Telewizja pokazała (608)

26.06.2020

Ile razy słyszymy o działalności ekipy rządzącej tyle razy nasuwa się jedno słowo: granda. Gwałcenie prawa jest nagminne. Wyjątkowo obrzydliwe jest dołączanie lewych przepisów do ustaw antykryzysowych. Do kolejnej „tarczy”, która ma pomóc przedsiębiorcom, dodano przepisy zaostrzające prawo aborcyjne (karanie lekarzy), wyższe kary za obrazę prezydenta (pierwszą i podstawową karą za znieważenie głowy państwa będzie nie — jak dotąd — grzywna lub ograniczenie, ale pozbawienie wolności do lat trzech; jedynie w wyjątkowych przypadkach sądy mogą zdecydować się na złagodzenie kary i wymierzenie sankcji wolnościowych) i inne skierowane przeciw obywatelom. Część tych przepisów karnych zakwestionował kiedyś prezydent Duda i odesłał je do Trybunału Konstytucyjnego, a teraz nie czekając na wyrok Trybunału – podpisał. Jednocześnie wprowadza się przepisy rozgrzeszające rządzących z wszelkich działań czynionych w walce z pandemią, na przykład drogich czy nietrafionych zakupów sprzętu medycznego. Przypomina to „Trzech muszkieterów”, gdzie kardynał Richelieu wręczył Milady list, upoważniający właściciela listu do wszelkich działań, z wyjaśnieniem, że są one dokonywane dla dobra państwa. Wredna banda.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\aborcja.jpg

* * *

Na wybory:

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\homoseksualizm.jpg

* * *

Minister Rozwoju Jadwiga Emilewicz przemówiła z ambony do uczestników Ogólnopolskiej Pielgrzymki Przedsiębiorców na Jasnej Górze.

Komentarz Roberta Biedronia:

Prosiłbym o przesłanie kalendarza minister Emilewicz, bo chciałbym wiedzieć, gdzie wygłosi swoje następne kazanie. Chętnie przyjmę komunię z rąk pani minister.

* * *

Przez głupią nadwrażliwość na krytykę i nadgorliwość w zwalczaniu ludzi krytykujących, PiS dostarcza reklamy tej krytyce. Najpierw oskarżono człowieka, który na swoim samochodzie umieścił hasło:

Sebastian Pawłowski z samochodem, który nie spodobał się policji

Teraz oskarżono o obrazę prezydenta człowieka, który pchał ulicami Krakowa kukłę (bez nazwy), kukłę zarekwirowano:

Kukła w Krakowie

Zdjęcia z tych incydentów są szeroko rozpowszechnione w internecie i każdy zastanawia się, czy zagłosować na Dudę, czy jednak lepiej…

A nie mieliśmy takiej srogiej policji i władzy, kiedy Kaczyński palił kukłę prezydenta Wałęsy.

* * *

Jednym z terminów o pozytywnym wydźwięku, które towarzyszyły mi w młodości, była rewolucja. To było coś dobrego, koniecznego, co przyspieszało nieuchronny postęp, obalając i likwidując tych, którzy temu postępowi stali na drodze. Uczyliśmy się o Komunie Paryskiej no i oczywiście o Wielkiej Rewolucji Październikowej. Dopiero potem, gdy zacząłem samodzielnie myśleć, zaskoczyłem starych towarzyszy pytaniem, jak można chwalić rewolucję, która dla jasnej przyszłości morduje żyjących aktualnie ludzi. (Nie jest to tylko cecha ideologów, niemal wszyscy politycy są gotowi poświęcić dobro ludzi, którzy stoją im na drodze). Tu bliski był mi Ilia Erenburg i jego przypowieść w „Burzliwym życiu Lejzorka Rojtszwańca”. Przypomnę:

Był sobie rabin, który cieszył się wielkim poważaniem. Często w czasie nabożeństwa wydawał się nieobecny i ludzie wiedzieli, że wtedy rozmawia bezpośrednio z Bogiem.

W tej samej gminie żył ubogi stary Żyd, który ledwo wiązał koniec z końcem. Zajmował się najbardziej pogardzaną robotą – prał brudną bieliznę innych ludzi. Często brakowało mu pieniędzy na szabat.

Zdarzyło się, że zmarł wielki łobuz, krętacz, taki wyzyskiwacz bez serca. Przeniósł się na tamten świat, stanął przed sądem Pana i tam też próbował oszukiwać. Trzeba było go osądzić, ale nie było nikogo, kto by chciał go bronić. Pan Bóg trochę się zdziwił, że nie ma chętnych. Wtedy ktoś powiedział, że może ten rabin by się podjął obrony. On każdego będzie bronił. „Dobrze, niech on tu przyjdzie” powiedział Bóg.

To był szabatowy wieczór, piątek, a jeszcze jakieś święto związane z całodziennym postem. Żydzi, którzy modlili się w bóżnicy, zobaczyli, że rabin nagle jakby zasnął czy zamyślił się głęboko. A on znalazł się na górze i jak tylko się tam znalazł, z miejsca przystąpił do obrony. I bronił w taki sposób, że zaczął oskarżać Pana Boga. Mówił: „Jak to jest? Ty jego oskarżasz, a kto ten świat takim stworzył?”. Mówił tak logicznie, aż Pan Bóg zaczął się wahać: „No tak, no może rzeczywiście…”, zaczął mieć wątpliwości. Więc ten rabin zaczął przekonywać Boga, żeby wreszcie zesłał Mesjasza i wybawił świat od cierpienia. Widać było, że jeszcze chwila i Pan Bóg da się przekonać.

Ale rabin, rozmawiając z Panem Bogiem, cały czas widział co się dzieje w jego bóżnicy, i zobaczył, że ten biedny człowiek, ten najgorszy w gminie, zemdlał z głodu i jeszcze chwila a umrze. Jeśli on nie dokończy modłów i nie zakończy w ten sposób postu, to ten człowiek umrze. Wtedy rabin powiedział: „Może mógłbym przekonać Boga i ten zbawiłby cały świat, ale kto powiedział, że to ma być okupione życiem tego człowieka?”. I wrócił szybko na Ziemię i dokończył modłów.

A więc nie można nawet jednym najmarniejszym życiem okupić szczęścia całego świata.

Mądrość tej historii wydaje się obca nie tylko kapłanom religii, ale i większości ludzi. Nie mamy oporów, aby dla własnej wygody czy bezpieczeństwa dopuścić do cierpienia innych ludzi. Świat patrzył spokojnie na rzeź Tutsi w Rwandzie i patrzy obojętnie na gwałty w różnych częściach świata. Możni tego świata interweniują z użyciem wojska tam gdzie mają interesy, najczęściej kosztem miejscowej ludności – te koszty nie są ważne, ważne są koszty interweniujących. Polska nie zdała egzaminu nie przyjmując choćby wybranych uchodźców potrzebujących pomocy (ranni, kobiety i dzieci) z terenów wojennych. I zapewne chętnie dołączy do jakiejś wątpliwej interwencji, jak w Iraku, bo jakby kiedyś Rosja napadła na Polskę to Ameryka może zechce nas bronić.

Ta obojętność na krzywdy innych ludzi, w nadziei na nasze korzyści, jest podstawą popierania polityków i rozgrzeszania ich z różnych przekrętów. Niech wyrwą coś dla nas, choćby kosztem innych.

Przed wojną Polska chciała mieć własne kolonie. W 1939 r. do Ligi Morskiej i Kolonialnej należało 1,2 mln Polaków. Gdyby dziś otwierały się takie możliwości, myślę, że znów znalazłoby się wielu chętnych.

Polityka posługuje się często językiem wartości moralnych, ale apeluje do egoizmu i akceptujemy to, że jest to bardzo często bezwzględny handel. Tylko dlaczego czujemy się moralnie wyżsi i usprawiedliwieni?

* * *

Wydaje się, że nie ma granicy dla kłamstw wygłaszanych przez polityków, szczególnie przed wyborami. Ze szczególną lubością wygłaszają je politycy PiS. Ponieważ większość z nich to ostentacyjni katolicy, wydaje się pożądane powołanie kapelanów, szczególnie dla rządu, sejmu i senatu. Każdego wieczoru (a w sejmie późno w nocy) politycy mogliby wyspowiadać się i ewentualnie uzyskać rozgrzeszenie, jako że kłamstwo jest grzechem. Kapelani będą mieli jednak problem, bo warunkiem rozgrzeszenia jest szczere wyznanie winy i obietnica poprawy, a tu nie widać żadnej poprawy, ani nawet takiej chęci.

Sprawa grzechu kłamstwa nie jest dostatecznie jasna. Wprawdzie Jezus powiedział: – Niech słowo twoje będzie tak-tak, nie-nie, co więcej to od złego jest, ale to jakoś wiernych nie mobilizuje do mówienia prawdy. Szukałem w internecie wyjaśnień Kościoła, ale znalazłem tylko pogmatwane wywody pewnego księdza, z których wynikało, że kłamstwo może być poważnym grzechem, ale w pewnych warunkach niekoniecznie.

Przydałoby się jakieś wydawnictwo, podobne do Monitora, gdzie przynajmniej raz na tydzień publikowano by kłamliwe wypowiedzi polityków i zaraz po nich wyjaśnienia jak rzecz ma się naprawdę.

* * *

Rafał Trzaskowski wystosował list do Andrzeja Dudy, w którym pytał o cel jego środowej wizyty w USA. Napisał tam, że opinia publiczna powinna wiedzieć, czy planuje się przeniesienie do Polski broni jądrowej lub budowy reaktora atomowego.

Prezydent Duda, pytany o list Rafała Trzaskowskiego, powiedział, że za rządów Platformy Rosja napadła na Ukrainę.

Żeby utrzymać się w tej samej konwencji, Trzaskowski powinien przypomnieć, że to za rządów PiS mamy epidemię koronawirusa.

* * *

Prezydent Thomas Jefferson:

Naród nie może być jednocześnie niedouczony i wolny.

* * *

Gdybym został prezydentem, to pierwszym punktem mego programu byłoby uchwalenie obowiązku ciszy wyborczej przynajmniej raz w tygodniu. Od lat mamy permanentną kampanię wyborczą i niestety media nie potrafią tego okiełznać. Zresztą dla nich to wielka gratka – wystarczy tylko podsuwać politykom i komentatorom mikrofon i popędzać ich, żeby kończyli gadać, bo mało czasu (zaraz reklamy).

Mogłoby to być także korzystne dla polityków, którzy mieliby trochę czasu, aby odpocząć, zastanowić się nad tym, co wygadują, a pewnie też spędzić trochę czasu z rodziną. Wypowiedzi polityków są tak sztampowe, że chyba każdy z nas mógłby się wypowiedzieć na każdy temat zadany przez dziennikarza, tylko minutę wcześniej powinien się dowiedzieć którą partię reprezentuje.

Czasem mam wrażenie, że i my – słuchacze i czytelnicy – stajemy się ograniczeni i usztywniamy swoje poglądy. To w dużej mierze wynik sztampowych powtarzanych wystąpień polityków. Zamiast więc myśleć o poważnych problemach, zajmujemy się prostowaniem prezentowanym nam ewidentnych kłamstw czy głupot.

* * *

Wiele lat temu Polityka postanowiła pomóc określić się czytelnikom i sporządziła test. Po udzieleniu odpowiedzi na szereg pytań dowiedziałem się, że mam upodobania lewicowe.

Ale czy to znaczy, że mam głosować na lewicę, tj. na partie, które tak siebie nazywają bądź ich kandydatów?

Najchętniej wymieniłbym większość tzw. elity politycznej, zachowując może parę nazwisk. Nie mam wielkich nadziei, że polityk, na którego głosuję, a także jego partia, zrobią dużo z tego co obiecywali. Ale czasem cynizm polityków jest nie do zniesienia. Politycy łatwo wygłaszają ogólniki typowe dla swojej formacji. Mam wrażenie, że gdyby ich przerzucić do innej partii to łatwo dostosowaliby się do nowej sytuacji, co opisałem kiedyś. Widać to zresztą choćby na przykładzie polityków PiS, którzy trafili do Platformy czy innych partii i gładko przyjęli nową formę wypowiedzi.

Lewica nie jest tu wyjątkiem, co widzieliśmy na przykładzie pana Napieralskiego, byłego szefa SLD, który ostatecznie trafił do Platformy (a agitowano przed wyborami prezydenckimi, żeby na niego głosować, to się policzymy ile nas jest).

Jak dotychczas żaden z kandydatów nie przedstawił programu prezydenckiego. Ich postulaty to raczej programy szefów partii rządzących, a nie prezydentów, od których niewiele zależy. Obecne wybory prezydenckie to dla kilku polityków była okazja do zaprezentowania własnych partii, bo ich szanse na wygraną są zbyt małe. Ale w praktyce mamy pomieszanie i nie ma jasnego wybicia programu partii, do których kandydaci należą, ani programu prezydentury, przeważa kunktatorstwo i ostrożność. (Zresztą, czy partie mają jakieś realne programy? Zwykle opracowują je tuż przed wyborami).

Żaden z kandydatów nie przekonał mnie do głosowania na niego. Odpuszczę więc pierwszą turę wyborów a w drugiej zrobię to co właściwie robię jeszcze od czasów PRL – zagłosuję na mniejsze zło.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com