy się, tak długo jak rządzi Kaczyński i jego wierni nie doczekamy się afirmacji wiedzy, niezależnego myślenia ekspertów i racjonalnego rozwiązywania sytuacji kryzysowych, które nie będą podporządkowane utrzymaniu władzy. To wszystko jest tym bardziej smutne, że jednocześnie, niejako przy okazji, pandemia ukazała w świetle „flesza” mizerny poziom świadomości, realizmu i hierarchii wartości u suwerena. Zobaczyliśmy na własne oczy, że w naszej ojczyźnie na zawołanie pojawia się zgraja osób bez kręgosłupa moralnego, która za kasę zrobi wszystko i powie wszystko czego zażąda „dobrodziej”. Wychowany na niedzielnych kazaniach i na archaicznych nakazowo-rozdzielczych lekcjach w państwowej szkole suweren, chętnie i bez refleksji łyka propagandę kościelną i reżimową i z radością nienawidzi kogo mu wskażą. Nienawiść, która zawsze jakoś tam płynęła w polskich żyłach, stała się państwową religią.
Suweren ma w d…ie jakiś akademicki potencjał naukowy i aparaturowy. Suweren wie, bo tak mu powiedział proboszcz i Kaczyński, a on im wierzy, bo to prawdziwi patrioci, którzy chcą jego szczęścia, że prawdziwym zagrożeniem dla jego bytu i pomyślności jest ideologia gender i łże-elity. On wie, że jego szczęście zależy od tego jak szybko zagłodzi tych wszystkich profesorów, doktorów i innych owych wykształciuchów. Każda osoba kwestionująca zdanie biskupów czy ludzi Kaczyńskiego staje się z gruntu podejrzana. Władza wpadła we własne sidła i nie może z dnia na dzień pokazać, że jednak ludziom rozumu i wiedzy należy się szacunek i wsparcie. Jak to – zapyta suweren – człowieka, którego wspólnie nienawidziliśmy od 5 lat mamy teraz kochać?
Państwo PiS, proszę Państwa, wali się na naszych oczach. Takie apele jak ten powyższy prof. Obirka są bardzo potrzebne teraz. To latarnie, osnowa wartości uniwersalnych, które muszą świecić kiedy wszystko zacznie pokrywać pył z rozpadającego się teokratycznego państwa. Dla wielu rozpadnie się ich cały świat.
A co jeżeli w wyniku rozpadania się teokratycznego państwa posypią się głazy, cegły i ostre odłamki? Mogą wielu zranić a nawet zabić – niekoniecznie metaforycznie.
Wiele poważnych osób przyjmuje to za prawdopodobny scenariusz. Słabym pocieszeniem jest świadomość, że to nie my uwarzyliśmy ten bigos. A co do głębszego sensu, heglowska triada daje podpowiedź i jakąś nadzieję.
Z naciskiem na: JAKĄŚ. teraz przypomniała mi się wyjątkowo wredna i manipulacyjna wypowiedź pana ministra Z.Z. Który porównywał skuteczność i szybkość decyzji rządowych i państwowych – szczególnie w jego resorcie (chodziło o zlecenie szycia przez więźniów maseczek) z zaniedbaniami, do których według niego, dopuszczono się w prywatnych domach pomocy społecznej. Słowo prywatnych, podkreślił kilka razy. Możliwe, że doszło do pewnych zaniedbań, w części ośrodków, ale wymowa całości była wyjątkowo szczująca.
W tej chwili ekspertów i uczonych trzeba trzymać jak najdalej od laboratoriów, bo a nuż coś wymyślą i będą zawracać głowę. Ich głosy, choć wołające na puszczy, będą odciągać uwagę Narodu od jedynie słusznych przygotowań do wyborów. A po wyborach te wredne głosy mogą udowadniać, ze były jakieś niepotrzebne ofiary. Z tego powodu ekspertów i uczonych należy albo uciszyć, albo internować. Eksperci i uczeni będą bardzo potrzebni po zakończeniu się epidemii, żeby politycy i kler na nich właśnie zrzucili winę. Ekspertów i uczonych należy głodzić, ale nie całkiem zagłodzić, bo przyjdzie jeszcze dla nich ta sądna godzina, gdy rząd wraz z Narodem rzucą się, żeby ich rozszarpać. Wtedy dopiero się okaże, jak bardzo eksperci i uczeni są potrzebni Polsce i Prezesowi jako kozły ofiarne. Oto słowo Paaańskieee! Panu niech będą dzięęęęki!
Napisałem przed chwilą bardzo podobny komentarz (no może bez końcowej formuły;-) do wpisu p. Andrzeja Koraszewskiego, ale zniknął.
Najmocniej przepraszam za sarkazm. Mimo całego mojego sarkazmu prawdopodobnie nie doceniam przeciwnika.
Robienie wirusem polityki to rzeczywiście nie najlepszy pomysł.
To jest znakomity pomysł rządzącego gangu. Skuteczny.
Jeden z komentatorów (Lech Slomianowski) wyraził wątpliwość, co do moich kompetencji w sprawie o ktorej traktuje powyższy tekst. Otóż chciałbym przypomnieć, co powyżej napisałem: „Tak więc zabieram głos w tej sprawie na prośbę kilku profesorów nauki polskiej, których nazwiska obecnie muszę przemilczeć”. Ci profesorowie to biolodzy mający w swoim dorobku osiągnięcia na poziomie światowym. Nie wchodzę w racje dla których sami nie chcieli zabrać głosu, to też ich prawo. Jestem natomiast im wdzięczny, że zwrócili sie do mnie z propozycją by o tym napisać. A co do kąśliwej uwagi, że jestem „specjalistą od absolutu” to pragnę podkreślić, że jestem przede wszystkim (zwłaszcza w publicystyce) człowiekiem myślącym krytycznie i próbującym zrozumieć otaczający mnie świat. Tak sie składa, że w istocie religia jest częścią składowa mojego uposażenia naukowego i śmiem twierdzić, że wiem na jej temat dość dużo. Jednak mojej krytycznej refleksji do religii nie ograniczam. Dlatego chętnie zabieram głos również na temat polityki czy właśnie nauki. Jestem wdziędzny za każdy krytyczny komentarz, jednak musi być podparty argumentem ad rem a nie ad personam. Bo taki rodzaj argumentacji nie ma nic wspólnego z nauką.
Dr Paweł Moczydłowski, socjolog i kryminolog: „Do powstrzymania fali zakażeń powinny służyć narzędzia terapeutyczne, ale władza widocznie uznała, że w ten sposób nie da już rady utrzymać kontroli nad chorobą, czyli utrzymać władzy. Zostaje strategia represyjna, która pozwoli nie tylko zachować, ale też rozszerzyć i
scentralizować władzę. Strasząc karami, stawia nas w roli winnych zakażeń, potencjalnych przestępców. To krzywdzące, upokarzające. Kiedy do ludzi dotrze, że władzy nie chodzi o nich, tylko o władzę? Nie wiem. […] Najgorsze, co mogłoby się zdarzyć, to właśnie taki bunt, który wszystkich pouszkadza. Po to nam była demokracja, żeby władzy nie trzeba było zmieniać w taki sposób. … Mowa ciała tej władzy zdradza, że przygotowuje się do twardszej rozprawy. Usztywnieni, unoszący się nad ziemią politycy sprawiają wrażenie przygotowanych na walkę.”
https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/koronawirus-nasze-zycie-wieziennieje-w-kwarantannie/fnlxgk8
Bardzo ciekawy tekst jak i załączony film ( długi ponad 1 godzinę ale warto go zobaczyć….) :https://independenttrader.pl/kto-zyska-na-zniszczeniu-gospodarki.html?fbclid=IwAR3gQ4IhbKyZFSisIza1XoEoBjHA7ETuA6Ak3VIuj9eFBbgjXMyfzzrqpSA
To kolejna manipulacja, doradzam ostrożność.
Nie wiem , czas pokaże…Kto miał rację….
Mam przyjemność oglądać to od środka i jest standardowo: wielu zacnych akademików żyje głównie animozjami, więc z grubsza każdy coś tam robi po swojemu i narzeka że nic z tego nie będzie bo skala działania jest za mała.
Oczywiście rząd nie robi nic żeby to skoordynować; a mogli by chociażby odpowiednio zbudować mechanizmy finansowania COVIDowego, które w obecnej chwili są kompletnie dziwaczne. Inna rzecz, że raczej bardziej im zależy na PRze, co widać chociażby po polityce ograniczania testów i zaciemniania danych (zachorowania podawane na Twitterze, w rozbiciu tylko na województwa, bez daty pobrania wymazu; centralnie kategoryzowane zgony; tajny rejestr z dziwnych przyczyn w byłym miejscu pracy Ministra Zdrowia, etc.).