Zbigniew Szczypiński: O co toczy się gra?

22.05.2020

Wielkie zamieszanie na polskiej scenie politycznej. Tak wielkie, że nareszcie jesteśmy obecni w światowych mediach. Polska i Węgry – dwa kraje postrzegane są jako te, w których następuje proces odchodzenia od demokracji na rzecz autokracji. „Polak – Węgier, dwa bratanki i do szabli i do szklanki” – pamiętamy takie zawołania. Ale przywołane rekwizyty tego sojuszu: szabla i szklanka nie pasują do wyzwań współczesnego świata. Tak kiedyś było i to się skończyło.

Photo by AlLes on Pixabay

Wsłuchując się polityczną narrację wszystkich głównych aktorów na tej scenie, nie mogę pojąć, jak szybko i łatwo zapomniana została afera, znana jako wybory pocztowe premiera Jacka Sasina. Wybory, które wyżej wymieniony organizował zgodnie z wolą prezesa wszystkich prezesów na 10 maja bieżącego roku.

Czy naprawdę można przejść do porządku i zapomnieć o tej kosmicznej kompromitacji polskiego państwa, które chciało, na oczach całego świata zorganizować oszustwo wyborcze, rozsyłając przez upadającą Pocztę Polską pakiety wyborcze, traktowane przez listonoszy jak ulotki czy inne materiały reklamowe? Czy naprawdę możemy już zapomnieć Jacka Sasina, wicepremiera i ważnego ministra, zapewniającego opinię publiczną, że wybory odbędą się 10 maja, bo taki jest wymóg konstytucyjny, że wszystko jest przygotowane, że karty wyborcze są drukowane, mimo że nie było jeszcze ustawy dającej prawo do takich działań? Czy możemy zapomnieć, że w tej aferze PiS odsunął i pozbawił kompetencji jeden z najważniejszych organów państwa, jakim jest Państwowa Komisja Wyborcza?

Hucpa Sasina się nie udała. Nie zadziałało zresztą nigdy nic, dosłownie nic z tego, co nadzorował minister Sasin. On tak ma, po prostu.

10 maja były więc w Polsce wybory na urząd Prezydenta RP — i zarazem ich nie było. Jaja do kwadratu – jak mówiła kiedyś młodzież.

Po spotkaniu dwóch posłów z koalicji rządzącej, będących liderami dwóch partii wchodzących w skład Zjednoczonej Prawicy rządzącej Polską, po ogłoszeniu stanowiska PKW w sprawie tych wyborów, co to były i nie były, stanowiska nadal nieopublikowanego, a więc nieistniejącego prawnie, wszystkie partie siadły do rozmów. Nawet przy okrągłym stole, jaki zorganizowała Lewica! I oto debatują nad nową ustawą o wyborach.

Ustawę przygotował oczywiście PiS. Przygotował i przegłosował w starym stylu – w kilka godzin, bez dyskusji w komisjach, bez opinii prawnych i wysłuchania głosu ekspertów. Ustawa jest teraz w Senacie — i to Senat jest teraz zakładnikiem. Im dłużej będzie procedował, tym krótsza będzie kampania i tym krótszy będzie czas na zebranie podpisów — mówi się nawet o terminie dwudniowym na zebranie przez nowego kandydata Koalicji Obywatelskiej stu tysięcy podpisów, koniecznych do jego zarejestrowania.

Specjalnie wyliczyłem najważniejsze – bo przecież nie wszystkie – zapętlenia rządzących w organizowaniu wyborów na urząd prezydenta. Po to, aby przypomnieć, z kim toczy się gra.

Jarosław Kaczyński zaliczył porażkę. Jarosław Kaczyński chciał, by wybory odbyły się 10 maja, miał je zorganizować jego człowiek do specjalnych poruczeń – Jacek Sasin. Andrzej Duda miał je wygrać w pierwszej turze.

Nic z tych oczekiwań się nie spełniło. Sasin udowodnił jedynie to, co było oczywiste: że nie jest w stanie zorganizować niczego.

Andrzej Duda jest nadal prezydentem, ale o słabnącym poparciu – nikt już nie mówi o jego wygranej w pierwszej turze. Mówi się teraz o tym, z którym z kandydatów w tej drugiej byłoby mu najłatwiej powalczyć. Każdy tydzień tej kampanii/nie kampanii to coraz bardziej widoczne widmo klęski wyborczej urzędującego prezydenta.

Napisałem „klęski wyborczej”. Tak, jakby w Polsce miały być wybory…

W Polsce, pod rządami Jarosława Kaczyńskiego wybory będą tylko wtedy, gdy ich wynik będzie korzystny dla rządzących. Gdy to nie będzie pewne i zagwarantowane, to wyborów nie będzie.

Władza ma jeszcze za pazuchą oczywisty ruch, jakim jest ogłoszenie stanu klęski żywiołowej, bo to, że taki stan mamy to widzi każdy, zwolennik „dobrej zmiany”, jak i jej przeciwnik. Koń, jaki jest – każdy widzi.

I co wtedy?

Termin wyborów odsuwamy w dalszą przyszłość. Jak daleką? Daleką, nawet bardzo, zależną od tego, jak rząd będzie sobie radził z kryzysem po pandemii.

Nie trzeba zaś być wnikliwym analitykiem, by wiedzieć, że ten rząd nie będzie sobie radził.

Rząd będzie mógł wykorzystywać nawroty epidemii, te jesienne. Oraz wszystkie inne nieszczęścia, jakie być może pojawią się na świecie. Wybory nie będą wtedy możliwe. A jak to nie spodoba się ludziom, to wprowadzi się stan wyjątkowy. Nie po to daliśmy duże podwyżki wszystkim służbom i policji, aby teraz nie oczekiwać od nich należytego wykonywania powierzonym im zadań. Widać to było na ostatniej demonstracji przedsiębiorców w Warszawie – ponad 300 zatrzymanych, gaz pieprzowy prosto w twarz stojących nieawanturujących się ludzi. To przedsmak tego, co może się stać w kolejnych miesiącach kryzysu.

Niekompetentna władza – a ta jest właśnie taka – zawsze sięga do przemocy, realizując stare a zawsze prawdziwe hasło towarzysza Mao – „władza rodzi się na końcu lufy karabinu”.

I na koniec raz jeszcze chcę bardzo mocno powiedzieć – pamiętajmy, z kim toczy się ta gra. Nam wydaje się, że gramy o uczciwe wybory, o demokratyczne państwo, o wolności i swobody obywatelskie. Pewnie to prawda. Ale oni grają o wszystko. Grają o życie, o to, czy nadal będzie tak, jak jest. Z tymi wszystkimi możliwościami dla każdego z nich. Dla funkcjonariuszy, a nawet ich rodzin. Z tymi uposażeniami, wielokrotnie przekraczającymi średnie wynagrodzenie w gospodarce. Z tą armią wiernych a niekompetentnych działaczy rządzącej partii, jaka obsiadła spółki skarbu państwa.

Skala szkód to obraz stadniny koni arabskich w dwa lata po ich przejęciu przez nominatów prezesa. Oraz to, co zostało z kultowej dla wielu radiowej „trójki”. To tylko przykłady, pierwsze z brzegu.

Pamiętajmy, z kim toczy się gra: z szulerami mianowicie. I pamiętajmy o co!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com