Tadeusz Kwiatkowski: Materiał ścierny

18.06.2020

Czasy, kiedy kontrola przepływu informacji umożliwiała pisanie historii, np. w sposób sugerowany przez Heriberta Illiga w ramach tzw. hipotezy czasu widmowego, wydają się okresem zamierzchłym. Dystrybucja informacji w formie tradycyjnej (druk, analogowe zapisy obrazu i dźwięku) ma wielorakie ograniczenia, ale rewolucja informatyczna nie przezwyciężyła ograniczeń ludzkiej percepcji, a jedynie je uwypukliła.

Współczesny świat pełen jest ludzi, którzy wciąż stoją okrakiem ponad informacyjną otchłanią – głowa w analogowych wspominkach i niespełnieniach, zaś drżące z niepokoju ręce błąkają się po peryferiach otwierającego wrota cyberprzestrzeni, oferującego ułudę namacalności hardware’u.

Komputery powoli, acz nieubłaganie się emancypują. Granica, poza którą ludzie zaczną odgrywać rolę zbytecznych organicznych końcówek, egzystujących na marginesie hermetycznego wymiaru AI, wydaje się kwestią najbliższej dekady, być może dwóch. Owszem, nadal istnieją obszary/społeczności wolne od wpływów cyberprzestrzeni, ale m.in. dlatego orbitują na obrzeżach cywilizacyjnych przemian.

Użytkownicy Internetu to nade wszystko konsumenci informacji. Można się spierać, czy np. ktoś zamieszczający na portalu społecznościowym zdjęcia z wakacji lub film z imprezy urodzinowej, faktycznie wzbogaca ogólnoświatowe zasoby informacyjne, jednak to, czego nie zdoła z podobnych fusów odfiltrować organiczny odbiorca, może i będzie stanowiło pożywkę dla AI. Zwykłe zdjęcie w formie cyfrowej jest źródłem mnóstwa informacji, nie tylko o nadawcy i odbiorcy, lecz również okolicznościach jego utworzenia i przetwarzania. Forma, w jakiej algorytmy analizują dane dostępne w cyberprzestrzeni, w naturalny sposób stanie się wzorcem informacyjnym (nieinformatycznym) wyższego rzędu, wypierającym nie tylko udział zmysłów wzroku i słuchu, ale również tradycyjne ścieżki przetwarzania oparte na fizycznym manipulowaniu obiektami. Zalążki sygnalizowanego zjawiska widać obecnie w dziedzinach, w których jeszcze kilkadziesiąt lat temu dominowali ludzie (obróbka materiałowa, projektowanie, pozyskiwanie i analiza danych, prognozowanie, nawigacja).

Tak jak ludzie nie są już w stanie konkurować z robotami dysponującymi coraz większym zakresem autonomii np. w fabrykach, tak też będą wypierani z przestrzeni twórczej, spadając do roli całkowicie zależnej klienteli. Jako przykład rozważmy fach dziennikarski.

Już samo użycie słowa „fach”, nacechowane jest antropocentryczną iluzją. Nie ma prawa, wedle którego natura preferowałaby ludzkość jako dominujący i stały wzorzec egzystencji. „Fach” sugeruje niezbędność, kompatybilność, wreszcie nadrzędność. Czymże szczególnym rzemiosło dziennikarskie wyróżnia się obecnie na tle innych? Weźmy dla porównania choćby tak fachową profesję, jak hydraulik. Wymaga wprawy, czyli umiejętności nabywanych praktycznie. O ile hydraulik powinien się legitymować bogatym pakietem kompetencji społecznych, o tyle dziennikarzowi taki balast może cokolwiek ciążyć.

Nie trzeba rozumieć innych lub im współczuć, żeby pisać/opowiadać w mediach o sporcie, nauce, ekonomii czy polityce. Gdy idzie o przetwarzanie danych, człowiek trudniący się przekazywaniem informacji jest dziś absolutnym przeżytkiem. Jako interpretator zjawisk również zawodzi, ponieważ złożoność, plastyczność, a często także globalny wymiar opisywanych zagadnień, wymuszają stosowanie uproszczeń, ułomnych wobec misternych modeli probabilistycznych SI. Skoro informacja ma być nade wszystko użyteczna, musi zawierać instrukcję, a nie jedynie przybliżony przepis na jej mozolne (energochłonne) indywidualne wytwarzanie.

Dziennikarstwo to jedno z tych zajęć, o których zwykliśmy myśleć jako o działaniu twórczym, zarezerwowanym dla wąskiej grupy fachowców. Nic bardziej mylnego. Gdy domenę hydraulika determinują immanentne, właściwe jego aktywności ograniczenia fizyczne, dziennikarz operuje w sferze totalnej abstrakcji, prócz tego: ulega presji społecznej, korzysta zawsze z bardzo ograniczonego materiału faktograficznego, reaguje zbyt wolno, nie dostrzega poruszanych kwestii w pełnym spektrum kontekstualnym. Co więcej, dostarczany przez niego produkt trafia do odbiorców dotkniętych — co najmniej w tym samym stopniu — wszystkimi wzmiankowanymi ułomnościami. Stąd też dziennikarz, jak hydraulik, stara się udrożnić ścieżkę własnej kariery, tyle że w przypadku hydraulika, jego sukces jest równoznaczny z wymierną korzyścią klienta.

Zatem teoretyczne dziennikarskie wywody poddadzą się cybernetycznemu imperatywowi obniżania nakładów energetycznych znacznie łatwiej niż usługi ściśle związane z formą cielesną odbiorców.

Zaprawdę, lepiej mieć w chałupie drożne szczelne rury niż tylko słuchać/czytać o tym, lub nawet o dużo przyjemniejszych niż hydrauliczne czynnościach, korzystając z pośrednictwa ludzi, dla których liczą się przede wszystkim własne słowa i ich rynkowe wzięcie.

Rzecz jasna już dziś można milo spędzić czas z coraz lepiej wyglądającymi i użytecznymi fantomami, nie ma też takiej rury na świecie, której nie można odetkać, jednak gdy idzie o szybkość przetwarzania informacji, dziennikarskie rzemiosło oparte na związkach węgla niechybnie zmierza tam, dokąd odeszły dinozaury. Teraźniejszość wyposażyła gros populacji w przenośne, szybkie i coraz bardziej wyrafinowane narzędzia do zdobywania i obróbki danych, których twórcze wykorzystanie na razie pozostaje w gestii użytkowników. Jeśli ludzkość na przekór aktualnym trendom przetrwa, dziennikarze na pewno nie będą potrzebni. Jeżeli natomiast rozwój wypadków zredukuje globalną populację do rzadko rozsianych społeczności plemiennych, przekazywaniem mniej lub bardziej użytecznych informacji zajmą się wioskowi szamani, jak nie przymierzając pleban dobrodziej.

Pierwszy scenariusz prowadzi wprost do sytuacji, gdy to AI pocznie szlifować swymi twórcami ostatnie software’owe nierówności, a potem ogólnie rzecz biorąc, ludzie okażą się jedynie poślednim komponentem białkowym, mogącym spełniać jedynie ograniczone funkcje usługowe.

Wątpliwe, aby ów moment przybrał formę dramatycznej konfrontacji, przecież już dzisiaj większość bardziej przedmiotowo służy za pośrednictwem swych komputerów, niż faktycznie podmiotowo z nich korzysta.

Informacja to narkotyk, oferujący ułudę sprawowania kontroli, a to w zupełności wystarczy, by odebrać człowiekowi jej resztki.

avatar

Tadeusz Kwiatkowski

Pedagog, publicysta

Rocznik 1977. Absolwent Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Jednostka głęboko aspołeczna. Przejawia objawy organicznego uczulenia na polski patriotyzm, pojmowany jako przekonanie o nadrzędnej roli Polski w historii, oraz tzw. polskiej racji stanu w stosunku do interesów Europy w dobie postępujących procesów globalizacji. Z przekonania i zamiłowania antyklerykał. Na razie, od blisko dwudziestu lat szczęśliwy mąż, od kilku również ojciec; od ponad dekady aktywny entuzjasta biegów długodystansowych.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com